Muzyczne fascynacje Blogerów #2: Martyna Kronenberger (Część II).

an Mháirt, 24ú lá de Mhárta 2020

Pierwszą połowę wywiadu znajdziecie TUTAJ 🙂 W imieniu swoim i Martyny, zapraszam na ciąg dalszy.

Wywiad mikrofon pixabay

Celt: Mówiłaś, że na wiosnę masz nadzieję na tytuł blogera. Ale przecież jak Cię kiedyś tutaj przedstawiałem, blogerką już byłaś całkiem niezłą, jako Miss Asumpt. Co się zmieniło w tym temacie od tamtej pory?

Martyna: Tak, moja droga do podcastu Temat Na Dziś, który jest obecnie moim oczkiem w głowie, zaczęła się właśnie od bloga Miss Asumpt. Z czasem jednak uznałam, że będąc taką gadułą, jaką jestem, dużo łatwiej i naturalniej będzie mi przychodzić nagrywanie treści. I tak po kilku latach blog zamienił się w podcast, nadal pod nazwą Miss Asumpt. To była jesień 2018 roku.
Po kilku odcinkach bardzo mocno poczułam, że to jest rzeczywiście forma, w której dużo lepiej się czuję i którą chcę rozwijać, ale w międzyczasie wykończyliśmy mieszkanie i na początku tego roku przeprowadziliśmy się. Ciągły hałas remontów dookoła nas wymusił na mnie kilkumiesięczną przerwę w nagrywaniu.
No i w końcu uznałam, że skoro i tak muszę zaliczyć „wielki powrót”, to równie dobrze mogę coś zmienić. A że od dłuższego czasu coraz mniej utożsamiałam się z pseudonimem Miss Asumpt, pod nóż w pierwszej kolejności poszła właśnie nazwa.
I tak dochodzimy do Tematu Na Dziś, czyli około 15-minutowych odcinków o psychologii i szeroko pojętym lifestyle’u, które nagrywam od początku listopada i już nie zamierzam przestać 🙂
Natomiast w przypadku tego psiego bloga, którego dopiero planuję – tu zdecydowaliśmy się z moim partnerem na taką formę, bo zamierzamy stawiać na zdjęcia z podróży uzupełnione krótkimi opisami. Więc zdecydowanie lepiej sprawdzi się tutaj standardowy blog.
Na szczęście wszystkimi stronami, blogami i podcastami od strony wizualnej zajmuję się sama, a mój partner Marcin ogarnia techniczną stronę, jak serwery i hostingi, więc nie musimy się ograniczać, możemy tworzyć nowe projekty i nie ponosimy kosztów związanych z pracą informatyka. To daje nam ogromną wolność.

Celt: Rozwijasz się Kochana w każdym możliwym kierunku 🙂 Odnośnie bloga, mnie też zajęło trochę czasu, zanim Polanka uzyskała dokładnie taką formę, jaką chciałem – jaką miałem w głowie w chwili jej powstania, więc jak najbardziej to rozumiem 😉

Martyna: No to jest proces, zwłaszcza na początku, kiedy ta wizja dopiero się klaruje. Czasem udaje się osiągnąć pożądany efekt po kilku tygodniach, a czasem po kilku latach, jak w moim przypadku.
Ale warto za tą zmieniającą się wizją podążać, bo w końcu docieramy do punktu, w którym czujemy, że to jest TO. Ja już tak mam z podcastem, powoli dochodzę do tego w moim biznesie fotograficznym i wierzę, że niedługo każde moje miejsce w sieci będzie takie, jakie chcę i będę mogła się skupiać już tylko na rozwoju, a nie rewolucjach 🙂

Celt: We wstępie kilka linijek wyżej wspomniałaś o psychologii i fotografii. Jak to się stało, że z wyuczonego zawodu zaangażowałaś się w coś tak diametralnie różnego jak fotografia? Ta artystyczna dusza się w Tobie odezwała?

Martyna: Z tym akurat wiąże się śmieszna historia, bo studiując psychologię, na piątym roku postanowiłam zrobić dla siebie coś miłego i poszłam do szkoły fotograficznej.
Ale, trochę bardziej dla rodziców niż dla siebie, w tym czasie zaczęłam też roczne podyplomowe studia z psychologii transportu. I nie trzeba było długo czekać na małą katastrofę – w drugim semestrze wszystko mi się nałożyło na siebie i okazało się, że nie mam szans pogodzić obu kierunków (psychologię stosowaną studiowałam dziennie, więc chociaż ona mi nie sprawiała problemów).
Nie chcąc zawieść rodziców zrezygnowałam z fotografii i dokończyłam psychologię transportu. W efekcie dyplomu nigdy nie odebrałam i nie przepracowałam w zawodzie ani jednego dnia, za to od razu po studiach zaczęłam pracę jako fotograf i tak to się ciągnie po dziś dzień, czyli już 6 lat. Nie ma to jak trafna decyzja! 🙂
Ale myślę, że te pół roku w szkole fotograficznej zdążyło zasiać w moim sercu miłość do sztuki, której już nie dało się wyplenić. I ja osobiście uważam, że wręcz nie miałam wyjścia – musiałam pójść za tym głosem, żeby zrealizować własny potencjał.
Jednak z psychologii nie zrezygnowałam tak całkiem. Pomijając podcast, w którym często poruszam tematy około psychologiczne, w tym roku wróciłam na uczelnię i planuję w przyszłości pracę jako trener umiejętności miękkich jak komunikacja, asertywność i tym podobne.
Tak więc, jeśli wszystko pójdzie dobrze, niedługo nie będę psychologiem, który stał się fotografem, tylko psychologiem i fotografem w jednym 🙂

Celt: Zaczynam się obawiać, że może Ci braknąć doby w ciągu dnia 😀 Ale jestem przekonany, że uda Ci się tego dokonać 😉
Na pewno masz jakieś swoje ulubione piosenki. Opowiedz nam proszę, jakie to są i dlaczego właśnie te wybrałaś 🙂

Martyna: Dzięki! Też w to na razie wierzę 🙂 O rany i dochodzimy do najtrudniejszego pytania! Jestem typem osoby, która słucha absolutnie wszystkiego (i to tak serio wszystkiego), więc wybór ulubionych piosenek jest dla mnie ekstremalnie trudny… Tak więc zaznaczam od razu, że to nie są jedyne ulubione utwory i z każdej kategorii na pewno jest o wiele więcej takich, które kocham! Ale na coś trzeba było się zdecydować…
Zacznę może chronologicznie, od muzyki, która towarzyszyła mi w młodości, kończąc na obecnych faworytach.

1. Amerykański rap – muzyka, której słuchali moi kuzyni, przy której się wychowałam i do której nadal mam ogromny sentyment. Dla przykładu jeden klasyk – Dr Dre i jego „Next episode” i jeden utwór, który jest moją piosenką wszechczasów, czyli Snow – „Informer”.
2. Równocześnie – stary dobry polski hip hop, czyli Paktofonika i Kaliber 44. „Jestem bogiem” tej pierwszej formacji to totalny klasyk, podobnie jak „Plus i minus” tej drugiej.
3. Z lżejszych, popowych klimatów – Mike Oldfield i „To be free”, a także Natalie Imbruglia – „Torn” oraz moja najukochańsza z tej kategorii – Donna Lewis i jej „I love you always forever”.
4. Potem zaczął się okres rock’a – głównie tego zagranicznego. Pamiętam, że moją najukochańszą płytą była wtedy „Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water” zespołu Limp Bizkit, z takimi hitami jak „Take a look around”, czy „Rollin'”.
5. W międzyczasie pojawiło się też w moim życiu country, co było naturalnym efektem jeździectwa jakie uprawiałam, zwłaszcza jazdy w stylu western, na którą przerzuciłam się po paru latach w angielskim siodle. W tej kategorii cudowna Dolly Parton i jej „Jolene”, oraz z młodszych wykonawców Tobey Keith i jego „Beer for my horses”.
6. Wśród ulubieńców nie mogę też nie wspomnieć o muzyce Bollywood. Mniej więcej w czasie liceum obejrzałam pierwszy film hinduskiej produkcji – „Kabhi Khushi Kabhie Gham” czyli „Czasem słońce, czasem deszcz”.
I przepadłam… Te kolory, te stroje, ta muzyka, ten taniec… Film trwa prawie 4 godziny, a oglądałam go już kilkadziesiąt razy… I zawsze na nim płaczę! 🙂 Później obejrzałam jeszcze kilkadziesiąt filmów z Bollywood, ale wśród moich ulubionych nadal są głównie te z „Czasem słońce…”. „Suraj Hua Maddham” i „Yeh Ladka Hai Allah”.
7. Miałam też nie tak dawno moment, w którym zachwyciłam się dubstepem i muzyką jemu pokrewną. Dla przykładu Flight Facilities i „Crave you”.
8. Poza tym ostatnio pozostaję w zachwycie słuchając naszych współczesnych rodzimych artystów – Julię Pietruchę i jej płytę „Parsley” a na niej np. „Living on the Island”, czy Dawida Podsiadło, zwłaszcza jego wspaniałą serię akustyczną nagraną w naszych Tatrach. Dla przykładu jeden utwór – „Małomiasteczkowy”, ale serio, polecam całą serię.
9. A płytą jakiej słucham ostatnio na okrętkę jest Caro Emerald „Deleted Scenes from the Cutting Room Floor” z m.in. utworem „That man”, co chyba podpada pod electro swing.
I to tak z grubsza tyle! Chociaż pewnie to nie są nawet wszystkie gatunki, których słucham 🙂
Co ważne – kolejne fascynacje muzyczne dodają się u mnie do tych poprzednich, natomiast żadna nie przemija.
W efekcie w moim samochodzie nadal usłyszysz polski hip-hop, rap amerykański, Bollywood, country, pop, rock, dubstep, a do tego i Spice Girls i muzykę filmową i electro swing i techno i polskie rockowe ballady i całą masę innych rzeczy. Wszystko wymieszane totalnie na jednej składance!

Celt: Nie bez kozery wspominałaś ostatnio o moim przyjacielu Torlinie – oboje macie równie szerokie horyzonty muzyczne 🙂 Powiem Ci, że część rzeczy z Twojej listy albo samemu słucham, albo przynajmniej kojarzę z imienia czy nazwy lub tytułu.

Martyna: No bo to są takie totalne klasyki 🙂 Nigdy nie byłam dobra w dogrzebywaniu się do jakichś perełek. Zdecydowanie jestem bardziej mainstreamowa. Ale za to mainstreamowa wszechstronnie 🙂

Celt: Nie da się ukryć 😀 Na zakończenie tego wywiadu, jestem ciekaw, czy jako osoba mocno dążąca do celu i stawiająca na rozwój, masz jakąś radę lub słowo wsparcia dla tych, którzy chcieliby pisać, malować, fotografować, albo zająć się psychologią na przykład?

Martyna: Jedyna rada – zacząć to robić! I nie zrażać się, kiedy na początku coś nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli. Każdy kiedy zaczyna jest kiepski w temacie. Ale też w każdej dziedzinie po 10 000 godzin spędzonych nad daną czynnością dochodzimy do mistrzostwa. Ten czas i tak upłynie, a równie dobrze na jego końcu możemy być w czymś świetni.
Natomiast jeśli ktoś zastanawia się konkretnie nad podjęciem jakiejś artystycznej działalności, to z całego serca polecam książkę Julii Cameron „Droga Artysty”. To coś, co potrafi zmienić życie.

Celt: Dziękuję Ci zatem, Kochana Kuzynko, że znalazłaś chwilę dla mnie oraz Polankowiczów w swoim wypełnionym po brzegi rozkładzie dnia 😉

Martyna: To ja dziękuję, to była czysta przyjemność! 🙂

Posted on 24 marca 2020, in POLECANE/POLANKOWE. Bookmark the permalink. 16 Komentarzy.

  1. No w tych hip-hopach byśmy się totalnie dogadały!🙂

  2. Bardzo utalentowana, bystra i wszechstronna jest Twoja Kuzynka, Celcie. I bardzo podoba mi się rada udzielona przez nią na koniec. By, jeśli czegoś pragniemy, nie bać się, nie czaić – tylko zacząć. I dać sobie czas.
    Ps. Julia Pietrucha i Dawid Podsiadło. 🙂 Też lubię.

    • Masz rację – ona jest niesamowita 😉 A ta rada jest bardzo prawdziwa. Do wszystkiego potrzeba czasu. Szkoda, że ludzie chcą widzieć efekty już teraz zaraz natychmiast. Na pewne rzeczy trzeba czasami zaczekać… 🙂

  3. Hmmm słucham różnych kawałków, ale zupełnie innych 😀 No, country mamy wspólne. Też uwielbiam „Jolene” 😉

  4. Ja jak Rivulet, z zupełnie innej bajki, a trzech delikatnie mówiąc nie lubię: hip-hopu, rapu i techno. Przesłuchałem wszystkie proponowane utwory, nie ruszyły mnie, ale za jeden Ci strasznie dziękuję, za ostatni – coś cudownego, to moje klimaty. Caro Emerald „That man”, jakoś dotąd nie zaistniała w moim życiu, teraz posłucham wszystkiego.

    • Cieszę się, że dzięki Martynie odkryłeś coś nowego 🙂 Ten kawałek Caro przypomina mi trochę klimat Międzywojnia. Ja też za techno nie bardzo, a hip-hop i rap to zależy od utworu 🙂

  5. Bardzo ciekawy wywiad z bardzo interesującą osobą 🙂
    I tyle informacji muzycznych! Wykonawcy są mi zupełnie nie znani, będę musiała posłuchać i sprawdzić co to za muzyka…

  6. człowiek (czyt. Frytka) znika na jakiś czas, a tu od razu takie zmiany, wywiady, autografy, no no!!
    pozdrawiam bezkoronnie, póki co, i informuję, że wywiązałam się z notkowego zobowiązania… 😀

    • Po prostu ciąg dalszy wywiadu z moja niesamowitą Kuzynką 😀 Właśnie widzę, że zobowiązanie wypełnione… Miło Cię znowu widzieć Frycia :* Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej, a ka już „teraz i natentychmiast” ( 😉 ) lecem poznać szczegóły zobowiązania 😉

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: