Monte Bibele…

an Luan, an 16ú lá de Mheitheamh, 2014

W marcu na facebookowej stronie The Celtic World pojawiła się informacja o pewnym odkryciu archeologicznym, dokonanym nieopodal współczesnej Bolonii w północnych Włoszech.
Według administratorów strony, owe ruiny znane są światu już od jakiegoś czasu, nie jest to więc coś najnowszego. 

Dzięki nim jednak łatwo można sobie wyobrazić, jak ponad 2000 lat temu wyglądało życie w przeciętnej italskiej osadzie…

* * *

Położone wysoko w Apeninach Monte Bibele zasiedlone było już 1000 lat przed naszą erą, a możliwe, że nawet wcześniej. Od VII wieku p.n.e. regionem rządzili Etruskowie, podbici w roku 400 przez Bojów: jedno z większych plemion celtyckich, przybyłych z południowej Galii. Pod zarządem moich braci osada przez następne dwa wieki przeżywała okres największego rozkwitu.

Właściwie stwierdzenie, że Etruskowie zostali „podbici”, nie do końca tu pasuje – asymilacja autochtonów z ludnością napływową przebiegła bowiem dosyć szybko i spokojnie, wypędzono tylko co bardziej kłopotliwych osobników.
Tak narodziła się wyjątkowa cywilizacja nazywana przez archeologów galijsko-etruską. Dawną etruską stolicę Felsynę przemianowano na celtycką Bona – stąd wzięła swą nazwę Bolonia. Było to największe miasto Bojów w Italii.

W tamtym czasie składało się ono z ponad 60 domów, w których mieszkało łącznie 200-300 osób. Do naszych czasów zachowały się zarysy ulic i resztki cmentarza. Przypuszczalnie były też dwie świątynie. Domy zwykle budowano z kamienia i drewna, a dachy kryto strzechą.

Szczegółowe badania rzuciły ponadto trochę światła na zróżnicowaną dietę tamtejszych Celtów i Etrusków, jak też na rzemiosło, jakim się parano. Odnaleziono bowiem resztki pięknie zdobionej ceramiki oraz coś, co mogło służyć za lokalny „bank żywności”.
Chodzi o pomieszczenie, w którym składowano setki funtów różnego rodzaju jedzenia: zboża, płatków owsianych, fasoli, grochu, żołędzi, czosnku, soczewicy, jabłek, ziaren lnu, orzechów włoskich i pestek winogron.

Około 200 roku przed naszą erą w Monte Bibele wybuchł wielki pożar. Cztery lata później zjawili się Rzymianie i ograbili odbudowane miasto, a w końcu (po kolejnych czterech latach) – siłą wcielili je do Republiki. Tak dobiegła końca galijsko-etruska prosperity…

Advertisements

Posted on 16 czerwca 2014, in Ceilteach. Bookmark the permalink. 24 komentarze.

  1. no popatrz, 200-tu ludzi – dwie świątynie… nic się od tamtych czasów nie zmieniło… 🙂

  2. Celcie, na temat Twojego tekstu wypowiem się później.
    Na razie serdecznie zapraszam na mój blog – czeka tam na Ciebie niespodzianka.
    🙂

  3. „galijsko-etruska prosperity” ❤ Wstrętni Rzymianie wszystko popsuli i jeszcze mnie namącili w karierze mojej naukowej, wpychając się z tą swoją łaciną. Tak by bez nich pięknie było i dla mnie, i dla Celtów 😛

  4. szczur z loch ness

    Z tego wszystkiego wnoszę, że produkowano tam wino, zaś pestki z winogron przeznaczano na olej. I to jest słuszne. Zagadkę stanowią natomiast żołędzie? Ani tego wypić, ani konsumować, z czego dla odmiany wnoszę, że kultura Celtów kryje jeszcze wiele tajemnic. Wnoszę i …
    Pozdrawiam z Loch Ness 🙂

    • Wnioski ze wszech miar słuszne, Przyjacielu 🙂 Ja też nie wiem do czego mogły się im przydać żołędzie, ale znając ich, na pewno jakoś je spożytkowali 😉

      Co do tych tajemnic…mam nadzieję, że masz rację. W przeciwnym razie nie będzie co odkrywać…a jeśli nie będzie co odkrywać, istnienie Polanki może stanąć pod znakiem zapytania…

      • Jak to do czego? Do produkcji szynki panowie! Szynki! I to takiej najwyższej klasy, dwuletniej, chudej tyle ile trzeba i o dobrym kolorze.

        • Najmocniej Cię Kneziu przepraszam, ale nie dostrzegam związku między szynką a żołędziami…

          • szczur z loch ness

            Powiedziałbym świńska sprawa, bo Kneź miał na myśli hodowlę tychże i karmienie ich żołędziami 🙂

              • Okazuje się, że ludzie też mogą jadać żołędzie – właśnie sobie poczytałem – trzeba „tylko” wyługować z nich garbniki i taninę. Wypracowano bardzo prostą metodę na ten proces. Wystarczy je gotować przez ok. 2 godz. w wodzie z popiołem drzewnym, o gęstości naleśnikowego ciasta, a potem wypłukać dokładnie. Po ewentualnym powtórnym gotowaniu tym razem bez ługowania popiołem można takie żołędzie zjadać bezpośrednio, lub użyć do ugotowania np. z mięsem, lub ususzyć i zetrzeć na mąkę (podobno droga), albo uprażyć i utłuc na rodzaj kawy do zaparzania.
                Ciekawa sprawa, muszę spróbować jak taka mąka smakuje i chleb z niej, albo z dodatkiem kawałków żołędzia.
                Wiem, że ktoś z bractwa praktykującego wykonał napój wyskokowy z żołędzi, ale efekty osiągnął bardzo mizerne. Ciekawe jakie by były po ługowaniu, ususzeniu i zmieleniu na mąkę? Rzecz wielce ciekawa, nic na ten temat nie wiem, a przecież nie można żyć w niewiedzy, tak?

  5. Owszem, Kneziu, nie można 😀 A swoją drogą, to co tu piszesz też jest ciekawe… Mąka z żołędzi?

    Ciekawe 🙂

  6. Wiem, że w czasie okupacji pijano jako ersatz „kawę” z palonych żołędzi, więc może o coś podobnego szło…
    Kłaniam nisko:)

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: