Trump i Królowa – najnowsze wieści.

an Mháirt, an 20ú lá de Mheitheamh 2017

W komentarzach pod tematem dotyczącym relacji prezydenta Donalda Trumpa z Windsorami (tutaj) poproszono mnie, abym trzymał rękę na pulsie w tej sprawie.

Trzymam – w równej mierze powodowany własną ciekawością, co dla Was. Stąd niniejsza notka, będąca połączeniem kliku różnych tematów ze stron RoyalCentral oraz Onet i TVN24.

* * *

Zacznijmy od tego, że pod koniec stycznia jednak potwierdziły się przypuszczenia co poniektórych, iż Trump zostanie oficjalnie zaproszony na Wyspy. Miał się tam pojawić za kilka miesięcy. W Internetach zawrzało.

Najpierw dlatego, że prezydent znalazł się w ogniu światowej krytyki po podpisaniu dekretu zakazującego wjazdu do USA obywatelom niektórych państw z muzułmańską większością. Jego doradca: Rudolph Giuliani (uwielbiany burmistrz Nowego Jorku za czasów 11 września), tłumaczył, że podstawą zakazu jest bezpieczeństwo, a nie religia.

Na liście krajów „niepożądanych” nie ma np. Arabii Saudyjskiej czy Pakistanu. Zapytany o te wyjątki, Giuliani stwierdził, że u Saudyjczyków zachodzą dynamiczne zmiany i są oni świadomi problemów związanych z radykalnym islamem.

Odnośnie Pakistanu polityk musi zebrać więcej danych.

Ogółem, decyzja Trumpa może dotknąć mniej więcej pół miliarda ludzi na całym świecie.

Dwa tygodnie po jego podpisaniu, wykonywanie dekretu zawiesił Sąd Najwyższy USA, orzekając o jego niezgodności z konstytucją. Od tego czasu, zdążyła wejść w życie jego nowa, poprawiona wersja. 

* * *

W związku z powyższym, spora grupa brytyjskich parlamentarzystów wezwała Królową do odwołania całej prezydenckiej wizyty.

Uważają oni, że prezydent może popełnić jakąś gafę, na którą ceniąca maniery i przywiązana do dworskiego protokołu Elżbieta II nie będzie wiedziała, jak zareagować. Chcą oszczędzić Królowej takiej niezręczności i upokorzenia.

Pojawiają się też głosy, że prezydent nie powinien przemawiać do obu Izb parlamentu w głównej sali Opactwa Westminster, jak to zazwyczaj ma miejsce w takich przypadkach.

Jest to bowiem miejsce szczególne i zaszczyt zarezerwowany dla osób, które w sposób pozytywny zasłużyły się dla Wielkiej Brytanii i świata. Według brytyjskich polityków, obecny prezydent niczym na ten honor nie zasłużył.

Lider opozycyjnej Partii Pracy: Jeremy Corbyn, stwierdził, iż oficjalna wizyta Trumpa powinna być uzależniona od tego, czy zniesie on wspomniany wyżej, kontrowersyjny zakaz. Jeżeli będzie nieugięty, o herbatce z Królową nie może być mowy. Nie powinno się ograniczać ludziom wjazdu do żadnego kraju tylko ze względu na pochodzenie danej osoby lub jej wiarę.

Przywódca Liberalnych Demokratów: Tim Farron, uważa, że Elżbieta zaprosiła Trumpa nieco „pochopnie”. Skrytykował też premier May, która według niego, usiłuje „desperacko” przypodobać się nowemu przywódcy USA.

* * *

Sztab miliardera obawia się z kolei jego spotkania z księciem Karolem. Chodzi o różne poglądy obu panów na kwestię zmian klimatycznych i globalnego ocieplenia.

Dla księcia Karola jest to temat niezwykle istotny, w który od lat się angażuje. Jego Wysokość uważa globalne ocieplenie za rzeczywiste i postępujące zagrożenie, któremu trzeba szybko i stanowczo przeciwdziałać.

Amerykański prezydent uważa to zaś za część zmian naturalnie zachodzących na Ziemi. Jego zdaniem, „globalne ocieplenie” jest mitem, wymyślonym przez Chińczyków po to, aby osłabić konkurencyjność amerykańskich produktów.

Biały Dom chce uniknąć krępującej sytuacji, w której prezydent mógłby być przez księcia „pouczany”, bo to przecież nie wypada (zwykli ludzie wszakże są zdania, że Trump po prostu zbłaźniłby się w polemice z lepiej wykształconym Karolem).

Dlatego prezydencka administracja wolałaby się spotkać z książętami Williamem i Harrym oraz księżną Kate. Jak się jednak okazało, wspomniana książęca trójka nie pała nadmiernym entuzjazmem z tego powodu. Miałem rację pisząc, że wciąż pamiętają Trumpowi słowa pod adresem księżnej Kate i księżnej Diany.

Koniec końców, przyjazd prezydenta do Wielkiej Brytanii przesunięto na późną jesień tego roku. Najpierw trzeba przyjąć króla i królową Hiszpanii.

* * *

Ostatnią rzeczą w tym dyplomatycznym trzęsieniu ziemi, jest wysyp petycji różnego rodzaju.

Przede wszystkim chodzi o petycję obywatelską do Rządu, w której Brytyjczycy stwierdzają, że prezydent powinien mieć możliwość wjazdu do Wielkiej Brytanii – jest w końcu głową suwerennego państwa. Pod żadnym pozorem nie powinien się wszakże spotykać z Królową, gdyż narazi Ją to wyłącznie na kompromitację.

Kiedy pod koniec stycznia zaczynałem pisać tę notkę, pod petycją widniało już 200,000 podpisów. W chwili, kiedy ją kończę (połowa marca, w czerwcu aktualizowana o świeże nowiny), owy dokument posiada ponad 1,8000,000 podpisów.

Parlament ma obowiązek debatować nad każdą petycją, która zbierze minimum 10,000 podpisów. Debata odbyła się 20 lutego. Stanowisko Rządu JKM brzmi: „Jesteśmy świadomi nastrojów w tej sprawie, ale Prezydent USA powinien mieć możliwość złożenia nam oficjalnej wizyty”

Rzuciła mi się w oczy także petycja, w której Irlandczycy proszą swego byłego już Taoiseacha (premiera): Endę Kenny’ego, aby zerwał z wieloletnią tradycją (o której kiedyś napiszę nieco więcej) i 17 marca nie wręczał prezydentowi USA koniczyny w Białym Domu.

Mimo, że Naród był temu zdecydowanie przeciwny, Kenny i tak do Waszyngtonu pojechał. Chodzi o relacje między oboma krajami, oraz względy ekonomiczne.

* * *

Cała ta sprawa ma charakter rozwojowy.

Wygląda na to, że Trump jednak się z Królową herbatki nie napije. 11 czerwca, portal RoyalCentral podał, że na prośbę Białego Domu, wizyta została odwołana. Prezydent obawia się bowiem masowych protestów, jakie mogłyby wybuchnąć.

Jego przyszłe odwiedziny na Wyspach będą teraz uzależnione od tego, czy sami Brytyjczycy nabiorą do niego większej sympatii, oraz, kto wówczas będzie premierem. 

W kraju też się miliarderowi nie wiedzie najlepiej. Jego pozycja w sondażach ponoć leci na łeb na szyję… 

Advertisements

Posted on 20 czerwca 2017, in Breataine Moire, Smaointe and tagged . Bookmark the permalink. 17 komentarzy.

  1. Rzecz wyłożona nader logicznie i szczegółowo. Doradcą stanu na Wyspach możesz zostać.
    Zasyłam pozdrowienia

  2. Poczytałam hurtem, tę zaległą notkę i tę obecną. Ja tam się Jej Królewskiej Mości nie dziwię, że herbatka w towarzystwie pana T. smakowałaby jej cierpko. Pozdrawiam wakacyjnie, bo ja mam wakacje Piteeeeer 😀

  3. Zgadzam się z Ultrą – bardzo merytoryczna notatka.
    Konkretnie i interesująco przedstawiłeś sytuację.
    Wygląda na to, że wspólnej herbatki w najbliższym czasie nie będzie. Trochę szkoda, bo mogłoby być ciekawie…
    Pozdrawiam:)
    Ps. Moim zdaniem również nadawałbyś się na polityka.

    • Dziękuję! 🙂

      Takie spotkanie z pewnością byłoby ciekawie, aczkolwiek atmosfera brzemienna skandalem najpewniej 😉

      Co do polityki – będąc w takiej pozycji, autentycznie chciałbym coś dobrego dla ludzi zrobić. Jednakże na dzisiejszej scenie politycznej niezbyt mi po drodze z jakąkolwiek partią. Z kolei jeśli bym do którejś już wstąpił, na pewno miałbym krępowane ręce i prany mózg, aby działać zgodnie z partyjną ideologią. Nie nadaję się 🙂

      Ściskam mocno!

      • Mądre refleksje…
        Właśnie takich inteligentnych, wrażliwych ludzi, z empatią i pasją chętnie widziałabym w polityce. Ludzi, którzy autentycznie chcą zrobić dla innych coś dobrego i którzy potrafią prowadzić dialog i słuchać innych. Ty byłbyś kandydatem idealnym zważywszy również na Twoją ogromną wiedzę z dziedziny historii – też tej współczesnej światowej.

        • Nawet nie wiesz jak się ciepło na serduchu robi, kiedy ktoś wierzy w Ciebie bardziej niż Ty sam w siebie 🙂

          Co się tyczy historii – zawsze ją lubiłem, i to bardziej tę dawniejszą niż współczesną. Wiedza moja też nie taka duża znowu, stale się uczę i szperam za nowymi rzeczami. Ciągle się czegoś nowego dowiaduje.

          Są ludzie, którzy mają sporo większą wiedzę historyczną ode mnie… Np. Wachmistrz, którego Pogderanki gorąco Ci polecam słuchaj, jeśli Historię lubisz 🙂

  4. „Jego pozycja w sondażach ponoć leci na łeb na szyję… „, ale to nie likwiduje problemów, które spowodowały, że ludzie na niego glosowali.

    • I tu wychodzi problem jego elektoratu oraz wyborców większości polityków – przekonanie, że istniejące problemy faktycznie zostaną rozwiązane. Politycy się zmieniają, ale problemy pozostają najczęściej…

  5. A ja się na polityce znam jak na balecie. 🙂 Rozpoznaję tych, o których głośniej i mój udział w tym świecie na tym się kończy 😉

  6. Z tą gafą Trumpa w stosunku do królowej Elżbiety II wcale bym się nie zdziwiła. Biedna królowa jeszcze by dostała zawału serca z wrażenia. Ostatnio zastanawiam się, jak będzie wyglądała wizyta Trumpa w naszym kraju i moja wyobraźnia zaczyna w tym momencie szaleć w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ściskam serdecznie!

  7. Myślę że prezydent Trump na taką reakcję sam sobie zapracował. Przykłady można by mnożyć. Wygląda na to, że jeszcze są miejsca, gdzie pieniądze nie wystarczą aby wszędzie wejść i wszystko zrobić.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: