Mój wymarzony Lá Fhéile Pádraig…

an Luan, an 17ú lá de Mhárta 2014

Niniejszy tekst chciałbym serdecznie zadedykować Panu Grzegorzowi Chudemu i pozostałym Członkom zespołu Beltaine, jak też Nathalie oraz jej Kolegom i Koleżankom z zespołu Glendalough…

* * *

Na początku, czyli jakieś trzy tygodnie temu, gruchnęła Wieść. O tym, że w Starym Sączu zagra Beltaine, a towarzyszyć im będzie Glendalough. Takie wydarzenie tylko DZIESIĘĆ KILOMETRÓW ODE MNIE! Jakiś czas później napisali o tym w tutejszym lokalnym „Sądeczaninie”. Artykuł trochę niedbały, bo tam krakowska grupa Comhlan zamiast śląskiej Glendalough i połowa najpewniej skopiowana z oficjalnej, Beltainowej strony, ale ważne, że okolica już wiedziała, że Celtowie zamierzali najechać te ziemie. Nie mogłem czegoś takiego przegapić!
Wieść gruchnęła, a za Wieścią pojawiły się Zaproszenia. Dwa Zaproszenia z ECHAsu, na dwa wydarzenia w tym samym dniu. Do multimedialnej, celtyckiej podróży w Tarnowie, oraz na koncert w Starym Sączu. Kilka czynników przemówiło za wyborem tej drugiej opcji. Od tej chwili odliczałem dni, sprawdzałem prognozy pogody i zaklinałem czas. MUSIAŁEM TAM BYĆ!
Jak to zwykle w takich wypadkach, czas z jednej strony wlókł się niemiłosiernie wolno, z drugiej zaś zleciał nadspodziewanie szybko. W międzyczasie popsuła się pogoda – po tygodniu pełnym słońca, od wczoraj leje jak z cebra w całej okolicy! Aura iście irlandzka. Dobrze, że już wcześniej zrobiliśmy z Rodzicami rozeznanie w terenie i zakupiliśmy bilety.

*

Koncert odbył się wczoraj w starosądeckim kinie „Sokół”, będącym częścią Centrum Kultury i Sztuki imienia Ady Sari. Pomieszczenie ogromne, przestronne, dużo miejsca do chodzenia i jeżdżenia, dostosowane dla niepełnosprawnych. Byliśmy na miejscu pierwsi, gdyż przyjechaliśmy już godzinę wcześniej. Pracownicy CKIS krążyli wte i we wte, dopinając wszystko na ostatni guzik. Moją uwagę przykuł pewien jegomość w zielonej koszulce z napisem: IRELAND. Ja niestety nic zielonego w garderobie nie znalazłem, ale za to przybyłem ubrany na granatowo z białymi akcentami – czyli w barwach Szkocji 🙂
Ogromna sala wejściowa prowadząca do kina zaczęła się z wolna zapełniać. Nie minęło wiele czasu, a zrobiło się całkiem ludno i gwarno. Przybyło sporo osób. Raz po raz dało się słyszeć, jak Chłopaki po raz ostatni sprawdzali instrumenty. W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment i weszliśmy do sali kinowej. Rozkład pomieszczenia przywodził na myśl tutejsze kina „Helios” lub „Sokół”.
I znowu miałem farta. Dostaliśmy miejsca w PIERWSZYM RZĘDZIE, PRZY SAMIUTKIEJ SCENIE! Wystarczyłoby, żebym się troszkę podciągnął i mógłbym na nią wejść! Na wyciągnięcie ręki miałem gruby kabel prowadzący do jednego z głośników. Tuż nad głową wisiał zaś zielony plakat z czterolistną koniczyną i napisem: Lá Fhéile Pádraig – St. Patrick’s Day, nieco dalej znajdowały się reflektory, zmieniające kolor i kształt w rytm muzyki.
Na scenę wyszedł najpierw konferansjer z krótkim wstępem. Światła w kinie zgasły, a te nad sceną zapłonęły. I SIĘ ZACZĘŁO…

Beltaine - zespół

* * *

Odkryłem zespół Beltaine trzy lata temu. Od tego czasu z utęsknieniem czekałem na coś takiego, jak wczorajszy wieczór. NIESAMOWICIE KLIMATYCZNE połączenie muzyki z tańcem w różnej konfiguracji: niekiedy sam taniec, taniec z muzyką, albo sama muzyka. Do tego wolno płynąca znad sceny mgła, przesycona różnymi kolorami. Kilka razy zamknąłem oczy, oddając się tym cudownym dźwiękom i kilka razy po prostu ODPŁYNĄŁEM… Na szkockie wrzosowiska, na irlandzkie łąki, na skalisty, smagany falami i wiatrem brzeg Półwyspu Bretońskiego. Człowiek nie wymyślił jeszcze słów zdolnych w pełni oddać to, jak się wtedy czułem… Jak się wciąż jeszcze czuję. I jak się zapewne będę czuł jeszcze długi, długi czas.

A Glendalough? Piękne cztery dziewczyny, piękne stroje, idealnie zsynchronizowane, pełne gracji ruchy zgrabnych nóg, za którymi człowiek czasami zwyczajnie nie nadążał. Panie również mogły nacieszyć oko dwoma przystojniakami. Wolniejsze, wyćwiczone do perfekcji tańce…i charakterystyczny stukot butów w żywiołowym stepie irlandzkim, który krzesał iskry z parkietu!

Glendalough - Dziewczyny

Wszystko to przeplatane wesołymi anegdotami, którymi Pan Grzegorz sypał jak z rękawa. Dowiedziałem się na przykład o tym, że w przyrodzie istnieje gatunek „samca i samicy tancerza irlandzkiego”…o tym, jak wygląda tradycyjny, sześciodaniowy irlandzki obiad – 1 kartofel i 5 kufli Guinnessa! Wiem skąd się wziął ten charakterystyczny sposób tańca. Wersja irlandzka: oni sobie tak po prostu chodzą. Wersja angielska: za dużo piwa, za mało toalet! Wiem już, że istnieje popularny szwedzki taniec ludowy o nazwie POLSKA, oraz że Szwedzi do dzisiaj miło wspominają czasy kiedy się u nas zaopatrywali, „no ale Kordecki, Jasna Góra, Czarniecki, te sprawy”…wreszcie okazało się, że Irlandczycy obchodzą Św. Patryka od 8 marca do 28 lutego! „Informacja dla młodzieży: Guinness to taka paskudna w smaku Coca-Cola”!

Przyznam, że piszczałem z radości kiedy udało mi się rozpoznać znane i lubiane piosenki. A tych trochę było: Bretolomolo; Beltaine; Łódź By Night; No Garry No; Bring To The Boil; An Astrailhad lub Burning Piper’s Hut. Przy tych dwóch ostatnich utworach nie jestem do końca pewien, było też parę piosenek, których nie mogłem skojarzyć. Z kolei podczas jednego z utworów, Chłopaki nagle płynnie przeszli od rytmów celtyckich do tematu z „Różowej Pantery”! Znani są z takich improwizacji

* * *

Beltaine i Glendalough przygotowali specjalne prezenty dla Pań z okazji Dnia Kobiet – jeden z tancerzy dał energiczny popis swoich możliwości – oraz dla Panów z okazji Dnia Mężczyzn: tancerki wykonały rytmiczny taniec brzucha w hinduskich klimatach. Osobiście poczułem się jak jakiś maharadża wtedy, albo turecki sułtan co najmniej 😀
Ponadto były solówki na bodhranie oraz innych bębenkach, jak też na skrzypcach – ta ostatnia w wykonaniu Pana Adama Romańskiego, prawdziwego wirtuoza tegoż instrumentu!

Adam Romański i jego skrzypce

Był pojedynek na tańce: w dwóch końcach sali stały po dwie dziewczyny z Glendalough, a ich koledzy wyszli na środek i tańcem próbowali podbić ich serca. Była też romantyczna scenka z irlandzkiego życia rodzinnego… MÓJ BOŻE KOCHANY!

*

Do rzeczywistości powróciliśmy wszyscy jak dla mnie, o wiele za szybko. Koncert się skończył, ale wykonawcy bisowali jeszcze 2 razy. Potem wyszli wszyscy do głównej sali podpisywać płyty. Ja już tam na nich czekałem z ich 1 płytą „Rockhill”, zakupioną 2 lata temu, jak też ze zdobycznym plakatem koncertowym 😀 Udało mi się również nabyć kolejną ich płytę: „Live” sprzed trzech lat, z ich przebojami w nowych aranżacjach. Na wszystkich trzech rzeczach pysznią się teraz podpisy wszystkich członków Beltaine! 😀 Jakby tego było mało mam jeszcze zdjęcia, trzy spośród których widzicie tutaj 🙂

* * *

Po powrocie do domu płakałem ze szczęścia całą noc. Ten konkretny Celt jest stworzeniem sentymentalnym, o czym wie każdy Tubylec i większość osób poza Polanką. Ale żeby go doprowadzić do ŁEZ, to już naprawdę musi być COŚ! I COŚ wczoraj było. COŚ najpiękniejszego pod słońcem…

Chciałbym zostawić tę notkę tu na głównej przez jakiś tydzień. Chciałbym, żeby jak najwięcej osób miało udział w tej mojej ogromnej radości, która mnie dosłownie ROZPIERA! Moja pierwsza celtycka impreza. Oby nie ostatnia.
Później tę notkę będziecie mogli znaleźć jak zwykle: przez jakiś czas w „Myślach najnowszych…”, a potem w archiwum z kategoriami.

Raz jeszcze dziękuję Adresatom tej notki z całego serca – za masę wzruszeń, śmiechu, tańca, muzyki. Dziękuję za najlepsze Patrykalia w moim dotychczasowym życiu. Chyba tylko wyjazd do moich ukochanych Krain byłby lepszy…

Spełniliście moje marzenie. Moje wielkie marzenie. Dziękuję. 

Reklamy

Posted on 17 marca 2014, in Ceilteach, Życie Celta. Bookmark the permalink. 34 Komentarze.

  1. JanToni341blogspot.com

    Gratuluję,
    a jak uszy?

  2. Vulpian de Noulancourt

    To dobrze, że zdarzają się takie dni kiedy człowiek czuje się szczęśliwy. Oby ich było jak najwięcej.
    Pozdrawiam

  3. Tak się cieszę, że wreszcie się doczekałeś! Super relacja, aż sama się wzruszyłam czytając ją. Życzę Ci jeszcze więcej takich chwil :*

  4. Dzięki za piękne sprawozdanie z imprezy, żadne nagranie nie da tego co koncert! Oby wiecej takich przeżyć! 🙂

  5. Cieszę się Twoją radością

  6. Pięknie, celtyccy bogowie byli da Ciebie bardzo łaskawi 🙂 Super sprawa i super koncert, tez chciałbym na takim kiedyś być. Tu u mnie tylko Irlandczycy tańczą i śpiewają …. Nie wybrzydzam! Impreze miałes przednią, gratuluję!

    • Byli łaskawi jak rzadko 🙂

      Też Ci życzę, abyś mógł Beltaine na żywo zobaczyć… Może kiedyś przyjadą na Zieloną Wyspę 😉

      A ja przyznam, chciałbym tych Twoich tańczących i śpiewających Irlandczyków na żywo zobaczyć 🙂

  7. Wiele rzeczy jest w zasięgu naszej ręki, jeśli się to sprytnie zorganizuje. 😉

  8. Co miałeś na myśli JanToni341blogspot.com ?

  9. Bardzo, bardzo się cieszę z Twojego szczęścia Celcie!
    I gratuluję Ci ze szczerego serca.:-)

  10. Cieszę się, że spotkało Cię tyle radości 🙂 Byłam kilka lat temu w Muzeum Etnograficznym na koncercie dwóch dziewczyn z Irlandii, grały na jakichś dziwnych instrumentach i śpiewały, było super! Pamiętam, że imprezka odbywała się w porozumieniu z ambasadą irlandzką i byli obecni przedstawiciele. Bardzo dobrze pamiętam, jeszcze, jak to jest spotkać swoich idoli na koncercie live 🙂

  11. cieszę się Twoją radością i gratuluję.. 🙂
    jestem całkowitą ignorantką w temacie Tej muzyki, widziałam kilka razy (w telewizji…) taniec i podobał mi się bardzo, lecz pomimo tego rozumiem Twoje łzy szczęścia i życzę Ci więcej takich cudownych przeżyć 🙂

  12. STRASZNIE SIĘ CIESZĘ!!!
    Rozumiem co czujesz :)) Oby ta radość trwała jak najdłużej. I kolejnych koncertów Ci życzę!!!

  13. W rzeczy samej, wygląda na to, że Celtowi się nie tylko spełniło sporo marzeń, ale i coś ponad:)) Wielcem rad Twej radości, Kawalerze:) I obyś na następne tak wspaniałe chwile nie musiał czekać latami…
    Kłaniam nisko:)

  14. Klik dobry:)
    Pierwszy raz słyszę o Beltaine, Nathalie o i Glendalough.

    Ale cieszę sie razem z Tobą i wierzę, że jest z czago. Życzę wielu takich chwil w zyciu.

    Pozdrawiam serdecznie.

  15. Piter, wiem, jak potrzebujesz takich wzruszeń. Cieszę się, że spełniają się Twoje marzenia. URTHEBEST… pamiętasz ;D

  16. szczur z loch ness

    No i bardzo dobrze. TAK TRZYMAĆ !

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: