Daily Archives: 2 stycznia 2018

2018…i co dalej?

an Mháirt, an 2ú lá d’Eanáir 2018

Święta Bożego Narodzenia były u Celta ludne i gwarne, spędzone razem z Rodzicami, Ciocią Halinką, Wujkiem Ryśkiem, Agą, Marcinem i Juleczką, Anią, Marcinem i Lenką oraz Martą.

Były wzruszające i magiczne, bo ja je zawsze tak przeżywam. Mimo wszystko było trochę smutno i tęskno, bo i Rodzice pracowali i brak Busi odczuwalny mocno…

Była jak zawsze piękna Pasterka z Franciszkiem z Watykanu. Papież jak zwykle przygotował mocne kazanie – Nowo narodzone Dzieciątko Jezus jest obecne we wszystkich dzieciach z krajów najbiedniejszych, targanych wojną. Jest obecne w twarzach dzieci-uchodźców, których nie chcemy przyjąć do siebie…

Zaśpiewali moją ukochaną „Cichą Noc” po łacinie. Poryczałem się.

W minionym roku dodatkową magię wniósł Buddy (bodaj najwspanialsze, co nam się w zeszłym roku przytrafiło… ❤ ), dla którego ten pierwszy w jego życiu okres świąteczno-noworoczny pełen był nowości. Choinka obszczekana i obwąchana na wszystkie strony.

Po raz pierwszy piesek został w domu całkiem sam. Początkowo zabraliśmy go na Wigilię do Cioci, ale natłok zdarzeń i osób nieco go przytłoczył, więc odnieśliśmy go do domu. Grzecznie drzemał sobie pod drzwiami całe trzy godziny.

Niestety, nie uznał Buddy za stosowne przemówić do nas ludzkim głosem XD

O prezentach i nowościach blogowo-świątecznych napiszę trochę tutaj, a trochę w osobnej notce, bo te jeszcze napływają 🙂

* * *

Sylwestra zniósł Buddy nadspodziewanie dobrze. Kiedy zaczęli strzelać, początkowo nie zwracał uwagi. Koło północy zaś ciekawość walczyła w nim o lepsze ze strachem. Ogółem, był troszkę zdezorientowany. Mamy nadzieję, że do kolejnego Sylwka już się przyzwyczai…

Dla mnie zaś ta noc była paradoksalnie i najlepsza i najgorsza od paru lat. 

Najlepsza – bo Rodzice oboje w domu, i po raz pierwszy z pieskiem. Najgorsza – gdyż na necie prawie nie było z kim posiedzieć, dodatkowo wyskoczyła mi robota w ostatniej chwili i nastrój też taki dosyć średni. Brakowało poza tym kilku niezmiernie ważnych osób, które w okresie świątecznym zawsze były przy mnie. 

Dziękuję zatem serdecznie tym osobom, które były: Kuzynce Madzi, mojej irlandzkiej przyjaciółce Charlotte oraz elfiej przyjaciółce Arvence 🙂 I wszystkim, którzy różnymi drogami życzenia nadesłali. 

Z fajerwerkami postępowali dosyć rozsądnie. Przed północą strzelali oszczędnie, prawdziwa kanonada zaczęła się później – rozbłyski fioletowe, różowe, czerwone i zielone, białe, złote i niebieskie – coś pięknego ❤ Wszystko skończyło się jeszcze przed 01:00. 

* * *

Z Polankowych spraw na ten rok priorytetem będą notki spod znaku papierowych Dodatków historycznych (ktoś może ma lepszą nazwę na ten cykl? Jestem otwarty na propozycje…).

Materiału mam tyle, że zaczyna już brakować miejsca na półce, muszę to posprzątać, przetłumaczyć na FB i zaprezentować tutaj.

Inne ważne rzeczy to przypadające w tym roku setne rocznice: zakończenia pierwszej wojny światowej oraz naszej niepodległości. Z tej pierwszej mam dużo spraw do opisania, więc szykuje się kolejny cykl. O ile będziecie chcieli 🙂

Na Nowy Rok zmieniony kolor szaty bloga oraz nieco inny układ kategorii.
Zainspirowany z jednej strony Wachmistrzem, słusznie i dumnie prezentującym swoje cykle, z drugiej zaś Torlinem, który opiera się na samych kategoriach bez tagów, postanowiłem wszystkie kategorie i najważniejsze cykle połączyć w jednym miejscu. Tagów pozbyłem się całkowicie.

Mam nadzieję, że teraz naprawdę będzie przejrzyściej. Ta część bloga będzie jeszcze rozbudowywana, w miarę pojawienia się nowych cykli.

Gdzieś w połowie roku na pewno pojawi się kartka z celtyckiego kalendarza. Może odwiedzimy kolejną staroirlandzką prowincję?

W lutym kolejna rocznica Polanki, a w marcu możliwe, że tradycyjnie będzie coś na świętego Patryka

Oprócz tego dwie rocznice, na które w zeszłym roku brakło czasu: jedna polsko-celtycka, jedna brytyjska.

Będą także inne sprawy wyspiarskie.

W kwietniu bowiem ma przyjść na świat trzecie dziecko Williama i Kate. To zaś oznacza nowe imię i tytuł, z czym niemal zawsze wiążą się konotacje historyczne.

W maju z kolei „Rudy się żeni”, czyli ślub księcia Harry’ego i Meghan Markle. Babcia na pewno nada wnukowi jakiś tytuł, więc trzymamy rękę na pulsie…

Pojawi się też pewna dwuczęściowa celtycka notka, chodząca za mną już ładnych parę lat.

* * *

Zwłaszcza druga połowa minionego 2017 roku pędziła nam jak szalona, chociaż ruch zaczął się powoli robić już od kwietnia.

Było męcząco i bardzo zaskakująco, nie zawsze w dobrym znaczeniu tego słowa. Teraz ruch trwa dalej. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz dzień za dniem mijał mi tak szybko.

Jest nowe mieszkanie i kilka innych nowości, ale wszystkiemu temu towarzyszy dojmujące poczucie niepewności o przyszłość. Stąd pytajnik w tytule. Teraz bardziej niż kiedykolwiek męczy nas niepewność, co może przynieść najbliższa i nieco dalsza przyszłość. Rodzice mają teraz dwie prace zamiast jednej, często są w domu gośćmi.

Jest zmęczenie psychiczne, które nie chce odejść. Są sąsiedzi bardzo sympatyczni, ale też i tacy, którzy nie dają nam tu żyć (np. tupiąc buciorami, awanturując się o każdej porze dnia i nocy, czy robiąc przemeblowanie o 23…). Są urzędnicy podcinający mi skrzydła.

Spółdzielnia mieszkaniowa odrzuciła mój wniosek o podjazd z balkonu, abym mógł sam wyjeżdżać z domu. Powód? Rampa psułaby wizerunek osiedla… A PFRON nie przewidział na 2017 odpowiednich funduszy. Ponadto, anonimowi „niektórzy” mieszkańcy osiedla są rampie przeciwni.

Na kuriozum zakrawa fakt, iż ledwie 20 metrów ode mnie stoi blok z GIGANTYCZNYM, widocznym z daleka, podjazdem z trzeciego piętra! Wszystkich nas trafił szlag. Zobaczymy jak to się dalej potoczy…

Dobre wieści z frontu walki z nadciśnieniem – unormowało się 🙂 Mam nadzieję, że już tak zostanie…

* * *

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2018, PEŁNEGO TRWAŁEGO SPOKOJU, NIEPRZEBRANEGO DOBRA I WSZELKICH SPEŁNIONYCH MARZEŃ, MOI DRODZY! WSZYSTKIEGO CELTYCKIEGO! 🙂

I trzymajcie za mnie kciuki, proszę 🙂