Spontaniczna wygrana, albo co nieco o Irlandii (Północnej)…

an Chéadaoin, 15ú lá de mhí Iúil 2015

Tego samego dnia, kiedy pisałem dla Was notkę imieninową, facebookowa strona ECHAsu poleciła była konkurs Wydawnictwa Czarne, w którym czekała książka o Irlandii Północnej.

Świeża, prosto z drukarni. Nigdy wcześniej jej nie widziałem, ani nawet o niej nie słyszałem. Ale po okładce i tytule wydawała się ciekawa: „Belfast. 99 ścian pokoju”.

Aby wygrać, należało napisać, za co można kochać Irlandię, albo jej północną część. Do wygrania były trzy egzemplarze. Nie wydawało mi się, że mogłem wygrać. Tym bardziej, że do konkursu przystąpiłem „z marszu”, spontanicznie. A kiedy zamieszczałem wpis, pod notką konkursową było już ponad 70 komentarzy. Ale pomyślałem: co mi szkodzi?

* * *

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że Eire (jak niemal każdy inny kraj) nie płynie wyłącznie mlekiem i miodem – są też minusy, ciemniejsze strony. W konkursie należało się wszakże skupić na pozytywach…więc się skupiłem:

Irlandię można kochać za tak wiele rzeczy, że nie sposób ich wszystkich wyliczyć w zwykłym poście na FB 🙂 Za wspaniałą, soczystą zieleń tamtejszych lasów i wzgórz, za niepowtarzalne krajobrazy.
Za czterolistną koniczynkę – gwarancję szczęścia, za garniec złota (strzeżony przez psotnego leprechauna) na końcu pięknej tęczy, która to tęcza zdarza się w różnych częściach Wyspy niemal codziennie.
Irlandię można kochać za jej wspaniałą, jedyną w swoim rodzaju muzykę i tańce. Już od samego oglądania nogi tupią do rytmu skocznego jigga albo reela, a serce topi się jak wosk przy wzruszających balladach w języku Gaelige 🙂 
Piękną Eire można kochać za jej przebogatą historię i mitologię, którymi jest wprost przesycona. Na niczego niespodziewających się turystów za każdym rogiem czeka jakaś przygoda 🙂 
Irlandię można także kochać za samych Irlandczyków – za ich niezłomną, celtycką duszę i taką samą fantazję. Za ich podejście do obcych, kiedy uśmiechają się do Ciebie na ulicy. Za ich pracowitość. Za irlandzką gościnność, otwartość.
Irlandię można kochać za seanchas – ulubiony irlandzki sposób spędzania wolnego czasu: historie opowiadane przy ognisku lub w rodzinnym gronie.
Za spontaniczne sesje w irlandzkich pubach, za poduszki przy Guinnessie. Irlandia to miejsce jedyne w swoim rodzaju, czarodziejskie pod wieloma względami…

Wróciłem na stronkę konkursową następnego dnia, po ogłoszeniu wyników. Zajrzałem z czystej ciekawości – przez dobę zdążyło się dopisać jeszcze kilkadziesiąt osób, więc teraz przy setce konkurentów, nie miałem żadnych nadziei na wygraną. A jednak…WYGRAŁEM! 😀 Wraz z dwojgiem innych osób, napisaliśmy najciekawsze, zdaniem Wydawnictwa, odpowiedzi. Do teraz mi się to jeszcze w głowie nie mieści…

* * *

Aleksandra Łojek jest tłumaczką i znawczynią kultury iracko-irańskiej. Od kilku lat mieszka i pracuje w Belfaście jako dziennikarka i mediator międzykulturowy. Porusza się w trudnej, bardzo specyficznej rzeczywistości.

Belfast to stolica Irlandii Północnej. Geograficznie i kulturowo, IP należy do większej wyspiarskiej Irlandii, chociaż od angielskiej kolonizacji tego obszaru w XVII/XVIII wieku, oraz od roku 1921 jest on także tworem politycznym w ramach Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii. Dlatego w kategoriach dałem ten post i w Eire i w Breataine Moire. 

Belfast jest miastem wielkości Kielc, zbudowanym z czerwonej cegły. Miastem podziałów, których na pierwszy rzut oka nie widać. Miejscem poszatkowanym pod każdym możliwym względem – politycznym, religijnym, światopoglądowym i etnicznym. Protestanci i katolicy żyją obok siebie, każda społeczność ma własne dzielnice przypominające getta, których się trzymają. Bogactwo i bieda mogą tu istnieć kilka metrów od siebie.

Działają tutaj pracownicy dobroczynni, opiekujący się imigrantami czy trudną młodzieżą; działają bojówki paramilitarne, o różnym stopniu militarności i różnych celach. Zwalczają się mafie różnych narodowości.

Obok nowych inicjatyw kulturalno-turystycznych kwitnie handel narkotykami i walka o wpływy. Policja miewa pełne ręce roboty. Radzi sobie jak może, ale w Belfaście generalnie rządzi niepisane prawo zwyczajowe, ulica i opinia publiczna.

Historia tego regionu odcisnęła trwałe piętno na jej mieszkańcach. Przeszłość znaczona krwią, morderstwami i zamachami bombowymi z czasów „Kłopotów” kładzie się głębokim cieniem na współczesności.

Są osobne miejsca i taksówki dla katolików, osobne dla protestantów. Obok kolorowych, znanych na cały świat murali, eleganckich hoteli czy restauracji – rozpadające się domy, w których przemoc czy samobójstwo jest na porządku dziennym.

Twoje sympatie religijno-polityczne zdradzić może cały szereg różnych drobnostek: od tego, w jakiej dzielnicy mieszkasz, po sposób, w jaki wymawiasz literę H. Ofiary żyją tutaj obok swoich katów, zaś obie strony uważają się za politycznie i historycznie pokrzywdzonych. 

Jedni ciężko pracują dla dobra własnej społeczności i lepszej przyszłości, inni wciąż nie chcą ani nie potrafią uwolnić się od demonów przeszłości.

Wszystko to powoduje, że w całym mieście istnieje 99 „murów pokoju”, w których bramy są otwierane wyłącznie w konkretnych godzinach. Oprócz tych murów, istnieją jeszcze tzw. intefejsy – wąskie pasy ziemi niczyjej między enklawami protestancko-katolickimi.

Jeżeli ktoś chce w Belfaście żyć na stałe, koniecznie musi znać tamtejszą topografię i historię. Musi wiedzieć, gdzie można bywać a gdzie nie; musi znać tematy tabu; co mówić i jak, aby nie wywrzeć przypadkiem niewłaściwego wrażenia. Musi wiedzieć, do kogo może się zwrócić po wsparcie i pomoc, a z kim lepiej nie zadzierać. 

* * *

To miasto i ten region Wysp są niesłychanie skomplikowane, ale warte głębszego poznania.

O paru faktach opisywanych w tej książce przez Panią Aleksandrę wiedziałem już wcześniej. Teraz jednak dowiaduję się sporo nowego. Autorka opisuje tu sprawy i ludzi, z jakimi styka się na co dzień. Ma przyjaciół po obu stronach wspomnianych murów.

Dodatkowo, jako Polka mówiąca z akcentem, jest Ona postrzegana przez każdą ze stron jako osoba apolityczna i niezaangażowana w lokalne konflikty. Dlatego Pani Łojek wie to, czego nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć zarówno politycy jak i media.

Jedni i drudzy zresztą zostawiają Irlandię Północną własnemu losowi. Pamiętają o niej głównie przy okazji wyborów bądź corocznych Marszów Oranżystów 12 lipca. I jeśli już zwracają uwagę świata na ten rejon, to zazwyczaj nie na to, co jest naprawdę ważne.

Cieszę się bardzo, że wygrałem tę książkę. Może będę tu zamieszczać wybrane fragmenty, zobaczymy. Zwłaszcza, że jest też parę wątków polskich. Wiem na pewno, że ona jeszcze mi się przyda. 

„Belfast. 99 ścian pokoju” jest pozycją godną polecenia, chociaż tematyka jej smutna i trudna. Nie możemy jednak zamykać oczu ani uszu na takie sprawy. Inaczej zatracimy to, co czyni nas ludźmi… 

Reklamy

Posted on 15 lipca 2015, in Breataine Moire, Eire, Polecane/Polankowe, Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. 42 komentarze.

  1. No to nic innego nie pozostaje jak serdecznie pogratulować wiedzy i talentu, ale oczywiście i przede wszystkim wygranej. Gratuluje z całego serca!!!

  2. no i proszę, kolejne potwierdzenie, że jesteś wspaniałym człowiekiem, inteligentnym, utalentowanym, a przede wszystkim, z pasją… gratulacje Celcie !!!!… 🙂
    miłego dnia

  3. Nie no, Celcie! Jesteś Mistrzem!!!
    Mistrzu, cieszę się i gratuluję, masz fart, Chłopie, do spełniania marzeń 🙂 😀

  4. Gratulacje!!!
    Należało Ci się jak najbardziej!
    Inna sprawa, że w tej konkurencji to startowałeś z pozycji nieomal etatowego twórcy (pisarza), specjalizującego się w tej właśnie tematyce. I tak trzymać! 😀 😀 😀
    Pozwolę sobie na małą wstawkę muzyczną 🙂

  5. Zaryzykuję słowo z automatycznego tłumacza – najwyżej mnie wyśmiejesz: comhghairdeas!
    Pozdrawiam

    • Vulpianie! Go raihb maith agat!

      Ależ czemu miałbym Cię wyśmiać za tak wzruszający gest? Tym językiem dokładasz się do klimatu na blogu 🙂

      Dobranoc 🙂

  6. Konflikt w Irlandii Północnej ma oczywiście w podłożu dawną agresję angielską, ale teraz to przede wszystkim wojna religijna. A te problemy – jak wiesz – są mi kompletnie obce.
    Ale przede wszystkim gratuluję Ci wygranej. Należy Ci się 😀

    • Zgadzam się, że to przede wszystkim wojna religijna, ale czy to jest tak zupełnie Ci obce? Polemizowałbym. Jesteś przecież wykształconym, oczytanym człowiekiem. Walczysz u siebie z mitami, ale na pewno wiele na temat religii czytasz 🙂

      Oraz dziękuję 🙂

  7. Szacuneczek Celcie i najszczersze gratulacje.
    Pięknie napisałeś, więc wcale się nie dziwię że Cię doceniono.
    Tak trzymaj!
    🙂 🙂 🙂

  8. Po wpisie konkursowym sama mam ochotę rzucić wszystko i udać się na spacer po soczystej zieleni, a potem do baru, na piwo, by zdradzić swoją historię pobliskiemu mieszkańcowi 🙂

  9. Masz świetne pióro, nie dziwię się, że wygrałeś:)
    Gratuluję!

  10. Przyłączam się do gratulujących. Zasłużenie otrzymałeś nagrodę. O mieście, w którym żyją ofiary obok katów, miałeś swoją tajemną wiedzę od lat. Ale i tak pewnie te ściany i mury pokoju opisane w książce wywarły wrażenie. Pozdrawiam.

    • O tym akurat regionie moja wiedza nie była aż tak rozległa ani tak tajemna 😉 Wiedziałem troszkę o tamtejszej sytuacji, ale o wiele więcej dowiedziałem się właśnie z tej książki 🙂

  11. Każdy kraj ma swoje tragedie, czasem zawinione, czasem sprawione przez obcych… Przez pryzmat nieszczęść irlandzkich ja widzę nasze, choć szczęśliwie bratobójczych bojów nam Historia raczej starała się szczędzić… Wygranej winszuję, Kawalerze, z całego serca 🙂 !
    Kłaniam nisko:)

  12. Klik dobry:)
    Gratuluję wygranej. Brawo! Brawo! Brawo!

    Pozdrawiam serdecznie.

  13. A u Ciebie jak zwykle coś ciekawego :)) Dobrze pojawić się w Irlandii chociaż w wyobraźni…
    Gratuluję wygranej!!! Celt potrafi! (Polak też :P)

  14. Gratulacje! 🙂
    już przy poprzedniej notce sobie pomyślałem, że jak się Ciebie Celcie trochę poczyta, to nie idzie Irlandii nie pokochać 🙂

  15. szczur z loch ness

    Czekam, czekam a notki historycznej jak nie było, tak nie ma 😦 Nie zmienia to w niczym faktu, że gratuluję spontanicznej (?) wygranej, cokolwiek to znaczy 🙂
    Serdeczności z Loch Ness
    🙂

    • Notka historyczna zaplanowana na 25-26, jeszcze kilka dni 🙂 A wygrana „spontaniczna”, bo spontanicznie wziąłem udział w konkursie i nie spodziewałem się, że wygram 😉

      Dzięki i cierpliwości, Przyjacielu 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: