Nasze własne Himalaje :)

an Luan, an 11ú  de Mheán Fómhair 2017

Tytuł niniejszego postu zainspirowała notka Agnieszki. Bo przecież każdy z nas ma jakiś „szczyt” do zdobycia; zawsze jest jakiś lęk do pokonania. Uda się, czy się nie uda? A jak się uda, to czy we właściwym, ściśle określonym czasie? 

Takie pytania dręczyły mnie i moich bliskich od lipca. I powiem Wam szczerze – Moi Rodzice są BOHATERAMI DOMU! Mówię to z prawdziwą dumą. Nie jakimiś tam bohaterami z reklamy, ale bohaterami domu najprawdziwszymi. Bohaterami Wielkiej Sprawy, która dobiegła końca…. 

Zanim przejdziemy do meritum, małe wyjaśnienie.

Pewna bliska mi Osoba zwróciła uwagę, że nazwa tego przedsięwzięcia, jak i sposób mojego przeżywania całości, są niezbyt adekwatne do stanu faktycznego. Zwrócono mi uwagę, że mówiąc o Wielkiej Sprawie, używam stylu „naiwno-patriotycznego” i przypisuję sobie zasługi Rodziców w tym temacie.

Jeżeli ktoś inny również tak to odczytał, bardzo mi przykro, gdyż nie takie było zamierzenie. Kto mnie zna, ten wie, że jestem nadwrażliwcem. Wszystko, co dobre lub złe (bądź dla innych zwyczajne, trywialne), przeżywam dwa razy mocniej niż inni. I za to przepraszać nie będę, bo taki jestem po prostu i już się nie zmienię. 

* * *

Przez trzy ostatnie lata, za pośrednictwem drobnych ogłoszeń oraz dwóch różnych agencji, staraliśmy się znaleźć nowe mieszkanie. Dotychczasowe nasze miejsce znajdowało się na II piętrze i mało było w nim przestrzeni. Mordęga związana z pokonywaniem 40 schodów, aby móc gdziekolwiek wyjść, już bardzo dawała się we znaki – zwłaszcza moim Rodzicom. Mój wrodzony Włóczykij również cierpiał. 

Mijały miesiące, przychodzili różni ludzie obejrzeć nasze mieszkanie, z różnymi oczekiwaniami. Owe spotkania tak często kończyły się niczym, że straciliśmy wszelką nadzieję na zmiany. Aż tu nagle w marcu tego roku zgłosiło się urocze, starsze małżeństwo, szukające mieszkania dla syna. 

Z miejsca dobiliśmy targu. Wyłożyli dla nas kasę na zakup mieszkania. Jeden jedyny warunek? Mamy się wyprowadzić najpóźniej do września. Po tym pierwszym spotkaniu pozostaliśmy ze staruszkami w stałym kontakcie, a wydarzenia zaczęły się toczyć coraz szybciej. 

Nie wiadomo jak, nagle znalazło się mieszkanie, na które było na stać. Z tego mieszkania piszę do Was te słowa. Początkowo była to totalna rudera. Rodzice byli przerażeni (ja zresztą też), ale zakasali rękawy i wzięli się do pracy. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak oni zdołali pogodzić dyżury w pracy z błyskawicznym remontem od zera. Była wściekłość, frustracja, zwątpienie, nawet w jednym miejscu poczucie rezygnacji – ale UDAŁO SIĘ! Mamy nowy, coraz bardziej przytulny dom, w którym nie znać już pierwotnego leju po bombie atomowej 😀

To wszystko absolutnie nie byłoby możliwe bez Waszego dopingu oraz wsparcia Rodziny. Przy remoncie i przeprowadzce pomagali nam Wujek Rysiek, kuzyn Grzesiek, obydwa Marciny: mężowie Agi oraz Ani, jak też Mariusz z Kamionki… To jest ogromnie wzruszające. Aż nie mam słów…

Co prawda pozostały jeszcze różne drobiazgi do przymocowania i rozpakowania, ogólnie rzecz biorąc wciąż panuje niezły bałagan i nie można niczego znaleźć (króluje odpowiedź a’la Wodecki: „Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie…”) ale powolutku, pomalutku wszystko się ułoży.

Nowa okolica jest cicha i zielona, a mieszkanie dużo bardziej przestronne (chociaż tylko dwupokojowe w przeciwieństwie do dawnego trzypokojowego). Drzwi są szersze, łazienka, ubikacja i kuchnia również. Nie progów między pokojami. Balkon jest duży, a na balkonie – moje marzenie od pierwszego pobytu w Czorsztynie 10 lat temu: cudownie wygodny FOTEL BUJANY 😀

Pewnie, że Wasz Celt przywiązuje się do miejsc tak samo jak do ludzi. Schody na drugie piętro pożegnałem bez żalu, naprawdę. I z radością powitałem te obecne siedem schodków. Żal był tylko w takim sensie, że opuszczałem miejsce i okolicę, które znałem od dziecka, mieszkanie związane z Busią i Dziadkiem, do którego wracałem po każdym wyjeździe do Stanów. 

Ale Busię i Dziadka zawsze mam w sercu, wspomnienia spakowałem razem z całą resztą, więc jest dobrze. Jest dobrze i będzie dobrze. Otwierają się nowe możliwości, które mam nadzieję jakoś wykorzystać. Póki co jeszcze dużo pracy przed nami, więc trzymajcie mocno kciuki 🙂 

Chcecie zobaczyć, jak wszyscy się teraz mniej więcej czujemy? Proszę bardzo: 

😀

* * *

Na okoliczność tej Wielkiej Sprawy, postanowiłem trochę pobawić się tutejszymi kategoriami. Okazało się, że od przenosin na WordPressa 5 lat temu, używałem nie tego widgetu do kategorii, jakiego chciałem.

Od dawna chciałem uporządkować kategorię w hierarchię i wreszcie się udało. Przy okazji posprzątałem trochę tagi. Teraz jak najedziecie myszką na którąkolwiek kategorię, zobaczycie jej opis po polsku i angielsku.

Po dalsze szczegóły zapraszam na belkę pod tytułem Bloga: na odświeżoną stronę o kategoriach i tagach

Jest poza tym kilka innych rzeczy godnych polecenia. Zalinkowany na początku wpis Agi. Cyrk Motyli – niesamowity film z Nickiem Vujciciem – chodzącą inspiracją i Pozytywem. Ciekawy blog Opinia twórcza. Portal fantastyczny Ostatnia Tawerna. Irlandzka kultura, humor, newsy i ciekawostki na anglojęzycznym Ireland Calling. Zapraszam do odpowiednich działów po prawej.

Na ostatek zostawiam Was z Alanem Stivellem – bardem pochodzącym z bogatego historycznie i kulturowo, smaganego morską bryzą Półwyspu Bretońskiego. Stivell jest dla Bretończyków tym, czym dla nas Kaczmarski, a dla Kanadyjczyków Leonard Cohen. Daję Wam jego Suitę irlandzką, jak i też Val sans Retour (ta druga nutka jedynie na Spotify, więc nie wiem, czy zdołacie ją odsłuchać). 

Pośród poprzeprowadzkowej krzątaniny stopniowo wracam na Polankę. Będę się teraz starał co 4-5 dni zamieszczać coś nowego, gdyż czas dokończyć wreszcie sprawy i tematy zapowiedziane jeszcze we wakacje.

O studia mnie nie pytajcie – nie wiem jak to będzie dalej. Na remont mieszkania musieliśmy wziąć kredyt, w związku z czym Rodzice będą zmuszeni więcej pracować, aby go spłacić. Osobiście skupiam się zaś głównie na nowej, większej przestrzeni, która teraz staje się dla mnie dostępna…

Sláinte! 

Reklamy

Posted on 11 września 2017, in Polecane/Polankowe, Życie Celta. Bookmark the permalink. 49 Komentarzy.

  1. Ach, Celcie, gratulacje dla Ciebie, Twoich dzielnych Rodziców i Waszych Pomocników!
    Wzbudzacie mój olbrzymi podziw, szacunek i wielką sympatię. Twoi Rodzice są niezwykłymi ludźmi, jestem pod wrażeniem ich pracowitości, gospodarności i zaradności. Naprawdę!

    A Ciebie podziwiam za dyskrecję.
    Takie ważne zmiany, a Ty nic się nie zdradziłeś, tylko podsycałeś napięcie Czytelników do granic wytrzymałości dygresyjkami o „Wielkiej Sprawie” . 🙂

    Bądźcie szczęśliwi w nowym miejscu i na nowym mieszkaniu.
    Bardzo na to zasługujecie.

    Ps. O studia nie pytam, ale trochę mi szkoda. Może ktoś mógłby Wam pomóc w zdobyciu odpowienich środków finansowych?

    • DZIĘKUJĘ CI OGROMNIE, w imieniu swoim i Rodziców… 🙂

      Aż do końca nie było wiadomo, czy się z mieszkaniem faktycznie uda. A życie nauczyło mnie, żeby nie cieszyć się przedwcześnie. Zwłaszcza, że momentami wyglądało na to, że jednak zostaniemy na starym mieszkaniu…

      Tak jak pisałem jest jeszcze masa roboty i kilka problemów, które musimy rozwiązać. Ale teraz przynajmniej nie gonią nas już terminy, więc można robić na spokojnie. Może do grudnia uda się wszystko zrobić jak należy, może odrobinę wcześniej…

      Z finansami musimy sobie poradzić jakoś sami. Rodzice i tak już dostatecznie się zapożyczyli przez ten kredyt… Ale dzięki za troskę 🙂

      Mam nadzieję, że będziemy t szczęśliwi, tak jak zawsze sobie to wyobrażałem. Na razie jest jeszcze frustracja i płacz czasami.

  2. Wspaniałe wieści! 🙂 Cieszę się, że znalazłeś swój wymarzony dom – oto w życiu chodzi, aby znaleźć swoje miejsce i czuć się w nim dobrze. 😉

  3. Hurra!!! Wspaniałe wieści!!!
    No naprawdę dzielni są Twoi rodzice i nie dziwię się, że wyglądacie jak na tym obrazku 😉 Teraz odpoczywajcie i na spokojnie sobie ogarniajcie wszystko. Cieszę się razem z Wami :))))

  4. Kiedy można się spodziewać parapetówki na Polance ? 😉
    estyma dla Was. Ostatnie 3 miesiące pomagaliśmy w przeprowadzce brata więc doskonale wiem jakie to wyzwanie i prawdziwa Wielka Sprawa.

  5. Gratulacje i wyrazy uznania! 🙂
    Teraz już może być tylko lepiej! 🙂 😀 😀 😀

  6. Cieszę się, że znaleźliście swoje miejsce – takie, które będzie komfortowe i wygodne dla Was wszystkich. A tego fotela bujanego to Ci trochę zazdroszczę!
    Czasem trzeba poczekać, aby zdobyć swój himalajski szczyt. Ale warto:D
    Ściskam Was mocno i trzymam kciuki żeby Wasz dom stał się Waszą oazą spokoju. Cieszę się również, że trochę zainspirowałam do notki:D

    • Owszem, zainspirowałaś i jestem Ci wdzięczny 🙂

      Do absolutnego komfortu jeszcze kawałek drogi, ale marzę, żeby tam dojść w końcu. A co do fotela – sam go zazdrościłem przez 10 lat, więc Cię rozumiem 😀

      Dziękujemy! Marzymy o takiej oazie, gdzie już można by normalnie żyć, a nie dalej prowadzić remont…

  7. 1. Nie masz pojęcia, jak się cieszę z Waszego szczęścia. Waszego, bo tu nie tylko o Ciebie chodzi, ale przecież także i o Twoich Rodziców.
    2. Studiów tak od razu nie skreślaj; może i tu pójdzie lepiej, niż myślisz?
    Pozdrawiam

    • 1. Dziękujemy Vulpianie z całego serca! 🙂

      2. Wiesz, staram się nie skreślać, ale tu w domu jeszcze praca wrę, Rodzice tak samo muszą do pracy chodzić, a termin podjęcia decyzji o powrocie coraz bliżej… Za dużo tego wszystkiego jak na razie…

  8. Szczerze mówiąc, ani mi na chwilę nie przemknęło mi przez głowę żadne patriotyczne skojarzenie. Każdy ma swoją Wielką Sprawę i to jest naturalne, że jakoś ją hołubi, co czasem znajduje odzwierciedlenie w nazewnictwie. Mnie to wcale nie dziwi.

  9. To ja też tu swoją radość wyeksponuję Celcie.
    Bardzo, bardzo się cieszę.
    I podobnie jak Vulpian napiszę żebyś studiów nie skreślał.
    Powodzenia i uściski serdeczne
    🙂

  10. Od wczoraj próbuję Ci zostawić komentarz, ale od wczoraj też pracuję więc czuję się trochę jak Ty w nowym domu: niby fajnie, ale jeszcze nie do końca 😉 Gratuluję Rodzicom i Tobie, bo wiem, że remont i przeprowadzka to wielka sprawa. Najbardziej jednak cieszę się na uwolnienie Twojego Wewnętrznego Włóczykija 😀

    • Miło, że nie jestem w tych odczuciach odosobniony Myszku. Tym bardziej, że dla Rodziców póki co jest to tragedia. Jestem jedynym, który się cieszy… Masakra…

      Włóczykij już trochę uwolniony, owszem 🙂

      Dzięki za gratulacje i trzymaj mocno kciuki! Przydadzą się…

  11. Bardzo się cieszę i gratuluję Tobie i Twoim rodzicom. A jak już ochłoniecie – namów rodziców, aby zbudowali Ci przy tych schodkach pochylnię, abyś sam mógł wyjeżdżać.

    • Dzięki, Przyjacielu. A nad podjazdem już myślimy. Sprawa jest taka, że we własnym legalnie zakupionym mieszkaniu nie wolno Ci zrobić NIC. Najpierw urzędnicy muszą się zgodzić… To jakieś kuriozum jest, ale takie przepisy… :/

      • Celcie, takie zasady są na całym cywilizowanym świecie, nie można wszystkiego sobie budować, tak jak się chce. Ja mieszkam w domku jednorodzinnym (a tak naprawdę w dwu- 😀 ), i też muszę występować o zezwolenie, jak chcę coś zbudować albo wyburzyć.
        W twoim przypadku nie przypuszczam, aby było to pod tym względem trudne. Podpowiedź:
        Budowa pochylni, tak jak budowa schodów – nie wymaga zgody, zezwolenia, jedynie wymagane jest zgłoszenie do gminy. Warunkiem jest, żeby (cytuję): „Budowa nowych schodów wewnętrznych bez naruszania elementów konstrukcyjnych domu”. Inaczej mówiąc – gdy pochylnia będzie stała na fundamencie dla niej wykonanym, a tylko oprzesz ją (przykręcisz do budynku, zbudujesz ma schodach) – to nie ingerujesz w jego konstrukcję.
        Wtedy robisz jedynie mapkę i zgłaszasz chęć budowy pochylni w odpowiedniej komórce urzędu gminnego. I do roboty.

        • Korekta: „Budowa nowych schodów ZEWNĘTRZNYCH” – bo wyszła bzdura – sorry

          • Dzięki za wyjaśnienie. Złożyliśmy już pismo do urzędu gminy, teraz tylko czekać. Byliśmy też PFRONie, ale tam nie przewidzieli budżetu na likwidację barier na ten rok, już nie mają pieniędzy :/

            Ale na chłopski rozum to, co mówisz, jest dla mnie dziwne. Mieszkanie jest NASZE – i w papierach i wszędzie indziej. Legalnie zakupiony, z wszelkimi formalnościami. Po cholerę się pytać urzędników czy można cokolwiek robić? Wystarczyłaby zgoda sąsiadów i tyle.

            Nie rozumiem tego.

            • Powtarzam Ci jeszcze raz:
              1. Na całym świecie zachodnim nie wolno tego robić,w Niemczech musisz nawet kształt okien dopasowywać do ulicy, w Zakopanem kształt dachu musi być witkiewiczowski, budowa na zasadzie „wolnoć Tomku w swoim domku” powoduje, że powstaje miszmasz krajobrazowy i estetyczny. Własność ma swoje ograniczenia. To samo z bramami zewnętrznymi, kształtami śmietników, itd, itd.
              2. Moim zdaniem nie musicie oczekiwać zgody urzędnika, wystarczy zgłoszenie.
              3. Musicie mieć przyzwoicie zrobiony projekt..
              Pozdrowienia

              • Ja wiem, że takie są PROCEDURY, Torlinie 🙂 Po prostu pewne rzeczy mi się w głowie nie mieszczą.

                Mam nadzieję, że jakoś się wszystko uda…

  12. Piter nie wiem o co chodzi, ale wcięło mi dwa komentarze jeden z wczoraj, drugi z dzisiaj. Po 10 godz pracy nie mam siły na trzeci. Gratulacje dla Ciebie i Rodziców.

  13. Cudownie się czyta takie wiadomości! Ogromnie się cieszę. 🙂
    Piękny czas przed Wami!

  14. Fantastyczne wiesci 🙂 Szczesliwe zakonczenia sa najlepsze! Mam nadzieje ze szybko sie zadomowicie na nowym miejscu 🙂 Pozdrawiam!

    • Dziękuję! 🙂

      To jeszcze nie zakończenie, ledwie ciąg dalszy remontu trwającego od końca lipca. Są pewne problemy, ale musimy znaleźć jakieś rozwiązanie.

      Pozdrawiam również! 🙂

  15. szczur z loch ness

    Zmiany, zmiany, zmiany, a na dodatek na lepsze. No i bardzo dobrze!
    Serdeczności z Krainy Loch Ness

  16. Klik dobry:)
    I ja, zarówno dobre, jak i złe przeżywam stokroć mocniej, niż inni. Nie jest łatwo z tym żyć. Na dodatek widzę to, czego inni nie zauważają i słyszę to, czego niektórzy nie słyszą. To dobrze i źle, bo zarówno wołanie o pomoc usłyszę, jak i to, co draźni i przeszkadza albo szokuje.
    Pozdrawiam serdecznie.

  17. zmiany niosą ze sobą coś nowego, innego – niech to nowe i inne będzie ciekawe i fajne, i lepsze właśnie ! pozdrawiam i kibicuję

    • Dziękuję Dudi! 🙂 Kciuki i kibicowanie przydadzą się bardzo, bo jeszcze trochę pracy zostało, a poza tym jest kilka problemów, które musimy obejść….

      • W takim razie nie zaprzestaję kibicowania…
        Tym bardziej, że przeczytałam o biurokracji i wymaganiach związanych z montażem pochylni.
        Ale dacie radę mimo przeszkód.
        Tylko Twoich Rodziców mi szkoda (we wcześniejszych komentarzach określiłeś ich stan ducha nawet jako „masakra”), zasmuciłam się, jak bardzo muszą być zmęczeni tym remontem i dostosowaniem się do życia w nowym miejscu i innej przestrzeni.
        Zwłaszcza dla mamy pewnie jest to trudne…

        Oby każdy tydzień przynosił postęp w pracach i nastrojach…

        • Są okropnie zmęczeni, Igomamo, chociaż dla żadnego z nas nie jest to pierwsza przeprowadzka (Tata trzeci raz, ja z Mamą drugi). I tak, zwłaszcza dla Mamy. Chociaż na nasze stare osiedle mamy jakieś 10-15 minut, dla Mamy to jak drugi koniec kraju niemalże. Nie ma tu niczego, ani sklepu, kiosku, nic. Okolica cicha i zielona, ale sąsiedzi są „głośni”, wszystko słychać. Ja też chciałbym, żeby z każdy tygodniem wszystko się poprawiało. Na razie pomalutku przybywa przestrzeni, w miarę, jak wszystko uprzątujemy. To już plus jakiś 🙂

  18. Wcale nie przesadzone określenie Bohaterowie Domu, podjęli duże ryzyko i wykonali kawał roboty.
    Jeśli czujecie się tam u siebie, to najważniejsze 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: