Skąd się wziął Guinness?

an Chéadaoin, an 24ú lá de Mheán Fómhair 2014

Oficjalnie w dniu dzisiejszym, 255 lat temu, pewien przedsiębiorczy jegomość uzgodnił warunki dzierżawy budynku o powierzchni 16,000 metrów kwadratowych, przy St. James Gate w Dublinie. Zrobił to akurat w dniu własnych urodzin. 

Mówię: „oficjalnie”, gdyż dziś jedynie zawarto umowę; samo jej podpisanie miało miejsce nieco później.

Dzierżawa obowiązuje przez DZIEWIĘĆ TYSIĘCY LAT ( 😀 ), za roczną opłatą w wysokości 45 funtów.

Wspomniany przedsiębiorca nazywał się Artur Guinness, zaś w wydzierżawionej przez niego budowli narodziło się najsłynniejsze piwo świata…

*

Na pamiątkę tego wydarzenia, 24 września od pięciu lat obchodzony był Dzień Artura Guinnessa, czyli Arthur’s Day. Wtedy to, zielone dusze na całym świecie wznosili toast kufelkiem jedynie słusznego trunku 😉

Skąd w powyższym akapicie czas przeszły? Ano całkiem niedawno dowiedziałem się, że właściciele rzeczonego browaru zdecydowali się nie kontynuować tego święta. Twierdzą, że zrobili to z własnej woli, nie zaś pod naciskiem organizacji antyalkoholowych, zarzucających Guinnessowi promowanie pijaństwa…

Tak czy inaczej, ja chciałbym dziś zająć się nie tyle piwem, ile samym nazwiskiem założyciela browarni…

* * *

Posiadacz nazwiska „Guinness” może się poszczycić związkami z mitycznym irlandzkim plemieniem bogini Danu: Tuatha Dé Danann. Było to bowiem pierwotnie imię jednego z członków tego plemienia, konkretnie boga miłości i poetyckiego natchnienia.

Czysto irlandzkie pochodzenie interesującego nas nazwiska zdaje się również potwierdzać ta mapa (zwróćcie proszę uwagę na zaznaczone kolorem zielonym tereny na północnym wschodzie i przypisane do nich nazwisko), oraz wyszperane przeze mnie informacje, jakieś trzy-cztery akapity poniżej.

W dawnych czasach brzmiało ono: „Mag Aongus” („Syn Aongusa”), co mniej więcej tłumaczy się jako: „Wybraniec”. Zgodnie z irlandzką ortografią, jeżeli nazwisko zaczyna się od spółgłoski, przedrostek Mac (czyli „syn”) zmienia się na Mag.

Jeżeli nazwisko wymawiane jest z irlandzkim akcentem, słyszymy coś takiego: Ma’gaon-gus, albo ma’gan-gus.
Chcąc to fonetycznie oddać w języku angielskim, uzyskalibyśmy: MacGuinness.
Ród tego miana rządził starodawnym królestwem Ulidia, znajdującym się na obszarze dzisiejszego hrabstwa Down.

W średniowieczu, angielskie władze zmusiły wiele rodów z Éire do porzucenia przedrostka Mag, aby nazwisko brzmiało bardziej „angielsko”. Więcej o tym procesie opowiem być może w osobnej notce.

Z owego Mag wycięto jednak tylko dwie pierwsze litery. Przez to nazwiska, które kiedyś miały na początku spółgłoskę, zaczynały się odtąd na G. Guinness, Geraghty, Garrity, Gin, Ginley, Ginnell, Ginty, Givern…przykłady można by mnożyć.

* * *

Przodkowie Artura Guinnessa wywodzili się z townlandu o nazwie Guinness [townland – najmniejsza jednostka administracyjna w Irlandii – coś jak nasza gmina – Celt].Od wieków posiadali prawo pieczętowania się harfą podobną do tej widniejącej w obecnym herbie państwa.

To dlatego właściciel browaru, Benjamin Lee Guinness, wybrał w 1862 roku właśnie takie, a nie inne logo dla rodzinnego biznesu. Jedyna różnica jest taka, że harfa browarnika jest odwrócona w przeciwną stronę niż ta oficjalna.

Był to jeden z pierwszych znaków towarowych zarejestrowanych po wejściu w życie Ustawy o znakach towarowych (Trade Marks Registration Act) trzynaście lat później.

* * *

Według starych irlandzkich sag, wspomniany już bóg Aongus posiadał harfę, której piękna muzyka hipnotyzowała każdego, kto ją usłyszał. Z kolei jego pocałunki puszczane na wietrze zamieniały się w śliczne ptaki, niosące zakochanym miłosne wyznania.

Teraz już chyba rozumiem, dlaczego co niektórzy po prostu nie potrafią się oprzeć piwu Guinness 😉 Być może kiedyś i mnie dane będzie posmakować tego czaru… Tutaj wyjątkowo ciekaw jestem, jak smakuje – Guinness i piwo jabłkowe Redd’s albo Somersby.
Piszę: „Wyjątkowo”, bo za piwem ogólnie nie przepadam.

* * *

Kolejnego wpisu spodziewajcie się gdzieś na początku października…

Advertisements

Posted on 24 września 2014, in Ceilteach, Eire. Bookmark the permalink. 29 komentarzy.

  1. choć piwa Guinness nie próbowałam, to opowieść jak zwykle zajmująca… jak zawsze u Ciebie.. 🙂
    piwa jabłkowe smakują…. jabłkami, jak napoje… 🙂
    miłego dnia ….

  2. Jako miłośniczka piwa, czuję się ukontentowana postem. Jako osoba dociekliwa zaś chciałabym się jeszcze dowiedzieć, co to są „zielone dusze”. Dusze spleśniałe…?

  3. Zwykłego piwa nie lubię…. chyba, że z sokiem lub syropem imbirowym. A wspomniane – smakują jak piwo z sokiem owocowym, są lekkie i typowo babskie i te osobiście lubię, choć ponoć nazywanie tego tworu piwem to istna profanacja! Cóż… nic nie poradzę, że Gingersa lubię 🙂 A alkoholu w tym jak w zwykłym piwie. Frycia się w tej kwestii myli – niech poczyta na puszeczce 😛 4,5 jest

  4. szczur z loch ness

    Pozwolę sobie technicznie, czyli wskażę w jaki sposób liczę lata blogowania. Otóż, blogowisko dowiedziało się o istnieniu szczurka 17 września 2007 r., czyli od tego dnia do dziś (24.09.2014) minęło dokładnie 2.564 dni. Jako jednostkę miary przyjąłem: rok (liczący 365 dni, a w przypadku lat przestępnych 366 dni) co oznacza, że na dzień dzisiejszy minęło dokładnie osiem lat i siedem dni blogowania 🙂
    Pozdrawiam z Krainy Loch Ness
    🙂
    ps. przyznam wpis bardzo ciekawy!

  5. Dla mnie smakuje jakby ktoś dolał kawy do Coli. Nie przepadam, nawet w irlandzkiej knajpie mi nie pasowało.
    A Reddsa akurat lubię, ale trudno go nazwać piwem. Taki soczek 🙂 No ale ja potrafiłam ongiś flachę wódki obalić prawie bez pomocy, także tego…
    Wątek o nazwiskach bardzo interesujący, czekam na ciąg dalszy.

  6. Paul McCartney
    McDonald’s
    MC²

  7. Vulpian de Noulancourt

    Piwo od czasu do czasu może być. Jednak wino bije je na głowę. I niekoniecznie musi być stężone; rozcieńczone na sposób grecki z wodą jest doskonałym trunkiem na upały. Można się jedynie spierać, czy stosunek powinien wynosić 1:1 czy może raczej 2:1.
    Pozdrawiam

  8. A Guinnessa mozna kupic w Polsce tez. Redds w wersji irlandzkiej to Bulmers i ma inby smak troche. Ale tez wersja brytyjska Bulmersa rozni sie smakowo od irlandzkiej. Przynajmniej dla mnie. PS. Guinness musi byc mocno schlodzony.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: