O polskim Rohirrimie…

an Mháirt, an 24ú lá de Mhárta 2015

Niniejszy post jest początkiem pierwszego z dwóch historycznych cyklów, które Wam zapowiadałem od jakiegoś czasu, a do których specjalnie stworzyłem dwa nowe tagi.

Historię lubię od zawsze, tę dawniejszą bardziej niż współczesną. W zeszłym roku zacząłem zbierać Fakt Historia – sobotni, cotygodniowy dodatek do gazety Fakt. Kopalnia informacji i ciekawostek z różnych okresów w dziejach Polski i świata, o różnych postaciach i wydarzeniach. W większości są to rzeczy, o których na szkolnych lekcjach historii raczej się nie usłyszy. Nie ma co się zatem dziwić, iż FH zaciekawiło mnie od pierwszego numeru 🙂

Mam już tego tyle, że warto się co ciekawszymi artykułami podzielić. Każdy artykuł odrobinę przeredaguję, aby zachować większą spójność i chronologię tekstu.
Niektóre tematy z danego numeru bywają tak obszerne, że będę je musiał dzielić na części.

Będę takie wpisy dawać tutaj teraz co jakiś czas. A zacznę od generała Władysława Andersa

* * *

Przeczytawszy artykuł będący inspiracją notki, od razu przyszli mi na myśl Rohirrimowie. W Tolkienowskim Śródziemiu, są to Ludzie – waleczni mieszkańcy królestwa Rohanu, znani ze swej miłości do koni oraz znakomitych talentów jeździeckich.

Skojarzenie jak najbardziej prawidłowe, bowiem nasz dzisiejszy bohater kochał konie od dziecka. Przyszedł na świat w zaborze rosyjskim i w 1910 roku, jako osiemnastolatek, zgłosił się do carskiego wojska. Kolejne Tolkienowskie skojarzenie – profesor i wojskowy obaj urodzeni w tym samym roku: 1892 😀

Swoje miejsce znalazł w kowieńskim 3. Noworosyjskim Pułku Dragonów. Szkolenie polegało na wytrenowaniu umiejętności zadawania ciosu w pełnym pędzie i przy użyciu broni białej każdego rodzaju. Niekiedy trzeba było się utrzymać w galopie tylko w jednym strzemieniu.

* * *

Władysław już się z końmi nie rozstanie. Zyska sławę wspaniałego jeźdźca. Podczas wojny polsko-bolszewickiej będzie dowodził 15. Pułkiem Ułanów Poznańskich, potem zostanie na długie lata dowódcą kawalerii i szefem polskiej drużyny jeździeckiej.

Jest głównym architektem potęgi II Rzeczypospolitej w sportach konnych.

W 1925 roku zdobywa ze swoimi zawodnikami złoto na wojskowych zawodach hippicznych o Puchar Narodów w Nicei. W tym samym roku, Anders wygrywa indywidualne zawody w Warszawie, zorganizowane z okazji powiększenia toru na Służewcu.

Poza tym medale na wielu pomniejszych konkurencjach: w Bydgoszczy, Poznaniu czy Lwowie na przykład. Nad wyścigi Anders przedkłada jednak tor z przeszkodami. O swoim bliskim związku z wierzchowcami napisze tak: „Koń to nie tylko narzędzie walki, to mądre zwierzę, zaprzęgnięte przez człowieka do wojennej machiny”.

W okresie międzywojennym, nasz bohater sam szkoli i daje przykład innym.

W trakcie przewrotu majowego, stanie on na czele wojsk wiernych rządowi. Marszałek Piłsudski (od zawsze mający słabość do dziarskich kawalerzystów) mu to wszakże wybaczy.

* * *

Dwunasty dzień Olimpiady w Berlinie, sierpień 1936 roku.

Bomba poszła w górę. Władysław Anders ruszył na najtrudniejszą trasę w swoim sportowym życiu. Kierowany przez niego zespół rozpoczął bieg po złoto. Adolf Hitler uświetnia swoją obecnością konkurs jeździecki. W loży honorowej czeka na tryumf „rasy panów”.

W biegu z przeszkodami faworytami są Polacy – srebrni medaliści Igrzysk w Paryżu i Amsterdamie. Niemcy jednak również marzą o pierwszym miejscu. Żeby dopiąć swego, przemieniają przeszkody na berlińskim hipodromie w wyrafinowane pułapki. Ich rozkład znają tylko niemieccy zawodnicy.

Seweryn Kulesza spada z konia i łamie żebra – rów z wodą okazuje się za głęboki co najmniej o metr. Generał Anders (szef polskiej ekipy) omija dwie przeszkody i również nie dojeżdża do mety. Zostaje zdyskwalifikowany przez sędziów, którzy stają na głowie, aby zadowolić Fuhrera. 

Jedną z przeszkód, przygotowanych przez gospodarzy dla „Naszych” były żywopłoty – ustawiono je w odstępie niecałych dwóch metrów od siebie. Konie nie wiedziały, czy mają przeskoczyć oba, czy zatrzymać się przed drugim. 

* * *

Polacy nie dają za wygarną. Padają, wstają, wsiadają na konie i pędzą dalej. Na kolejnym okrążeniu obędzie się już bez upadku. 

Mimo, że wiele wierzchowców i jeźdźców odniesie kontuzje, a ekipa czechosłowacka będzie się domagać naszej dyskwalifikacji – zdobędziemy w Berlinie srebro. 

Anders nie wejdzie na podium pierwszy. Przepuści przed sobą swoich wychowanków, którzy medale będą odbierać dumnie, z połamanymi żebrami i zwichniętymi ramionami.

Advertisements

Posted on 24 marca 2015, in Historia and tagged . Bookmark the permalink. 22 komentarze.

  1. mnie, Polacy na koniach, to się ze sławną husarią kojarzą i z Sobieskim i przyznać się muszę, że o tych wyczynach olimpijskich nigdy nie słyszałam … BRAWO NASI!!! … 🙂
    miłego dnia Celcie…

    • Ja mam podobne skojarzenia jak Ty i również o tej potędze w sportach konnych dowiedziałem się dopiero z tego artykułu 🙂

      • ano, bo jak sam stwierdziłeś, o tym się nie mówi …

        • Bo ogólnie psychika Polaka woli rozpamiętywać porażki niestety…i wytykać, co gdzie i kiedy poszło źle. Rzadko skupiamy się na tym co dobre…

          A jeśli sie uda, takich tematów, o których się nie mówi, będzie w tym cklu jeszcze sporo 🙂

          • masz słuszną rację, jak mawiają klasycy, lubujemy się w nieszczęściach i umartwianiu się, zamiast cieszyć się z dobrych rzeczy… nawet dzień niepodległości na smutno obchodzimy, zamiast się bawić i radować… ehhhh….

            • Niestety… Chociaż słyszałem, że ostatnio przodujemy w rankingu najszczęśliwszych narodów Europy i jesteśmy bardziej zadowoleni z życia niż dawniej… 🙂 To już coś 🙂

  2. szczur z loch ness

    Biorąc pod uwagę źródło, które zaliczyłbym do tytułów polskojęzycznych miałbym obawy, co do wiarygodności tych artykułów 😦

    • Myślę, że nie będzie tak źle… Każdy artykuł poparty jest zdjęciami z omawianej epoki, datami lub obrazami konkretnych wydarzeń 🙂

      W razie jakichś watpliwości, nasz Drogi Wachmistrz być może przyjdzie z pomocą 🙂

      • Rozumiem Szczura Jegomości, że żurnal ten w całości w podejrzeniu mając, to i dodatki mu się mogą widzieć nie całkiem wiarygodne. Póki co jednak relacyja Twoja jest jak najwięcej z naszą wiedzą historyczną zgodną i nic tu uchybiającego komukolwiek nie widzę… Do wojny Anders w rzeczy samej zasługiwał na najwyższe uznanie jako wybitny sportowiec i znakomity oficer. Ale przyznam, że z ciekawością okrutną wyglądać będę, jakże ów „Fakt” onego czynność w kampanii wrześniowej, a i późniejszą, osądzi…
        Kłaniam nisko:)

        • Dzięki stokrotne za Twoje zdanie w tej kwestyi, Mości Wachmistrzu 🙂 Co do samego Andersa, nic więcej póki co nie mam – każdy artykuł dotyczy bowiem czego innego… Kolejne wpisy będą już o innych postaciach i wydarzeniach.

  3. Jantoni341.blogspot.com

    Dziękuję, czekam na cd.

  4. Bardzo mało wiem na temat Andersa. pzdr

  5. O, a ja przez tyle lat słyszałem o białym koniu i nie wiedziałem, że generał tak konno jeździł.
    Pozdrawiam

  6. Celcie – z dużą przyjemnością przeczytałam ten tekst.
    Z niecierpliwością czekam na kontynuację.
    Wszystkiego dobrego:-)

  7. Wow, ale historia 😀 Ciary…

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: