„Człowiek średniowiecza”. Część I.

an Aoine, an 8ú lá de mhí na Samhna 2013

Telewizja może czasami zaskoczyć i to całkiem przyjemnie. Tak właśnie postąpiła ze mną 22 sierpnia wieczorem, emitując na kanale Planette+ dwuczęściowy dokument o takim samym tytule, jak niniejsza notka.

Program ów został zrealizowany przez profesora Roberta Bartletta (brytyjskiego mediewistę ze szkockiego Uniwersytetu Św. Andrzeja) w oparciu o książkę własnego autorstwa: Inside The Medieval Mind.

Naukowiec opowiada w nim o mentalności, życiu codziennym i hierarchii społecznej panujących w Europie wieków średnich, dodając wiele informacji o Wyspach. Wędruje przy tym po angielskich łąkach i lasach, do różnych bibliotek, klasztorów oraz zamkowych ruin. Nadzwyczaj ciekawa sprawa.

Chciałbym się teraz podzielić z Wami kilkoma ciekawostkami, które utknęły mi w pamięci.

* * *

Myślę, że nawet ci, którzy w szkole wybitnie za historią nie przepadali, mają utrwalony w głowie wzorzec tego, jak mniej więcej średniowiecze wyglądało. Panowie i władcy, suzereni i wasale, służba i chłopi. 

Przy czym tutaj małe, przyjemne zaskoczenie. „Wasale” to określenie celtyckie – od słowa gwas czyli „sługa”, przeszło do łacińskiego vassus

„Pogłówne” i kościelna dziesięcina albo świętopietrze. Przyznam, że ta ostatnia nazwa nawet mi się podoba ;), chociaż niekoniecznie to, co się pod nią kryje.

*

Król miał całe państwo na własność, godności i ziemię nadawał lub odbierał wedle uznania. Dworskie intrygi, walki o władzę, ciągłe zmiany na mapie, kara śmierci za najdrobniejsze przewinienia dla zwykłych zjadaczy chleba.

Każdy z czterech ówczesnych stanów dbał przede wszystkim o „swoich”, nawet jeżeli jego przedstawiciele znajdowali się akurat po przeciwnych stronach barykady. W czasach kiedy konflikty i wojny były na porządku dziennym, tego typu sytuacje nie były rzadkością.

Feudalizm uważano za coś naturalnego i zgodnego z wolą Bożą. Panowie byli namaszczani, aby rządzić, chłopi zaś mieli pozostać zniewoleni i bez żadnych praw.

Jeżeli jakiś kmieć opuścił ziemię swego pana bez zezwolenia, polowano nań jak na dziką zwierzynę. Z kolei każda ceremonia koronacyjna, od 1000 lat dokonywana w Opactwie Westminsterskim, miała na celu przemienienie zwykłego śmiertelnika w reprezentanta Wszechmogącego tutaj na ziemi. Tak bowiem postrzegano władcę w tamtych czasach.

* * *

Od X do XV wieku, życie codzienne zdominowane było przez religię w stopniu, jakiego dzisiaj nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Całe rzesze zwykłych ludzi było święcie przekonanych, że żyją w czasach ostatecznych. Nikt nie był pewny, czy dożyje jutra.

Zło w średniowieczu nierzadko kryło się pod postacią zwierząt – psów (koniecznie czarnych i bezpańskich), kotów (chyba od zawsze kojarzonych z mocami tajemnymi), krukówwilków i żab… Z tego powodu zdarzało się, że za ludzkie fobie i nadgorliwość obrywały czasami zwierzęta Bogu ducha winne.

*

Zaświaty i świat doczesny istniały obok siebie. Dzięki wizjom i modlitwom, przekraczanie granicy w obie strony wcale nie stanowiło problemu.

Wśród ludzi krążyły najróżniejsze opowieści o tej tematyce. Jak choćby ta o trzech młodzieńcach, którzy w podróży przez las napotkali nagle zmarłych. Trzy trupy, w różnym stanie rozkładu, zwróciły się do podróżników: „My byliśmy, jacy Wy jesteście; Wy będziecie tacy, jacy my jesteśmy… Czymże są bogactwa i zaszczyty tego świata wobec wieczności?”

*

Kolejną ciekawostką jest tutaj widzenie, jakiego doświadczył w 1110 roku niejaki Wilhelm z Corbell.

Jegomość leżał obłożnie chory. Nagle zauważył, że jego łóżko otoczyła gromada diabłów, wesoło rozprawiających o tym, co z nim zrobią. Wilhelm wyczuwa jednak jeszcze kogoś w pomieszczeniu. Pojawia się przy nim Maryja, której imię wzywał zlękniony. Najświętsza Panienka obiecuje mężczyźnie ochronę Archaniołów Gabriela i Raphaela. Na dźwięk tych imion, wysłannicy Lucyfera opuszczają chorego…

*

Rok 1095. Na synodzie w Clermont we Francji, papież Urban II ogłasza w imię Pana wojnę przeciwko muzułmanom, w rękach których znajdowało się wówczas święto miasto Jerozolima. Rozpoczęło się tym samym trwające jakieś trzy wieki szaleństwo wypraw krzyżowych. Walkę z „niewiernymi” na Wschodzie uważano za obowiązek chwalebny i święty, zaś śmierć na polu bitwy gwarantowała odpuszczenie wszystkich grzechów.

Dla mieszkańców krain wschodnich, określenia: „krucjata” czy „krzyżowcy” miały zgoła odmienne znaczenie. Dość powiedzieć, że muzułmanie w dzisiejszym Iraku nazywają wojska amerykańskie „krzyżowcami” właśnie…

* * *

Profesor Bartlett przeplatał historyczne świadectwa takie jak powyżej krótszymi opowieściami. Na przykład o zarazie Czarnej Śmierci na Wyspach Brytyjskich i jej wpływie na stopniowy rozpad tamtejszej struktury feudalnej.

Po wstrząsie, jakim dla Europejczyków była ta epidemia, wprowadzono w Anglii prawo nakazujące ludziom podkreślać swoje pochodzenie. Wiadomo było jak musi nosić się szlachcic, jak rycerz a jak chłop. Jeżeli chłop nie wyglądał jak chłop, musiał się liczyć z konsekwencjami.

Była to rozpaczliwa próba utrzymania sypiącego się w gruzy statusu quo. Fali zmian jednakże nie można już było powstrzymać. W siłę zaczęła rosnąć nowa grupa społeczna, czyli kupcy.

*

Wspomniał o Św. Tomaszu Becketcie: arcybiskupie Canterbury, zamordowanym przez nadgorliwych rycerzy wskutek swojego konfliktu z Henrykiem II. 

*

Nawiązał do wydanego przez Edwarda I Długonogiego „Expulsion Act”, w myśl którego wszyscy Żydzi w Anglii mieli się przechrzcić, albo pod karą śmierci na zawsze opuścić królestwo. Większość naszych „starszych braci w wierze” wybrała wygnanie. Powrócili dopiero za rządów Oliviera Cromwella, jakieś 400 lat później.

*

Od paranoicznie nieufnego króla Jana Bez Ziemi (wyznawcy zasady: „Poddani nie muszą mnie kochać; wystarczy, aby się mnie bali”), przez pierwszy i jedyny w dziejach interdykt, który papież nałożył na królestwo, historyk doszedł do Magna Charta Libertatum. Zapoczątkowała ona stopniowy proces przechodzenia władzy z monarchy w ręce ludu.

Opowiedział ponadto o powstaniu angielskiego Parlamentu (od francuskiego słowa parley oznaczającego rokowania, które używane jest w angielszczyźnie do dziś), jak również o pierwszych w historii pertraktacjach między chłopem Watem Tylerem, a małoletnim królem Ryszardem II w 1381. Wszystko z tego akapitu, do czego nawiązał Bartlett, opisane jest w załączonym linku o Tylerze.

* * *

Brytyjski historyk w swoim dokumencie przytoczył także parę dłuższych historii. Te pozwolę sobie zostawić na raz następny… 

Ciąg dalszy nastąpi. 

Advertisements

Posted on 8 listopada 2013, in Breataine Moire, Historia, Religia and tagged , . Bookmark the permalink. 11 komentarzy.

  1. szczur z loch ness

    Moim skromnym zdaniem niewiele się zmieniło, przyjęto tylko trochę inne nazewnictwo na te wszystkie rzeczy 😦
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness

    • Powiem, że paradoksalnie masz rację i równocześnie jej nie masz. Owszem, nadal są biedni i bogaci, ale na przykład Kościół nie ma już dziś takiej władzy. W niektórych sprawach świat znacząco poszedł do przodu.

  2. Tia, jak czytam o tamtych czasach, to przestaję narzekać na obecne 🙂 Choć też nie jest łatwo, ale jakoś… mniej nawiedzenie.
    Za to widzenie Wiliama mi się podobało, wiedziałam kogo wybrać chłopcom za patronów 😉
    I też się cieszę, że Kościół dziś nie ma takiej władzy polityczniej, nie po to jest… Ale ludzie do wszystkiego dochodzą powoli 😛
    Btw znalazłam dziś śmieszny zespół w celtyckich klimatach, Celtic Thunder. Wygląda jak boysband dla nastolatek, ale brzmi całkiem nieźle.

    Pozdrawiam z mojej hobbickiej norki 😉

  3. Szkoda, że nie oglądałem. Ale może będą powtarzać.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: