Drugi listopada

an Mháirt, an 3ú lá de mhí na Samhna 2015

Znowu trwa ten szczególny czas zadumy, kiedy wspomnienia o zmarłych bliskich powracają z większą niż zwykle intensywnością.

Znowu przypomina się elegancka postać Babci Marysi. Zdjęcie Jej męża, Dziadka Ludwika, którego nie dane mi było poznać.

Wycieczki na ryby starą Skodą Dziadka Kazika i nasze wspólne poranki w Jego pokoju.

Na jawie i we śnie powracają uśmiechnięte twarze Prababci Rózi, Cioci Stasi oraz Pana Sławka – znajomego Taty z mojego dzieciństwa.

Przypominają się opowieści o mężu Babci Rózi: Pradziadku Stanisławie.

Stają przed oczami Ciocia Marysia G. oraz Jej mąż Wujek Józek. Śmierci najboleśniejsze, bo najświeższe. Wujek odszedł po długiej, ciężkiej chorobie. Ciocia odeszła zaraz po Wujku…do dzisiaj nie możemy jeszcze otrząsnąć się z szoku.

Przypomina się również zmarły w tym roku Pan S. – sąsiad z dołu, który po długiej chorobie dołączył do swojej zmarłej przed rokiem żony. Coś ta śmierć zbiera nazbyt okrutne żniwo w tym roku 😦

Części z Was nie zdołałem w tym roku odwiedzić „o czasie”. Przyjdę do Was jak tylko to męczące grypsko da mi żyć. Zapalę świeczkę tak jak zawsze robię to tutaj. I tak najbardziej liczy się pamięć.

Babciu Marysiu, Dziadku Kaziku, Babciu Róziu, Ciociu Stasiu, Ciociu Marysiu – nie ma dnia, żebyśmy o Was nie myśleli. Bardzo, bardzo nam Was brakuje…

To trochę potrwa, ale kiedyś spotkamy się wszyscy znowu. Już na dobre i bez rozstań.

* * *

W ciągu minionego roku znowu opuściło nas tak wiele osób, które z dawna uwielbiałem.

Życiorys aktora sir Christophera Lee mógłby śmiało posłużyć za scenariusz do niezłego filmu. Przyszedł na świat w 1922 roku w Londynie, jako syn brytyjskiego wojskowego i włoskiej arystokratki, której praprzodkiem był sam Karol Wielki. Jako dziecko, nasz bohater spotkał dwóch członków grupy, która przeprowadziła zamach na Rasputina.
Wstąpiwszy do wojska, szybko odznaczył się na froncie – za bohaterską postawę uhonorowały go rządy Polski, Czechosłowacji i Jugosławii. Podczas walk na Bałkanach zaprzyjaźnił się z niejakim Josipem Broz-Tito.  Zaangażował się w działalność wywiadowczą. Walczył w Afryce Północnej i we Włoszech.
Do Wielkiej Brytanii wrócił w 1945. Rozpoczął wieloletnią współpracę z kontrwywiadem brytyjskim i ONZ, tropiąc nazistów, którzy przeżyli wojnę.
Zapragnął zostać aktorem. Za pierwszym razem nie zdał do szkoły teatralnej, bo zdaniem wykładowców…był za wysoki na aktora (196 cm wzrostu). Christopher jednak się zawziął i już 2 lata później zagrał swoją pierwszą rolę – w „Hamlecie” w reżyserii Lawrence’a Oliviera. Tam poznał swojego długoletniego przyjaciela, Petera Cushinga (Wielkiego Moffa Tarkina z czwartych Gwiezdnych Wojen, 1977).
Obaj później występowali w niskobudżetowych filmach grozy brytyskiej wytwórni Hammer, gdzie Christopher wielokrotnie wcielał się w rolę hrabiego Draculi. Zagrał także Sherlocka Holmesa, czarnego charaktera w jednym z „Bondów”, oraz kardynała Wyszyńskiego
Christopher Lee był jedynym członkiem obsady Władcy Pierścieni i Hobbita, który nie tylko czytał Trylogię przynajmniej raz w roku, ale i osobiście spotkał samego Tolkiena! Wpadli na siebie przypadkiem w jednym z londyńskich pubów. Aktor był tak przejęty, że wydukał tylko: „Witam Pana”.
W latach 70-tych i 80-tych, nasz bohater wciąż grywał tu i ówdzie, ale jego gwiazda jakby przygasła. W tym samym okresie pojecjał pewnego razu do Francji. Tam był świadkiem ostatniego wyroku śmierci wykonanego w Republice.
Do świadomości kinomanów Christopher Lee powrócił z hukiem na początku nowego millenium. Mało znany nowozelandzki reżyser Peter Jackson obsadził 77-latka w roli Sarumana w budzącej wówczas wiele kontrowersji ekranizacji WP. Kiedy w trakcie krecenia sceny śmierci czarodzeja Jackson próbował tłumaczyć Lee jak ma „umierać”, tamten osadził go w miejscu wyjaśniając, że podczas wojny dosyć się napatrzył na umierających i wie, jak to trzeba zagrać 😀
Kilka lat później, George Lucas wytypował Christophera do roli hrabiego Dooku w II i III części Gwiezdnych Wojen. W jednej ze scen III części, hrabia Dooku wykonuje wspomagany Mocą skok z wysokiego balkonu. Christopher odmówił wzięcia kaskadera i wykonał ten skok samemu – taki skok w wieku 83 lat!
W październiku 2009, Lee otrzymał tytuł szlachecki za dokonania artystyczne i działalność humanitarną.
W swojej przedostatniej roli, 90-letni Lee powrócił do Śródziemia w 2012 roku, w Trylogii Hobbit. Nie dane Mu było doczekać premiery ostatniego filmu ze swoim udziałem – odszedł 7 czerwca br.
W całej karierze, sir Christopher Lee zagrał (według różnych źródeł) od 250-300 ról teatralnych i filmowych. Owa liczba już kilka lat temu zapewniła Mu miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa. Był dwukrotnie żonaty, pozostawił jedną córkę.

Pozostańmy jeszcze chwilę w klimatach Tolkienowskich. 27 kwietnia na atak serca zmarł 59-letni Australijczyk, Andrew Lesnie. Był operatorem filmowym, autorem zdjęć do Hobbita i Władcy Pierścieni (za które zgarnął Oscara), oraz nowej wersji King Konga. Współtworca obu części filmu z przeuroczą świnką Babe.

Któż nie widział Titanica, Bravehearta, Apollo 13, Willow, czy Avatara…? 22 czerwca w wypadku lotniczym zginął James Horner, amerykański kompozytor muzyki filmowej. Był odpowiedzialny za ścieżki dźwiękowe do tych oraz wielu innych filmów (w sumie około 100 tytułów, za które zdobył całą masę nagród oraz światową renomę). Miał 61 lat.

Dwaj piosenkarze – każdy charakterystyczny, utalentowany i niezastąpiony. Obaj uwielbiani przez polską publiczność – zresztą z wzajemnością…
Demis Russoss zmarł 25 stycznia tego roku, w wieku 69 lat. Od dłuższego czasu zmagał się z rakiem żołądka. Koncertował do samego końca.
Karierę zaczynał w kilku zespołach muzycznych, z czego najsławniejszym był Aphrodite’s Child. Tam narodziła się owocna, długoletnia przyjaźń i współpraca z Vangelisem. Odznaczony francuską Legią Honorową.
Joe Cocker – chrypa nie do podrobienia. Laureat wielu nagród, kawaler cywilnego Orderu Imperium Brytyjskiego. W latach 70-tych miał kłopoty z alkoholem i narkotykami, ale zdołał się odbić od dna. Zmarł na raka płuc, 22.12.14., w wieku 70 lat.

Na ostatek, postać z moich stron, urodzona w Nowym Sączu. Na Starym Cmentarzu ma swój grób rodzinny. Jedna z najsymaptyczniejszych osób na polskiej scenie politycznej. Karierę zaczynał w PZPR, jako Sekretarz Wojewódzki Komitetu w Białej Podlaskiej. Kiedy spotykali się tam opozycjoniści, przymykał na to oko.
Po roku 1989, związał się z Lewicą i z jej ramienia sprawował prawie wszystkie najważniejsze urzędy w wolnej Polsce: przewodniczący SLD, premier, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Marszałek Sejmu. Nie był tylko prezydentem. Już nie zdążył.
Nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Kilkakrotnie Sącz odwiedzał i zawsze był tu ciepło przyjmowany. Józef Oleksy odszedł 9 stycznia w wieku 68 lat, po długiej walce z chorobą.

[*] [*]

Advertisements

Posted on 3 listopada 2015, in Smaointe. Bookmark the permalink. 20 komentarzy.

  1. Oj, nie, nie, nie, mój drogi Celcie. Mnie się takich postów nie pokazuje, bo zaraz ryczę. Moi bliscy poumierali tak dawno i tak niedawno zarazem, bo to pojęcie względne (od 13 do kilku lat). Wydawałoby się, że to dość, aby otrząsnąć się z żałoby… A tu nic z tego! Nad każdym grobem swoje muszę odpłakać, z każdym zmarłym porozmawiać. Wyraziłeś nadzieję na ponowne spotkanie – i mnie taka sama przyświeca. Gdyby nie ona, można by zwariować od myśli, że nigdy już Ich nie zobaczę…
    Dość, bo całkiem się rozkleiłam i zatapiam klawiaturę.

  2. Taki smutny, wzruszający czas, jak co roku…

    A rok odejścia bliskich nie ma wcale znaczenia. Czy kilka miesięcy, czy prawie 30 lat – wciąż boli tak samo…

    Ściskam mocno!

  3. szczur z loch ness

    „Każda rzecz ma swój czas, ma swą godzinę”, sięgając do klasyki i dotyczy to również przemijania.
    Pozdrawiam z Krainy Loch Ness

  4. Czasem rzednie mina,
    będą mnie wspominać?

  5. Jak zwykle u Ciebie serdecznie i ciepło. Dobre słowo, pojemne serce, które wszystkich przytuli, miłe wspomnienia o zmarłych, bo na nie zasługują, słowem – chce się tu bywać, by przejąć tego ciepła trochę. Pozdrawiam.

  6. Piękne wspominanie pięknych ludzi… tak bywa z tymi, którzy długo żyją razem i są bratnimi duszami, że gdy jedno odchodzi, zaraz za nim podąża drugie… bo czy można żyć bez drugiej połówki?

  7. Tak, to był pełny zadumy czas…

  8. Oj dobrze pamiętać o tych, co już po drugiej stronie.
    Tak patrzę na druga część notki – dużo lubianych przeze mnie ludzi odeszło w tym doku (no, Oleksego nie lubiłam 😀 Ale i tak mam nadzieję, że jest już u Pana). Zwłaszcza Lee, no tego to żal… Jako Saruman i Dooku był świetny, o innych rolach nie wspominając.
    Ja się na cmentarz mam zamiar wybrać w ten weekend, zeszłego choroba chłopaków mnie powstrzymała niestety. Lubię chodzić zwłaszcza na grób mojego dziadka. Już tyle lat minęło od jego odejścia… 😦

  9. Dwie sprawy:
    1. Nie mogę się przyzwyczaić do 2 listopada, dla mnie zawsze 1 będzie świętym. I wiem, czym się różni Wszystkich Świętych od Zaduszek, ale to nie zmienia moich poglądów.
    2. Dla mnie też inni spowodowali łezkę w oku. Najpierw Bohdan Tomaszewski, głos wspomnień, niezapomniany Zbigniew Kurtycz, Władysław Bartoszewski, Robert Leszczyński, prof. Edmund Wnuk-Lipiński, Jerzy Kamas, Tadeusz Konwicki.
    A z zagranicy – obok wymienionych przez Ciebie: Günter Grass, Anita Ekberg, B.B.King, Henning Mankell,
    3. Cocker – piszesz zresztą o tym, zmarł w 2014, a nie 2015 roku.
    4. Ale nas, Celcie, nie ma na tej liście. Promyk nadziei.:D Pzdr

    • AD.1. No w sumie nie potrzeba jakiegoś szczególnego dnia, żeby wspominać zmarłych bliskich… 🙂

      AD.2. O BB Kingu zapomniałem wspomnieć…

      AD.3. Dlatego tu o nim wspomniałem. Te moje notki listopadowe liczone są od listopada do listopada 🙂

      AD.4. Jest to pewna pociecha, Torlinie 😀 Nie da się ukryć 🙂

  10. Dla mnie te dwa dni świąt są jakąś całością. 2 listopada jest Dniem Zadusznym i tak był kiedyś, u nas w rodzinie obchodzony. Dopiero w szkole okazało się, że świętujemy 1 listopada jako Dzień Zmarłych, a okazuje się, że to jest Wszystkich Świętych. Jak zwał, tak zwał, pamiętamy o naszych bliskich, którzy odeszli i przed tymi dniami i po. A z pamięcią to jest tak, że z czasem jest coraz odleglejsza, bo życie musi się toczyć swoim torem – przyjdą kolejne radości i smutki i każdy kiedyś musi odejść.
    Pozdrawiam, w nastroju nadal zadusznym.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: