Z cyklu: Myśli Celtowe…

an Déardaoin, an 14ú lá de mhí na Samhna 2013

Dawno nie było na Polance postu z tego cyklu, a Celtowi krążą ostatnio pod kopułą pewne myśli drobne, które należałoby gdzieś umieścić.

* * *

Okazało się, że internetowa strona kanału Discovery posiada specjalną podstronę, poświęconą w całości moim ukochanym zwierzętom – niedźwiedziom wszelkiej maści i gatunku. Uwielbiam je gdzieś tak od 3-4 roku życia, kiedy to ujrzałem w telewizji misia polarnego na krze lodowej.

Wśród wielu innych ciekawostek, znalazłem na owej podstronie quiz: „Osobowość jakiego niedźwiedzia posiadasz?” Rzecz prosta jak konstrukcja cepa, odpowiedź na kilka pytań typu: w jakim rejonie Ameryki Północnej chciałbyś mieszkać? Lub: na imprezie jesteś duszą towarzystwa czy raczej podpierasz ściany? Starałem się odpowiedzieć jak zawsze zgodnie z prawdą, a jednocześnie nie być wobec siebie nazbyt krytycznym. Zatem jeśli już Ameryka Północna, to kanadyjskie lasy (gdyż cenię sobie spokój i bliskość przyrody), z kolei na imprezie jestem duszą towarzystwa (ludzie przeważnie dobrze się przy mnie czują). Po paru kolejnych pytaniach rezultat quizu był następujący…

Jesteś baribalem! Wolny duch, spontaniczny i często nieprzewidywalny. W grupie rówieśniczej z łatwością wchodzisz w rolę czarującego i mądrego przywódcy, ludzie zaś przeważnie nie kwestionują Twoich słów. Smutny, szczęśliwy czy zaniepokojony – od razu widać jak się czujesz. Niczego nie dusisz w sobie. Jesteś takim Robertem Downeyem Juniorem w skórze niedźwiedzia” [tłumaczenie moje].

Kto by pomyślał… Owego aktora znam jedynie z ról Iron Mana i Sherlocka Holmesa, więc o tym fragmencie się nie wypowiem. Nie odniosę się również do tego „czarującego i mądrego” fragmentu 😉

„Wolny duch” – zdecydowanie, jak na Celta przystało. „Spontaniczny i często nieprzewidywalny” – spontaniczny czasami, ale nieprzewidywalny? Nie wiem, nie wiem. Słyszałem z jednej strony opinie, że jestem dosyć tajemniczy, a z drugiej, że można czytać we mnie jak w otwartej księdze. Być może, ale i tak nie wiecie o mnie wszystkiego. Co do „duszenia” czegoś w sobie, prawda leży gdzieś pośrodku. Z jednej strony niezbyt dobrze potrafię ukrywać emocje, z drugiej zaś są takie chwile, że muszę je ukrywać, bo tak jest dla wszystkich najlepiej…

* * *

Papież Franciszek nie przestaje zaskakiwać 🙂 Gruchnęła wieść, że po raz pierwszy w historii BYĆ MOŻE ogłosi kobietę kardynałem! Słyszałem gdzieś, że miałby taką możliwość, bowiem kardynał to funkcja, a nie stopień święceń kapłańskich.  Dziennikarze jak zawsze szybko podchwycili temat i rozpoczęły się spekulacje.

Wyszło na jaw między innymi, że owa emocjonująca kwestia omawiana była już za pontyfikatu Jana Pawła II. Nasz Rodak chciał mianować kardynałem Matkę Teresę z Kalkuty; ta jednak odmówiła, twierdząc, że się do tego nie nadaje.

Na liście nazwisk potencjalnych „kardynałek” znajduje się Mary McAleese, była Prezydent Irlandii, która w młodości studiowała prawo kanoniczne. Bardzo jestem ciekaw, co też z tego wszystkiego wyjdzie…

* * *

Od niedawna dwie rzeczy odkrywam na nowo. Magię nocy oraz Różaniec.

*

O tym, jak bardzo lubię tę cichą, spokojną część doby, pisałem już tutaj nieraz. Nikomu się nigdzie nie spieszy, tak jak w dzień; za dnia wszyscy zajęci swoimi sprawami, nikt nie ma czasu siąść i odpocząć. Nie jestem nawet pewien, czy jeszcze pamiętają, jak się odpoczywa. Kiedy robi się ciemno, nie ma rady – trzeba zacząć myśleć o łóżku. Kładziemy się o różnych porach, jednakże wszyscy robimy to zgodnie. Kocham tę porę kiedy gaszę światło, a zapalona lampka budzi do życia najróżniejsze cienie na ścianach, łóżku i biurku.

Rodzice gaszą światło, Busia też, gaszę światło ja – i wszystko nagle staje się jednością. Nie widać już co jest gdzie, gdzie kończy się pokój a zaczyna przedpokój. Biurko, ściany, łóżko, wszystko zlewa się w jedno. Tylko dwa małe czerwone światełka wskazują, gdzie jest telewizor i włącznik światła. Niby mózg dobrze o tym wszystkim wie, ale gdzieś tam w głębi zawsze odczuwam zadziwienie, jak bardzo mój mały świat zmienia się wobec braku światła.  Braku światła i dźwięku, braku ruchu. Wszystko spowija cudowna, niczym nie zmącona cisza: telefon nie dzwoni, nikt się nie dobija do drzwi, nie słychać nieustannego tupotu nóg. Każdy człowiek musi się kiedyś wyspać. Cały dom okrywa ciemność, cisza i sen. Bywa rzecz jasna, że sąsiedzi piętro wyżej urządzą balangę, albo osiedlowe „elementy” spotkają się pod klatką i ryczą, śmieją się głośno popijając wysokoprocentowy trunek. Ale to na szczęście rzadko. Na kilka godzin zazwyczaj wszystko staje się jednością.

I ja się w tej jedności zanurzam, jak w basenie pełnym wody, w którym mógłbym siedzieć godzinami. A Cisza przemawia do mnie, przychodzi niby najpiękniejsza kochanka i okrywa mnie swoją ciepłą, drżącą dłonią. Pomaga zebrać myśli i uczucia. Całą noc wiernie czuwa nad moim snem. Zupełnie jak w tej piosence, jednej z moich ulubionych.

Ale nie zawsze wygląda to właśnie tak. Dużo zależy od tego, w jakim stanie ducha się kładę. Jeżeli zasypiam smutny, zmartwiony, Cisza i ciemność wokół mnie odzwierciedlają to.

*

Pamiętam jak dostałem swój pierwszy w życiu różaniec, tuż po Pierwszej Komunii Świętej. Czarne, błyszczące paciorki, ze srebrnym krzyżem na końcu. Do dzisiaj mam tę pamiątkę gdzieś w szafie.

Październik jest w Kościele miesiącem Różańca. Stąd od zeszłego miesiąca dużo rozmyślałem: o Różańcu i Jego Tajemnicach, o Maryi, ku czci której ustanowiono tę modlitwę, oraz o szczególnej mocy tego rodzaju modłów. Miewam w życiu takie okresy, kiedy bez konkretnego powodu odczuwam bliskość Boga i ulubionych Świętych wyjątkowo wyraźnie. Właśnie teraz trwa u mnie taki okres. Nie potrafię Wam powiedzieć kiedy się zaczął, po prostu jest.

Różaniec zacząłem odmawiać znowu, najpierw za duszę mojej zmarłej 10 sierpnia Cioci Stasi. I odmawiam Go stale, w paru moich wyjątkowo ważnych intencjach. Pięć Tajemnic w pięć dni, od poniedziałku do piątku, odmawianych szeptem na palcach, po Pacierzu. Będę tak czynić, dopóki owe intencje się nie spełnią. Odmawiając Różaniec, widzę, jak Najświętsza Panienka przygląda mi się w ciszy, cała otoczona światłem. Modlę się w ten sposób, gdyż bardzo potrzebuję Jej wstawiennictwa. Bez tego nie dokona się to, o czym marzę. Nie dokona się tak zwyczajnie, po ludzku. A dokonać się musi.

Niektórzy mogą się śmiać, ale musiałem ten akapit napisać.

* * *

Na koniec jeszcze jedna myśl, choć wcale nie najmniej ważna. Ową myśl doskonale ilustruje poniższy obrazek, znaleziony na Facebooku. Dosłownie roztapia serce (a że Celt miękkie serducho ma z natury, tedy roztopić je nie jest trudno). 

Człowiek - śpisz

Chociaż mam trzy siostry „z wyboru”, biologicznie jestem jedynakiem. I zdaję sobie sprawę, że kiedyś zostanę w życiu sam. Nie będzie miał się kto mną zaopiekować, a i ja nie chcę być dla nikogo ciężarem. Często nad tym wszystkim myślę, może nawet za często. Z tychże rozmyślań zrodziło się w duszy mej postanowienie. Jeżeli w przyszłości będę miał na to pieniądze i warunki (obu tych rzeczy obecnie kaducznie -jako mawia Wachmistrz- mi brak), kupię sobie psa. Od zawsze marzyłem o psie. Większość mojej Rodziny posiada czworonoga, niektórzy już któregoś z kolei. W wieku 16 lat dostałem dwa żółwie, którymi jednak nie nacieszyłem się zbyt długo – były chore i po ledwie kilku miesiącach odeszły, a ja bardzo ich śmierć przeżyłem.

Kiedyś na pewno kupię sobie psa. Jeżeli się uda, może nawet takiego specjalnie szkolonego do pomocy niepełnosprawnym. Tak czy owak, nie zostanę sam jak palec. Będę miał wiernego przyjaciela, który mnie pocieszy w smutku, zawsze wysłucha, nigdy nie zgani i nie będzie narzekał – w przeciwieństwie do co niektórych znanych mi ludzi. Może nawet będzie mi pomagał: przyniesie jedzenie, picie, telefon, ubranie, otworzy drzwi kiedy gdzieś pójdziemy… Na pewno sprawię sobie takiego przyjaciela. Nie zostanę na świecie CAŁKIEM sam jak palec.

Reklamy

Posted on 14 listopada 2013, in Religia, Smaointe, Życie Celta. Bookmark the permalink. 19 Komentarzy.

  1. Hej kochany!
    Właśnie takie notki lubię u Ciebie najbardziej – o Tobie, szczere i ciepłe. Może nigdy się nie spotkamy na żywo, ale dzięki takim notkom mogę Cię lepiej poznać. I bardzo się cieszę, że kiedyś przez przypadek trafiłam na Polankę i tu zostałam.
    Dlatego teraz piszę, ryzykując przypalenie naleśników 🙂
    Podaj linka do tego niedźwiedziego quizu, sprawdzę i ja.
    Lubię Roberta Downeya Juniora ^^ także na Twoim miejscu bym się ucieszyła z porównania.
    Nie ma nic śmiesznego w odmawianiu różańca, z boku patrząc taka niby głupota, a działa i naprawdę robi cuda… Ja niestety przez cały październik nie modliłam się nim ani razu, z lenistwa pewnie, czasem naprawdę nie mam do siebie siły. Bóg musi mieć do mnie mega cierpliwość.
    A co do nocy to samej nocy nie lubię, ale długie jesienno-zimowe wieczory owszem. Po całym dniu zapierniczu nie mogę się doczekać czasu, kiedy dzieciaki pójdą spać, a ja się mogę wziąć za książkę czy film przy jakimś dobrym jedzonku 😉
    I życzę Ci tego psa, takiego mądrego i wiernego. Miałbyś towarzystwo i pomoc. Ja niestety nigdy nie mogłam mieć psa, bo mam uczulenie 😦 A kota w tym momencie też nie mogę, bo z kolei Krzysiek ma alergię. Także lipa, zostaje nam chomik albo rybki 😛

    • Masz naleśniki dzisiaj? Widzę, że będziemy jeść to samo na obiad 🙂

      Bardzo, bardzo dziękuję Ci za to, że jesteś…że przybyłaś i zostałaś i że tak mnie wspierasz :* Dziękuję Ci też za ten komentarz – chyba jeden z najdłuższych i najbardziej szczegółowych, jakie dostałem ^^

      Co do quizu, jak odnajdę tę stronkę to Ci ją podrzucę. Tylko, że wszystko jest po angielsku, dasz radę? 🙂

      Co do Różańca, ja też nie mam do siebie siły. Ostatnio coraz częściej jej nie mam… Ale gdyby Pan nie miał do nas „mega cierpliwości”, pewnie nie byłby Bogiem 😛

      Przykro mi, że nie możesz mieć psa ani kota…. Ale może rzeczywiście warto pomyśleć o tym chomiku albo rybkach? Albo może nawet o żółwiu? 🙂

      • No więc jestem GRIZZLY 😀

        „You’re normally solitary, some may even consider you to be a loner, but that’s because you don’t care for big social groups (or what other people think of you, for that matter). You surround yourself with those you love, generally family members, and you have your priorities straight. Your answer to “What’s most important in life?” is undoubtedly: family, survival and food. Yes, in that order.

        Fun Fact: Grizzlies are defensive by nature and very territorial. Most of their attacks on humans are a result of us invading their space. Habitat preference: western Canada and northwestern U.S. ”

        Jak na mój gust to się zgadza 🙂 A w dodatku jakoś czułam zanim siadłam do quizu, że taki będzie wynik… Za dużo dzikozachodnich książek połkniętych w dzieciństwie i tkwiących w głowie do dziś 😉

  2. szczur z loch ness

    Toż zwariować z Tobą można Celcie , a nawet należy, bo ile razy mam w kółko i na okrągło powtarzać jedynie słuszną zasadę, w którą nikt nie wierzy, właśnie dlatego, że jest jedynie słuszna. Otóż, chciej a stanie się, naucza Magia Chaosu i to się zawsze sprawdza! Każda rzecz ma swój czas, napisano w Psalmie 13-tym, więc spokojnie. Za wiele osób wysyła Ci pozytywne myślenia aby to wszystko nie zadziałało 🙂 Magia Chaosu rządzi, więc mocno chciej.
    Serdeczności z Krainy Loch Ness 🙂

    • Toż ja właśnie na wszelkie możliwe sposoby staram się tę Magię uskutecznić, nie widać tego? 🙂

      Już nie wiem jak się starać, co robić, jak zaklinać rzeczywistość, żeby się udało… Mam tylko nadzieję, że to wszystko odniesie pożądany skutek…

  3. No to poruszyłeś kilka spraw:
    1. Ja nigdy nie wiem przy kładzeniu się spać, co to jest gaszenie światła, ciemność, jakieś lampki. Jestem skowronkiem, a nie sową, w związku z tym śpię już idąc do łóżka. Prawie nigdy nie pamiętam chwili położenia się.
    2. Różaniec – wolę się nie wypowiadać, bo nie chcę zadrażnień. Spoglądam tylko ciekawie na takie osoby jak Ty, bez żadnej złośliwości, raczej z zaciekawieniem i zdziwieniem.
    3. Pies i kot to są wspaniałe stworzenia, zawsze miałem jakieś zwierzaki w domu. Nie odpowiadają mi króliki,szczury, węże, rybki i inne żółwie. Tylko te dwa gatunki dają prawdziwą radość (no może jeszcze niedźwiedź grizzly w Górach Skalistych, jak Cię przytuli do futerka. 😉

    • 1. Osobiście nigdy nie zastanawiałem się, czy jestem sową czy skowronkiem. Po prostu lubię się dobrze wyspać 😉

      2. Ja również nie chcę konfliktów, ale o niektórych rzeczach pisać muszę. Przyznam Ci się, że z podobną ciekawością postrzegam ateistów czy agnostyków. Kiedyś miałem nawet okazję rozmawiać z dziewczyną, która uważała się za ateistkę, twierdziła, że się „pogubiła” w relacjach z Bogiem. Ciekawe doświadczenie.

      3. Toleruję większość zwierząt, włącznie z ptakami, za którymi jednakowoż niezbyt przepadam. Nie mam nic przeciwko rybkom czy królikom. Ale już wąż, pająk czy inne tego typu stworzenia budzą we mnie niepokój. I takich właśnie za nic nie wziąłbym do domu.
      A ten misiu grizzly brzmi uroczo, tylko trzeba pamiętać, że takie przytulenie do futerka może być ostatnią rzeczą, jaką poczujesz w życiu 😉

      • Nie chcąc rozwijać dyskusji na ten temat, mnie się ciągle wydaje, że Ty nie rozumiesz podstaw ateizmu. Dla takiego człowieka Bóg nigdy nie istniał i nie istnieje, został wymyślony przez człowieka. Więc kobieta pogubiwszy relacje z Bogiem nie może być ex definitione ateistką.

        • Tyle razy sobie powtarzam, aby nie pisać w Twoim blogu na temat religii, a to, że jestem Skorpionem, wychodzi ze mnie wszystkimi porami. 😀

          • Torlinie, być może nie rozumiem. Ale to tylko dlatego, że dorastałem w środowisku, w którym żadnego prawdziwego ateisty nie było. Nie przypominam sobie, abym przed Tobą spotkał kogoś takiego. Wybacz, jeśli moje zrozumienie tej sprawy jakoś Cię razi…
            Chętnie nauczę się czegoś nowego, jeśli będziesz chciał jeszcze o tym pogadać 🙂

  4. Bardzo piękny tekst napisałeś Celcie!.
    Ja też lubię noc, a jeszcze bardziej jej zakończenie. Tą ostatnią godzinę nocy gdy pomalutku zaczyna wstawać dzień i zaczynają być widoczne kontury mebli w mieszkaniu, zarysy kwiatków na parapecie, gdy cienie z ulicy stają się mniej ostre… i zaczyna się wyłaniać na niebie czerwień słońca.
    A psa powinieneś mieć koniecznie. Pies jest wielkim przyjacielem. Tylko nie możesz zapomnieć o tym, że psy żyją krócej niż ludzie. I że jak się z psem zżyjesz, to potem taka rozłąka jest okropnie bolesna.
    Nie wiem czy czytałeś mój tekst „Jej portret” na moim blogu? Był właśnie o mojej psince.
    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam Celcie!
    I jeszcze jedno – pamiętaj że nie jesteś sam. Masz wielu przyjaciół. Nawet jedna babcia też zalicza się do nich.:-))

    • Dopiero teraz zauważyłem Cię w spamie, coś takiego!

      Dziękuję za te ciepłe słowa 🙂 Twojego tekstu nie czytałem, ale nadrobię zaległości. I owszem, wiem jak bardzo rozłąka boli i jak szybko można się z pupilem zżyć. Tak jak wspomniałem, miałem już 2 żółwie…

      Dzięki za Twoją przyjaźń, Babciu 😉 Zazwyczaj o tym pamiętam, ale są takie chwile kiedy bardzo mi źle na duszy…

  5. Dopóki jesteś w myślach czyichś, sam nie jesteś. A zawsze będziesz. 🙂

    Niedźwiedzie uwielbiam oglądać. Szczególnie małe i puszyste. Od dziecka, niezmiennie mam ochotę się w takiego wtulić. 🙂

    Noc kryje swoje tajemnice, których za dnia nie da się rozpoznać…

  6. Aktualnie mam fazę na żółwie, zwłaszcza morskie, te olbrzymie. A z misiami kojarzy mi się pozytywnie „Droga niedźwiedzia” w fińskim Parku Narodowym Oulanka.

    Mnie też Franciszek nie przestaje zaskakiwać, szkoda, że nie jest młodszy, że nie ma za dużo czasu, ale skoro kierunek został tak mocno podkreślony, to może będzie lepiej i może nawet kiedyś dobrze?

    Na Różaniec ostatni raz chodziłam w podstawówce, wspominam bardzo ciepło, kojarzy mi się z najpiękniejszymi zapachami i nastrojami jesieni, z jakimś takim dziwnym deszczowym powietrzem. Teraz już bym nie poszła, chyba, że dla wspomnienia. I już nie rozumiem, dlaczego chodziłam. A może jednak rozumiem.

    Samotności boją się wszyscy, nie tylko niepełnosprawni, to taka cecha rodzaju ludzkiego. Miałam papuga i kiedy odszedł nie było dobrze, czasem nadal nie jest, choć coraz mniej. Psami czasem się zajmuję, znajomych, lubię je, ale posiadanie własnego? ZA NIC. NEVER. Nie dla mnie „skorpioniastej”. Czy ktoś może prowadził jakieś badania, statystyki, ankiety w temacie: jak osoby spod znaku Skorpiona zajmują się swoimi psami (czy w ogóle jakieś Skorpiony mają psy?) 😉

    Może jednak coś w kwestii samotności wymyślisz, może zostanie Ci „coś” dane. Masz jeszcze masę całą czasu do zaistnienie problemu. Czytałam gdzieś, że ludzie najbardziej przejmują się problemami, które nie istnieją.

    • Tak z Mamą mówiliśmy rok temu, że Franciszek może spokojnie porządzić jakieś 10 lat przynajmniej. Trochę czasu ma, a że jest dynamiczny i otwarty, może nas jeszcze nieraz zaskoczy 😉

      Szczerze mówiąc nie wiem czy jakieś Skorpiony mają psy…hmmm.

      Mam nadzieję, że jakoś to wszystko się uda, słuchaj. I tak, najgorzej jak człowiek sam sobie robi problemy…albo jak ktoś inny robi je za niego.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: