„Człowiek średniowiecza”. Część III.

an Chéadaoin, an 2ú lá d’Aibreán 2014

Kontynuując temat opisany przeze mnie w dwóch poprzednich częściach (I, II), brytyjski mediewista Robert Bartlett tym razem poruszył sprawę – można to śmiało powiedzieć – odwieczną. Obecną w chyba każdej kulturze i każdej epoce: seks.

* * *

Przez całe średniowiecze pokutowało biblijne przekonanie o tym, że za upadek ludzkości i całe zło przez nią popełnione odpowiada Ewa. Pierwsi Ludzie żyli sobie beztrosko w rajskich ogrodach, niezrażeni własną nagością. Cieszyli się swoją bliskością i towarzystwem zwierząt. Później jednak Ewę skusił Szatan pod postacią węża, a ona podkusiła Adama. Oboje skosztowali owocu z drzewa wiadomości Dobra i Zła, czym sprowadzili nieszczęście na siebie i swoich potomków.

Kobiety nie mogły zbyt często odkrywać ciała, aby nie kusić mężczyzn i nie budzić zgorszenia. Zresztą, owy fragment Pisma Świętego przyporządkowano do klasycznej teorii żywiołów. Zgodnie z nią, mężczyzna składał się z tego, co dobre, czyli ognia i ziemi. Kobiety uważano za istoty mokre i zimne. Odczuwały też większy popęd niż płeć przeciwna i to było powodem wszystkich mniej lub bardziej tajnych romansów – przyciągały facetów ku sobie, bo dobre dusze naturalnie pociągało to, co zakazane.

*

W ówczesnych kręgach kościelnych owa kwestia była szeroko omawiana. Hierarchowie nie mieli wątpliwości, że wszystkiemu winne były nasze piękniejsze połówki (równocześnie wygodnie zapominając o tym, że to właśnie kobieta stała się przyczyną największego Cudu chrześcijaństwa). Rozchodziło się tylko o to, jak bardzo była winna. Pewien włoski zakonnik, Pietro Damiani, wysunął nawet dosyć rewolucyjną teorię o krwi menstruacyjnej.

Twierdził mianowicie, że taka krew jest substancją diabelską: zatruwa powietrze, niszczy skórę oraz powoduje gnicie wszelkiego jadła i napitku! Miesiączkowanie było u niewiasty oznaką opadającego napięcia seksualnego, którego nie mogła rozładować inaczej. Krew menstruacyjna mogła się dostać do oczu, dlatego należało unikać kontaktu z miesiączkującą, gdyż jej spojrzenie sprowadzało choroby.

* * *

Stosunek seksualny służył przede wszystkim prokreacji, zapewnieniu następcy tronu lub rodu. Nikt się nie przejmował takimi błahostkami jak miłość, wiek czy stopień pokrewieństwa. Jeżeli już jakieś uczucie było, to głównie caritas, czyli miłość duchowa. Według Kościoła najczystsza, bo bez zmysłowości.

Małżeństwa były aranżowane tak, że majątek żony przechodził na własność męża. W przypadku arystokratów, Panna Młoda wnosiła w posagu ziemię, klejnoty bądź złoto. Niejedna kraina zmieniła w ten sposób właściciela. 

Kiedy już udało się uzgodnić szczegóły, władcy wysyłali swoich przedstawicieli, aby sporządzili szczegółowy raport na temat przyszłej żony swojej lub syna. Tak postąpił między innymi nasz znajomy, angielski król Edward II, który w 1319 roku wysłał biskupa Exeter do Phillipy, narzeczonej swego syna. Przygotowany raport bardzo spodobał się władcy, zgodził się więc na ten związek. W tamtych czasach była to częsta praktyka.

W przypadku małżeństw niższego stanu posag stanowiła najczęściej krowa, płody ziemi lub młyn.

Prawo pozwalało mężowi robić z żoną, co chciał; mógł ją nawet pobić, byle nie śmiertelnie. Za to już groziły kary.

* * *

Średniowieczny Kościół chętnie zaglądał swoim owieczkom do łóżek. Pamiętacie epidemię „Czarnej Śmierci”, o której wspomniałem w pierwszej części? Otóż niejaki Thomas Brighton, biskup miasta Rochester, postrzegał to wydarzenie jako karę Bożą za rozpustę panującą wśród Anglików.

Hierarchowie potępiali wszelkie nietypowe zachowania seksualne, a nawet opracowywali metody antykoncepcji. Niektórzy duchowni wypróbowywali je najpierw na sobie, jak pewien francuski zakonnik, który przed zbliżeniem z kochanką zawiesił jej na szyi woreczek z ziołami, co miało uniemożliwić niewieście zajście w ciąże…

To właśnie z tamtych czasów pochodzą pierwsze podręczniki w tym temacie. W tej części dokumentu profesor Bartlett cytował jeden z nich. I tak, jeżeli przed stosunkiem kobieta zjadła szałwię, mogła być pewna, że przez rok nie stanie się brzemienna. Z kolei połknięcie przez nią pszczoły gwarantowało całkowitą niepłodność.

* * *

Tak wyglądało pożycie w X i XI wieku. Jak się jednak przekonamy, już w XII stuleciu do rąk kobiet trafiła nagle potężna broń, którą wykorzystywały odtąd bez skrupułów…

Wtedy to, we Francji zaczęli się pojawiać trubadurzy – wędrowni śpiewacy, wychwalający pod niebiosa zalety stanu rycerskiego oraz urodę dam, dla których owi rycerze walczyli w turniejach bądź wyruszali na dalekie, niebezpieczne wyprawy.

W tym samym okresie pojawił się też wielki poemat Chrétiena de Troyes, o zakazanej miłości Lancelota i Ginewry i ich potajemnych nocnych schadzkach. Bartlett twierdzi, że tego typu opowieści były początkowo popularne jedynie na prowincji. Z czasem jednak dotarły do uszu złaknionej takich nowinek Marii – hrabiny Szampanii, spokrewnionej z królem Francji Ludwikiem VII [Według profesora, była ona żoną króla, podczas gdy Wikipedia podaje, że jego wnuczką – Celt]. Owe romanse padły na podatny grunt dworu francuskiego i lotem błyskawicy rozprzestrzeniły się na całą zachodnią i południową Europę.

Mentalność wyższych warstw społecznych uległa znaczącej zmianie. Panie wykazywały się teraz większą śmiałością i robiły wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę jakiegoś przystojnego szlachcica. Zachowanie Panów mogę porównać do Cierpień młodego Wertera lub wspomnianego już Lancelota. Myśleli o nich nieustannie, wzdychali do nich po nocach, pisali mniej lub bardziej jawne listy, wiersze. Obie strony za wszelką cenę pragnęły wzajemności…

*

W takiej właśnie atmosferze dorastała jedna z najsłynniejszych średniowiecznych par: Piotr Abelard i Helojza. On był sławnym uczonym. Głosił pogląd, iż Boga można poznać drogą logiki. Ona była przebojową siostrzenicą kanonika katedry Notre Dame.

Duchowny poprosił Abelarda o prywatne korepetycje dla niej. W przyklasztornym kościele Piotr i Helojza czytali poematy, filozoficzne traktaty, poznawali łacinę, astronomię i anatomię – ale nie tę ze starych ksiąg 😉

Młodzi zaczęli romansować. Helojza pisała w swoich pamiętnikach o pocałunkach, jakie sobie kradli i pieszczotach, którymi się obdarowywali. Abelard zaproponował lubej małżeństwo. Ta jednak, będąc zwolenniczką modnej wówczas koncepcji „wolnej miłości”, nawet nie chciała o tym słyszeć.

Najciemniej zawsze pod latarnią, toteż nic dziwnego, że kanonik jako ostatni dowiedział się o związku siostrzenicy. Wybuchł skandal – uczony wyleciał z Notre Dame na zbity pysk, zaś dziewczyna trafiła za klasztorne mury. Mimo wszystko nasi bohaterowie wciąż utrzymywali kontakt – jeszcze przez kilka następnych lat pisali do siebie listy. Z kolei Helojza, zostawszy po latach przeoryszą, wyznała, iż nadal zdarza się jej myśleć o Piotrze z niejakim drżeniem…

* * *

Miłosne szaleństwo, które z nagła ogarnęło większość mieszkańców Starego Kontynentu, przyprawiało Watykan o niemały ból głowy. Czym prędzej przystąpiono do kontrataku… Tak narodził się średniowieczny kult dziewictwa, który przez jakiś czas skutecznie dawał odpór idei „dworskiej miłości”, zdobywając dla Kościoła całe rzesze panien ze wszystkich stanów. Wiele spośród tychże białogłów dostępowało z czasem chwały ołtarzy.

Chodziło o to, aby przekierować doczesne żądze do mężczyzn na jak najbardziej intymne obcowanie z Jezusem. Takie zabiegi dawały niekiedy nadzwyczajne rezultaty – jak w przypadku wspomnianej w programie XIII-wiecznej mistyczki Anieli z Foligno, niedawno kanonizowanej.
Prowadziła ona raczej rozpustny tryb życia, wcześnie wyszła za mąż. Po śmierci męża i synów wstąpiła do zakonu. W swych pamiętnikach pisała o żarliwej modlitwie do Najświętszego Sakramentu oraz o pragnieniu fizycznego oddania się Chrystusowi. W tym celu często miała, według profesora Bartletta, stawać nago przed wizerunkiem Pana…

* * *

Pisanie tej części zajęło mi nieco więcej czasu niż poprzedniej. Jeżeli uda mi się jakoś zredagować resztę ciekawostek w tym temacie, pojawi się ostatnia część. Jej pisanie także może być trochę rozciągnięte w czasie.

Advertisements

Posted on 2 kwietnia 2014, in Historia, Religia and tagged . Bookmark the permalink. 25 komentarzy.

  1. Kretyn z Troi, pamiętam go! Przewijał się przez notatki z Anglo-Saxon Literature, z wykładu o trubadurach właśnie. Ile mi to krwi napsuło… No ale notka ciekawa, zwłaszcza metody antykoncepcji 😉

  2. Pomyśleć, że grzeszny i niemoralny obraz kobiety, a także jej pozycja społeczna i zawodowa w niektórych regionach świata nie zmieniła się do tej pory. Bardzo ciekawy artykuł. Warto kontynuować.

  3. Wspaniały i bardzo interesujący tekst Celcie!
    Myślę, źe każdy kto do Ciebie zagląda będzie czekał na kontynuację.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. wygląda na to, że w średniowieczu myśleli tylko o jednym 😉

  5. ha ha ha, to mówisz, że wystarczy połknąć pszczołę?… a żywą czy martwą?… bo to jednak strach, żywą… chociaż, jak użądli w gardło, to kobieta raczej zejdzie … ale za to na 100% nie zajdzie już… 🙂 … no to ja raczej może przy tej szałwi pozostanę, na początek… 🙂
    a tak na poważnie, bardzo fajny tekst …

    • Problem jest dość istotny, bo połkniecie martwej pszczoły też jest ryzykowne – martwe żądło jest równie niebezpieczne jak żywe – sprawdzałem na sobie – każde ukłucie boli jak cholera! A wbija się bardzo łatwo – gorzej z wyciągnięciem.

      • oooo, czyli pozostaje mi szałwia… 🙂
        oraz dziękuję waćpanu za informację …
        a czy awatarem jest Książę Mirmił?…

      • Ja też miałem okazję czegoś podobnego doświadczyć – z tym, że żądliła mnie nie pszczoła, lecz osa… Pamiętam do dzisiaj…

        • oj ja tez mam takie wspomnienia, użądliła mnie pszczółka w czółko, górna część twarzy, wraz z oczętami, tak mi spuchła że wyglądałam jak otyły Japończyk czy inny Chińczyk… 🙂
          w sumie to tez metoda na antykoncepcję, wielu na mnie patrzyło, ale podejrzewam, ze żaden nie miał ochoty na seks, ha ha ha

    • Dziękuję bardzo 🙂

      Oraz profesor Bartlett nie sprecyzował niestetyż, czy pszczółka ma być żywa czy martwa 😉

  6. szczur z loch ness

    Mówiąc szczerze, mam mieszane odczucia. Toż to ledwie czubek góry lodowej i nawet w tak przyjętej konwencji. Mam wszakże nadzieję, że wrócą również inne tematy?
    Serdeczności z Loch Ness 🙂

    • Oczywiście, że inne tematy wrócą! 🙂 Ja chcę tylko w „Człowieku średniowiecza” przedstawić pewien program, który mnie zaciekawił…a że jeszcze co nieco zostało do opowiedzenia w tym cyklu, chciałbym to doprowadzić do końca.

      Zobaczymy, czy mi się uda…

  7. Jakby ją ta pszczoła ugryzła w język czy przełyk to faktycznie sprawę antykoncepcji miałaby z głowy.

    O krwi menstruacyjnej różne rzeczy mówili… ale z higieną też wtedy było na bakier, więc może i dobrze, że kobiety miały spokój na te kilka dni.

    Poza tym myślę, że miłość jako taka była zawsze. Może faktycznie małżeństwa nie były zbyt szczęśliwe, ale nie wydaje mi się, żeby taka młoda żona, czy młody mąż nie mieli o kim myśleć przed snem – a niekoniecznie o współmałżonku. Z resztą… czy dziś małżeństwa są dużo szczęśliwsze? Trudno orzec. Moim zdaniem największe szczęście mają Ci którzy wiążą się na całe życie ze swoimi pierwszymi wielkimi miłościami. Bardzo zazdroszczę tym ludziom…

    A my cóż… jakoś musimy żyć. Czyż nie?

    • Masz rację, że miłość w różnej formie obecna była zawsze…i zapewne zawsze obecna będzie 🙂

      Ja niekiedy też takim ludziom zazdroszczę…oj tak.

      I owszem – musimy jakoś żyć…i starać się nie zwariować.

  8. Kwestię pszczół akurat wyjaśnić mogę:) Oczywiście, że chodziło o żywą:) Ale to akurat skrajnia, bo tzw.medycyna ludowa znała całkiem sporo ziół cależ niezgorzej skutecznych, choć więcej poronnych, niźli prawdziwie zapobiegawczych… W miejsce starożytnej sylfii, która wyginęła jeszcze w IV w. naszej ery, stosowano tzw. dziką marchew(ziele królowej Anny), ale też zapaliczkę, miętę polej, piołun, rutę, mirrę, bylicę, a nawet korę wierzby czy jałowiec… W Polszcze zaś mniemano przez czas niejaki, że najskuteczniejszem jest, by dzieweczka bądź niewiasta na własnych czterech palcach usiadła, to przez cztery lata brzemienną nie będzie…:))
    Kłaniam nisko:)

    • Dziękuję Waszej Miłości za ten ciekawy, pouczający komentarz 🙂

      Tylko zastanawia mnie, cóż za logika kryła się za techniką z czterema palcami…?

      Pozdrawiam i zapraszam na jutro, na notkę nową 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: