[*]

an Déardaoin, 25ú lá de mhí Lúnasa 2016

Jak ubrać w słowa coś, dla czego nie ma słów? Bo tam, gdzie powinny być jakieś słowa, jest tylko wielka, ziejąca dziura, pełna bólu i smutku.

W poprzedniej notce myślałem, że tragiczność już minęła, że teraz będzie tylko lepiej i sytuacja wróci do normy. Wszystko na to wskazywało. Ale tragiczność jest złośliwą francą i lubi robić na przekór. Zrobiła i wróciła jak bumerang…

Dosadnie rzecz ujmując, dostaliśmy obuchem w łeb. Od Ciebie i od Pana Boga. A miało być lepiej. Błagałem Go, żeby Cię oszczędził, dał Ci część mojego zdrowia. Tak samo uratował Cię kilka lat temu, po wypadku. Wypadku, którego nie miałaś prawa przecież przeżyć żadną ludzką miarą.

Wszyscy lekarze do dzisiaj twierdzą, że to był Cud. A ja zawsze będę mówił, że Bóg mnie wysłuchał wtedy. Ty zdrowiałaś powolutku, a ja w tym samym czasie zacząłem cierpieć na okropny ból nerek. Ale jakoś to znosiłem, bo wiedziałem, że to skutek mojej prośby za Tobą.  

Tym razem jednak, On mnie nie wysłuchał. Widocznie nie mógł się już dłużej obyć bez Ciebie. Pewnie chciał skosztować jednej z Twoich pysznych zup, albo może reszta naszej Rodziny Tam na Górze już zwyczajnie za bardzo za Tobą tęskniła… 

Ciało już miałaś słabe, wykończone operacjami, które przeszłaś. Niedawno miałaś ostatnią. Potem dochodziłaś do siebie, w sobotę obiecałaś mi obiad. Już nie zdążyłaś. Ale wolą pozostałaś silna do końca.

Zabiło Cię nie słabe ciało, ale coś innego. Coś, o czym nie wiedzieliśmy… 

Byłem przy Tobie do końca, tak jak byłem od pierwszego razu w Stanach w 1991 roku. Byłem w orszaku, pożegnałem Cię przy trumnie. Przez trzy dni to do mnie nie docierało. Dotarło z całą mocą dopiero, jak Cię obniżali do Dziadka… 

Wtedy poleciały pierwsze łzy. Dużo więcej ich poleciało później wieczorem. Musiałem, już nie wytrzymałem. 

Coś Ty nam Buśku najlepszego zrobiła…?

Na słonecznym promieniu wróciłaś do Domu, tak jak lekarze mówili, że wrócisz. Tylko wtedy nie wiedzieli jeszcze, że mówią o Domu Ojca… 

Wierzę, że już nie cierpisz, że uśmiechasz się znowu szeroko. Zwłaszcza, że masz przy sobie Dziadka, Babcię Rózię, Ciocię Stasię, Ciocię Marysię, Wujka Józka

Myślę sobie jak się cieszysz, mogąc wreszcie spotkać Tam tych, których tutaj tak bardzo ukochałaś: świętą Ritę, św. Jana Pawła II, księżną Dianę, prezydentów Reagana i Kennedy’ego

Odprawiliśmy Cię wczoraj na Niebieski Samolot, z biletem w jedną stronę. Metafory lotniczej użyłem tu nieprzypadkowo – przez 30 lat żyłaś na walizkach, kursując między Polską a Stanami. Lubię myśleć, że teraz będzie znowu tak jak wtedy – z tą różnicą, że nie będziemy się już słyszeć. Bo poleciałaś Tam, gdzie nie ma zasięgu. 

Zrobiłaś tutaj tyle dobrego, że święty Piotr pewnie wpuścił Cię z butami do Raju. Wiem i czuję gdzieś w sobie głęboko, że jesteś właśnie Tam.

Bo jak nie, to jak Tam kiedyś przyjdę i jak Mojego Patrona uwielbiam, tak zrobię Mu taką awanturę, jakiej jeszcze nie widział ani całą Wieczność nie zobaczy. Bo chodzi o Ciebie: moją ukochaną, najcudowniejszą, najsilniejszą, najbardziej troskliwą na świecie Babcię. Drugiej takiej nie było i nie będzie.

Zawdzięczam Ci Busiaczku najwięcej z całej Rodziny. Bez Ciebie nie byłoby tego, co mnie ukształtowało – nie byłoby Ameryki ani Szpitala Shriners. Ty tam byłaś, Ty odnalazłaś Szpital dla mnie kiedy tutaj nikt nie wiedział, co mi jest. Ty mnie tam sprowadziłaś i krok po kroku odkrywałaś przede mną tamten świat… 

Pan jest mym Pasterzem i nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza (…). Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy.”. Psalm 23 zawsze mnie w takich chwilach pociesza.

Pocieszenie odnalazłem też w słowach z Apokalipsy św. Jana (21:4), wygłoszonych na Mszy pogrzebowej, a wcześniej podesłanych mi przez dwóch znajomych księży: „otrze Bóg wszelką łzę z oczów ich; a śmierci więcej nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani boleści nie będzie”. Głęboko w to wierzę. Wszyscy się Tam kiedyś spotkamy i nadrobimy wszystkie zaległości, za wszystkie czasy.

Odeszłaś zbyt szybko. 76 lat to przecież dopiero jesień życia. Odeszłaś zbyt boleśnie, dla siebie i dla nas. Zasłużyłaś na inną śmierć i dłuższe, spokojniejsze życie.

Byłaś tu jeszcze bardzo potrzebna. Tyle mogłaś jeszcze dokonać. Tyle razy nam jeszcze pomóc. Chociaż z drugiej strony – teraz będziesz nam pomagać Stamtąd jeszcze lepiej i skuteczniej, bo nic Cię już nie ogranicza. Dołożyłaś sobie tylko roboty, bo teraz będziesz musiała ogarnąć nas wszystkich jednocześnie 😀

Piszę dzisiaj bez ładu i składu, bo od dwóch tygodni sam jestem taki bez ładu i składu. Ale Ty wiesz. Zawsze wiedziałaś. Teraz na zawsze pozostaniesz w naszych sercach, jako nasz osobisty, wyjątkowy Anioł Stróż. Już się nie usłyszymy przez telefon, nie zobaczymy na obiedzie. Nie „pohugujemy się” ani nie „pogarściujemy”. Dopiero po Tamtej Stronie. 

Będziemy pamiętać i rozmawiać z Tobą. Ja już z Tobą rozmawiam. Wiem, że patrzysz na nas i uśmiechasz się. Może nawet trochę tego uśmiechu wzbudziły te moje słowa? 🙂 

Będziemy pamiętać i rozmawiać z Tobą. Bo tak naprawdę pożegnaliśmy tylko ciało, podatne na choroby i stresy. To, co w Tobie najpiękniejsze, najważniejsze; co sprawiało, że wszyscy Cię kochali; co czyniło Cię tak wyjątkową – to po prostu wróciło do Tego, od Kogo przyszło. Do Boga. 

Pamiętaj, że Cię Kocham. Wszyscy Cię Kochamy. Pomagaj nam codziennie… Będziemy dzielnie żyć dalej, ale musisz nam pomagać. Tak jak zawsze to robiłaś.

Dziękuję Busiaczku. Za wszystko. I za wszystko przepraszam. Do zobaczenia. Na zdjęciach, w snach i w Wieczności…

[*]

* * *

Lepiej już nie dam rady tego napisać. Mam nadzieję, że udało mi się tu zawrzeć wszystko to, co chciałem.

Kochani bywalcy Polanki – przekażcie proszę tę notkę dalej, tak jak ja robię to zazwyczaj. Także tym osobom, które nie mają FB lub bywają tu rzadziej.

Ona tu na razie zostanie. Przez tydzień, może dwa. Potem wrócę do zwykłego rytmu pisania, bo za kulisami czeka już parę nowych tematów. Troszkę teraz tylko obsuną się w czasie.

Tymczasem proszę wszystkich o modlitwę, o nieustający strumień dobrych myśli dla siebie, moich bliskich i mojej Busi. Dziękuję też za wsparcie, myśli i ciepłe słowa już otrzymane. Nie zdołam wyrazić, ile one dla nas znaczą…

Reklamy

Posted on 25 sierpnia 2016, in Życie Celta.... Bookmark the permalink. 18 komentarzy.

  1. Dreptak Zenon

    Bardzo Ci współczujemy Celcie! Tobie i rodzicom – życie takie jest, że taki moment przychodzi i nic już nie można zrobić.
    Niech Twoja Babcia odpoczywa w spokoju!
    [*]

  2. Nie mogę, nie wytrzymam. Ryczę jak bóbr i tak bardzo, do bólu Cię rozumiem, że może nawet się nie spodziewasz…

    Moja babcia, mój Dziadek… To było całe moje najpiękniejsze życie. Ciepło, bezpieczeństwo dobroć i miłość, w których pławiłam się jak pączek w maśle. Żyli długo, ale nikt nie jest wieczny i w końcu i oni musieli odejść – ja już byłam wtedy mężatką i miałam dziecko. Dziadka nie ma już 14 lat, a babci 10…
    Ból minął, ale tęsknota nie mija.
    Nie mogłam sobie z tym poradzić, wariowałam z żalu, choć upływały kolejne lata. Poodchodziły również moje ukochane Cioteczki – siostry Babci. Nosiłam to w sobie i zżerało mnie to dzień po dniu… W końcu poczułam, że muszę z siebie wyrzucić całą tę miłość i całą tęsknotę… Pozbierałam stare, nawet przedwojenne zdjęcia, poskanowałam… Usiadłam i spisałam wspomnienia, a potem zrobiłam z tego dwie fotoksiążki. W wigilię Bożego Narodzenia podarowałam identyczne egzemplarze mojemu Tacie i Wujkowi, jego bratu – Babcia i Dziadek to byli ich Rodzice. Na drugi dzień Wujek powiedział, że czytał przez całą noc i skończył nad ranem ze łzami w oczach…
    I wiesz, po tym wszystkim ból się wyciszył. Przyszła pewna ulga, jakbym zrobiła coś, co powinnam. Tęsknota powoli łagodnieje, choć wiem, że nic nigdy jej nie zabije. gdy dokucza – biorę do ręki te książki, oglądam, czytam… Czasem piszę wiersz. A na cmentarzu, stojąc nad grobami, zawsze płaczę w samotności (nie chcę, żeby ktokolwiek mi przeszkadzał) i rozmawiam z Nimi na głos…

    Jeśli do czegoś potrzebne mi jest niebo, to tylko do tego, żeby Oni tam byli…

    No i ryczę znowu. Łączę się z Tobą w bólu, który dobrze znam.

  3. szczur z loch ness

    Cóż można dodać do Psalmu 23, moje myśli są z Wami.

  4. Współczuję, ale taka jest kolej wszystkiego. Rodzimy się, żyjemy i umieramy. Grunt to mieć szczęśliwe życie w gronie bliskich, którzy Cię kochają. Bądź silny, Twoja babcia na pewno by tego chciała.

  5. Niby każdy wie, że to bilet w jedną stronę. Że „to se ne vrati, pane Prohazka”. Ale jednak smutno, jak się ktoś wyloguje z systemu. I chociaż nie wierzę w krasnoludki, Świętego Mikołaja ani inne bogi, szczerze współczuję. Sam straciłem parę bliskich osób w ciągu ostatnich 10 lat – żadna frajda. Najlepsze co teraz można to myśleć o zmarłych w dobry, ciepły sposób. I jakkolwiek banalnie i głupio by to nie brzmiało – dać się wykurować czasowi, bo on naprawdę leczy rany.

  6. Jeśli pociechą może Ci być wiara, że kiedyś się przecież jeszcze spotkacie w innym wymiarze, to warto to sobie powtarzać. Teraz zaś pozostaje kultywacja wspomnień, bo zasadne wydają mi się horacjańskie słowa o tym, że trwa się w tym, co po nas pozostaje i pamięć potomnych jest tu rzeczą kluczową. Ciężko jest znosić taki ból, ale przejawem naszego człowieczeństwa jest także to, że nawet kres bliskich nam osób nie jest w stanie zatrzeć więzi, które z nimi mieliśmy.
    Współczuję.

  7. Bardzo Ci współczuję, naprawdę

    • Pięknie wypłakałeś swój smutek.
      Babcia nadal będzie z Tobą, teraz tylko w innym wymiarze…
      Rozmawiaj z Busią, kiedy będzie Ci źle.
      Serdecznie współczuję.

  8. Zdobyłeś się dla Niej na bardzo wiele, ja nie potrafiłam [*] Zostanie w Twoim sercu, a teraz niech już odpocznie.

  9. pięknie napisałeś, z wielką miłością …
    bardzo Ci współczuję, bardzo …

  10. Jestem z Tobą i łączę się w bólu. Nikt nie wie, kiedy ten czas. Ale jedno jest pewne: będzie czuwała nadal i z uwagą śledziła Wasze problemy. Pełna miłości, jak każda kochająca Babcia. Serdecznie pozdrawiam. Dużo sił i zdrowia życzę tym, którzy Ją opłakują.

  11. Cóż, Celcie, niby mamy świadomość, że każdego z nas i naszych bliskich to czeka, a przecież za każdym razem, gdy ktoś z bliskich odchodzi, nie umiemy się z tym pogodzić… Współczuję Ci bardzo, bo widać było z pisania twego, że to naprawdę wielce Ci bliska osoba i choć przecie się jakoś tam w końcu pozbierasz, to i po latach będziesz czuł ten ból…
    Kłaniam nisko:)

  12. Ściskam i rozumiem ból…
    A jednocześnie bardzo Ci zazdroszczę takiej babci i tej tęsknoty, jaką teraz czujesz.
    Chciałabym kiedyś też być taką babcią, po której rodzina będzie płakać i tęsknić do kolejnego spotkania w niebie.
    Jeszcze się zobaczycie, odwagi. Ona teraz nadal się będzie Wami opiekować, tylko z drugiej strony :*

  13. Przyjmij wyrazy współczucia. Przesyłam dobrą energię i modlitwę. Mam nadzieję, że chociaż trochę ukoi Twój ból…
    pozdrawiam!

  14. Pięknie napisałeś Celcie. Współczuję bardzo i mocno ściskam.

  15. Bardzo mi przykro.
    Napisałeś to tak pięknie, że jak czyta z góry, a jestem pewna, że czyta, to na pewno jest z Ciebie dumna.

  16. Ci, których kochamy, zawsze odchodzą za szybko, ale na zawsze pozostają w naszych sercach. Często pozostawiam otwarte drzwi, by powitać tych, którzy ONI prowadzą do mnie, by smutek nie był tak wielkim smutkiem .Jestem z Tobą .całym sercem i modlitwą

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: