Category Archives: Polecane/Polankowe

Polecane/Polankowe – wszystkie rzeczy polecane przez Celta (na blogu i poza nim), oraz rzeczy blogowe w jednym miejscu.

Sprawy blogowe i wszelkie „łańcuszki”. Polankowe „koncerty”. Czasem notki niepasujące do innych kategorii.

All the various things recommended by me (here on the Blog and outside of it). This includes blog question-games, posts about the Blog itself, Blog „concerts”, and new stuff appearing on here. Sometimes a place for posts which don’t fall into any of the other categories.

Nasze własne Himalaje :)

an Luan, an 11ú  de Mheán Fómhair 2017

Tytuł niniejszego postu zainspirowała notka Agnieszki. Bo przecież każdy z nas ma jakiś „szczyt” do zdobycia; zawsze jest jakiś lęk do pokonania. Uda się, czy się nie uda? A jak się uda, to czy we właściwym, ściśle określonym czasie? 

Takie pytania dręczyły mnie i moich bliskich od lipca. I powiem Wam szczerze – Moi Rodzice są BOHATERAMI DOMU! Mówię to z prawdziwą dumą. Nie jakimiś tam bohaterami z reklamy, ale bohaterami domu najprawdziwszymi. Bohaterami Wielkiej Sprawy, która dobiegła końca…. 

Zanim przejdziemy do meritum, małe wyjaśnienie.

Pewna bliska mi Osoba zwróciła uwagę, że nazwa tego przedsięwzięcia, jak i sposób mojego przeżywania całości, są niezbyt adekwatne do stanu faktycznego. Zwrócono mi uwagę, że mówiąc o Wielkiej Sprawie, używam stylu „naiwno-patriotycznego” i przypisuję sobie zasługi Rodziców w tym temacie.

Jeżeli ktoś inny również tak to odczytał, bardzo mi przykro, gdyż nie takie było zamierzenie. Kto mnie zna, ten wie, że jestem nadwrażliwcem. Wszystko, co dobre lub złe (bądź dla innych zwyczajne, trywialne), przeżywam dwa razy mocniej niż inni. I za to przepraszać nie będę, bo taki jestem po prostu i już się nie zmienię. 

* * *

Przez trzy ostatnie lata, za pośrednictwem drobnych ogłoszeń oraz dwóch różnych agencji, staraliśmy się znaleźć nowe mieszkanie. Dotychczasowe nasze miejsce znajdowało się na II piętrze i mało było w nim przestrzeni. Mordęga związana z pokonywaniem 40 schodów, aby móc gdziekolwiek wyjść, już bardzo dawała się we znaki – zwłaszcza moim Rodzicom. Mój wrodzony Włóczykij również cierpiał. 

Mijały miesiące, przychodzili różni ludzie obejrzeć nasze mieszkanie, z różnymi oczekiwaniami. Owe spotkania tak często kończyły się niczym, że straciliśmy wszelką nadzieję na zmiany. Aż tu nagle w marcu tego roku zgłosiło się urocze, starsze małżeństwo, szukające mieszkania dla syna. 

Z miejsca dobiliśmy targu. Wyłożyli dla nas kasę na zakup mieszkania. Jeden jedyny warunek? Mamy się wyprowadzić najpóźniej do września. Po tym pierwszym spotkaniu pozostaliśmy ze staruszkami w stałym kontakcie, a wydarzenia zaczęły się toczyć coraz szybciej. 

Nie wiadomo jak, nagle znalazło się mieszkanie, na które było na stać. Z tego mieszkania piszę do Was te słowa. Początkowo była to totalna rudera. Rodzice byli przerażeni (ja zresztą też), ale zakasali rękawy i wzięli się do pracy. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak oni zdołali pogodzić dyżury w pracy z błyskawicznym remontem od zera. Była wściekłość, frustracja, zwątpienie, nawet w jednym miejscu poczucie rezygnacji – ale UDAŁO SIĘ! Mamy nowy, coraz bardziej przytulny dom, w którym nie znać już pierwotnego leju po bombie atomowej 😀

To wszystko absolutnie nie byłoby możliwe bez Waszego dopingu oraz wsparcia Rodziny. Przy remoncie i przeprowadzce pomagali nam Wujek Rysiek, kuzyn Grzesiek, obydwa Marciny: mężowie Agi oraz Ani, jak też Mariusz z Kamionki… To jest ogromnie wzruszające. Aż nie mam słów…

Co prawda pozostały jeszcze różne drobiazgi do przymocowania i rozpakowania, ogólnie rzecz biorąc wciąż panuje niezły bałagan i nie można niczego znaleźć (króluje odpowiedź a’la Wodecki: „Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie…”) ale powolutku, pomalutku wszystko się ułoży.

Nowa okolica jest cicha i zielona, a mieszkanie dużo bardziej przestronne (chociaż tylko dwupokojowe w przeciwieństwie do dawnego trzypokojowego). Drzwi są szersze, łazienka, ubikacja i kuchnia również. Nie progów między pokojami. Balkon jest duży, a na balkonie – moje marzenie od pierwszego pobytu w Czorsztynie 10 lat temu: cudownie wygodny FOTEL BUJANY 😀

Pewnie, że Wasz Celt przywiązuje się do miejsc tak samo jak do ludzi. Schody na drugie piętro pożegnałem bez żalu, naprawdę. I z radością powitałem te obecne siedem schodków. Żal był tylko w takim sensie, że opuszczałem miejsce i okolicę, które znałem od dziecka, mieszkanie związane z Busią i Dziadkiem, do którego wracałem po każdym wyjeździe do Stanów. 

Ale Busię i Dziadka zawsze mam w sercu, wspomnienia spakowałem razem z całą resztą, więc jest dobrze. Jest dobrze i będzie dobrze. Otwierają się nowe możliwości, które mam nadzieję jakoś wykorzystać. Póki co jeszcze dużo pracy przed nami, więc trzymajcie mocno kciuki 🙂 

Chcecie zobaczyć, jak wszyscy się teraz mniej więcej czujemy? Proszę bardzo: 

😀

* * *

Na okoliczność tej Wielkiej Sprawy, postanowiłem trochę pobawić się tutejszymi kategoriami. Okazało się, że od przenosin na WordPressa 5 lat temu, używałem nie tego widgetu do kategorii, jakiego chciałem.

Od dawna chciałem uporządkować kategorię w hierarchię i wreszcie się udało. Przy okazji posprzątałem trochę tagi. Teraz jak najedziecie myszką na którąkolwiek kategorię, zobaczycie jej opis po polsku i angielsku.

Po dalsze szczegóły zapraszam na belkę pod tytułem Bloga: na odświeżoną stronę o kategoriach i tagach

Jest poza tym kilka innych rzeczy godnych polecenia. Zalinkowany na początku wpis Agi. Cyrk Motyli – niesamowity film z Nickiem Vujciciem – chodzącą inspiracją i Pozytywem. Ciekawy blog Opinia twórcza. Portal fantastyczny Ostatnia Tawerna. Irlandzka kultura, humor, newsy i ciekawostki na anglojęzycznym Ireland Calling. Zapraszam do odpowiednich działów po prawej.

Na ostatek zostawiam Was z Alanem Stivellem – bardem pochodzącym z bogatego historycznie i kulturowo, smaganego morską bryzą Półwyspu Bretońskiego. Stivell jest dla Bretończyków tym, czym dla nas Kaczmarski, a dla Kanadyjczyków Leonard Cohen. Daję Wam jego Suitę irlandzką, jak i też Val sans Retour (ta druga nutka jedynie na Spotify, więc nie wiem, czy zdołacie ją odsłuchać). 

Pośród poprzeprowadzkowej krzątaniny stopniowo wracam na Polankę. Będę się teraz starał co 4-5 dni zamieszczać coś nowego, gdyż czas dokończyć wreszcie sprawy i tematy zapowiedziane jeszcze we wakacje.

O studia mnie nie pytajcie – nie wiem jak to będzie dalej. Na remont mieszkania musieliśmy wziąć kredyt, w związku z czym Rodzice będą zmuszeni więcej pracować, aby go spłacić. Osobiście skupiam się zaś głównie na nowej, większej przestrzeni, która teraz staje się dla mnie dostępna…

Sláinte! 

Reklamy