O czystce bardów, ogrodzeniu i tradycji muzycznej…

an Luan, an 27ú lá d’Eanáir 2014

Chciałbym się dzisiaj podzielić z Wami pewnym epizodem, o którego rocznicy dowiedziałem się dopiero niedawno, dzięki Europejskiemu Stowarzyszeniu Dziedzictwa Celtyckiego

* * *

28 stycznia 1603 roku, niecałe dwa miesiące przed śmiercią, panująca od połowy XVI wieku angielska „Królowa-Dziewica” Elżbieta I Tudor wydała specjalne oświadczenie, skierowane do niejakiego Lorda Barrymore’a, namiestnika irlandzkiej prowincji Munsteru. Dokument nakazywał rzeczonemu Lordowi wprowadzenie stanu wojennego oraz egzekucję wszystkich bardów, harfistów i tym podobnych, jak też spalenie ich instrumentów. Władczyni miała jakoby stwierdzić, że dopóki Irlandczycy będą mieć muzykę w uszach i sercach, dopóty w ich duszach żywe będzie pragnienie walki.

Z tamtych czasów pochodzi pewien ciekawy wiersz, który zamieszczam poniżej w oryginale:

“When England would a land enthrall,
She doomed the Muses’ Sons to fall,
Lest Virtue’s hand should string the lyre,
And feed with song the patriot’s fire.”

Chodzi w nim o to, że ilekroć Anglicy zniewalają jakiś kraj, najpierw wydają wyrok śmierci na „Synów Muz”. Z czasem jednak czyjaś prawa ręka znów trąca struny harfy i pieśnią roznieca ogień na stosie patriotyzmu 🙂

*

Gwoli prawdy muszę powiedzieć, że Jej Wysokość była straszną hipokrytką. Sama bowiem uwielbiała irlandzkie tańce i muzykę i zaraziła tą pasją swoich dworzan. Jej rządy były chyba najbardziej roztańczoną epoką w wyspiarskiej historii! Zwłaszcza, że to wówczas właśnie powstało najwięcej układów tanecznych i różnorodnych odmian tychże. Widok eleganckich lordów oraz dystyngowanych dam pląsających w rytm skocznego jiga nie był niczym niezwykłym…

Anglia zwyczajnie pozbawiła Irlandczyków ich odwiecznych, tradycyjnych melodii. De facto pozbawiła ten naród jego duszy…

* * *

Władcy Éire od zawsze posiadali osobistych harfistów. Ludzie ci cieszyli się na dworze sporym poważaniem, często pełniąc rolę królewskich doradców. Na wojnę nigdy nie wyruszano bez konsultacji z pieśniarzami. Szli oni zawsze na czele armii, w jednej ręce dzierżąc harfę, a w drugiej miecz. Większość harfistów wiodła jednak życie tułaczy, niosąc swoją muzykę od dworu do dworu.

We wstępie do swojego wykładu na temat irlandzkiej muzyki i instrumentów muzycznych, profesor Eugene O’Curry (XIX-wieczny filolog i antykwariusz) pisał:

„W żadnym narodzie europejskim symbolika harfy nie sięga tak daleko w mroczne wieki historii, jak na Erinn. Nasza tradycja w tym względzie (w porównaniu na przykład z Grekami) jest o tyle wyraźna, że podaje konkretne miejsce i czas, nazwę i okoliczności. Nie przypomina ona bezkształtnego mitu o Orfeuszu i Eurydyce; jest bowiem o wiele mocniej zakorzeniona w prawdziwym życiu i danym okresie historycznym.
Wpływ muzyki na cywilizację, obecność samych muzyków i ich instrumentów, szacunek, jakim się cieszyli – wszystko to widoczne jest praktycznie u samych korzeni naszej kultury. Tak daleko w przeszłości, jak tylko potrafią nas cofnąć współczesne metody badawcze.
Tego rodzaju wrażliwość na melodię i dźwięki świadczy o tym, iż cały lud odznaczał się wysoce rozwiniętym zmysłem muzycznym; rozwiniętym może nawet bardziej niż w jakimkolwiek innym narodzie. Coś takiego jest z kolei oznaką wyrafinowanego gustu. Nie ulega wątpliwości, że nasi przodkowie byli bardzo niepospolici” [Tłumaczenie moje].

* * *

Pozwólcie Kochani, że zatrzymamy się na chwilę nad pewnym terminem, który pojawia się tutaj w oryginale, ale którego nie ma w polskiej Wikipedii…

Chodzi o The Pale. Od XIV/XV wieku nazywano tak obszar na wschodnim wybrzeżu Zielonej Wyspy (tutaj zaznaczony na czerwono), obejmujący Dublin wraz z przyległościami i będący pod osobistą kontrolą króla Anglii. Można śmiało powiedzieć, że był to jego prywatny plac zabaw. Zdaję się to potwierdzać nawet nazwa, wzięta od łacińskiego słowa palus, które w tym kontekście oznacza: „ogrodzenie”. I faktycznie: ówcześni kolonialiści angielscy robili, co mogli, aby odgrodzić się od irlandzkich wodzów.  

Obowiązywały tam ponadto zakaz małżeństw między obydwoma nacjami (którym niezbyt się przejmowano, szczerze mówiąc); oraz specjalna odmiana języka, inna od tego używanego w reszcie Irlandii – zlepek angielskiego, irlandzkiego i dialektu normańskiego.

Angielskie Pale rozciągało się od Dalkey do miasteczka garnizonowego Dundalk. Granica obejmowała historyczne miasta: Naas, Leixlip i Trim i z pominięciem hrabstwa Kildare biegła na północ w stronę Kells. Do dzisiaj można w tamtych stronach natknąć się na angielskie i francuskie nazwy miejscowe, a nawet pozostałości płotów granicznych…

Zauważyłem, że anglojęzyczna Wiki podaje sporo ciekawostek o niektórych wyżej wymienionych miastach. Sądzicie, że warto by zrobić z tego osobną notkę? 🙂

Przymiotnik „angielskie” dałem powyżej dlatego, iż termin ten nie ograniczał się wyłącznie do Wysp i ich kolonii (na przykład w Australii czy we Francji). Określano nim również żydowskie strefy osiedlenia na zachodzie Cesarstwa Rosyjskiego. Ale to dygresja…

* * *

Wracajmy do sedna naszej opowieści. Na scenę wydarzeń wkracza Art Mac Murrogh – jeden z najpotężniejszych (a zarazem najbardziej niepokornych) królów prowincji Leinster, zagorzały przeciwnik Anglików. Nazwisko wymawia się: „mak moroł”. 

Owy jegomość otrzymał w 1395 roku zaproszenie na bankiet zorganizowany przez szlachtę rządzącą The Pale. Nie wyczuwając podstępu, irlandzki monarcha zabrał ze sobą tylko jednego sługę i swego osobistego harfistę. Kiedy wszyscy dotarli na miejsce, bard usiadł przy oknie i po uczcie zaczął grać radosne, świąteczne rytmy ku uciesze zgromadzonych.

Potem jednak nagle zmienił repertuar: salę wypełniły ponure dźwięki “Rosg Catha”, czyli pieśni wojennych; na jego głowę posypały się gromy. Dzielny harfista wszakże nie zląkł się i zagrał tę samą melodię raz jeszcze.

Kiedy Art Mac Murrogh wstał od stołu, aby zaprotestować nieco dobitniej, zauważył, że cały dom otoczony był przez uzbrojonych po zęby żołnierzy. Harfista próbował go ostrzec tą pieśnią! Szybko dobywszy miecza, wściekły Irlandczyk utorował sobie drogę na zewnątrz. Wskoczył na konia i pozostawił angielskie wojsko daleko w tyle…

Reklamy

Posted on 27 stycznia 2014, in Éire, Englaland. Bookmark the permalink. 20 Komentarzy.

  1. szczur z loch ness

    Bardzo ciekawy tekst ale mam pytanie. Jakie słowo kryje się za określeniem: bezkształtny użytym przez Ciebie w kontekście Orfeusza i Eurydyki?
    Pozdrawiam z Krainy Loch Ness

    • Tak to słowo brzmiało w oryginale. Profesorowi chodziło tu o to, że ten mit nie ma oparcia w rzeczywistości – tam Orfeusz grał na lirze Hadesowi, który był tylko wytworem ludzkiej wyobraźni. W micie nie jest podane ani czas ani miejsce. Nie ma w nim nic z tego, o czym w tym fragmencie mówił profesor O’Curry.

  2. Czasami jak słucham tego, co Szczur na swojem serwuje blogu, to myślę, że by mi się ta Elżunia dziś przydała…:)
    Kłaniam nisko:)

  3. Po prawdzie, to mi tu brakuje jakiej nuty z Zielonej Wyspy, a niechby i nawet się Wachmistrzowi nie podobała, bo jemu się niewiele podoba – może jakie romantyczne miałkania, bo porządnego męskiego grania to on chyba też nie lubi?

    • Po prawdzie to powyższy tekst w oryginale zawierał i spokojną nutę i zdjęcie pomnika upamiętniającego jednego z bardów nawet. Ale po sprawdzeniu okazało się, że tak zdjęcie, jak i muzyka pochodziły z okresu o sto lat późniejszego niż wydarzenia tu opisane, więc postanowiłem ich nie dodawać.

      Ale spokojnie 🙂 Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w następnej notce będziesz miał zielonego grania pod dostatkiem 😉

  4. Co do bardów, to w jednej gierce, co w nią Kneziowie grywali występowała taka postać – bard – z nazwy chudzina i z postury też, ale w obu rękach dwa nagie miecze. Po kilku miesiącach grania tą postacią , zyskała takiego eksperiensa, że przechodziła przez plansze z potworami niczym anioł zagłady! 😀
    Zastanawialiśmy się skąd taki pomysł twórców gry i okazuje się, że to motyw harfiarzy celtyckich?
    A ciekawe co z tym królewskim harfiarzem?

    • To ciekawe, co piszesz o gierce. A o losach tego harfiarza sam też myślałem…aż z ciekawości poszperam, może uda się czegoś dowiedzieć 🙂

      A piosenka: dwie legendy, jedna bardziej tradycyjna, druga bardziej progresywna – genialne połączenie 😀

  5. Części polskich pieśniarzy współczesnych też bym posłał na szafot wirtualny.

  6. Słuchaj nie mam za wiele czasu bo chłopaki rozrabiają w tle, ale powiem Ci że tak ciekawej notki dawno nie czytałam tutaj, bardzo mnie to poruszyło. Dziękuję :))

  7. A ja jestem rozczarowana, że o tak ciekawej i wpływowej królowej, piszesz tak lakonicznie, pomijając szereg zasług, inteligencję i całą sagę rodzinną Tudorów. 🙂

    • To dlatego, że w tej notce chodziło o bardów i muzykę bardziej niż o Królową Elżbietę 🙂

      Ale już teraz mogę Ci zapowiedzieć, że w styczniu przyszłego roku będzie notka o początku epoki elżbietańskiej. Proszę o cierpliwość 🙂

  8. Dobry wieczór, Celcie:)
    Zaglądam do Ciebie, podczytuję i lubię…:)

    Pozdrawiam serdecznie!

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: