Z cyklu: Myśli Celtowe…

an Satharn, an 23ú lá d’Eanáir 2016

Znowu trwa jeden z tych okresów, kiedy kłębią się we mnie myśli, mnóstwo myśli na różne tematy. Co jest o tyle dziwne, że kiedy piszę te słowa, jestem „na ostatniej prostej” w sesji (przerwa od 3 do 22 lutego i II semestr), wobec której nie powinienem mieć czasu praktycznie NA NIC – a już zwłaszcza na myślenie.

Tym bardziej co niektórzy dziwią się, widząc mnie stale na Facebooku. Przesiaduję tam nie tylko dlatego, że w przerwach między kolokwiami szukam dla Was kolejnych ciekawych tematów (z których większość czeka teraz w szkicach na spokojniejsze czasy. Ale przynajmniej tematów nie braknie…), ale też dlatego, że muszę być w stałym kontakcie z moją grupą. Muszę być na bieżąco, nawet kiedy nie mogę być na zajęciach. 

Sam się dziwię, jakim cudem jeszcze żyję i zaiwaniam. Mało tego, że żyje i zaiwaniam – ZALICZAM wsio po kolei!

Jadę na samej chorej ambicji teraz, na resztkach wewnętrznego paliwa, które w trudnych czasach pcha mnie do przodu.

I wciąż pomimo pewnych negatywnych (a może zwyczajnie motywowanych troską o moje zdrowie i wytrzymałość?) głosów, jakie się pojawiają.

Oceny w ogóle i w szczególe kształtują się bardzo fajnie. Tylko czasu na normalne książki wciąż jeszcze brak. Ale już niedługo trzy tygodnie wolnego przed kolejnym semestrem. 

* * *

Jakoś to wszystko trwa. Przyjaciele na uczelni i poza nią pomagają i wspierają. Wspiera Ukochana Dziewczyna i rodzinka. Szalenie jestem wdzięczny.

Od czasu do do czasu napływają drobne, piękne rzeczy w Celtowych klimatach, tudzież prezenty. Jak różnego rodzaju dodatki historyczne, z których postaram się dla Was wyłuszczyć coś ciekawego.

Jak pewna soczyście zielona koszula od mieszkającej w Irlandii Cioci Basi K. Owa koszula ma na przodzie połączone herby dawnych irlandzkich prowincji: Munster, Ulster, Leinster i Connacht. Wytwórcy zapomnieli tylko o herbie piątej prowincji: Meath. Ale koszulka cudna 🙂

Nawiasem: będziemy kontynuować rozpoczęty w zeszłym roku cykl o irlandzkich prowincjach, ale tak bliżej wakacji, jak będę miał więcej niż 2 tygodnie czasu. 

* * *

Wracając do spraw uczelnianych… Część wykładowców wręcz zachwycona i sypiąca pochwałami. W tym jedna od Pani z Łaciny (która to Pani ostra jest i chłodna i już raz zalazła mi za skórę).

Cytuję: „Wiem, że Pan trochę zajęć opuszcza i całkowicie rozumiem Pana sytuację. Nadto szczerzę Pana podziwiam, że Panu się w ogóle chce. Większości osób z Pana przypadłością w ogóle by się nie chciało…”.

Właśnie. I tu dochodzimy w zasadzie do sedna tej notki.  Jak już kiedyś wspomniałem, od dawna miałem jasny plan na siebie. Marzyłem o pójściu na studia zaraz po maturze, lecz środek ciężkości życia był wówczas gdzieś indziej i marzenie trzeba było odłożyć na półkę.

Później okazało się, że uczelnia nie jest dostosowana (naprawili ten błąd dopiero w przeciągu 2 ostatnich lat). Ale nie o to chodzi… 

Na studia poszedłem między innymi dlatego, że chcę udowodnić przede wszystkim sobie, iż po paru latach przerwy wciąż jeszcze mogę. Że wciąż jeszcze chcę. Że mam na tyle siły i ambicji.

Póki co, wszystko to się potwierdza. Jedynie oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością i z tym, co wykładowcy mówili tudzież co pisze na stronie PWSZ. 

Dodatkową motywacją jest dla mnie pewna sytuacja, której byłem świadkiem…

* * *

Jakiś czas temu, wspólnie z dwiema koleżankami z grupy, poszliśmy do wspomnianej Łacinniczki coś nadrobić. Przed nami na rozmowie z nią był nieznany mi, kilka lat młodszy ode mnie, chłopak z innej grupy. Ze względu na ochronę danych osobowych i na potrzeby tego fragmentu, nazwijmy go Facetem w Czerni.

Był on wtedy bowiem ubrany w elegancki garnitur z krawatem i wypastowanymi butami – do pełni wizerunku tajemniczego agenta walczącego z kosmitami brakowało mu tylko czarnych okularów i standardowego neurolizatora 😀 

Facet w Czerni stwierdził, że po dwóch miesiącach na uczelni ma dużo nieobecności niestety, angielski mu „nie idzie” i chyba się pospieszył ze składaniem papierów. Pani Łacina usiłowała go przekonać, żeby wytrwał jeszcze, żeby choć trochę ponadrabiał.

Obserwowałem całą tę scenę z boku i w duszy myślałem sobie: „I to JA mam jakieś wątpliwości?” Z jednej strony było mi gościa autentycznie żal, a z drugiej chciało mi się śmiać… 

* * *

Z innych spraw… 

Nastrój nadal mocno romantyczno-nostalgiczny. Do tego dochodzi dojmująca tęsknota za Czorsztynem… I za Kimś jeszcze. 

Moi ukochani Gregorianie znaleźli się w gronie dziesięciu wykonawców, spośród których jeden będzie miał szansę reprezentować Niemcy na tegorocznej Eurowizji! 😀 Gorąco trzymam za nich kciuki, do czego i Was zachęcam.

Zapowiadana już notka o Ich najnowszej płycie również powinna pojawić się bliżej wakacji. Cierpliwości. 

Zapowiadane kosmetyczne zmiany jubileuszowe zacznę tu wprowadzać po zakończeniu I semestru, na spokojnie i może zdążę jeszcze przed 17 lutego. Zobaczymy. 

Pozdrawiam. Dziękuję. Proszę. Wy wiecie za co i o co… 🙂

Reklamy

Posted on 23 stycznia 2016, in Smaointe. Bookmark the permalink. 18 Komentarzy.

  1. Brakami w czytaniu nie martw się, ja nawet na podyplomówce nie miałam czasu ani ochoty czytać czegokolwiek poza materiałami z zajęć. Koszulka jak piękna to fotkę proszę, a co! Z motywacja bywa różnie, często brakuje jej tym, którzy całkiem dobrze się mają i tylko kopa w d…brakuje 😉 albo czegoś lżejszego zasmakowali. Ale kto powiedział, ze ma być lekko?
    Pochwała od łacinniczki? One wszystkie groźne są, ciekaw dlaczego?
    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Co do koszulki, jak tylko będę miał ją kiedyś na sobie, będzie zdjęcie 🙂 Braki w czytaniu wiem, że nadrobię, ale po prostu mi tęskno…

      A pochwała była nie tylko od Łaciny, ale i od Wymowy , Dyskusji i Czytania 🙂

      Pozdrawiam!

  2. Celcie, wątpliwości zawsze były, są i będą. I ogarniają każdego. Juz niedługo luz-bluz i wszystko nadgonisz jesli chodzi o czytanie.
    Cieszę się że idzie Ci dobrze,
    Gratuluję i ….. do przodu.
    🙂

  3. 1. No i dobrze, że studia okazały się nie aż tak straszne, jak niektórzy wieścili. A po sesji można dobrze odpocząć.
    2. Bardzo liczę na to, że to ostatnia taka zima – w końcu globalne ocieplenie zobowiązuje. Chciałbym oglądać z mojego balkonu żyrafy pasące się przy drzewach. Trochę mnie już martwią krokodyle w jeziorach (koniec z kąpielami), ale zawsze co ciepło, to ciepło.
    Pozdrawiam

    • 1. Może nie aż tak straszne faktycznie…ale za to ze stopniem ciężkości nie przesadzali…

      2. W mojej ocenie zima się trochę spóźniła w tym roku. Może niedługo będzie cieplej 🙂

  4. tyle pochwał od wykładowców?…. no no no, czyżbyśmy z jakimś kujonem mieli do czynienia?… 😀
    niezmiennie podziwiam pasję i samozaparcie, i niezmiennie trzymam kciuki za wszystkie zamierzenia…
    miłego dnia Celcie 🙂

  5. Nie bez kozery życzyłem Ci, Celcie ( i nadal życzę:) przede wszystkim wytrwałości. Studia mają to do siebie, niestety, że pól do zniechęcenia się jest zdumiewająco dużo, a mało do motywacji, że jednak warto. Dlatego słabsze jednostki wymiękają i odpadają, ale to akurat nie Ty, Twardzielu:)
    Kłaniam nisko:)

    • Dziękuję Waszmości 🙂 Nawet nie wiesz jak ciepło mi się na sercu zrobiło, kiedy przeczytałem Twoje słowa 🙂 Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać taką postawę, aż do pracy licencjackiej… Kłaniam uniżenie 🙂

  6. To ja dodam jeszcze od siebie i poniekąd z własnego doświadczenia, że wszystko siedzi w głowie, a sukces, choć to brzmi kuriozalnie, w dużej mierze zależy od Twojego nastawienia (i od ciężkiej pracy rzecz jasna;). Widzę, że nastawienie doskonałe – tak trzymaj. U mnie dopiero przed sesją, nie będzie łatwo, ale nikt nie mówił że tak ma być.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę samych 5!

  7. Rozśmieszyło mnie słowo „łacinniczka,” nie wiem czemu 😀 Poza tym przyj dalej do przodu, nie poddawaj się! Ja Cię wspieram i dopinguję Ci z całego serca 🙂 Z tego miejsca pragnę Ci zadedykować piosenkę, która od razu mi się skojarzyła z Tobą… https://www.youtube.com/watch?v=ItxQgdSzdNw

  8. szczur z loch ness

    Jak czytam urodziny Polanki już niedługo 🙂 Nie martw się, studia też przelecą nie wiadomo kiedy.
    Serdeczności z Loch Ness 🙂

    • Mam nadzieję, że jakoś to wszystko się skończy wreszcie i dadzą przynajmniej trochę odpocząć…a za Polankę wezmę się po 3 lutego.

      Chciałbym, żeby szybko przeleciały, ale miejscami wleką się jak mucha w smole…

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: