Marzenie Dziesięciolecia…II

an Chéadaoin, an 20ú lá de Bhealtaine 2015

Kontynuacja spełnionego Marzenia z części pierwszej

Wiedziałem że koncert odbędzie się w wówczas nowo wybudowanym Centrum Konferencyjnym ICE Kraków.

Owe miejsce robi przytłaczające wrażenie. Budynek na zewnątrz i od środka – monumentalny, przeogromny, gigantyczny. Tylko takie słowa to oddają. Tutejszy sporej wielkości kompleks Trzech Koron to Pan Pikuś przy tym olbrzymie… Budynek kilkupiętrowy, kolorowy, pełen światła i bardzo przestronny.

Kiedy weszliśmy do środka, służby porządkowe od razu wyciągnęły nas z kolejki. Podeszliśmy do stoiska z pamiątkami. Świece, koszulki, płyty, plakaty – co dusza zapragnie!

Za ladą stał pewien starszy pan imieniem Mike. Ujrzawszy mnie, zapytał, czy znam Franka Petersona (jak się okazało, Mike to Jego bliski współpracownik). Zaskoczyło mnie to pytanie, ale przytaknąłem. W pewnym sensie była to prawda.

Mike zaś sięgnął pod ladę i podał mi markową reklamówkę, ze słowami, że to od Franka. A w środku to, co widzicie poniżej:

Prezenty od Gregorian

Koszulka, smycz na komórkę, płyta „Winter Chants” i program trasy koncertowej! Z tego, co wiem, tylko ja dostałem coś takiego. Koncert jeszcze się na dobre nie zaczął, a już zabrakło mi słów…

* * *

Wiedziałem, że mnisi przyjadą promować najnowszą, świąteczną płytę Winter Chants i równocześnie świętować 15-lecie działalności. Wszystko w ramach wielkiej, podwójnej trasy koncertowej.

Podzielili się na dwie grupy: ogólnoeuropejską i wyłącznie niemiecką, które grały równocześnie. Wiedziałem, kto będzie na której trasie i co będą śpiewać…

Były to głównie piosenki z najnowszej płyty, jak Ich własne kompozycje: Jubilee, Dancing In The Snow (do melodii Groovy Kind Of Love Phila Collinsa), czy Frozen World (do melodii angielskiej ballady She Moved Thru The Fair).
Nie ograniczyli się wszakże tylko do tego. Były też przeboje z dawniejszych krążków: Hymn, Imagine, Hallelujah, The Last Unicorn, Angels, Sacrifice, Fix YouHappy Christmas, czy moje ukochane, zalinkowane w poprzedniej części Moment Of Peace.

Znowu się poryczałem, wstawiając te piosenki dla Was. A to jedynie część tego, co w Krakowie zagrali…

Dostaliśmy z Rodzicami miejsca tylko parę kroków od sceny. Miałem doskonały widok na wszystko, co się tam działo. Czułem każdą wibrację. Poza tym wszyscy troje otrzymaliśmy wejściówki dla mediów (również widoczne na zdjęciu powyżej). Światła zgasły i się zaczęło…

* * *

Płyty Gregorian są piękne, każda na swój sposób. Zupełnie jednak nie oddają tego, co się dzieje podczas takiego występu na żywo.

Do każdej piosenki inny układ choreograficzny i efekty świetlne. Mgła na scenie, zapalone pochodnie, wiązki lasera czy wolno kręcąca się dyskotekowa kula. Wszystko pogłębiające i podkreślające kameralny, mistyczny nastrój koncertu.

Pomiędzy piosenkami mnisi żartowali z publicznością. Wykonując francuską kolędę, zeszli nawet pomiędzy siedzenia do ludzi! Zrobili to po przeciwnej stronie sali ode mnie 😦

Nie powiedzieli jednak niczego po polsku, chociaż na trasie mają zwyczaj rzucenia paru słów w języku gospodarzy. Polski okazał się dla Nich za trudny…

Cały ten wspaniały spektakl (w czasie którego nie uroniłem ani łzy – chociaż ciarki miałem od stóp do głów!) skończył się po dwóch godzinach. Zespół zaprosił wszystkich do foyer, gdzie długo rozmawiali z fanami i podpisywali, co kto miał.

A tłum taki, że jacieżpierniczesz! Udało mi się jednak dopchać do Nich, ze wszystkimi zamienić parę słów i zdobyć upragnione autografy – na najnowszej płycie i dwóch innych przywiezionych z domu, oraz na programie trasy koncertowej 😀

Zaprosiłem Ich do Sącza i podarowałem pewien drobny prezent, wykonany przeze mnie specjalnie na tę okazję.

Podczas koncertu nie można było robić zdjęć, ale odbiłem to sobie przy mnichach. Macie próbkę, Kochani: 

Rozmowa z Billym Kingiem

Rozmawiam sobie z wesołym Billym Kingiem – najnowszym nabytkiem Gregorian.

Brendan, David i Amelia

Dwaj mnisi: z lewej Brendan Matthew (który uścisnął mi rękę), z prawej David Tilly. W środku wokalistka Amelia Brightman – siostra niemniej słynnej Sary.
Szczerze? Amelia ma głos równie cudny jak jej siostra…ale z bliska nieco traci na urodzie. Jednak w przeciwieństwie do Sary, Amelii bardziej zależy na interakcji z fanami.

* * *

Do domu wróciliśmy koło północy, a ja z emocji do rana nie spałem. Byłem sztywny i obolały od 6 godzin siedzenia na wózku, ale…było warto. Obolałe ciało było warte każdej minuty tego wydarzenia… Resztę nocy płakałem ze szczęścia, chyba jeszcze bardziej niż po spotkaniu z Beltaine.

Następnego dnia napisałem do Franka Petersona długi list z podziękowaniami i świątecznymi życzeniami… Kiedy dobę później otrzymałem od Niego odpowiedź (której się wcale nie spodziewałem), myślałem, że spadnę z krzesła! 😀

Pan Producent napisał, iż bardzo cieszy się, że mógł nas gościć na koncercie i że wszystko tak nam się podobało. Potwierdził to, co podejrzewaliśmy od początku.

Maczał palce we wszystkim, co doprowadziło mnie w to miejsce i czas – od zaproszenia w maju zeszłego roku, przez wejściówki, prezent spod lady, aż do rozmowy z Zespołem po koncercie.

Facet wydaje się taki surowy i niedostępny na co dzień, a jest naprawdę niesamowity i troszczy się o fanów. Tak jak Jego podopieczni…

* * *

Minęło jakieś pół roku od tego wydarzenia, a te wszystkie emocje jeszcze we mnie nie wygasły. Nadal mam łzy w oczach, ilekroć spoglądam na ten mail z zaproszeniem sprzed roku. Łzy na samo wspomnienie tego wszystkiego. Do końca życia tego nie zapomnę.

W grudniu spełniło się to nieosiągalne przez lata Marzenie. Drugie na liście moich największych Życiowych Marzeń.

Ten koncert pociągnął za sobą lawinę dobra i przyjemnych niespodzianek, które wciąż jeszcze trwają.

Teraz od jakiegoś czasu spełnia się kolejne, z dawna upragnione Marzenie. Także z kategorii tych koniecznie pisanych dużą literą.

Ale o tym innym razem…

KOCHAM GREGORIAN

Advertisements

Posted on 20 maja 2015, in Życie Celta.... Bookmark the permalink. 41 komentarzy.

  1. Niechaj dalej ogrom dobra i miłych niespodzianek płynie do Ciebie zewsząd. Już dawno nie spotkałam nikogo, kto tak umiałby się cieszyć ze spełnienia zwyczajnych marzeń. Gratulacje! Niezapomniane emocje będą przypominały o Gregorianach.

    • Dziękuję… Oj będą, będą przypominać całe lata…zwłaszcza, że krążą ostatnio niepokojące pogłoski… Ale nie czas pisać o tym teraz 🙂 I takie właśnie zwyczajne-niezwyczajne marzenia są najlepsze…

  2. Wiesz co?
    Chyba mi oczy na podmokłym gruncie wyrosły, albo Ty jesteś tak sugestywny. Wzruszyłeś mnie do wypęku. To jest to: potęga MARZENIA i determinacja w osiągnięciu jego spełnienia! Powinnam uczyć się od Ciebie. I może jeszcze uwierzyć w to, że słowa Paulo Coelho o wszechświecie sprzyjającym pragnącemu nie są tylko czczym sloganem. Może moje marzenie jednak jest do spełnienia?…

    • Wiesz co? Ja te słowa Coehlo usłyszałem jeszcze jako dziecko, ale dopiero teraz zaczynam rzeczywiście w nie wierzyć… Po tym grudniowym koncercie Frau Be, wierzę, że może się zdarzyć wszystko 🙂 Nie możesz zatem tracić nadziei, że Twoje marzenie też się spełni… Wspomnisz jeszcze te moje słowa 🙂

  3. I jeszcze zapomniałam napisać, że też lubię muzykę w stylu Gregorian, Enigmy…

    • Oj tak… Bardzo pociagające są takie mistyczne, tajemnicze rzeczy… Zupełnie można się przy tym zamyśleć, zrelaksować, po prostu „odlecieć” 😉

  4. cieszę się Twoim szczęściem Celcie, tak po prostu, szczerze … 🙂
    buziaki …

  5. Celtusie! Ileż serca, dobroci i szczęścia ukryłeś w tych wszystkich słowach.

    Zazdroszczę w 100 procentach! 🙂

    Choć nie mam zespołu, który aż tak wyrył mi się w życiu, to jednak marzy mi się koncert Comy z ich starych płyt. Wierzę, że się w końcu uda. 😉

  6. szczur z loch ness

    Tiaaa … „Płyty Gregorian są piękne, każda na swój sposób. Zupełnie jednak nie oddają tego, co się dzieje podczas takiego występu na żywo”. Otóż to. Często umieszczam w swoim blogu grajki – chociaż całkiem inne hehehehe 🙂 – dokładnie w myśl tej właśnie zasady, bo innej nie ma, tzn. nagranie studyjne nigdy nie oddaje tego wszystkiego. Linki w tekście – Mistrzostwo Świata, w tytm nie pomijając możliwości rzucenia okiem na salę koncertową. Jedyna uwaga 🙂 dotyczy niejakiej Amelii, która wbrew temu co napisałeś, z pewnością w bliższym kontakcie sporo zyskuje, niezaleznie od umiejetności wokalnych, co zresztą dokumentuje zdjęcie 🙂
    Serdeczności z Loch Ness 🙂

  7. To dobrze, że marzenia się spełniają. To dobrze, że Twoje marzenie się spełniło. Powtarzam raz jeszcze: miło, że zespół potrafił Cię docenić, otoczyć na koncercie opieką i widoczną troską (prezenty, wejściówki itp.). Dobrze to o nich świadczy.
    Cieszę się z Twojej radości.
    Pozdrawiam

  8. Cieszę się Twoim szczęściem. Naprawdę.

  9. wiesz, zawsze mnie wzrusza taka bezinteresowna chęć sprawienia radości innym 🙂 więc nie dziwię się, że oczy miałeś „w mokrym miejscu”, mocne przeżycie 🙂

  10. Wiesz co, fantastycznie czyta się o takich spełnionych marzeniach. Aż serce rośnie!
    pozdrawiam serdecznie!

  11. Właściwie to już moi poprzednicy wszystko napisali. Więc ja tylko BARDZO SZCZERZE CI POGRATULUJĘ.
    🙂 🙂 🙂

  12. Wzruszyłam się… Serio. Strasznie się cieszę, że mogłeś tam być 🙂
    Jedno tylko muszę dorzucić – byłeś w Krk i ani mru mru? Hę? A z Riv to się już nie chciało zobaczyć? ;P
    A budynek ICE robi wrażenie, owszem. I w fajnym miejscu jest. Dawniej zamiast błyszczącego ICE był stary parking i budka, gdzie sprzedawali zapiekanki. Chodziłam tam z Krzyśkiem na randki 😉

  13. Siedzę sobie, czytam i słucham! 🙂
    Bardzo emocjonalny wpis, taki jak lubię! Przeżywałem razem z Tobą i dalej przeżywam. Koncert to zupełnie coś innego niż filmik czy mp3. A już bezpośredni kontakt z legendą, to odjazd!

  14. Piter, Ty wiesz… każde spełnione marzenie to diament zapadający w serce. Potem, kiedy jest zupełnie ciemno i do bani, każdy z tych diamentów swoim światłem, rozjaśnia ciemności. Cieszę się, że Twoja kolekcja rośnie 😀

  15. Cóż mam dodać do tego, co inni rzekli?:) Że i ja się Twoim szczęściem raduję?:) Banał… To przecie oczywiste… Ale potrafisz wzruszyć swymi emocjami…:)
    Kłaniam nisko:)

  16. Wreszcie jakieś zdjęcia. 😆 Na ostatnim koncercie na jakim byłam, nie pozwolili wnieść aparatu. Byłam oburzona. Ale Ty i Twoja historia przywraca wiarę w człowieka. Pozdrawiam! ☺

  17. Klik dobry:)
    „Nie da się zdefiniować tego, co nas porusza, co odczuwamy jako piękno i czy to jest szczęście. Każdy człowiek odbiera je inaczej. To, co nas porusza do głębi, jest wprawdzie osobiste, ale nie zawsze prywatne. Prawdziwa radość jest wtedy, gdy nie ukrywamy radości i szczęścia, lecz pokazujemy je światu i dzielimy się tym z innymi”. /Thomas Romanus/

    A Ty, Celcie, potrafisz się dzielić, o!

    Pozdrawiam serdecznie.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: