Grillowo. Misiowo. Pierwszowrześniowo.

an Mháirt, an 1ú  de Mheán Fómhair 2015

Rzut kamieniem od mojego bloku jest szkoła, posiadająca sporej wielkości boisko. Na tymże obiekcie od czasu do czasu organizowane są różne wydarzenia, jak mecze, zabawy i uroczystości szkolne. Szkoła jest na tyle blisko bloku, że doskonale słychać wszystko, co się tam dzieje.

Stąd, 1 września już od ładnych paru lat, budzą mnie podniosłe i radosne dźwięki oznajmiające rozpoczęcie kolejnego roku szkolnego. Które to dźwięki przy okazji nastrajają mnie bardzo nostalgicznie.

Nie inaczej było dzisiaj. Obudziłem się przed 08:00 do sztandarowego wakacyjnego przeboju Kabaretu OTTO. Do dzisiaj pamiętam, jak przyjechali tu do Sącza (jeszcze z rudowłosym Rysiem Makowskim w składzie) i dostałem od nich kasetę „OTTO dzieciom” z autografami…

We wspomnianej szkole było również, zgodnie z dzsiejszą datą, bardzo patriotycznie: Żeby Polska, żeby Polska, żeby Polska była Polską…

I znowu przypomniało mi się, jak to było kiedy byłem uczniem. Te stresy związane ze sprawdzianami i zadaniami i to podniecenie, że znowu zobaczę się z klasą… „Dogonimy, powrócimy…z żalu, z wiatru, z łąk i z cierni… I po latach tu wrócimy, Tobie szkoło zawsze wierni…” – mój podstawówkowo-gimnazjalny hymn szkolny.

Od dłuższego czasu nie mam tu w Sączu żywej duszy, z którą mógłbym się spotkać jak za dawnych dobrych czasów. Ja tak nie mogę. Celt jest stworzeniem towarzyskim, ciągnie go do ludzi. Choćby tylko dlatego z miłą chęcią wróciłbym się do szkoły…

* * *

Gdyby nie pewne cudowne drobiazgi z minionej niedzieli, o których Wam teraz opowiem, byłaby tu notka bardziej historyczna, zgodna z dzisiejszą datą. Ale co się odwlecze…to zostanie na przyszły rok.

A ja ogromnie cenię sobie wyjazdy, spotkania w rodzinnym gronie i niespodzianki, jakie zsyła mi Los.

W niedzielny poranek budzę się bowiem z wpatrzonymi we mnie oczami nadzwyczaj uprzejmego i wielce sympatycznego, brytyjskiego Misia w czerwonym kapelutku i niebieskim kubraczku. Chodzi o film Paddington, który od dawna miałem na oku i który niedawno niespodziewane otrzymałem.

Ciepła, rodzinna opowieść o outsderze, który poszukuje domu i akceptacji. Bardzo życiowa opowieść, wbrew pozorom.

Celtowe serce od dzieciństwa topi się jak wosk na widok wszelkiej maści niedźwiedzi – nie inaczej było przy Paddingtonie. Zanm tego Misia od dawna, lecz dopiero przy okazji tego filmu zapoznałem się z nim bliżej. Chociaż będąc w Stanach za trzecim razem, czytywałem o jego amerykańskim odpowiedniiku: Corduroyu (nazwanym tak z powodu sztruksowego wdzianka, jakie zazwyczaj nosił).

* * *

Zaraz po przyjemnym zaskoczeniu związanym z Paddingtonem, wybyliśmy byliśmy w dalszą podróż. Zaprosiła nas do Kamionki na obiad (jak zwykle pyszny, dwudaniowy…a ile ciast i przekąsek!) Ciocia Beata. Z czasem dołączyli do nas Wujek Franek, Ciocia Marysia, Ola, Natalka i Kamil.

Pogoda dopiswała, więc prędko wynieślimy się wszyscy na zewnątrz – do nowej, odlotowej altanki. Popołudniem zgrillowaliśmy tam kiełbaski, karczek i chlebuś. A ile tam świeżego powietrza i przestrzeni! Uwielbiam takie chwile! 🙂

A jeśli jeszcze dochodzą do tego ukochane przez Celta, szkocko-irlandzkie klimaty w postaci Rob Roya puszczanego na TVN7 już trzeci raz w ciągu paru dni – to już w ogóle odlot 😀 

Czegoś takiego życzę Wam, Kochani, każdego dnia… 🙂

Tęskno mi bardzo. Pod niejednym względem…

Advertisements

Posted on 1 września 2015, in Życie Celta.... Bookmark the permalink. 16 komentarzy.

  1. czyli kolejny udany dzień w Twoim życiu, oby jak najwięcej takich 🙂
    powiem Ci, Celcie, że im dłużej jestem dorosła, tym chętniej wróciłabym do szkoły, nawet do zimnej fizycy, na widok której, co wrażliwsze koleżanki, mdlały… 😉

  2. Oj, ja tez lubiłam chodzić do szkoły, zawsze coś się działo, a dziwactwa nauczycieli traktowało się jak egzotykę, którą wspomina się dziś z sentymentem. A griila miałeś super!
    Filmu o Paddingtonie jeszcze nie widziałam, ale znam książkę i spodziewam się, ze film też jest fajny… Pogodnego września bez upałów życzę ….

    • Z Paddingtonem to ja odwrotnie niż u Ciebie – książki nie czytałem, dopiero teraz film obejrzałem. Grill rzeczywiście był cudny… A za dawnymi czasami okropnie się tęskni niekiedy. Miałem najlepszą klasę i szkołę pod słońcem 🙂

      Dziękuję i ściskam!

  3. szczur z loch ness

    Przyznam, że najbardziej lubię historię o niejakim Paddingtonie, kiedy poszedł do Tower z kanapkami z dżemem i dopadły wspomnianego ptaki. Czytałem to miliard razy 🙂 A tak poza wszystkim to chyba niedługo okrągłe rocznice.
    Serdeczności z Loch Ness
    🙂

  4. 1, Wspomnienia z lat szkolnych mają tylko jedna zaletę: byłem nieprzystojnie młody. Nie wracam do nich zbyt często, chociaż są, generalnie, dobre, bo byłem całkiem niezłym uczniem. Za to z wiekiem zdałem sobie sprawę, że program szkolny był (jest?) zupełnie niedorzeczny, przeładowany tak zwaną pamięciówą i pozostawiający ucznia z poczuciem, że uczy się rzeczy niepotrzebnych i wręcz zbędnych.
    2. Moja żona wykształcenie średnie zdobyła za granicą i pokazywała mi swoje książki do przedmiotów ścisłych. Bardzo mi się tamtejszy układ podobał, bo starano się, żeby materiał już przerobiony mógł być ZASTOSOWANY w dalszym toku nauki (szczególnie matematyki). W ten sposób uczeń czuł, że to, czego się uczy, faktycznie jest przydatne.
    Pozdrawiam

    • 1. To samo zauważyłem za swoich lat szkolnych… Masa rzeczy zupełnie nieprzydatnychz punktu widzenia profilu klasy. Bo po co komu wzór na pole trójkąta, czy znajomość żył i tętnic w klasie o profilu: angielski-polski-historia…?

      Często zdarzało się, że materiał był „ucinany”, bo nie zdążaliśmy wszystkiego przerobić do końca roku szkolenego. Albo część rzeczy mieliśmy zadawane NA WAKACJE…

      2. Świetne rozwiązanie 🙂 Przydałoby się u nas… Gdzie Twoja żona się kształciła?

  5. Oj ja szkoły nie lubiłam i cieszę się, że już do niej nie wrócę 🙂 Do tej pory śnią mi się czasem koszmary ze szkołą i nauczycielami w roli głównej… A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że zawsze byłam prymuską i się spinałam, żeby mieć same piątki (i miałam). Może gdybym nie musiała być zawsze najlepsza, to szkołę wspominałabym lepiej…
    Mam nadzieję, że moje dzieci będą mieć lepsze wspomnienia 🙂

    • Co do dzieciaków, to na pewno… Mam tylko nadzieję, że Twoje nie dostaną pod żaden zły wpływ. Z tego, co widzę, dzisiejsze klasy są nieco mniej zdyscyplinowane niż za moich czasów. Owszem, też były wygłupy, też szaleliśmy…ale znaliśmy swoje miejsce.

      Ja też byłem prymusem, ale nigdy nie czułem żadnej presji z zewnątrz. U mnie to była presja od wewnątrz. Nadmierna ambbicja… Sam sobie stawiałem poprzeczkę, że musiałem być najlepszy. I często byłem.

  6. do szkoły nie tęsknię a czytając Twoją, Celcie notkę, myślę, że grill jest znacznie ciekawszym miejscem spotkań 🙂

  7. Ach, jak ja Cię dobrze rozumiem… Zawsze brakuje mi przestrzeni i powietrza, a zwłaszcza lasu, który kocham. Brak samochodu skutecznie mnie blokuje.
    Za dzieciństwem tęsknię, z całym dobrodziejstwem jego inwentarza, za czasami szkolnymi też. Kochałam chodzić do szkoły!

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: