Drugi listopada

an Domnach, an 2ú lá de mhí na Samhna 2014

Zacząłem pisać te słowa 1 listopada wieczorem. Po dniu wypełnionym podróżami od samego rana. Na cmentarze do bliskich. Do Chomranic, do Kamionki, na tutejszy Stary Cmentarz. Jak zawsze o tej porze roku.
I jak zawsze, rozmyślam o swoich bliskich szczególnie długo i często, już na kilka wcześniej.

W tym roku pojechaliśmy zaraz we Wszystkich Świętych. Lepiej byłoby się wybrać ciut później; nie wiadomo jednak, czy będziemy mieli czas.

Drogi poza miastem prawie-że puste, największy tłok naturalnie przy cmentarzach i przy grobach. Ledwo można przejechać! Co poniektórzy jak zwykle robią sobie w tamtym miejscu „dzień targowy” – śmieją się, żartują i gadają tak głośno, że słychać na całym cmentarzu.
Do tego wszędzie kwestujący księża i harcerze… Nawet nie dało rady dojść do Rycerza w półkolu a’la Stonehenge.

Wkurza mnie coś takiego niemożebnie. Nie mówię, że mamy być ponurakami. Nasi kochani zmarli na pewno by tego nie chcieli. Ale zachowujmy się jak na takie święto przystało: odrobina powagi, zadumy i szacunku, tak dla żywych jak i zmarłych!

*

A pogoda piękna jak rzadko 🙂 Chyba to nasi bliscy tak się uśmiechali, że ich odwiedzamy.
Uśmiechali się Pradziadek Stanisław, Babcia Rózia i Ciocia Stasia. Uśmiechali się też żyjący – Wujek Franek, Ciocia Marysia, Ola i Mateusz, do których przy okazji wstąpiliśmy.

Zaraz po powrocie do Sącza uśmiechali się Dziadek Kazik, Babcia Marysia i Dziadek Ludwik. Poznałem przy okazji Prababcię Teofilę (matkę babci Marysi).
W tym roku udało mi się podjechać do Dziadka i Babci bliżej niż kiedykolwiek przedtem – alejką do samiutkiego grobu. Dotykałem ich nagrobka, myśląc, że oni tam spoczywają, kilka metrów pod moją dłonią. Bardzo to wzruszające…

Jak zawsze uśmiechał się z Nieba mój licealny Profesor Tadeusz, od chemii.
I Pan Sławek, znajomy motocyklista z lat dziecinnych.

Być może uśmiechali się też Pan F. oraz Pani S. – dwoje moich sąsiadów, którzy w tym roku przeszli na tamtą stronę.

Pan F. mieszkał zaraz naprzeciwko moich drzwi. Miał problemy zdrowotne, ale zawsze był uśmiechnięty i wyjątkowo rozgadany. Czasami przychodził do Taty z prośbą naprawienia czegoś; często się też widywaliśmy na schodach, idąc to tu, to tam. Zawsze w takich okazjach pytał, co u mnie słychać. Swoją żonę przeżył o 20 lat.
Pani S. mieszkała piętro niżej. Znam Ją tylko ze słyszenia.

* * *

Pragnę teraz wspomnieć o paru osobistościach mniej lub bardziej znanych z różnego rodzaju działalności, których przyszło pożegnać w ciągu minionego roku. Podobnie jak moi bliscy wymienieni powyżej, oni także towarzyszyli mi odkąd sięgam pamięcią… Jakoś wyjątkowo dużo jest takich osób w tym roku, niestety.  Kolejność przypadkowa.

11 sierpnia, w wieku 63 lat, odszedł Robin Williams. Jeden z moich ulubionych aktorów. Grywał postaci charakterystyczne w filmach, które kojarzą chyba wszyscy: Jumanji, Pani Doubtfire, Flubber, Człowiek przyszłości, Noc w muzeum, Hook i niezapomniany Dżin z Alladyna.
Urodził się w Chicago, a zaczynał jako kabareciarz. Swoimi rolami szybko zdobył sławę i uwielbienie fanów, że o szeregu różnych nagród nie wspomnę. Nie do końca jednak radził sobie z popularnością – od lat zmagał się z depresją i alkoholizmem, chorował na Parkinsona. To wszystko doprowadziło do jego samobójczej śmierci. Osierocił żonę i trójkę dzieci.

30 listopada ub.r. w wypadku samochodowym w Kalifornii zginął aktor i działacz charytatywny Paul Walker (41 lat). Pozostawił 16-letnią córkę Meadow.
Dla mnie na zawsze będzie Jerrym Shepardem: przewodnikiem zakochanym w psach Husky,  z filmu Przygoda na Antarktydzie (Eight Below). Cała reszta świata kojarzy go z roli policjanta z serii filmów o szybkich i wściekłych.

Anna Przybylska – jak dla mnie, anioł i z urody i z charakteru. Kobieta ciepła i z zasadami. Skromna i utalentowana. Wystąpiła w około 20 filmach (między innymi Kariera Nikosia Dyzmy) i wielu serialach. Ja zawsze będę Ją pamiętać jako pielęgniarkę z Daleko od noszy oraz policjantkę Marylkę Bakę ze Złotopolskich.
Była nie tylko aktorką, ale również fotomodelką. Kiedy byłem młodszy, przypadkiem zobaczyłem w telewizji materiał z Jej sesji do Playboya. Pół nocy nie mogłem spać potem. Przybylska od roku zmagała się z rakiem trzustki. Odeszła 6 października, w wieku 36 lat. Matka trójki dzieci: córeczki Oliwki i dwóch synów, Szymka i Jasia.

Od czasów gimnazjalnych mam wielki sentyment do zawodu dziennikarza. Nie mogę więc nie wspomnieć tutaj o zmarłym w grudniu Andrzeju Turskim, którego także pokonał rak. Nigdy się wszakże nie poddał. Był zawsze uśmiechnięty i do końca oddany swojej pracy w TVP2. Za czasów mojego dzieciństwa gospodarz programu 7 Dni Świat, a potem Panoramy. Miał charakterystyczny, ciepły głos.

W połowie września w wypadku samochodowym poniósł śmierć kolega Anny Przybylskiej ze Złotopolskich, zawodowy kucharz i aktor-amator Grzegorz Komendarek. Miał 48 lat.
Pan Grzegorz nie miał ani oszczędności ani rodziny. Fundusze na Jego pogrzeb zbierali znajomi aktorzy.

Z kolei 23 października, w katastrofie budowlanej na ulicy Chopina w Katowicach, zginęła dziennikarska rodzina KmiecikówDariusz (urodzony 1981), reporter Faktów TVN (którego znałem z telewizji od 2007 roku), Jego żona Brygida (w TVP Katowice zajmowała się sprawami społecznymi, urodzona 1980), oraz ich dwuletni synek, Remigiusz
Przy tej okazji przypomniała mi się śmierć dziennikarza TVP1, Waldemara Milewicza. Zginął ponad 10 lat temu w Iraku. 

Na koniec tej części, postać kontrowersyjna od zawsze. Opinie na Jego temat nadal dzielą Polaków, a mimo to dawno już przeszedł do historii. Osobiście nie mam o Nim zdania. Generał Wojciech Jaruzelski, architekt stanu wojennego. W maju tego roku przegrał z nowotworem złośliwym i udarem mózgu.

* * *

W tych szczególnych dniach wracam myślami do dwóch Pań, o których już tutaj pisałem, a które spoczywają na warszawskich Powązkach – Marii Skibniewskiej i Joannie Chmielewskiej.
Bardzo prosiłbym moich stołecznych Przyjaciół o zapalenie tym wyjątkowym Paniom świeczki w moim imieniu. W ogóle chciałbym (z Waszą pomocą) zrobić z tego taką osobistą, coroczną tradycję teraz.
Nie wiem niestety, gdzie leży Pani Joanna, musicie Jej poszukać. „Adres” Pani Marii jest zaś następujący: Cmentarz Wojskowy na Powązkachkwatera 29A, rząd 2, miejsce 16. 
Ciekawostka: Pani Maria za panny nazywała się Skibińska. Była rodzoną siostrą generała Franciszka Skibińskiego, bohatera wojny polsko-bolszewickiej. 

* * *

Śmierć zawsze przychodzi za szybko i zabiera ludzi zbyt wcześnie, niezależnie od tego, czy znamy kogoś osobiście długie lata, czy tylko od czasu do czasu za pośrednictwem mediów.

Ja swoich bliskich stale noszę w sercu i nosić będę. Szkoda, że Was już nie ma, bo przydałaby się Wasza pomoc. Bardzo. Ale spoczywajcie Kochani w spokoju. Widzicie, że dajemy sobie jakoś radę. Postaramy się dawać dalej. Poczekajcie Tam na nas i wstawcie się za nami. Przygotujcie nam dobre miejsca, bo pewnego dnia dołączymy do Was. 

W tych szczególnych dniach, pełnych zadumy i pamięci, modlę się Was tak jak to czynię na co dzień. I zapalam tu świeczki, tak jak to robię na cmentarzu. Za Was Wszystkich…

[*] [*]

Reklamy

Posted on 2 listopada 2014, in Smaointe. Bookmark the permalink. 24 Komentarze.

  1. pięknie wspominasz, zarówno zmarłych jak i żyjących, Celcie … 🙂
    smutek po odejsciu kogoś, kto zmarł, powoli ucicha, ale jak sobie poradzić z tym, kiedy trzeba się rozstać z kimś, kto żyje ?…
    spokojnego popołudnia Celcie …

  2. wciąż nie umiem się pogodzić z tym, że śmierć tak nierówno wybiera – często zostawia w spokoju schorowanych i cierpiących staruszków, a zabiera młodych mających jeszcze tyle planów i marzeń …

  3. Jantoni341.blogspot.com

    Dziś byliśmy na praskim cmentarzu bródnowskim
    i przypadkowo natrafiłem na grób sąsiadki,
    której pogrzeb odbył się 72 lata temu.
    Był to pierwszy pogrzeb w jakim uczestniczyłem.
    Pozdrawiam!

  4. Vulpian de Noulancourt

    Pamięć o ludziach jest ważna. I najlepiej jeszcze, żeby to była dobra pamięć. Niestety, czasem się nie da, bo pamięta się także o odrażających zbrodniarzach. Może dlatego dobrzy ludzie są tak potrzebni jako równowaga.
    Pozdrawiam

  5. Wczoraj odwiedzałam Powązki Wojskowe właśnie. Byłam przy grobie Waldemara Milewicza. Byłam też na „Łączce”. Wstrząsające miejsce.

  6. Wszystkich zmarłych oczywiście żal, ale mam zupełnie inną hierarchię osób. Annę podziwiałem za urodę, ale nie oglądałem ani jednego filmu z jej udziałem. Powiem szczerze, że nie przepadałem nigdy za Robinem Williamsem, doceniłem jego grę dopiero w „Między słowami” Coppoli. Nie znam również Komendarka. Uwielbiałem za to Turskiego za jego „7 dni świat”.
    Dla mnie największymi stratami w tym roku jest przede wszystkim Marquez, a także Nina Andrycz, Richard Attenborough, Szymon Szurmiej, Tadeusz Różewicz, Wojciech Kilar, Jan Ekiert, Janusz Kondratowicz, Waldemar Świerzy, Małgorzata Braunek, Joanna Szczerbic, Shirley Temple, Eli Wallach (herszt zbójców w „Siedmiu Wspaniałych”), Gerard Cieślik, Zbigniew Pietrzykowski, Jan Werner, Mandela.
    Dla mnie prywatnie smutną okazała się wiadomość o śmierci Jacka Bruce’a, brytyjskiego muzyka, basisty, kompozytora i piosenkarza. W latach 60. wraz z gitarzystą Ericem Claptonem i perkusistą Gingerem Bakerem współtworzył legendarny zespół rockowy The Cream,

    • Ja tu żadnej hierarchii nie tworzyłem…po prostu napisałem o osobach o których pamiętałem 🙂
      I wspomniałeś tu o paru ludziach, o których chciałem napisać, ale zwyczajnie zapomniałem: Attenborough, Braunek, Andrycz…więc bardzo Ci za to dziękuję 🙂 Będę musiał je przenieść na przyszły rok…

  7. Wyobraź sobie Celcie że o godzinie 4 rano 3 listopada 2014 roku patrzysz przez okno na wielkie rozświetlone miasto ludzi, którzy są już po tamtej stronie tęczy. Ja właśnie mam przed oczami taki widok, bo mieszkam na 10-tym piętrze niedaleko Cmentarza Bródnowskiego. Wiesz ile lampek świeci między drzewami???
    Przepiękny, niesamowity obraz. Podziwiam go od wielu lat w Tych Dniach.
    Pozdrawiam serdecznie.

  8. szczur z loch ness

    Owszem, owszem krzyki, awantury na parkingach, złodzieje, kiełbaski na gorąco, oscypki, chińskie kwiaty z tworzyw sztucznych i rewia naftalinowych futer
    😦

  9. Pięknie to wszystko opisałeś… I fajnie że pamiętasz o tych, co odeszli.
    Uwielbiam listopad i ten senny czas zadumy…
    To teraz odliczamy do urodzin 😉

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: