Archiwa blogu

# IndyRef. Część 2.

an Luan, an 27ú lá de Dheireadh Fómhair 2014

Kontynuacja tematu szkockiego referendum niepodległościowego z poprzedniej części

Napisałem tam pod koniec, że do ogólnej kakofonii głosów za i przeciw dołączyli się aktorzy: Chuck Norris, Sean Connery, Ian McKellen czy Daniel Radcliffe. Wszyscy oni opowiedzieli się za niepodległością Szkocji, choć z różnym natężeniem i każdy miał po temu swoje pobudki.

Connery od lat sercem i duszą jest wielkim patriotą lokalnym; o swoim narodzie mówił nieraz.

Dziadkowie McKellena byli Szkotami i to jest w zasadzie jego jedyny łącznik z tamtym krajem.
Wokół filmowego Gandalfa toczył się zresztą przy tej okazji odrębny wątek. Otóż istniała realna obawa o jego status prawno-narodowościowy w przypadku zwycięstwa niepodległościowców. Już po ogłoszeniu wyników, sam aktor stwierdził, iż chociaż sympatyzuje z aspiracjami Szkotów i jakaś część jego duszy zawsze pozostanie na szkockich wrzosowiskach, to jednak czuje ulgę, gdyż nie został zmuszony do dokonania wyboru i nadal może dumnie nazywać się Brytyjczykiem.

Postawy Norrisa i Radcliffe’a opisałem nieco niżej.

*

Na swoim facebookowym profilu wypowiedziała się też moja ulubienica, rodowita Szkotka Annie Lennox. I jej zdanie jest jakoś dziwnie zbieżne z moim…

Niezależnie od tego, jak zagłosujecie, Wasza decyzje będzie mieć określone i długofalowe konsekwencje. Jeśli zagłosujecie na „tak”, nie da się już tego zmienić. Nie będzie żadnego odwrotu. Musicie więc być stuprocentowo pewni tego, iż obietnice, jakie Wam złożono zostaną spełnione. Chodzi tu o życie i dobrobyt trzech kolejnych pokoleń – Waszych dzieci, wnuków i prawnuków.
Osobiście, nie bardzo wierzę politykom oferującym utopię na wyciągnięcie ręki. Przekonałam się bowiem, że są to oszuści pod każdym względem. Głosuj mądrze, Szkocjo. Twoja przyszłość zależy od Ciebie… [tłumaczenie moje].

* * *

Jak wiadomo, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. A skorzystać chcieli brytyjscy republikanie (których rzecznikiem niejako, był podczas kampanii referendalnej Daniel Radcliffe: Harry Potter). Włączyli się do ogólnej debaty, głosząc swoje sztandarowe hasło całkowitego demontażu monarchii jako takiej i wprowadzenia urzędu prezydenta.

Byłoby to, ich zdaniem, najbardziej zdroworozsądkowe i sprawiedliwe wobec wszystkich obywateli rozwiązanie. W republice władze wybierano by cyklicznie spośród ludu, a nie utrzymywano od lat tych samych „skandalistów” i „darmozjadów” …

Cudzysłów przy tych wyrazach nie jest żadną ironią z mojej strony. Windsorowie swoje za uszami mają i dobrze o tym wiem. Przytaczam tylko zasłyszane bądź wyczytane argumenty.

Co ciekawe, zwolennicy republiki w roli pierwszego prezydenta najchętniej widzieliby…obecną księżniczkę Annę, córkę Elżbiety II.

* * *

Sprawa całkowitej samodzielności Szkocji dawno przestała dotyczyć jedynie Szkotów. Jak w XIX wieku, podczas Wiosny Ludów, wszyscy dążyli do zjednoczenia (tak powstało wówczas m.in. Cesarstwo Niemieckie czy Królestwo Włoch), tak teraz od paru ładnych lat ja obserwuję coś wręcz odwrotnego.

W tym konkretnym przypadku światowe media rozpisywały się o „szkockim wirusie”, błyskawicznie atakującym kolejne państwa. Podobną drogą chce pójść Wenecja (Włochy), Katalonia (Hiszpania), czy Teksas (USA). Szkotów popiera nawet…Korea Północna!

Podobnego referendum dla Walii zaczęła się głośno domagać tamtejsza partia narodowa: Plaid Cymru. Przy czym Walia jako członek Unii z Anglią jest w gorszej sytuacji niż Szkocja, chociaż także posiada własną legislaturę i otrzymuje dotacje na promocje i zachowanie rodzimego języka.

