Historia lokalno-sentymentalna…II

an Mháirt, an 11ú lá de mhí na Samhna 2014

W poprzedniej części poznaliście Sybiraczkę „lokalną”, doktor Stanisławę Duczyminską.

Bohater drugiej historii ma niewiele wspólnego ze Sądecczyzną. Chciałem Wam opowiedzieć o nim bardziej ze względów…sentymentalno-rodzinnych, tak to określę.

* * *

Tadeusz Niedźwiecki urodził się w 1921 roku w Grajewie, jako jedno z siedmiorga czy ośmiorga dzieci, nie pamiętam już dokładnie ile ich było. Mieszkał w wielopokoleniowym domu razem z rodzicami, rodzeństwem i dziadkiem.

Ojciec Tadeusza z czasem zgodził się na służbę w Korpusie Ochrony Pogranicza, szybko jednak z niej zrezygnował.

* * *

Po tym jak ZSRR zajął wschodnie tereny Rzeczypospolitej zgodnie z ustaleniami paktu Ribbentrop-Mołotow, rodzina Niedźwiedzkich znalazła się wśród setek osób wtłoczonych do bydlęcych wagonów mających pojechać w głąb Związku Radzieckiego.
Ojca, ze względu na dawny epizod w KOP, oskarżono o szpiegostwo i wywieziono w nieznane.
Matka, dziadek i dzieci trafili z kolei do Kazachstanu (chociaż w przeciwnym kierunku niż Pani Stanisława). Zdążyli zabrać z domu niewiele ponad to, co mieli na sobie.

Mieszkali pośród Rosjan i rdzennych Kazachów, w prymitywnych lepiankach. Na opał wykorzystywali odchody miejscowych zwierząt. Około 70-letni wtedy dziadek Tadeusza nie wytrzymał takich warunków – zmarł opanowany przez wszy.

Dzieci zapewne podzieliłyby jego los, gdyby nie niezłomna wola ich matki, która robiła co mogła, aby zapewnić im chociaż namiastkę normalnego życia w tym piekle. Sama uczyła ich geografii, prawdziwej historii i religii; handlowała pamiątkami rodzinnymi, aby zdobyć chleb od tubylców. Z początku pracowała przy sianokosach, potem władze oddelegowały ją do cięższej pracy w kopalni.

* * *

Tadeusz musiał szybko dorosnąć. Najpierw pracował jako drwal, potem (kiedy wybuchła wojna między Sowietami i Niemcami i zaczęło brakować rąk do pracy) wziął udział w kursie dla traktorzystów w mieście odległym od sowchozu o kilkadziesiąt kilometrów. Warunki bytowe Niedźwieckich nieco się polepszyły – nieznacznie, ale jednak.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Amnestia dla zesłańców i powstające jak grzyby po deszczu obozy dla uchodźców oraz punkty rekrutacyjne do nowo tworzonych Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. Była to szansa dla całej rodziny.

Aby wstąpić do armii, Tadeusz podał się za rok starszego niż w rzeczywistości. Kazachskie stepy opuściła w ten sposób znaczna liczba zesłańców, chociaż Stalin próbował w tym przeszkodzić.

Będąc już pod opieką generała Andersa, nasz młodzieniec ukończył gimnazjum i liceum. Za szkoły miał baraki, a za krzesła i biurka – kłody na opał i skrzynie po prowiancie. Zawiązało się wiele trwałych przyjaźni, chociaż rodzina rozdzieliła się na długie lata.

* * *

Kiedy wojsko dotarło do Palestyny, Tadeusz przeszedł kurs dla kierowców wojskowych i został przydzielony do II Korpusu Polskiego. Brał bezpośredni udział w bitwie o Monte Cassino, wioząc walczących i rannych z bazy prosto w rejon walk. Jeździł górską drogą („drogą snajperów”), ze wszech stron ostrzeliwaną przez hitlerowców.

Z tego właśnie powodu chciałem Wam o nim napisać. W tych walkach uczestniczył bowiem mój dziadek, Ludwik. Do dzisiaj zastanawiam się czasami, czy Tadeusz mógł Go poznać…

* * *

Członkom II Korpusu udało się to, czego wcześniej nie zdołali dokonać ani Brytyjczycy ani Amerykanie. O świcie 18 maja 1944 roku, w ruinach benedyktyńskiego klasztoru na Monte Cassino zabrzmiał hejnał mariacki. Polacy zabezpieczyli też przy okazji kilka przedmiotów liturgicznych i resztki ksiąg.

Wyczyn naszych żołnierzy odbił się szerokim echem na całym świecie. Otrzymali nawet medal podczas specjalnej audiencji u ówczesnego papieża, Piusa XII.

* * *

Rok 1945. Kiedy stało się jasne, że szala zwycięstwa przechyla się coraz bardziej na stronę Aliantów, część walczących Polaków ściągnięto do Wielkiej Brytanii. Wszystkim jak kamień na sercu ciążyła decyzja, którą trzeba było podjąć: zostać za granicą? Czy wracać do kraju?

Część żołnierzy wybrała tę pierwszą opcję.

Jeden z braci Tadeusza ożenił się z Angielką i do śmierci pozostał na Wyspach.
Nasz bohater pierwotnie również rozważał coś takiego – chciał się udać do Nowej Zelandii i Australii, gdzie osiedliły się dwie Jego najstarsze siostry.

Jednakże w listownej korespondencji, obie kobiety przekonały Go, aby wrócił do Polski. Po wojennej tułaczce wróciła bowiem do Grajewa ich matka, która była tam teraz zupełnie sama. Chłopak powrócił zatem nad Wisłę i tu już pozostał. 

* * *

W opisanej w poprzedniej części książce znajduje się Jego zdjęcie, pochodzące sprzed pięciu lat. Stoi na cmentarzu. Wszyscy członkowie Jego rodziny leżą w jednym grobie.

Nie mam pojęcia, czy Tadeusz Niedźwiecki jeszcze żyje…

Advertisements

Posted on 11 listopada 2014, in Historia. Bookmark the permalink. 18 komentarzy.

  1. dzień dobry oraz miłego świętowania … 🙂

  2. Jantoni341.blogspot.com

    Może żyje, miałby 93 lata.

  3. Próba wysłania komentarza. Jeśli się uda, to serdecznie pozdrawiam. 🙂

  4. Vulpian de Noulancourt

    Pracowałem z panem, który jako dziecko przeszedł pobyt w Kazachstanie. Niechętnie o tym wspominał, ale czasem coś tam powiedział. To nie były łatwe czasy.
    Pozdrawiam

  5. szczur z loch ness

    Zaplątane te wszystkie dzieje Polaków.
    Serdeczności z Loch Ness

  6. Niestety, Bitwa pod Cassino to nie jest dokładne odzwierciedlenie naszej propagandy. Nie mówię oczywiście o męstwie i o zabitych, ale o okolicznościach „polskiego zdobycia klasztoru”. To trochę nie tak.

  7. W wielkim skrócie, Polacy walczyli o Monte Cassino, ale trudno powiedzieć, że je zdobyli, bo klasztor był opuszczony. Ale tak naprawdę, to sukces Polaków zbudował Francuski Korpus Ekspedycyjny (złożony prawie wyłącznie z Marokańczyków). Ja w najmniejszym stopniu nie poniżam Polaków, ani nie kwestionuję wielkości zwycięstwa i ofiar. Ale my mamy zwyczaj ogarniania na swój strój wszystkiego, co się rusza, pod Grunwaldem zwyciężyli Polacy, pod Wiedniem, pod Orszą, jakoś gubimy wszystkich innych. Świetnie rozumiem, że tak postępują narody pełne kompleksów niższości, muszące się dowartościować, tak jak dla Białorusinów Orsza było starciem litewsko – rosyjskim, co też nie jest prawdą. Ale my już chyba nie musimy!!!

    • To chyba każdy naród ma taką fiksację…zwłaszcza jeśli ma kompleksy właśnie…

      Dzięki za wyjaśnienie tej kwestii 🙂 Tylko co to znaczy, że to Marokańczycy zbudowali sukces Polaków? Że to oni tę całą akcję nagłośnili i rozdmuchali ponad miarę?

      • Z tym Korpusem to był skrót myślowy. Cała bitwa była jednym wykrwawiającym się kretynizmem, była na ten temat notka u mnie. Alianci przeprowadzali ataki za atakami, wykrwawiając własne armie, wszystkie rozbijały się o znakomicie przygotowane linie obronne Niemców. Polacy ciężko walczyli, ponieśli duże straty, ale wygrali tylko dzięki temu, że Alianci (właśnie Marokańczycy, angielska 78 Dywizja Piechoty i nowozelandzka 2 DP) wyszły na tyły Niemców i ci postanowili opuścić klasztor, aby nie zostać okrążonym. Gdyby nie to, przypuszczalnie Polacy, tak jak wszystkie jednostki wcześniej, nie zdołaliby zdobyć ruin klasztoru.

  8. Niezwykła historia…

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: