O „sprawie służbowej” i rajskich Ogrodach :)

an Luan, an 8ú lá de Mheitheamh 2015

We wrześniu zeszłego roku załatwiałem pewną „sprawę służbową”, po czym w notce wspomniałem, że ona udała się. Nie napisałem o szczegółach wtedy, gdyż trzeba było poczekać. W międzyczasie było jeszcze kilka dodatkowych przymiarek. Teraz już czekać nie muszę i mogę się pochwalić.

Mam nowy wózek, Kochani 🙂 Manualny. Zielono-czarny. Lżejszy i szerszy niż ten poprzedni. Dużo bardziej zwrotny. Typu sportowego, z kołami nachylonymi pod kątem, co zwiększa manewrowość… Nowy pojazd Celta budzi nieodparte skojarzenia z tymi, które miał w Szpitalu za Oceanem – i na których zdobywał punkty w szpitalnych meczach koszykarskich… 

Teraz dużo łatwiej będzie mi się samemu poruszać na spacerach po tutejszych chodnikach, nawet po nieco większych krawężnikach…z tyłu są bowiem specjalne kółeczka, zapobiegające wywrotkom. Jestem bardzo zadowolony 🙂 A wszystko dzięki pewnemu „Wózkowemu Czarodziejowi” o odpowiednich możliwościach, który już od paru lat załatwia mi kolejne pojazdy…

* * *

Pogoda iście letnia ostatnio, więc o poranku dnia wczorajszego wybyliśmy byliśmy w nieco dalszą podróż. Rodzice coś planowali, aż do końca nie znałem wszakże szczegółów.

Z początku wyglądało to na zwykły-niezwykły objazd okolicy szlakiem Rodzicielskich wspomnień. Stary Sącz, Rytro, Wierchomla, Łabowa, Piwniczna, Krynica…aż w końcu dojechaliśmy do Muszyny. Jeszcze przed parkingiem widać było, że turystów całkiem sporo i owe wrażenie tylko się później potwierdziło. Wszyscy ciągnęli tam gdzie my – do niedawno otwartych „Ogrodów Zmysłów”

Pod tą intrygującą nazwą kryje się zachwycająco piękny, soczyście zielony, przepełniony zapachami i kolorowymi kwiatami kompleks. Miejsce pełne roślin z całego świata, długich ścieżek spacerowych wijących się pośród wzgórz i szmaragdowych zagajników. Jak wspominałem wcześniej, turystów pełno, ale nie mieliśmy wrażenia tłoku (przynajmniej wczoraj).

Pomosty widokowe i zacienione altanki. Miejsce, gdzie można rozpalić ognisko. Fontanny (póki co jeszcze nieczynne). Większość miejsc łatwo dostępna dla niepełnosprawnych (nowy wózek wspaniale przeszedł „chrzest bojowy” 😉 ), tylko gdzieniegdzie trzeba jeszcze uważać.

Cały kompleks podzielony, zgodnie z nazwą, na Ogrody. Każdy Ogród dogadza jednemu ze zmysłów – Ogród Dotyku, Ogród Zapachu, itd. Są tam nawet maszyny treningowe, podobne do tej, na którą swego czasu uskarżała się Frytkowa Młoda. 

Muszyńskie „Ogrody Zmysłów” mają w sobie coś i z Czorsztyna i ze Szczawnicy. A TUbylcy dobrze wiedzą, jak uwielbiam oba te miejsca.

* * *

Do domu wróciłem pod wieczór – przesycony przestrzenią, zielenią, spokojem i słońcem. I głodny jak wilk! Zjadłem obiado-kolację z dwóch dań, co nader rzadko mi się zdarza, bo zazwyczaj wystarczy jedno danie.

Oj tak… Jeszcze nieraz zawitamy do Ogrodów. Następnym razem może już na jesieni? Takie miejsca jak to, naprawdę są namiastką pierwotnego Raju…

Reklamy

Posted on 8 czerwca 2015, in Życie Celta.... Bookmark the permalink. 34 komentarze.

  1. gratuluję Celcie, jak nie wiem co!!!!!!!!
    nie wiem czemu przeczytałam „murzyńskie” ogrody zmysłów, ale i tak zazdroszczę Ci wycieczki, tak wiesz, pozytywnie … 🙂

  2. To coś dla mnie, tylko chwilowo nieco za daleko.

  3. Same dobre wiadomości!
    Cieszę się, że teraz będziesz mógł łatwiej się przemieszczać – krawężniki i inne takie to u nas zmora!)
    co do wspomnianego przez Ciebie ogrodu, nigdy o nim nie słyszałam – wakacje przede mną, więc mam kolejny punkt do zobaczenia!

  4. Pogoda naprawdę letnia
    tylko trochę długo deszczu nie ma

    „Ogród Zmysłów”?! ktoś miał fantazję wymyślając nazwę 😉

  5. 1. To da Ci większą mobilność. I bardzo dobrze.
    2. A co było w Ogrodzie Smaku?
    Pozdrawiam

  6. Miło znów móc Cię czytać, Celcie Polskiej Krwi…

    POZDRAWIAM.

    Sir Absurd z KLechistanu

  7. Dobra podwoda to podstawa!
    W naszej Amerykance najpierw zaczęło przeciekać wszystko co tylko mogło mieć jakieś ciśnienie, a potem „rzuciła palenie” i „gaz”, więc o mało co nie została w kącie. Całe szczęście magik od przekonywania miał czas i odpowiednie śrubki, więc jej motywacja wróciła na czas i dotarliśmy na doroczna imprezkę, z czego również jesteśmy zadowoleni!
    Pozdrawiam poświątecznie i poimprezowo! 🙂

  8. Ot piekna zieleń to chyba oprócz moich dzieciaków jedyne co mi brakuje, mieszkam na południu Teneryfy więc tylko słońce, susza, kaktusy są owszem inne zielone okazy i wszystko musi być sztucznie nawadniane inaczej by padło, jednak to nie to samo co piekna zieleń, taką jedynie tu można spotkac na północy wyspy.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: