Z cyklu: O tym i owym…

an Luan, an 9ú lá de Mhárta 2015

Pan Bóg i Maryja chyba wysłuchują moich modlitw z nawiązką. Przy końcu starego roku, prosiłem Ich bowiem, aby dobro roku 2014 mogło trwać też w 2015.

Przez ten trwający nawał dobra przesunęła mi się notka opisująca sfinalizowane w grudniu Wielkie Coś. Poślizg spory, bo pierwotnie miała być w styczniu. Ale już zacząłem to redagować. Jeszcze przyjdzie Wam, Kochani, troszkę na to poczekać. A że było to Coś Wielkiego w każdym możliwym znaczeniu tych słów i relacja znaleźć się tu musi, możecie być spokojni…

Ogólnie jest dobrze. Pozytywnie zaskakująco. I mam nadzieję, że nadal będzie, chociaż w grudniu i styczniu nie obyło się bez trzęsień ziemi. Dwóch-trzech, każde o zupełnie innym charakterze i kierunku oddziaływania.

* * *

Dzieje się u mnie, Kochani, oj dzieję! Dlatego mało mnie tu. Mało mnie na Facebooku i w Zakonie też trochę mniej. Do tego, razem z przedwiośniem, przyplątała się jakaś wirusówka, z której niedawno wyszedłem. Niedługi na szczęście, lecz dosyć uciążliwy brak sił, weny i chęci do czegokolwiek.

Kłopoty żołądkowe i świdrujący nos spowodowany moją coroczną alergią, która zapewne da jeszcze o sobie znać w tym roku. Dlatego w lutym były na Polance tylko dwie notki, w dość długim jak na mnie, odstępie dwóch tygodni.

Wszystko to jednak dotyczy głównie widoczności i „bywalności”, że tak powiem – bo za kulisami praca wre. Pracuje nad tłumaczeniami dla księży, nowymi notkami dla Was i ogólnymi porządkami tutaj; a także nowymi zadaniami w Jedi Order.

*

Tuż po Nowym Roku, w wyniku trwających już wcześniej napięć, z organizacji odeszli mistrzowie z długoletnim stażem – Czysty i Agnes. Przewróciło to całe JO do góry nogami, gdyż oboje byli członkami Rady kierującej Zakonem, a Czysty ponadto odpowiadał za szatę graficzną strony oraz forum. Wszyscy byli w szoku, chociaż nie był to pierwszy kryzys w prawie 14-letniej historii JO.

Jak najszybciej należało zaradzić całej sytuacji. Zwołano trzy zebrania wszystkich członków, w trakcie których wyłoniono skład nowej Rady, wybrano nowego Opiekuna całego Zakonu, Adminów strony oraz forum; zaś Szkoły JO (wewnętrzne jednostki organizacyjne Zakonu, o różnym charakterze i zakresie działania – rekrutacja, tłumaczenie i redagowanie tekstów, twórczość fanowska, konkursy czatowe itp) przeszły gruntowną reformę.

Ogólnie rzecz biorąc, było bardzo ciężko. Ale podnieśliśmy się z kolan, trwamy i działamy. Napływają do nas nowe osoby, mamy całkiem nową stronę główną (do obejrzenia w ciekawych stronach po prawej) i nowe zadania. Jest dobrze i mam nadzieję, że tak pozostanie.

* * *

Nie nudzę się wcale. Jak wynika z powyższych akapitów, działam. Rozlegle i ostro. Mam co czytać [obecnie: Anioły i Demony Dana Browna, w kolejce Bajki robotów Lema], czego słuchać [o tym ciut więcej za chwilę]…a przede wszystkim – na co czekać. O czym i o Kim myśleć…

Są to myśli w większości piękne i dobre, chociaż jeszcze teraz osnute mgławicą Wielkiej Niewiadomej. Cała Sprawa już się zaczęła i trwa. Zaczęła się dla mnie niespodziewanie i wzruszająco i oba te uczucia codziennie mi towarzyszą. Jest Ona teraz (i mam nadzieję: będzie w przyszłości) Początkiem czegoś nowego. W każdym razie zobaczymy.

Jak już uprzedziłem Frytkę (kobietę ciekawą „teraz i natentychmiast”), na dalsze szczegóły w Tej Sprawie będziecie musieli zaczekać gdzieś do lipca albo sierpnia. Nic wcześniej powiedzieć nie mogę – potrzeba czasu.

* * *

Zwykle, kiedy coś się zaczyna, coś innego musi się skończyć. I skończyło się. Wspominam o tym tylko dla Was, dla porządku.

Sofia, o której Wam wspominałem i z którą próbowałem być (dobre słowo) przez trzy lata, odeszła. Wyjechała za granicę i nie zamierza się wracać. Od kilku długich miesięcy praktycznie do mnie nie pisze, nie dba o mnie już. A jeśli ktoś nie dba o moje uczucia, dogasają one jak ognisko – powoli i boleśnie. To uczucie zgasło.

Zniknęła też moja przyjaciółka ze Szpitala Shriners, Meagan – o Niej również pisywałem swego czasu często i gęsto. Podziwiałem Ją i kibicowałem w Jej zmaganiach z własnym zdrowiem i ciałem. Mieliśmy wspólne plano-marzenie, że Ona tu przyjedzie i zobaczymy się znowu po latach. Zauważcie wszakże czas przeszły.

W grudniu napisała do mnie ostatni raz. Mam więcej do Niej nie pisać i nie komentować, uwaga...bo jej facet jest chorobliwie zazdrosny o każdego mężczyznę z którym Ona pisze. A Ona nie chce awantur w związku. Więc pozbyła się przyjaciela, który stał za Nią murem prawie 10 lat i którego (podobno) „uwielbiała jak stąd na Księżyc i z powrotem”.

A Jej facet? Typ pustego przystojniaka, z wybujałym ego. Długi jak brzoza, a głupi jak koza (w tym wypadku jest to obraza dla szlachetnego zwierzęcia, dającego człowiekowi od tysiącleci mięso, skórę i mleko – ale lepszego zobrazowania nie mam) rozwodnik z trójką dzieci.

Bolało. I w jednym, i w drugim przypadku. Już nie boli. Żałuję tylko, że tak się angażowałem. Zawsze żałuję, kiedy coś tak się kończy. Ale to już zamknięty rozdział.

Zaczął się kolejny, dużo lepszy pod tym względem. Skupiam swoje siły (i uczucia) gdzieś indziej…

* * *

Przejdźmy do nieco przyjemniejszych rzeczy…

Od jakiegoś czasu działa znowu pełną parą ulubiene (jak to mawia Arnold Boczek) radyjko internetowe: Radio Tacy Sami 🙂
Po rocznej przerwie, z Siostrą Moją Krówką i Szwagrem Renkiem u steru (a także paroma nowymi prezenterami za konsoletą), gramy sobie „na wypasie” praktycznie codziennie. Zawsze radośnie i wzruszająco. Podczas każdej audycji spotykamy się w mniejszym bądź większym gronie na Onetowym pokoiku radiowym.
Z radością umieszczam stronę radia znów pośród tutejszych linków muzycznych i gorąco zachęcam Wszystkich Czytelników do uczestnictwa w audycjach, wysyłania pozdrowień tudzież zamówień muzycznych przez konsolkę…

Wspomniana kilka akapitów wyżej Frytka również przyczyniła się była ostatnio do panujących u mnie pozytywnych zaskoczeń. Mianowicie napisała, że wysłała. Wynalazła (wzór w necie), wykonała (własnymi rączkami) i wysłała. Kolejną piękną niespodziankę rękodzielniczą. I widokówkę wprost z Jej miasta, z ciepłymi pozdrowieniami.

Podkładka

Dziękuję… 🙂

Reklamy

Posted on 9 marca 2015, in Życie Celta. Bookmark the permalink. 26 Komentarzy.

  1. no i już wiem, czemu mnie tak policzki piekły… 🙂
    przykro mi z powodu Twoich rozstań z kobietami, tak to w życiu bywa, wiem coś o tym… znaczy, nie żebym ja się z kobietami rozstawała… oj rozumiesz… 🙂
    ważne jest, że idziesz do przodu i wciąż czeka na Ciebie wiele nowego … trzymam kciuki za wszystkie Twoje przedsięwzięcia oraz ciągle wykazuję się, niespotykaną jak na mnie, cierpliwością… 🙂
    miłego wieczoru Celcie…

  2. szczur z loch ness

    Niestety, do Loch Ness również zawitała grypa, stąd wpis zmuszony jestem ograniczyć jedynie do przekazania
    Pozdrowień

  3. Przykro mi z powodu rozstań… Niestety czasem ludzie się mijają 😦 Chociaż nie sądzę, żebym z powodu czyjejkolwiek zazdrości dała sobą tak manipulować i zrywała stare, dobre znajomości. Także miałeś wyjątkowego pecha. Tyle z mojego, kobiecego punktu widzenia 😛
    Dobrego czytania 🙂 mnie też teraz strasznie do książek ciągnie.. chociaż w sumie to przeważnie ciągnie – ale nie zawsze mam tyle nowości pod ręką. Sasasa.
    Przesyłam wiosenne pozdrowienia 🙂 U nas pełno słońca, krokusów w ogródkach i motyli nad głowami (właśnie wrócilam ze spaceru z dziećmi), ech piknie jest…

  4. Celcie – to ja z okazji Dnia Mężczyzny życzę Ci dużo radości i jak najmniej smutków w życiu.
    Same serdeczności dla Ciebie pozostawiam:-)

  5. Jantoni341.blogspot.com

    Życzę zdrówka,
    a ja od dwutysięcznego
    nie kichnąłem!

    • Pozwoliłem sobie poprawić tu tę literówkę małą u Ciebie w komentarzu 🙂

      Od 2000 roku nic?? Ani kichnięcia? Kaszlu nawet?

      Gratuluję wprost żelaznej kondycji! 🙂

      Bardzo zazdroszczę i pozdrawiam!

  6. Klik dobry:)
    Rozstania są na pewno przykre…
    Czy jednak upoważniają do brzydkiego mówienia o drugim człowieku? Choćiaż… koza faktycznie pożyteczna…

    Pozdrawiam serdecznie.

    • Owszem, bardzo pożyteczna, co też starałem się tu wykazać 😉

      Co do mówienia…są osoby, zachwania i sytuacje, wobec których człowiek po prostu musi użyć takich a nie innych słów…

      Pozdrawiam!

  7. Celcie Drogi, tego kwiatu jest pół światu…:) Choć przyznać przyjdzie, że osobliwego masz pecha w afektów lokowaniu… Za odmianę przepiję…:)
    Kłaniam nisko:)

    • Kłaniam się Waszej Miłości uniżenie, dobrze Cię tu widzieć! 🙂

      Zaiste, pecha mam w tem względzie niebywałego, gdyż ciagnie się on za mną od dzieciństwa praktycznie… Ale przepij Waszeć, przepij zdrowo za zmianę, albowiem zdaje się, iż owa nadchodzi wielkimi krokami… 🙂

      Pozdrawiam!!

  8. Trochę zaskoczyłeś mnie tymi wiadomościami uwieńczonymi jednak (prawda, że na początku) konstatacją, że jest dobrze. I tego się trzymajmy! Może nie wszystko jest tak, jak byśmy chcieli, żeby było – ale skoro powiało optymizmem, to już faktycznie nieźle.
    Pozdrawiam

    • Oczywiście, że jest dobrze Vulpianie! I to najważniejsze 🙂 Zawsze staram się skupiać na pozytywach – a tym razem powiało optymizmem bardziej niż zazwyczaj 🙂

      Oby tylko tak dalej!

  9. Jeszcze będzie cudownie.
    Pozdrawiam

    • Zgadzam się w całej rozciągłości… Początek tego już widać na horyzoncie… Mam nadzieję, że ta sprawa rozwinie się pożądanym przeze mnie kierunku 🙂

      Oba te Twoje komentarze musiałem wyławiać ze spamu, nie wiem czemu. WordPress się czasami myli…

  10. Wspaniały blog , bardzo przyjemnie sie go czyta . Życzę ci wszystkiego dobrego, trzymam kciuki…

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: