Wielka kanonizacja. Część 3…

 an Luan, 4ú lá de mhí Lúnasa, 2014

Dotarliśmy Kochani do ostatniej części cyklu inspirowanego wydarzeniami z 27 kwietnia. Bohaterem pierwszej części był św. Jan XXIII, drugiej – św. Jan Paweł II…teraz „bohaterem” będzie sama kanonizacja…

Na początek, trochę statystyki. Prawie trzy miliony wiernych w Rzymie, setki tysięcy w samym Watykanie. Sześć tysięcy księży, tysiąc biskupów, stu pięćdziesięciu kardynałów, dziewięćdziesiąt trzy oficjalne delegacje szefów państw, rządów i koronowanych głów z całego świata. Czterech papieży w jednym miejscu i czasie – dwóch na ołtarzach, jeden urzędujący, drugi emerytowany. Wszyscy wielcy na swój własny sposób. Takiej uroczystości w liczącej dwa tysiąclecia historii Kościoła jeszcze nie było.

* * *

W Kościele Rzymskokatolickim, procedura kanonizacji rozwijała się praktycznie od początku chrześcijaństwa. W najwcześniejszych latach była to sprawa bardzo spontaniczna.

Pierwszymi świętymi byli męczennicy – osoby, które dały najważniejszy, ostateczny dowód swojej wiary i ponieśli śmierć w jej obronie. Nad grobami takich osób gromadzili się wierni i zanosili do nich modły. Do dzisiaj męczeństwo uznawane jest za najszybszą drogę na ołtarze.

Od IV wieku zaczynają się pojawiać wyznawcy, głoszący Chrystusa nie tylko poprzez śmierć, ale przede wszystkim słowem i czynem, całym swoim życiem.
Większą wagę miała wszakże nadal śmierć męczeńska. Świadectwa wyznawców uznawano, ale nie były one tak jednoznaczne, jak w wypadku męczenników. Dlatego taki święty mógł być czczony jedynie za pozwoleniem miejscowego metropolity.

We wczesnym średniowieczu, władzę kanonizacyjną posiadali wszyscy biskupi, którzy wedle uznania ogłaszali świętość konkretnych zmarłych ze swoich diecezji. Watykan miał jedynie głos doradczy: mógł, ale nie musiał każdorazowo nadzorować ten proces.

Jednakże w 1173 roku, znany nam już papież Aleksander III wydał oświadczenie, w którym stwierdził, iż świętość może być ogłaszana jedynie przez Ojca Świętego. Ową decyzję potwierdziło trzech kolejnych następców Aleksandra, przy czym zlecano również coraz bardziej skrupulatne badania życiorysów kandydatów na świętych.

Między innymi dlatego do dzisiaj potrzebne jest potwierdzenie cudu za wstawiennictwem kandydata na ołtarze, chociaż w wyjątkowych wypadkach można od tego odstąpić – jak to uczynił Franciszek dla Jana XXIII.

Kanonizacja od początku XIV wieku znajduje się w kodeksie prawa kanonicznego jako prerogatywa papieska.

* * *

Formalna strona tego rytuału ukształtowała się ostatecznie w XVII-XVIII wieku. Do naszych czasów poddana została tylko niewielkim (ale znaczącym) zmianom, kładącym nacisk na coraz większą prostotę. Po raz ostatni zasady w tym względzie zmienił JP II, na początku 1983 roku.

Innym interesującym czynnikiem, na który warto zwrócić uwagę, jest szybkość danego procesu kanonizacyjnego.
Paweł VI z jednej strony zlikwidował istniejące od średniowiecza stanowisko „Promotora Wiary” (potocznie zwane advocatus diaboli), w ramach którego szukano dowodów przeciwko świętości kandydatów; z drugiej po śmierci Swojego poprzednika nie przychylił się do życzenia wiernych, którzy w 1963 również krzyczeli: „Santo Subito”. Ten sam papież otworzył też, ciągnącą się do dzisiaj, kanonizację Piusa XII.

Jeśli chodzi o Naszego Rodaka, Jego droga do świętości była jedną z najkrótszych w kościelnej historii – 9 lat po śmierci. Dla porównania: św. Kinga została błogosławioną niecałe 400 lat po śmierci, w 1690 roku. Na Jej kanonizację potrzeba było zaś kolejnych trzech wieków. Zmarły w 1689 Innocenty XI został ogłoszony błogosławionym dopiero w 1956.

*

Począwszy od świętego Piotra, aż 50 kolejnych Jego Następców zostało świętymi. Potem kanonizacje papieży zdarzały się z mniejszą lub większą częstością, ale nie czyniono już świętymi wszystkich „jak leci”.

Nie licząc Jana XXIII i Jana Pawła II, od roku 1313 chwały ołtarzy dostąpiło tylko sześciu papieży: święci Celestyn V, Pius V i Pius X, oraz błogosławieni Urban V, wspomniany już Innocenty XI i Pius IX.

Kolejnego błogosławionego Kościół zyska już 19 października bieżącego roku – Franciszek podpisał stosowny dekret w sprawie Pawła VI.

* * *

Zanim dana osoba zostanie ogłoszona świętą, przeważnie musi przejść kolejne etapy.

Sługa Boży – cały proces rozpoczyna się na etapie diecezjalnym. Zwykle musi minąć pięć lat od śmierci kandydata, ale papież może to przyspieszyć. Zgromadzone informacje na temat kandydata są przekazane Kurii Rzymskiej, gdzie zostaje wyznaczony postulator, którego zadaniem jest szperanie za dalszymi szczegółami. Następuje ekshumacja oraz badanie ciała zmarłego, pobierane są relikwie.
Czcigodny/a – na prośbę Kongregacji ds. Kanonizacyjnych, papież wystawia dekret o „heroiczności cnót” kandydata na ołtarze. Potwierdza tym samym, że owa osoba w stopniu heroicznym praktykowała cnoty teologiczne: wiarę, nadzieję i miłosierdzie, oraz cnoty kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, hart ducha i wstrzemięźliwość. Osoba czcigodna nie ma jeszcze własnego dnia świątecznego ani kościoła pod swoim wezwaniem.
Błogosławiony/a – osoba posiadająca ten tytuł jest, według wiary Kościoła, już w niebie. Dostąpiła zbawienia. Jeśli błogosławionym zostaje męczennik, wystarczy odpowiedni dekret. W przypadku wyznawcy (nie męczennika), potrzebne jest potwierdzenie cudu, jaki dokonał się za wstawiennictwem tej osoby, w odpowiedzi na modlitwy wiernych. Błogosławiony ma już swój dzień świąteczny celebrowany jednak tylko lokalnie, można mu oddawać cześć na terenie jego diecezji i budować kościoły pod jego wezwaniem.
Święty/a – aby osiągnąć ten ostatni etap na drodze kanonizacji, potrzebne są co najmniej dwa cuda, wymodlone i dokonane za wstawiennictwem zmarłego. Papież wyznacza takiej osobie dzień świąteczny, celebrowany powszechnie w całym Kościele; owy dzień może (ale nie musi) pojawić się w kalendarzu liturgicznym. Wierni mogą już swobodnie i bez przeszkód honorować świętego.

*

Kilkakrotnie w historii zdarzyło się tak, że Ojciec Święty w ogóle pomijał całą opisaną wyżej procedurę kanonizacyjną, rozszerzając kult danej osoby od razu na cały Kościół.
Od XVIII wieku, do przeprowadzenia takiej „szybkiej kanonizacji” muszą być spełnione trzy warunki: nieprzerwany kult od najdawniejszych czasów, potwierdzenie cnót świętego w wiarygodnych źródłach, nieprzerwana sława cudotwórcy.

* * *

Słusznie mówi się, że była to „kanonizacja Soboru Watykańskiego II”. Jan XXIII Sobór zapoczątkował, a Jan Paweł II był jego gorącym orędownikiem.

Jako się rzekło, od Jana XXIII rozpoczęło się „odposążanie” (według słów Myshki) wizerunku głowy Kościoła. Bez papieża Roncalliego nie byłoby Jana Pawła II, a już z pewnością nie byłoby Franciszka. Nawet Benedykt XVI podczas Swojego krótkiego pontyfikatu uczynił krok w tym kierunku. Za czasów kardynalskich nazywany „pancernym teologiem”, jako papież stał się w mojej ocenie bardziej serdeczny i bliższy ludziom.

Wielka kanonizacja była bardzo wzruszająca. W Watykanie spora grupa Włochów z diecezji Bergamo…i wszędzie pełno Polaków 😀 Czytania liturgiczne po włosku i polsku, cudne obrazy dwóch nowych Świętych. Relikwie Naszego Papieża zaniosła przed ołtarz Kostarykanka, Floribeth Mora Diaz, uzdrowiona za Jego wstawiennictwem ze śmiertelnej choroby. Dwaj żyjący papieże ciepło przywitali się na podeście przed bazyliką, po czym Benedykt XVI zajął miejsce wśród kardynałów.

* * *

W tych trzech częściach starałem się opisać moje własne odczucia i szczegóły związane z tym wydarzeniem. Marna to próba, bowiem są uczucia, których po prostu nie da się zakląć w słowa. Ale może Czytelnikom się spodoba. I nowym Świętym Papieżom także 🙂

Reklamy

Posted on 4 sierpnia 2014, in Religia, Smaointe. Bookmark the permalink. 15 Komentarzy.

  1. Bardzo interesująco.
    Przyznam się, że w jazgocie mediów unikałem jak mogłem informacji o kanonizacji. W efekcie potrzebowałem takiego tekstu, bez tego całego szaleństwa i paranoi medialnej.
    Dzięki. 🙂

  2. Jantoni341.blogspot.com

    Do powiedzenia
    ja tu nic nie mam,
    bo to zbyt dla mnie
    poważny temat.

  3. a ja po prostu się z Tobą przywitam ciepło (choć u mnie za oknem burza…) i prześlę pozdrowienia… 🙂
    szczerze powiem, że ja też unikałam w mediach tego tematu choć oczywiście było to ważne wydarzenie …

  4. Dara/Starsza

    Fajnie to opisałeś, aż żałuję, że mnie tam nie było… 🙂

  5. Jestem Celcie, jestem, tylko z opóżnieniem. Przez tydzień byliśmy nad morzem ze Szczerbatym i Pytalskim.
    Temat poważny jak twierdzi JanToni i pięknie opisany.
    Serdeczności 🙂

  6. Trudno powiedzieć jak to wszystko wygląda po tej drugiej stronie. W każdym bądź razie święty to osoba do naśladowania. Przynajmniej ja to tak rozumiem. Pozdrawiam. 🙂

  7. Zawsze mnie to niepomiernie bawiło, jak to ludzie na ziemi rozstrzygają Panu Bogu o tem, kto ma być u Niego gościem extraordynaryjnym, a kto zwykłym rezydentem…:)
    Kłaniam nisko:)

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: