W Parku Jurajskim :D

an Luan, an 24ú lá de Mheán Fómhair 2018

Wielki uśmiech w tytule notki jest wyrazem mojego całkowitego zaskoczenia i radości, spowodowanych niespodzianką, którą mi wczoraj Rodzice zafundowali…

Tutaj w Sączu znajduje się Hala Widowiskowo-Sportowa, w której od czasu do czasu organizowane są różnego rodzaju wydarzenia. Tym razem zawitała tam wystawa o dinozaurach oraz pająkach i różnych innych egzotycznych dla przeciętnego Polaka żyjątkach. Nie wiem, gdzie ani kiedy Mama z Tatą się o niej dowiedzieli, ale po obiedzie zostałem na ową arcyciekawą wystawę zabrany 😀

HWS to ogromny obiekt, więc mogło się tam zmieścić mnóstwo prehistorycznych gadów oraz innych okazów – w niektórych przypadkach, wcale nie tych najmniejszych!

Pośrodku sali królował majestatyczny, roślinożerny Brachiozaur, leniwie kołyszący dłuuuugą szyją. Było ludno i gwarno. Mnóstwo ludzi z dziećmi w każdym wieku, wszyscy wszystko komentowali, a zewsząd słychać było ryki różnych dinozaurów.

To była cała prezentacja multimedialna. Dinozaury, których można było dotknąć, które machały ogonami, łbami, otwierały i zamykały paszcze, nawet oczami mrugały. Całość sprawiała bardzo realistyczne, niekiedy wręcz groźne wrażenie.

Przy każdym dinozaurze jego nazwa i tabliczka z faktami o jego życiu. Dwa telebimy z filmami dokumentalnymi jak z National Geographic. W całej sali znajdowały się kopie pękniętych skorup, wyglądających tak, jakby dopiero co coś się z nich wykluło.

Tym sposobem zawarłem bliższą znajomość z paroma mieszkańcami Parku Jurajskiego (i nie tylko z nimi, ale po kolei…) 😀

Krwiożerczy Allozaur

Zwinny Welociraptor

Pterodaktyl, gotowy do lotu…

Deinonych, czyli „Straszliwy pazur”…

Kompsognat (mały mistrz zasadzek i pracy zespołowej) i jego ciut większa ofiara…

Ja i mój przyjaciel Stegozaur

Spinozaura łatwo poznać po ostrym jak brzytwa grzebieniu na grzbiecie, który służył mu do regulacji temperatury ciała…

* * *

O każdej pełnej godzinie, jeden z dinozaurów „ożywał” nieco bardziej i z rykiem szedł na obchód całej sali 😀 Organizatorzy wystawy prowadzili go na smyczy, jak psa 😀 Podszedł nawet do mnie i udało mi się go pogłaskać 😀 Wyglądał tak, niestety nie zanotowałem jego nazwy:

* * *

Cała ta wspaniała wystawa miała jeszcze jedną część. Można było z bliska obejrzeć pająki, karaczany i patyczaki z całego świata. Było ich kilkanaście wzdłuż całej ściany, o różnych rozmiarach i barwach.

Każde terrarium oświetlone, z wodą dla lokatora i krótką informacją o nim. Niektóre okazy są trujące i/lub agresywne i tych zdecydowanie nie należy dotykać 😉

Były jednak i okazy nieco bardziej potulne, nieposiadające jadu. Jednego z takowych można było sobie nawet wziąć do ręki, co też po krótkim wahaniu uczyniłem:

Ten przystojniak jest nawet dosyć mięciutki w dotyku, trzeba tylko rękę trzymać nieruchomo i jest git. Troszkę łaskotało kiedy próbował odnóżami ruszać się po dłoni 😉

* * *

Na przełomie lat 90-tych i dwutysięcznych, na moim ówczesnym kompie rządziły interaktywne encyklopedie firmy Optimus Pascal, których do dzisiaj strasznie mi brakuje. Z tej serii miałem między inni „Encyklopedię Dinozaurów”, dzięki której można było sobie spacerować po wirtualnym muzeum i szukać skamielin pod ziemią, aby przywrócić do życia kilka wymarłych osobników.

Sprawiało mi to ogromną frajdę (podobnie jak wczorajszy wypad), gdyż jedna z „faz” jakie przeżyłem za dzieciaka, dotyczyła właśnie dinozaurów.

Słowo daję, wczoraj poczułem się, jakby mnie na dwie godziny „wessało” do tego wirtualnego muzeum… 🙂

Reklamy