Teksas od dawna marzy o większej niż dotychczas samodzielności. Uosobieniem tych marzeń jest bodaj najsławniejszy „Strażnik” tego stanu: wspomniany już Norris. I tak jak wyspiarscy republikanie Annę Windsor, tak Teksańczycy z miłą chęcią widzieliby swego rodaka w fotelu prezydenta oderwanej od USA Republiki Teksasu.

Nad Wisłą także istnieje Ruch Autonomii (Górnego) Śląska, którego przedstawiciele co jakiś czas przypominają o sobie.

Nie wiem niestety jak się sprawy mają z Wenecją, ale rząd w Madrycie zdecydowanie odmawia nawet rozmów z Katalończykami na temat ewentualnej secesji.

Alex Salmond (szkocki Pierwszy Minister i główna postać tamtejszego ruchu niepodległościowego) aktywnie uczestniczył w całej kampanii, obiecując wszystkim miedzy innymi usprawnienie publicznej służby zdrowia (skąd my to znamy…?), czy niezależną od Downing Street politykę zagraniczną.

David Cameron z kolei wielokrotnie przysięgał Szkotom jeszcze większą autonomię, byle tylko zachowali status quo.

* * *

Nadszedł ten długo i niecierpliwie wyczekiwany 18 września. Całe głosowanie w najdrobniejszych szczegółach relacjonowała większość stacji radiowych i telewizyjnych, chociaż ostateczne wyniki miały być znane dopiero nazajutrz.

Nadający na żywo dziennikarz TVN24, Paweł Łukasik, zaliczył pewną wpadkę, której mój czuły na takie rzeczy zmysł tłumacza do dzisiaj zdzierżyć nie może.
Raz po raz powtarzał, że jako ostatni mają głosować mieszkańcy ORKNEJÓW [podkreślenie moje].
Orkneje – tak pan Łukasik z uporem maniaka określał północną część Szkocji, nazywaną po polsku Orkadami. Na miłość Boską… Jeżeli coś ma ustaloną i znaną polską nazwę, to należy tej nazwy używać! Nie wiem, czy ktokolwiek wytknął dziennikarzowi ten błąd.

Mnie samego często pytano, jaki przewiduję wynik, na co liczę. Odpowiadałem, że mnie w zasadzie żaden wynik nie zaskoczy. I tak, i tak będzie ciekawie. Wynik faktycznie nie zaskoczył – w referendum wzięło udział 85% uprawnionych do głosowania; 55% za jednością, 44% za separacją. Tak jak się spodziewałem, niesamowicie wyrównana walka.

Jeśli jednak przyjrzeć się wynikom pod kątem lokalnym, sprawa wygląda trochę inaczej.
Przeciwko niepodległości głosowali generalnie ludzie w wieku 60+, zaś młodsze pokolenie było bardziej przychylnie do secesji nastawione. 71% mieszkańców Glasgow głosowało za niepodległością, tak samo 50-parę procent Edynburczyków. 

Już po wszystkim, premier Cameron jakoś dziwnie szybko zapomniał o złożonych wcześniej obietnicach, zaś zdruzgotany tą osobistą dla siebie porażką Salmond zrezygnował z funkcji przewodniczącego Szkockiej Partii Narodowej.

* * *

Moje sympatie podzielone były równo – ze względów historycznych za długotrwałym dążeniem Szkocji do samostanowienia o sobie, ale też popierałem i popieram wciąż Wielką Brytanię jako całość. Moi przyjaciele z Celtic Guide i ECHAsu nie byli pocieszeni.

Część Szkotów zresztą też nie – tamtejsza policja musiała tłumić zamieszki na ulicach Glasgow. Aż 150 tysięcy rozgoryczonych wyborców domaga się teraz ponownego przeliczenia głosów. Twierdzą, że padli ofiarą oszustwa władz.

Abstrahując od tego wszystkiego, Szkoci poprzez to referendum dali całemu światu przykład demokracji w najlepszym wydaniu 🙂

Jestem zdania, że na dłuższą metę, Waleczna Szkocja dokonała najlepszego wyboru. Od wieków wściekle walczyła o własną niezależność. Będzie walczyć nadal. Jedna porażka tego nie zmieni. Dam sobie rękę i nogę uciąć, że za jakiś czas odbędzie się kolejne referendum.

Szkoci nie złożą broni, póki nie dopną swego. Marzenie o całkowitej niepodległości nigdy w ich sercach nie zgaśnie, choćby nie wiem jak dobrze mieli teraz w Wielkiej Brytanii. I to marzenie w końcu się spełni…