Drugi listopada

an Domnach, an 3ú lá de mhí na Samhna 2013

Nadszedł listopad. Zgodnie z nazwą miesiąca, liście spadają z drzew coraz gęściej, przyjemnie chrzęszcząc pod stopami i kołami wózka. Myśli nieodparcie kierują kroki na cmentarze. Powietrze pełne jest zadumy i refleksji.

Osobiście bardzo lubię ten miesiąc, gdyż nadzwyczaj dużo się wtedy u mnie dzieje. Wszystkich Świętych i Zaduszki, moje urodziny, imieniny Taty, rocznica ślubu Rodziców, urodziny paru osób z Polanki i spoza niej. Dla Jubilatów już szykuję skromne niespodzianki 😉 Wszystkiego się dowiecie, kiedy napiszę o własnych urodzinach. Tyle się dzieje…

* * *

Na Starym Cmentarzu byliśmy już wczoraj. Nie da rady kiedy indziej, bowiem Rodzice pracują. Nolens volens trafiliśmy więc w świąteczne godziny szczytu – przez nekropolię szła akurat procesja modlitewna i alejki były przepełnione. W niektórych miejscach było tak tłoczno, że aż brakowało mi tchu. Niemniej pogoda się udała, a my względnie spokojnie pogadaliśmy z Babcią Marysią, Dziadkiem Ludwikiem i Wujkiem Staszkiem. Kolejny raz odwiedziliśmy Profesora Tadeusza, o którym Wam opowiadałem w zeszłym roku, jak też Pana Sławka – znajomego Taty z dawnych lat, właściciela wspaniałego motoru, którego ja także znałem będąc dzieckiem. Zaraz o świcie zawieźliśmy kwiaty i znicze na grób Babci Rózi, Pradziadka Stanisława oraz Cioci Stasi w Kamionce. Były też Chomranice i rodzina Dziadka Kazika…

Nie ukrywam, że najciężej jest w tym roku myśleć o Cioci Stasi 😦 Opuściła nas tak nagle i boleśnie niestety. I to akurat wtedy, kiedy już się wydawało, że będzie wszystko dobrze. 2013 jest dla mnie osobiście i dla moich bliskich rokiem wyjątkowo paskudnym, z wielu względów.

*

W ogólniejszej perspektywie, do Wieczności odeszło wiele osób, które od dziecka mi towarzyszyły w ten czy inny sposób dzięki szkole, telewizji czy internetowi. Nad owymi osobistościami chciałbym się zatrzymać nieco dłużej teraz.

Premier Tadeusz Mazowiecki. Nie przepadam za polityką ani politykami, jednakże Pan Premier zawsze był dla mnie pewnego rodzaju symbolem. Zaliczałem go do wąskiego grona tych po ludzku przystępnych; wydawał mi się prostym, mądrym i ciepłym człowiekiem. W trakcie wojny na Bałkanach był wysłannikiem ONZ z misją pokojową. Laureat Medalu Św. Jerzego, przyznawanego przez czytelników Tygodnika Powszechnego za walkę ze złem współczesnego świata oraz uparte budowanie dobra w przestrzeni publicznej. Ciekawostka: odszedł w dniu własnych imienin. 

Kardynał Józef Glemp  – od 1981 przewodniczący Episkopatu (do 2004) i Prymas Polski (do 2009). Od samego początku miał wysoko postawioną poprzeczkę, posługę prymasowską objął bowiem po samym kardynale Wyszyńskim. Do godności kardynalskiej wyniósł Go w 1983 Nasz Papież.

Zmarły w sierpniu w Nicei Sławomir Mrożek z kolei zawsze przypominać mi będzie szkolne czasy i filozoficzne debaty, jakie toczyłem z niektórymi nauczycielkami przy okazji „Tanga”. Nie bardzo pamiętam już szczegóły, ale nigdy nie zapomnę tytułu owego tanga, zagranego pod koniec dramatu: La Cumparsita

W poniedziałek, 7 października, odeszła kobieta nazywana przez swoich fanów „Pierwszą Damą polskiego kryminału”: Joanna Chmielewska. W rzeczywistości Irena Barbara Becker, po mężu Kuhn. Z zawodu architekt, z zamiłowania i powołania pisarka. Od roku 1970 utrzymywała się wyłącznie z pisania. Poza kryminałami, napisała także parę poradników, książek dla dzieci oraz siedmiotomową autobiografię. Miłośniczka hazardu, inspiracje do swoich powieści czerpała przede wszystkim z życia…i z mężczyzn, z którymi się spotykała. W sprawach damsko-męskich była dyskretna, choć mówiła, że przeciętni mężczyźni śmiertelnie ją nudzą. Powieści kryminalne tworzyła w specyficznym stylu, ze sporą domieszką humoru graniczącego niekiedy z absurdem. Zawsze powtarzała, iż kryminał musi być tak skonstruowany, żeby czytelnik poczuł się jednym z jego bohaterów i chciał razem z nimi rozwiązać daną zagadkę. Trupy w jej książkach zawsze są tylko „na okrasę”. Elementami humorystycznymi posługiwała się Chmielewska zaś po to, aby odciągnąć uwagę czytelnika od szarej i ciężkiej codzienności. Mawiała, że ponure kryminały nie są dla niej. Człowiek i tak ma już dosyć kłopotów na co dzień, a ona nie zamierza się do tego dokładać. Spod jej ręki wychodziły średnio 2-3 książki rocznie. Przed śmiercią zdążyła jeszcze wydać swoje dwa ostatnie dzieła. W 2004, Prezydent Kwaśniewski odznaczył ją Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Twórczość Pani Joanny poznałem dzięki jej wielkiej fance, mojej Siostrze Margot. Mam kilka Jej książek. Zawsze będę ją uwielbiać za postać Pana Muldgaarda. Bardzo liczyłem, że napisze jeszcze jedną książkę z tym policjantem…

Lucjan Szołajski był lektorem – osobą czytającą opracowany przez tłumacza tekst filmu, serialu czy dokumentu. Był jednym z głosów mojego dzieciństwa, czytając filmy z lat 80-tych i 90-tych, na starych kasetach VHS. Podobnie jak jego kolega po fachu Tomasz Knapik (obecnie znany głównie jako lektor „Drogówki” w TV4), Pan Lucjan specjalizował się w filmach typu „Terminator” czy „Rambo”, pełnych testosteronu.

Na koniec chciałbym opowiedzieć o osobie najważniejszej dla wszystkich polskich miłośników J.R.R. Tolkiena. O minionej przed kilkoma dniami, 29. rocznicy śmierci Marii Skibniewskiej, dowiedziałem się dopiero niedawno. Nazwisko tej Pani jest mi wszakże znane od dawna.  Pani Maria była tłumaczką, autorką pierwszej polskiej wersji „Władcy Pierścieni”, „Hobbita” oraz innych dzieł Profesora. Te pierwsze przekłady do dzisiaj są podstawą tłumaczeń filmowych. Przez wielu uważane za wzorcowe, z racji zastosowanej w nich pięknej polszczyzny. W latach 50-tych i 60-tych, tłumaczka osobiście konsultowała się z Tolkienem. Ten zaś upamiętnił ją w swoich listach, pisząc, że „żaden z moich tłumaczy nie jest tak skromny jak ta pani z Polski”. Chociaż dzieła Tolkiena przez lata doczekały się u nas kilku wznowień, nikomu nie udało się dorównać stylem Pani Skibniewskiej. I chociaż Ona nie ograniczała się jedynie do tekstów o Śródziemiu, to właśnie dzięki nim zyskała popularność.

*

W związku z tym ostatnim wspomnieniem, mam ogromną prośbę do przyjaciół z Warszawy. Udało mi się ustalić, gdzie dokładnie spoczywa Pani Maria. Cmentarz Wojskowy na Powązkachkwatera 29A, rząd 2, miejsce 16. Gdyby komuś chciało się tam pójść i w moim imieniu zapalić świeczkę na Jej grobie, będę bardzo bardzo wdzięczny…

* * *

Najbliżej serca trzymam rzecz jasna swoich zmarłych bliskich. Babciu Marysiu, Dziadku Kaziku, Babciu Róziu, Ciociu Stasiu, Profesorze Tadeuszu…nie mam słów, żeby wyrazić, jak bardzo mi Was brakuje. Dziadku Ludwiku, Pradziadku Stanisławie, Wujku Staszku – żałuję bardzo, że nie mogłem poznać Was lepiej.

Z Góry widzicie teraz wszystko lepiej i wiecie, jak bardzo przydalibyście tutaj. Wiem jednak, że Tam jesteście zdrowsi i szczęśliwsi. Wiem też, że kiedyś wszyscy się zobaczymy i będziemy razem już całą Wieczność. Zapaliłem Wam świeczki na grobach. Tu zapalę jeszcze jedną: za Was i za wszystkie te znane osoby, które w taki czy inny sposób były obecne w moim życiu i których dziedzictwo pozostanie ze mną. Tak jak Wasze twarze i te wszystkie wspomnienia. Kocham Was całym sercem…

[*]

Advertisements

Posted on 3 listopada 2013, in Smaointe. Bookmark the permalink. 24 komentarze.

  1. Tak Piter, listopad zaczyna się zadumą

  2. szczur z loch ness

    O key, kiedy wrócę do Stolicy Betonu , bo jak zawsze goni mnie po świecie, to tam zajrzę ze zniczem.
    Pozdrawiam z Loch Ness 🙂

  3. Zapisałam sobie ten „adres” na Powązkach Wojskowych a że w nastepnym tygodniu tam zajrzę, bo w tym nie zdążyłam do wsyzstkich pójść – więc zapalę ten znicz Celcie.
    Pozdrawiam 🙂

  4. Tak, zrobiło się nastrojowo.
    Jakoś nie miałam okazji poznać polskich pisarzy w działach kryminalnych, ale swoją prezentację na pewno przeszukam dokładnie bibliotekę w poszukiwaniu pozycji Joanny Chmielewskiej.

  5. Wspaniale Piotrusiu. Atmosfera tego święta… jest specyficzna, ale ma swój… urok (?). Nie wiem jak to ująć.
    Ja poszłam na powązki… a Joannę Chmielewską w młodości czytywałam z zapartym tchem… szkoda, że nie napisze więcej tak wspaniałych książek.

  6. Ja jeździłam parę godzin po mieście, żeby dotrzeć na wszystkie cmentarze ze znajomymi grobami. Tak to jest, jak się ma bliskich rozsianych po całym Krakowie 🙂
    Ja w dzieciństwie lubiłam czytać książki Chmielewskiej i Niziurskiego, odeszli jedno po drugim w tym roku. Jakoś mi tak dziwnie teraz, pusto.
    Trzymaj się tam Celcie i miłego przygotowania do imprezy, ja też już się szykuję 😉

    • Dzięki Riv… Do swojej się nie przygotowuję, tylko do Waszych 😉

      Własnej imprezy urodzinowej z prawdziwego zdarzenia, takiej hucznej, z koleżankami, muzyką…nie miałem już od lat. Od dłuższego czasu przychodzą tylko kuzynki z tortem. Dobrze, że mam FB, bo przyjaciele rozsiani po świecie nawet by o moim święcie nie pamiętali.

      • Spoko, ja też generalnie nie organizuję, Krzysiek i chłopaki mi zwykle coś dobrego do jedzenia szykują 😉
        W tym roku może jakaś wyżerka i granie w planszówki z Alnilam i paroma bliskimi osobami będzie. Potańcówki przy dzieciach w ciasnym mieszkaniu raczej nie da się zrobić 🙂 Zresztą w ciąży to i tańczyć nie można za bardzo…
        Grunt żeby czuć, że to twój dzień.
        Dobrze, że kuzynki z tortem są 😉

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: