Archiwa blogu

Légion Irlandaise. Część 3…

an Aoine, 2ú lá de mhí Lúnasa, 2013

Część drugą zakończyliśmy, pozostawiając tytułowy Légion w charakterze eskorty samego Napoleona na początku 1809 roku.

Wątek naszej opowieści podejmujemy znowuż kilka miesięcy później…

* * *

Legioniści od jakiegoś czasu posiadali garnizon na holenderskiej wyspie Walcheren, w mieście Flushing, tocząc heroiczny bój z panującą tam malarią. Jednak ze względu na charakter służby, chorzy mieli dużo czasu na kurację.

Pod koniec lipca nadciągnęły kłopoty w postaci brytyjskiej Royal Navy. 1. Batalion Legionu Irlandzkiego znalazł się nagle pod ostrzałem przeważających sił lądowych i morskich.

Trwające jakieś dwa tygodnie oblężenie prowadzone było raczej chaotycznie, zaś Irlandczycy ponieśli pierwsze poważniejsze straty. 13 sierpnia Brytyjczycy mieli już dosyć tej sytuacji. Rozpoczęli bombardowanie miasta, przez dwa dni i dwie noce angażując wszystkie swoje siły.

Wynik? Miasto w gruzach, łącznie 1,200 cywilów i żołnierzy martwych. Niemal cały Pierwszy Batalion trafił do niewoli. Była to jednocześnie najtragiczniejsza i najgłośniejsza bitwa z udziałem naszych legionistów. Świadczy o tym choćby fakt, że żołnierzy którzy przeżyli, nazywano odtąd „Bohaterami spod Flushing”.

Historie dwóch takich szczęśliwców opisałem poniżej. Obaj byli Irlandczykami…

* * *

W czasie bitwy o Flushing, pułkownik William Lawless był dowódcą 1. i 2. Batalionu LI. W cywilu profesor anatomii na Królewskim Kolegium Chirurgicznym w Dublinie. Uczestnik powstania Shan Van Voght (jak ja je nazywam), musiał emigrować do Francji. Porzucony w bitewnym zgiełku, został poważnie ranny i zdrowiał incognito we Flushing. Po jakimś czasie przedostał się na ląd wraz z przechowywanym przez siebie Orłem regimentu. Trzy lata później Lawless awansował na zwierzchnika całego Legionu.

Matthew Norton zaś służył w Royal Navy na okręcie HMS „Pigmy”. W 1807, statek rozbił się na francuskim wybrzeżu. Norton trafił do obozu jenieckiego w Arras i stamtąd zgłosił się na ochotnika do naszego Legionu. Brytyjczycy odnaleźli go po zdobyciu Flushing i postawili przed sądem za dezercję. Nie tylko został uniewinniony, ale i otrzymał zaległy żołd. Wstąpił do armii brytyjskiej i podczas kampanii iberyjskiej…znowu trafił do niewoli! Ostatecznie skończył w 1813 w więzieniu w Verdun, gdzie współtowarzysz niedoli spisał jego wspomnienia.

* * *

Teraz życie formacji znowu nabrało tempa. Z jednej strony została ona na mocy dekretu z 3 sierpnia 1811 roku oficjalnie pozbawiona charakteru narodowego i przemianowana na „regiment cudzoziemski”.

Zgodnie z zamysłem cesarza, wyrażonym w jego liście w poprzedniej części, legioniści zostali wraz z Regimentem Pruskim oddelegowani do obrony Holandii. Służący w Hiszpanii 2. Batalion rozwiązano.

Z drugiej zaś, francuski minister wojny Henri Clarke dołożył specjalnych starań, aby mimo wszystko utrzymać Irlandczyków razem, a Napoleon się do owych starań przychylił.

* * *

Rok 1812. Rozpoczęła się kampania rosyjska. Chociaż Legion Irlandzki był dobrze wyszkolony, nie od razu dołączył do Wielkiej Armii. Wódz maszerował na Rosję, a Irlandczycy pozostawali w holenderskim obozie Bois-Le-Duc. W grudniu francuska klęska była już nieuchronna i Zieloni dopiero wtedy ruszyli do boju (na własną prośbę zresztą).

W lutym 1813 roku pierwsze dwa bataliony trafiły do stacjonującej w Niemczech 17. Dywizji generała Jacquesa Puthoda. Tam dostały rozkaz utrzymania linii dolnej Łaby między Hamburgiem a Magdeburgiem. Udawało im się to ze zmiennym szczęściem, bowiem stale byli narażeni na ataki wrogich wojsk, Kozaków i innych najemników. Przez to, swojego udziału w wielkiej bitwie pod Lützen nie zaliczyli do udanych.

W okresie wakacyjnym ogłoszono nagle zawieszenie broni, dzięki czemu legioniści mogli nieco odpocząć.

W połowie sierpnia wszakże, wojska pruskie zaatakowały pod Lowenbergiem [Lwówek Śląski, woj. dolnośląskie – Celt], miażdżąc i nieustannie ostrzeliwując Francuzów. Poległo wtedy 400 ludzi. Cesarz osobiście poprowadził skuteczny kontratak przez rzekę Bóbr. Pułkownik Lawless stracił jednak i przytomność i nogę, a z pola bitwy musiało go wynosić na drzwiach sześciu grenadierów.

Rzeka Bóbr była ponadto miejscem zaciętego oporu, jaki Puthod i jego podkomendni stawili Rosjanom. Przed sobą mieli żołdaków cara, za sobą – wezbraną rzekę. Odpierali przeważającego liczebnie wroga aż skończyła im się amunicja. Dywizja poniosła ciężkie straty (1,500 zabitych) spowodowane utonięciami i atakami kozackich patroli. Na drugi brzeg dotarła wraz z Orłem regimentu tylko garstka żołnierzy. Przez Niemcy przedostali się z powrotem do Francji, zbierając po drodze kogo się dało. LI prawie-że przestał istnieć, ale jego honor ocalał.

Pozostali przy życiu legioniści wzięli jeszcze udział w oblężeniu Antwerpii na początku 1814 roku. Bonaparte abdykował w kwietniu, Irlandczycy poddali się miesiąc później…

* * *

Zbliżamy się powoli do końca naszej opowieści. Napoleona zesłano na Elbę, a na francuski tron powrócili Burbonowie. Zwołano Kongres Wiedeński celem przywrócenia w Europie starego porządku.

Dla Légion Irlandaise był to czas wewnętrznych sporów i ogromnej niepewności, trwającej aż do września 1815. Wówczas to, król Ludwik XVIII ostatecznie rozwiązał wszystkie jednostki cudzoziemskie. Proporce wraz z cesarskim Orłem zostały zniszczone. Chociaż istnieje teoria, według której przynajmniej jeden z tych sztandarów wpadł w ręce Brytyjczyków w bitwie pod Salamanką 1812 roku.

W międzyczasie miało miejsce „100 dni Napoleona” podczas których część Irlandczyków odmówiła powrotu na łono Cesarstwa. Taka sytuacja tylko pogłębiła jeszcze bardziej trwający w Legionie konflikt.

Imperator ostatecznie przegrał i znowu go wyrzucili – tym razem na Wyspę Św. Heleny, gdzie zmarł w maju 1821. Wraz z jego śmiercią odeszła także w niebyt idea niezależnego Legionu Irlandzkiego. Garstka legionistów miała szczęście dostać się do innych formacji. Większość z nich musiała jednak stawić czoła życiu w cywilu.

Współcześnie, nazwą tą posługuje się od 1999 roku pewna organizacja, zrzeszająca byłych wojskowych oraz pracowników służb cywilnych. O ile się orientuję, nie ma ona nic wspólnego z tematem tego cyklu, poza nazwą.

* * *

Chociaż może się wydawać, że dzieje Legionu składały się głównie z następujących po sobie bitew przeplatanych prywatnymi waśniami, nie jest to do końca prawda. W życiu tych żołnierzy było też miejsce na rozrywkę, relaks i chwile prawdziwej dumy.

W latach 1805-1815, jedenastu najwybitniejszych oficerów LI (wśród nich pułkownik William Lawless) zostało odznaczonych francuskim Orderem Legii Honorowej.

Okazją do zabawy były między innymi szczególnie wystawne przyjęcia, organizowane co roku na urodziny Cesarza. Oficerowie i zwykli szeregowcy bratali się wtedy jak równy z równym, jedząc i pijąc razem przy wspólnych stołach. Wśród gwaru i śmiechu dużo łatwiej było zapomnieć na chwilę o wojennej rzeczywistości.

* * *

To już chyba wszystko w tym temacie, Kochani. Mam nadzieję, że było ciekawie. Zadziwiające, ile informacji da się wycisnąć z takiego małego rozdziału…

Podczas redagowania powyższego cyklu, stale przychodziło mi na myśl Księstwo Warszawskie. Losy Legionu Irlandzkiego i naszego Księstwa są bardzo podobne. Wielkie nadzieje, wielka manipulacja, a na koniec wielki zawód.

Swoją drogą, ciekawe, czy w Księstwie byli jacyś Irlandczycy, tak jak Polacy w szeregach LI…? 🙂

SLAINTE!

Reklamy