Category Archives: Eire

Pozaceltyckie sprawy ze Szmaragdowej Wyspy…

Everything concerning Ireland, with the exception of Celtic stuff.

Koala, fanpage i trochę Wysp.

an Mháirt, 1ú lá de mhí Lúnasa 2017

Zacznijmy od Gości, którzy się niespodziewanie pojawili w moich progach wraz ze zdobyciem przez Mamę mgr na początku miesiąca. Nie pisałem o tym w notce czerwcowej, gdyż nie chciałem jeszcze bardziej jej rozciągać.

Kilka koleżanek Mamy, którym przy okazji Jej studiów także co nieco pomogłem, uknuło w tajemnicy przed Nią misterny plan…

Cztery sympatyczne Panie przyszły, aby osobiście podziękować mi za udzieloną pomoc, jak też wręczyć drobny podarek. Dostałem elegancką, ciepłą bluzę na okres jesienno-zimowy, oraz prześlicznego, pluszowego koalę 😀

Panie jakoś dowiedziały się, że mam bzika na punkcie wszelkiego rodzaju niedźwiedziowatych i tym sposobem na moim łóżku siedzi sobie teraz australijski „narkoman”, trzymający w łapkach mniejszego koalę. Mam 1-2 miśki polarne, jednego grizzly, dwie pandy wielkie i teraz koalę. Cała kolekcja!

Szalenie wzruszające być tak zaskoczonym, nie powiem… ❤

Kolejne zaskoczenie nastąpiło niedługo potem – kiedy na Allegro znalazłem eleganckiego discmana! W sklepach ich już nie uświadczysz, ale w Internecie jest wszystko 😀 Discman odtwarza wszystkie formaty, włącznie z mp3 i audiobookami. 

* * *

11 lipca mój blogowy fanpage obchodził pierwszą rocznicę swego istnienia. Owo przedłużenie Polanki powstało po kilku latach namów znajomych, oraz z czystej ciekawości, czym to się właściwie je.

Na początku pojawiły się głosy, że może nastąpić odpływ komentarzy z Bloga na stronkę. Nic takiego się jednak nie stało. Na stronce komentarzy jak na lekarstwo, za to coraz więcej lajków pod każdą kolejną notką – co cieszy mnie ogromnie.

Nie jestem stroną „popularną”, śledzi mnie tylko nieco ponad 80 osób, znajomi i nieznajomi. W ogóle stronka rozwija się całkiem jak koala – leniwie i bardzo powolutku. Ale tak jak tutaj, cieszę się z każdego odzewu typu lajk pod postem, komentarz, bądź kolejny czytelnik.

Mam teraz troszku więcej roboty, bo na stronie staram się wszystko opisywać w dwóch językach, aby nikt nie poczuł się pominięty, ale jest to przydatne narzędzie, jeśli chce się coś zapowiedzieć z wyprzedzeniem, bądź wrzucić coś na szybko.

Jeżeli ktoś z Was Kochani posiada FB, a nie polubił jeszcze mojej stronki, serdecznie do tego zachęcam.

* * *

Jakiś czas temu, Mama dokonała w domu cudnego dla mnie odkrycia – znalazła brytyjską monetę jednofuntową z 2000 roku.

Na awersie wizerunek Królowej, otoczony łacińskim skrótem: „ELIZABETH II REG. D. G. F.D.” („Elżbieta II, z Bożej łaski Królowa, Obrończyni Wiary”).

Na rewersie zaś smok – nie potrafię tylko powiedzieć, czy angielski, czy walijski.

Ze względu na to, iż byłem wówczas Poza Czasem, nie śledziłem niestety wizyty Williama i Kate u nas. Znalazłem jedynie TO, oraz jego przemówienie na zalinkowanej tu stronie monarchii. 

Ostatnimi czasy wróciłem do pewnego małego hobby, które kiedyś lubiłem. Wyszukuję mianowicie na YouTube nagrań z wycieczek pociągiem na Wyspach. Dzięki temu czuję się, jakbym faktycznie tam był i takim pociągiem jechał. Tutaj możecie się wybrać w podróż z Dublina do Belfastu 🙂 

W tutejszym dziale celtyckim TA kolorowa i bardzo ciekawa strona dotycząca irlandzkiej historii i kultury. Osoby znające angielski zachęcam do przejrzenia 🙂

* * *

Na koniec opowiem Wam o 12 lipca. Na Wyspach Brytyjskich z dawien dawna jest to data niebezpieczna, bo rokrocznie prowadząca do konfliktów na tle religijnym, narodowościowym i historycznym.

Chodzi o zwycięstwo protestanckiego króla Wilhelma III Orańskiego nad ostatnim katolickim monarchą Anglii: Jakubem II Stuartem oraz jego stronnikami w 1690 roku (być może opiszę tę bitwę w osobnej notce).

Pod koniec XVIII wieku, powstała (początkowo potajemnie) organizacja, zwana Orange Order, upamiętniająca to wydarzenie. Strukturalnie, przypomina ona zakon, na którego czele stoi Wielki Mistrz, z lożami na wzór masonerii.

U zarania, jej celem była walka z katolikami; współcześnie oranżystom chodzi przede wszystkim o zachowanie sześciu hrabstw Irlandii Północnej w granicach Wielkiej Brytanii.

Każdego roku, ulicami północnoirlandzkich miast przechodzą huczne marsze, z bębnami i pieśnią na ustach. Są one tyleż wyrazem pamięci i protestanckiej dumy, co zwykłą prowokacją (często zdarza się, że oranżyści intonują pieśni obraźliwe dla Irlandczyków) i poniekąd atrakcją turystyczną.

Co ciekawe, marsze oranżystów mają miejsce również na terenie Republiki Irlandzkiej, jako że w 9 dziewięciu tamtejszych hrabstwach Orange Order ma swoje loże. Ten fakt jedynie dodaje pikanterii całemu wydarzeniu.

Część Irlandczyków jest wściekła o to, że rząd w Dublinie nic nie robi, aby zapobiec tym marszom. Inni z kolei tłumnie stawiają się na trasie pochodu, aby zobaczyć te śpiewy, bębny i proporce na własne oczy. Tak jest na przykład w Rossnowlagh w hrabstwie Donegal, nieopodal granicy z Irlandią Północną.