Dwie recenzje.

an Domnach, an 23ú lá d’Fheabhra 2014

Zapowiadałem tutaj jakiś czas temu recenzje Upadku Króla Artura J.R.R. Tolkiena oraz najnowszej powieści ze świata Wiedźmina: Sezonu Burz, autorstwa Andrzeja Sapkowskiego. Pierwszą książkę udało mi się skończyć jeszcze przed Bożym Narodzeniem, drugą przeczytałem w styczniu. Wiem, że parę osób czeka na moje wrażenia w temacie…

* * *

Zacznijmy może od Wiedźmina, na którym Torlin nie zostawił swego czasu suchej nitki. W części muszę się z Nim zgodzić. Podkreślam: w części.
Powieść zapowiadana przez samego Autora już od roku, objętościowo obszerna, dziejąca się 10 lat po wydarzeniach z ostatniej części Sagi. Jest ten wiedźmiński klimat, tak dobrze znany wszystkim fanom. Cytaty z różnych piosenek i ksiąg, wymyślonych i rzeczywistych. W tym piosenka Leonarda Cohena, będąca wstępem do któregoś rozdziału. Jest Geralt, jest intryga, kipiąca seksem czarodziejka Koral, są bijatyki i szczegółowe opisy krajobrazu tudzież wewnętrznych przeżyć bohaterów. Słowem jest to, co powinno postawić tę powieść na równi z dawniejszymi częściami. Niby wszystko jest…a jednak czegoś brak.

Ta książka jest dobra, ale nic więcej. I tylko fragmentami. W porównaniu do wcześniejszych pozycji, które w całości były rewelacyjne. Widać było tę świeżość, tę iskierkę geniuszu. Tutaj nie minęło wiele czasu, nim odniosłem wrażenie, że „AS” pisał „Sezon Burz” jakby trochę pod presją – presją fanów, domagających się powrotu ukochanego bohatera; oraz wydawców, jak zawsze łasych na zysk. Opisy krajobrazu są miejscami zbyt rozwlekłe, intryga trochę płytka, a już w ogóle mnie jako czytelnika dziwi fakt, że minęło 10 lat, a Geralt nadal nie może zapomnieć o Yennefer. Wiadomo, że facet nie jest taki jak większość zimnych i pozbawionych emocji „maszyn do zabijania” z Kaer Morhen – ale bez przesady! Wspomniałem, że dziwi mnie to jako czytelnika…ale już jako człowiek naprawdę go rozumiem. Mam podobnie, długo się podnoszę po każdej porażce sercowej.

Niektórych fragmentów praktycznie mogłoby nie być. Widać w nich bowiem tylko „zmęczenie materiału” u Sapka i niepotrzebny zastój w akcji. Przy innych zaś uśmiałem się do łez – jak na przykład przy krasnoludzkim dzwonku z domu aukcyjnego braci Borsodych. Owy przedmiot miał napis: „I czego dzwonisz, ciulu?” 😀 Smaczku powieści dodają postaci krasnoluda, z którym zaprzyjaźnia się Geralt i tajemniczej Mozaik – służącej czarodziejki wspomnianej powyżej. Zaciekawił mnie też Rigsberg i ogólnie wszystkie fragmenty związane z magią i magami (ciągnie mnie do takich rzeczy odkąd pamiętam). Wyjątkowo ucieszyły mnie ponadto znalezione między wierszami wstawki celtyckie… W starej Sadze, Sapkowski garściami czerpał zwłaszcza z legend arturiańskich. Miło było się przekonać, że nawyk mu pozostał 🙂 Tylko wspomniane w tym akapicie drobnostki ratują książkę przed zupełną klęską.

Co się tyczy owych wstawek… Mamy postać niejakiej Nimue (w legendach arturiańskich ukochana Merlina i Pani Jeziora), aspirującą czarodziejkę. Mamy wzmiankę, że Geralt udał się do Krainy Jabłoni (rannego Króla Artura zabrano na mityczną wyspę Avalon, która słynęła z pysznych jabłek). I mamy dwa święta obchodzone w królestwie Belohuna: Bellethyne – czyli Święto Wiosny Beltaine (o którym pisałem kiedyś tu i tu); jak również Lammas – inna nazwa letniego święta Lughnasadh. Poza tym rzucił mi się gdzieś w oczy wstęp do jednego czy dwóch rozdziałów, będący cytatem z jakiejś celtyckiej pieśni.
Jak pisałem: całość dobra, miejscami świetna i można przeczytać, choćby dla klimatu. Ale poprzednie części zdecydowanie lepsze.

A tutaj celtycka wariacja inspirowana naszym białowłosym bohaterem 🙂

* * *

Pozostańmy jeszcze w kręgach celtyckich; czas teraz zająć się nową wersją mitu arturiańskiego, wymyślonego właśnie przez moich braci.

Na sam początek, mała uwaga: Upadek Króla Artura z pewnością nie jest książką dla wszystkich. Nie spodoba się tym, którzy oczekują czegoś podobnego do Władcy, czy innych wspaniałych dzieł Mistrza. Nie ma tu nic w tym stylu. Tę pozycję czyta się bardziej jak rozprawę naukową, aniżeli powieść sensus stricte. Podzielona jest na kilka części, z czego pierwszą zajmuje opowiadanie tytułowe, obejmujące jakieś 80 stron z ponad 200-stronicowej całości. Jest ono napisane wierszem w stylu staroangielskim. Cztery duże canto i krótsza piąta, każda dzieląca się na kilka strof. Godzien uwagi jest sposób, w jaki uporały się z tym Panie Tłumaczki: na jednej stronie strofy wiersza w oryginale, a obok na drugiej, te same strofy w przekładzie polskim. Zgadzam się ze wszystkimi recenzentami, że to świetne rozwiązanie, gdyż czytelnik może sobie od razu porównać obie wersje. I czapki z głów w stronę tych zacnych Pań, albowiem na ich miejscu chyba nie dałbym rady tego przetłumaczyć, zwłaszcza co niektórych fragmentów…

Zetknąłem się w różnych źródłach z paroma wersjami legendy o królu Arturze i w każdej kładziono nacisk na coś zupełnie innego – na zakazaną miłość Lancelota i Ginewry; na marzenie Króla o pokoju i sprawiedliwości, których ucieleśnieniem miało być Camelot; na poszukiwania Świętego Graala; czy wreszcie na postać Merlina. Nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać, w jak różnorodny sposób można przedstawić tę samą legendę, którą się słyszało i czytało niejeden raz.

Upadek Króla Artura rozpoczyna się w czasach kiedy nasz bohater, zaprowadziwszy w Brytanii porządek, wyrusza wraz ze swymi wojami na Wschód, na podbój dzikich krajów. Z notatek w dalszych rozdziałach dowiadujemy się, że rozsierdził rzymskiego cesarza Lucjusza Hiberiusza. Ten nalegał, aby Artur stawił się w Rzymie i zapłacił należną daninę; miał mu także oddać cześć jako zwierzchnikowi: Brytania była przecież wtedy częścią Imperium. Celtycki władca zuchwale odpowiedział, że przybędzie do Rzymu, ale to cesarz zapłaci daninę. Lucjusz się wściekł i zebrał przeciw Camelotowi armię ze Wschodu, liczącą ponad 400 tysięcy wojowników. Król wyruszył jej naprzeciw, ale w jego królestwie zaczęło się źle dziać. Jego będący regentem siostrzeniec Mordred porwał Ginewrę i wzniecił bunt. Dalej jest opowiedziane, jak Lancelot czuwa w swej wieży na francuskim wybrzeżu. Był to niegdyś najwierniejszy rycerz Okrągłego Stołu, lecz przez kłamstwa i bratobójstwo na dworze, został wygnany wraz z krewnymi. Artur przerywa wyprawę i w te pędy wraca do domu. Koniec końców następuje bitwa, jakiej świat nie widział, i finito.
Nie ma tu magii, Świętego Graala, romansu. Tolkienowski Artur jest do bólu człowiekiem, z krwi i kości, i ponosi wszystkie tego konsekwencje. Wydaje mi się bardziej ludzkim niż w jakiejkolwiek innej wersji. Nie ma tu Merlina; wódz musi polegać wyłącznie na własnej sile i inteligencji oraz na wsparciu tych, którzy pozostają mu wierni w najcięższych chwilach. Wszystko opiera się na paradoksalnie przeciwstawnych, ale czysto ludzkich uczuciach: zwątpieniu, zdradzie, żądzy, odwadze, prawości, wierności i honorze.

Pozostałe części to już proza gdzieniegdzie przetykana wierszem; wszystko ma charakter jak najbardziej naukowy, z pogranicza historii, językoznawstwa i literaturoznawstwa.
Jest część poświęcona związkom mitu arturiańskiego z Silmarillionem (zwłaszcza jeśli chodzi o postać Earendila Żeglarza oraz zależności między Wyspą Elfów Avallone, a krainą Avalon, o której już mówiłem powyżej).
W innej części Christopher drobiazgowo prześledził pracę swego ojca nad tym niedokończonym poematem, ukazując różnorodne jego wersje aż do ostatecznego kształtu, jaki udało mu się zredagować. Wskazane są źródła z jakich ojciec i syn korzystali, próbując to wszystko uporządkować. Wreszcie całość zamyka rozdział opisujący zastosowany w tym dziele wiersz aliteracyjny i staroangielskie metrum.

Reasumując: Upadek Króla Artura to dzieło przeznaczone głównie dla tych, co mają dusze szperaczy i chcą wiedzieć więcej. Dla osób cierpliwych i wytrwałych. Dla ciągle pytających: co, kto, jak, gdzie i dlaczego?

* * *

Skoro już jesteśmy przy Tolkienie, powiem na koniec, że jestem już całkowicie przekonany do piosenki z drugiego Hobbita, która to nutka jeszcze przed miesiącem wydawała mi się zaledwie ładna. Cudny jest również kawałek podrzucony niedawno przez Torlina – ciary od stóp do głów w obu przypadkach 😉

Advertisements

Posted on 23 lutego 2014, in Ceilteach, Życie Celta.... Bookmark the permalink. 15 komentarzy.

  1. JanToni341blogspot.com

    Dziękuję, miło wspomnieć
    również dawne lektury.

  2. I co ja mam Celcie napisać. Moim podstawowym zarzutem jest brak magii (ale nie chodzi mi o magię czarodziejek, tylko magię książki). Od tamtych tomów nie można było się oderwać, człowiek widział wszystko oczami wyobraźni. Tu mnie nic nie obchodziło. Przykro mi.

  3. Dla mnie nowy Wiedźmin był niestety nudny… Taki kotlet odgrzewany, ni przypiął, ni przyłatał. Tamte książki to i sens miały i urok jakiś. Tutaj ledwo przebrnęłam… W dodatku akurat czytałam go pomiędzy lekturami dwóch naprawdę świetnych książek fantasy, także tym bardziej blado wypadł w tym zestawieniu. Nie wiem po co mistrzu wydawał coś takiego :/

  4. szczur z loch ness

    Z niejakim wstydem przyznam, że nie czytałem 😦

  5. A taki dzwonek to idzie gdzie dostać?:)
    Kłaniam nisko:)

  6. Zgadzam się z Twoją opinią „Sezonu burz”. Wprawdzie minęłam dopiero półmetek i apetyt miałam straszliwy, to absolutnie nie czuję żaru. Ta część jest jak odgrzewany obiad, niby dobry, ale to nie to… Dotknęła mnie powierzchowność z jaką Wiedźmin traktuje kolejne związki. Podobnie jak Ty, nie wierzę w ciągłą tęsknotę za Yennefer. Wiadomo, że Geralt jest mutantem, ale wielość przygód łóżkowych czyni go maszyną nie tylko do zabijania…
    Inna sprawa, że książka kusi, aby pobawić się jeszcze tą konwencją. :))
    Druga przedstawiona recenzja zachęciła mnie do sięgnięcia do tej lektury.

    • Jest mutantem, ale przecież nie tak całkiem… Mnie niezbyt spodobał się sposób, w jaki Geralt potraktował Mozaik.

      A co do „Upadku…”, cieszę się, że Cię zachęciłem, bo to naprawdę ciekawy materiał. Chociaż mnie wydaję się trudniejszy od innych Jego dzieł. Miłego czytania tak czy inaczej 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: