Garść wspomnień i Gregorianie :)

an Déardaoin, an 1ú  de Mheán Fómhair 2016

Rzadko się zdarza, abym w ogóle nie odpowiedział na komentarze pod notką. Przepraszam za to, jednakże sytuacja była wyjątkowa.

Odpowiem więc tutaj – DZIĘKUJĘ z najgłębszej głębi serca, w imieniu swoim i Rodziny, za Waszą obecność, za cały ogrom współczucia, myśli i modlitw. To jest nam teraz niesamowicie potrzebne i niesamowicie ważne…

Pomalutku, powolutku wracam do życia. Zbieram materiały dla Was na nowe notki i myślę nad pewną małą zmianą na Polankowym profilu FB, udzielam się w Jedi Order, dużo czytam (teraz kończę świetną biografię Tolkiena ❤ ) i słucham muzyki. To bardzo pomaga. Odwiedziny na cmentarzu też. Ale ból i smutek pozostaną jeszcze długo.

Nadal czujemy się wszyscy wykończeni psychicznie. Osobiście bardzo liczę jeszcze na jakiś maleńki wyjazd gdzieś, 2-3 dni poza dojmującą szarzyzną blokowej codzienności. 

Otulam się wspomnieniami i marzeniami. Tak jak jedno marzenie ostatnio spełnione – wyjazd całą rodziną na działkę, na której (pierwszy raz od dawna) pozostaliśmy aż do wieczora.

Wspomnieniami o Busi, o Stanach, o powrocie do szkoły, gdzie praktycznie codziennie widywałem przyjaciół. Wtedy wszystko było bardziej beztroskie, fajniejsze i łatwiejsze. 

Wspominam swoją większą ruchomość i samodzielność w Chicago. Zawsze lubiłem ruch. I dlatego tak lubię teraz chodzić na masaże do Pana Marka – przywraca mi poczucie większej kontroli i lekkości własnego ciała. 

Wspominając Chicago, nie mogę nie wspominać Busi. Te wszystkie wycieczki i spacery, bliższe i dalsze. Msze w polskich kościołach świętej Trójcy i św. Jacka na Północy oraz świętego Ryszarda na Południu. Obiady w restauracjach i wyprawy do sklepów, w których znalazłem tyle fajnych zabawek, a w późniejszych okresach: książek. 

Busia od zawsze kochała Stany. Do końca liczyła, że jeszcze się tam wróci. Tam chciała żyć i umrzeć… 

Skoro mowa o wspomnieniach i marzeniach, czas przejść do pewnego całkiem niedawnego, a zarazem: jednego z najważniejszych w moim życiu…

* * *

Być może pamiętacie, z jakim entuzjazmem i wzruszeniem opisywałem Marzenie Dziesięciolecia, które nagle spełniło się pod koniec 2014. Już wtedy wśród nas fanów krążyły plotki o tym, co teraz napiszę. Plotki, które szybko się potwierdziły.

Gregorianie na bliżej nieokreślony czas zawieszają działalność. Podobno wyczerpała się formuła, chcą odpocząć, spróbować czegoś nowego – teorie były różne. Nieliczni tylko wiedzą, że „mnisi” wycofują się z europejskiego grania, aby spróbować kolejny raz podbić Stany Zjednoczone.

Wcześniej jednak, pod koniec września, wydadzą nowe DVD z koncertem w Berlinie, a w październiku po raz 2 zagrają w Izraelu. Poprzednio zagrali tam specjalnie dla papieża Benedykta XVI, kiedy ten wizytował Ziemię Świętą kilka lat temu. 

W notce o Marzeniu wspominałem również o ich wcześniejszej płycie: Master of Chant: The Final Chapter, w której powstaniu miałem swój maleńki udział (ale o tym za chwilę).

Znajduje się na niej sporo nutek o nostalgicznym, podsumowującym, pożegnalnym właśnie charakterze. Good Night, Companions; Just For You (chyba najlepsza na tej płycie, z przepięknym gitarowym solo); Time To Say Goodbye; Cry Softly; Angel; Farewell; In The Living Years… 

Krążek otwiera utwór „Masters Of Chant”, będący niejako nawiązaniem do całego Ich 16-letniego dorobku i wszystkich wcześniejszych piosenek. Utwór ten stylem i tekstem bardzo przypomina wiersz, jaki dla Gregorian napisałem tuż przed Ich koncertem w Krakowie.

Owe dziełko jest po angielsku i składa się z tytułów oraz kawałków tekstu różnych piosenek, jakie przez lata stworzyli lub coverowali. Całość opowiada (myślę, że całkiem zgrabnie) o bezgranicznej radości i wzruszeniu ze spotkania z Nimi, oraz o tym, ile Ich twórczość od lat dla mnie znaczy.

To jest po prostu niesamowite, kiedy Twój ukochany zespół tak twórczo wykorzystuje prezent, który Ty dałeś Im od serca 🙂  

* * *

Tu na wirtualnym papierze, to słowo wydaje się płytkie i niezdolne pomieścić całej głębi uczuć i wdzięczności, jakie wobec Was Wszystkich żywię, Kochani. Niemniej jednak mam nadzieję, że dobrze o tym wiecie – DZIĘKUJĘ… DZIĘKUJĘ…DZIĘKUJĘ…

Reklamy

Posted on 1 września 2016, in Życie Celta. Bookmark the permalink. 12 Komentarzy.

  1. Cieszę się, że już odrobinę czujesz się lepiej. Zawsze to krok w kierunku poprawy. Życie i smierć to nierozłączni kochankowie, bez których nie docenilibyśmy tego, co mamy. Powodzenia w kroczeniu przez życie bez tak ważnej osoby. Ale jak sam napisałeś masz wspomnienia, które będą dla Ciebie ostoją w trudnych chwilach. 🙂

    • Odrobinę to dobre określenie. Pomału wracam do życia, ale jeszcze trochę czasu i wody upłynie zanim poczuję się całkowicie dobrze. A z tą stratą nie pogodzę się nigdy chyba i nawet najcudniejsze wspomnienia mi tego nie wynagrodzą. Pocieszam się, że Busia cały czas patrzy na nas z Góry…

      • To wiadome, że taka strata nie opuści serca przez długi czas. Aczkolwiek czas zalecza rany, więc z czasem będzie to boleć mniej. Bądź szczęśliwy, Twoja Babcia już nie cierpi i na pewno nie chce, abyś był smutny. Masz życie przed sobą, przeżyj je dla niej jak najlepiej. 🙂

        • Wiem, że nie chce, ale brakuje mi codziennych telefonów, odwiedzin. Tak jakoś głupio i pusto. Będę się starał przeżyć życie jak najlepiej. Zawsze się starałem. Ale Ona zawsze bardzo dużo nam pomagała. Czasami z rzeczami, przy których nikt inny pomóc nie potrafił… Mam tylko nadzieję, że teraz jakoś sobie poradzimy… Ja i my wszyscy.

          • Niestety to naturalna kolej rzeczy. Gdyby śmierć pozwalała na kontakt z drugą osobą, byłoby łatwiej, ale życie nie ma być łatwe tylko wartościowe, abyśmy wyciągnęli z niego jak najlepszą lekcję. W końcu rodzice uczą nas chodzić, ale w końcu puszczają naszą dłoń i idziemy sami przez życie.

            • I to jest właśnie nie do pogodzenia na chłopski rozum. Co jeśli puszczają zbyt wcześnie? 😦 Ale kiedyś zobaczymy się znowu…i wtedy już żadnych rozstań, żadnych…

              • Tego nie dowiemy się być może nigdy, niestety. Można tylko liczyć, że po śmierci znowu się spotkacie i w jakimś sensie będzie tak samo.

              • I na to właśnie bardzo liczę… Że będzie tak samo, a być może nawet lepiej. Bo bez bólu, smutku i ziemskich ograniczeń.

  2. szczur z loch ness

    Nie śledzę kariery muzycznej Gregorian, wszystkich ich płyt, etc. jednakowoż wydaje mi się, że stali się oni więźniami własnego pomysłu muzycznego.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness

  3. Ja też lubię słuchać Gregorian. Fajnie się słucha. Widzę że łączy nas także miłość do Tolkiena. Super. Władce Pierścieni przeczytałam w tydzień. Przyznaje się bez bicia że najpierw musiałam film oglądnąć żeby się przekonać. Niesamowicie podobają mi się postacie, które stworzył. Moim ulubieńcem jest Gandalf. Ian jest niesamowity w tej roli.

    • Gandalf i Ian to moi ulubieńcy od początku 😉 I ja też najpierw obejrzałem Drużynę Pierścienia, a potem sięgnąłem po książki…i przepadłem zupełnie 😀

      I Ty lubisz Gregorian? Wspaniale! Ciekawe, co jeszcze mamy wspólnego? 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: