Category Archives: Smaointe

„Smaointe” – po irlandzku: „myśli”. Rozmyślania różnororakie. Czasem notki niepasujące do innych kategorii.

„Thoughts” in Irish. My thoughts on different topics. Sometimes a place for posts which don’t fall into any of the other categories.

Drugi listopada

an Déardaoin, an 2ú lá de mhí na Samhna 2017

Ja o swoich bliskich pamiętam cały rok. Są jednak okresy takie jak ten, w których mój naturalny refleksyjny nastrój znacząco się nasila. 

Na pierwszym miejscu wspominam Moją Najcudowniejszą Busię (za którą wciąż jeszcze płaczę), oraz niemniej cudowną drugą Babcię Marysię. Z uśmiechem myślę o wspaniałej, długowiecznej Prababci Rózi, oraz o Kochanych Ciociach: Stasi i Marysi.

Zastanawiam się, jacy byli Pradziadek Stanisław, Dziadek Ludwik oraz Wujek Józek, których nigdy nie dane mi było poznać. Tęsknię za Dziadkiem Kazikiem i wspólnymi porankami przy kakao oraz wypadami na ryby. 

Niezmiennie wspominam Pana Sławka i jego odjazdowy motocykl, oraz przebojowego Profesora Tadeusza od chemii w liceum. Tak samo sąsiadów z dawnego bloku: Pana F. i Państwa S. 

Spoczywajcie Wszyscy w spokoju. Kiedyś zobaczymy się znowu. Tymczasem, jesteście stale obecni w naszych sercach…[*]

* * *

W tym roku, nie zwracajcie uwagi na kolejność nazwisk w tej części notki. Sami zobaczycie, że wszystkie wymienione osoby zasługują na pierwsze miejsce podium.

Zacznijmy od artysty wszechstronnie uzdolnionego: piosenkarza, poety, pisarza, kompozytora i filozofa. Niejednokrotnie poruszał w swojej twórczości trudne tematy – życie i śmierć, Bóg, ludzka seksualność, aktualne problemy społeczno-polityczne. Słucham go dopiero od jakichś 10 lat i bardzo żałuję, że nie odkryłem go wcześniej.
Człowiek skromny, niepchający się w światła reflektorów, a pomimo tego uwielbiany przez publiczność i korzystający z życia. Miłośnik kobiet (spotykał się, między innymi, z Janis Joplin, której zadedykował jeden ze swoich utworów). Leonard Cohen odszedł 7 listopada w wieku 82 lat, w wyniku trwającej od jakiegoś czasu choroby, połączonej z upadkiem we własnym mieszkaniu. W jego żyłach płynęła żydowska, rosyjska i polska krew. W latach 80-tych, za sprawą tłumaczeń Macieja Zembatego, utwory Leonarda cieszyły się nad Wisłą większą popularnością niż w jego rodzinnej Kanadzie. Zawsze ciepło się o Polsce wypowiadał.
Osobiście uwielbiam mnóstwo jego utworów, ale pierwsze miejsce w moim sercu zawsze będzie mieć „Hallelujah” – zachwycająca, wielokrotnie coverowana i niezależnie od wersji doprowadzająca mnie do łez…

Początkowo chciałem samemu napisać parę słów o księżniczce LeiCarrie Fisher, oraz jej mamie: Debbie Reynolds, ale Piotr Wasiak z Biblioteki Ossus zrobił to lepiej, niż ja kiedykolwiek zdołałbym. Posłuchajcie sami…

15 marca pożegnaliśmy jedną z najwybitniejszych osobistości polskiej kultury: Wojciecha Młynarskiego. Był on piosenkarzem, satyrykiem, poetą, tłumaczem ale przede wszystkim autorem ponad dwóch tysięcy znakomitych tekstów, przepełnionych satyrą, komentujących otaczającą nas rzeczywistość w jedyny w swoim rodzaju cięty i inteligentny sposób. Tekst piosenki do muzyki Jerzego Wasowskiego pt. „Róbmy swoje” stał się swoistą wizytówką Młynarskiego i hymnem kilku pokoleń Polaków, wychowanych i żyjących w PRL. Spośród jego piosenek najbardziej lubię „Nie ma jak u Mamy” oraz „Jesteśmy na wczasach”

Kolejnym piosenkarzem, obecnym w życiu Celta praktycznie „od zawsze”, był Zbigniew Wodecki. Dla mnie wszystko zaczęło się od sławetnej „Pszczółki Mai”, która przyniosła mu popularność, a od której przez lata nie mógł się uwolnić i w końcu się z tym pogodził. Potem były „Chałupy…”, „Zacznij od Bacha”, „Opowiadaj mi tak” i przepiękny dla mnie duet ze Zdzisławą Sośnicką: „Z Tobą chcę oglądać świat”.
Wirtuoz skrzypiec, fortepianu oraz trąbki, z tym pierwszym instrumentem nie rozstawał się od 6. roku życia. Karierę zaczynał w Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia.
Mimo ogromnej sławy i sukcesów na estradzie, Pan Zbyszek pozostał niezwykle serdecznym i ciepłym człowiekiem, z ogromnym dystansem do siebie i pasją do zawodu. Zawsze otwarty na nowe doświadczenia, chętnie współpracował z innymi muzykami. Chętnie też pojawiał się w różnych programach telewizyjnych jako juror bądź prowadzący („Taniec z Gwiazdami”, „Droga do gwiazd”).
Przez ostatnich kilka lat Wodeckiego trapiły problemy zdrowotne. 8 maja doznał udaru mózgu i trafił do szpitala MSWiA. Odszedł 22 maja, w śpiączce, dwa tygodnie po swoich 67 urodzinach.

Polska scena komediowa i kabaretowa poniosła niepowetowaną stratę wraz  z odejściem Bohdana Smolenia w grudniu zeszłego roku. Pan Bohdan był postacią tak charakterystyczną, że jego dokonań nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Przez prawie pół wieku bawił widzów do łez w różnych filmach, serialach i kabaretach: między innymi „Pan Kleks”, „Cesarskie ciecie”, „Świat według Kiepskich”, „13 Posterunek”, „Pod Budą” (którego był założycielem) z Andrzejem Sikorowskim, czy wręcz legendarny już duet z Zenonem Laskowikiem w Kabarecie TEY. Przez pewien czas nagrywał też, utrzymywane w różnej stylistyce, piosenki.
Mimo uwielbienia publiczności, wielu nagród i odznaczeń, życie nie obeszło się z nim łagodnie. W 1990 roku, drugi z jego trzech synów powiesił się, zaś rok później, samobójstwo popełniła jego żona. W 2007 roku założył fundację „Stworzenia pana Smolenia”, zajmującą się hipoterapią dla dzieci. Od 2008, zdrowie pana Bohdana stopniowo pogarszało się. Choroba płuc spowodowana uzależnieniem od nikotyny, kilka zawałów i wylewów, paraliż i utrata mowy znacznie osłabiły jego organizm, doprowadzając w końcu do śmierci.
W jednym ze swoich wpisów Jotka wspomina ławeczkę, na której swego czasu Pan Bogdan przesiadywał…

Nie ma chyba nikogo, kto nie znałby hitów „Last Christmas”, „Wake Me Up Before You Go-Go”, „Careless Whisper”, „Jesus To A Child”, „Freedom”, „Faith”, czy „One More Try”. Wszystkie wylansował, początkowo w duecie z kolegą jako „Wham!„, później już odnosząc spore sukcesy solowe – George Michael.
Ten kontrowersyjny artysta o grecko-angielskich korzeniach nie stronił od narkotyków, spotykał się zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. Zmarł 25 grudnia, w wieku zaledwie 53 lat na niewydolność serca. Muzycznie współpracował z takimi sławami, jak Aretha Franklin, Whitney Houston, czy Elton John.
Ja osobiście zawsze będę wdzięczny George’owi za kilka utworów spośród tych wymienionych – te wykonywane pod szyldem „Wham!” oraz dwie piękne ballady: „One More Try” i „Jesus To A Child”.

10 listopada, w wieku 74 lat, zmarł Jerzy Cnota – aktor filmowy i teatralny. Karierę zaczynał w śląskich epopejach Kazimierza Kutza, między innymi w „Soli ziemi czarnej”. Wystąpił również w „Misiu” oraz w serialu „Janosik”, gdzie zagrał zbójnika Gąsiora. W ostatnich latach mogliśmy go oglądać w roli charakternego Tadeusza Kopcińskiego, znajomego Ferdka w „Świecie według Kiepskich”.
O ile na niwie zawodowej odnosił sukcesy, o tyle w życiu stale prześladował go pech. Kilka razy omal się nie utopił, a raz nawet został porażony prądem. Zawsze tylko cudem wychodził z tego, co mu się przytrafiało i (jak sam twierdził) dawno powinien już nie żyć.

Kolejnym towarzyszem Janosika i Gąsiora, zmarłym 22 kwietnia, był Jądruś Pyzdra: aktor Witold Pyrkosz.  Przez 17 lat grywał w „M jak Miłość” Lucjana Mostowiaka, seniora rodu. Ten uwielbiany aktor filmowy i teatralny, poza wspomnianymi wyżej serialami, znany był też z ról w „Vabanku”, „Eroice”, „Rękopisie znalezionym w Saragossie” „Samych swoich”, „Killerów 2-óch”, czy „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Lista jego dokonań zawodowych jest naprawdę spora i nie do ogarnięcia w takim poście jak ten. Pan Witold miał 90 lat.

Inną postacią stale obecną w moim dzieciństwie był kobieciarz i właściciel paryskiej kafejki, Rene Artois z „Allo, Allo!”. Była to bodaj najsłynniejsza rola Brytyjczyka Gordona Kaya, którego pożegnaliśmy 23 stycznia w wieku 75 lat.

Billa Paxtona możecie kojarzyć z pierwszego „Terminatora”, czy filmu „Apollo 13”. Jako dziecko był świadkiem zabójstwa prezydenta Kennedy’ego. Aktor odszedł 26 lutego, w wieku 61 lat, wskutek komplikacji po przebytej operacji.

Od zawsze miałem słabość do zawodu dziennikarza, nie mogę więc tu nie wspomnieć o zmarłym nagle w sierpniu na raka Grzegorzu Miecugowie. Karierę zaczynał w radiu, jako szef redakcji dziecięcej radiowej Czwórki. Potem objął szefostwo radiowej „Trójki”, na początku lat 90-tych trafił do „Wiadomości” TVP. W 1997 przeszedł do nowo powstałej stacji TVN, zaś 4 lata później był jednym z twórców TVN24, z którą pozostał związany już do końca.
Według znajomych, Grzegorz prywatnie był człowiekiem mądrym, cichym, spokojnym. Miał 61 lat.

* * *

[*] [*]

Reklamy