Smutek, radość i nowości.

an Chéadaoin, 21ú lá de mhí Lúnasa, 2013

W komentarzach pod niedawną notką z cyklu O tym i owym, Rivulet podziękowała mi za ten radosny i wakacyjny wpis. Żałuję, że życie nie zawsze może być właśnie takie. Bardzo często przypomina ono sinusoidę, takie naprzemienne falowanie w górę i w dół. 10 sierpnia życie nasze zapikowało ostro w dół…

Wtedy odeszła nagle do Wieczności moja Ciocia Stasia z Kamionki. Najmłodsza siostra mojej Busi. Od roku zmagała się z ciężką chorobą. Był już taki moment, w którym wydawało się, że będzie dobrze, choroba się cofnęła… Ostatni raz widziałem ją w maju. Miała 64 lata. Widocznie Babcia Rózia bardzo za Nią tęskniła tam na Górze. Ech.

Znowu nie byłem na pogrzebie – przeklęta stromizna, na której położony jest kościół. I ciasnota na cmentarzu! 😦 Wciąż źle się z tym czuję…ale pożegnałem Ciocię długą modlitwą i dwiema intencjami zamówionymi u dwóch moich księży, dla których co tydzień tłumaczę.

Tydzień po Cioci Stasi zmarł, także po długiej chorobie i mniej więcej w tym samym wieku co ona, mój wujek Staszek. Ojciec mojego kuzyna Grześka. Chociaż utrzymywaliśmy dość sporadyczny kontakt, smutno i tak.

*

Dwa pogrzeby w jednym tygodniu. Mam dosyć. Wiem, że wszyscy się kiedyś zobaczymy znowu i nic już nas nie rozdzieli. Ale smutno i tak…

Zawsze w takich przypadkach przypominają mi się słowa Psalmu 23: „Pan jest mym Pasterzem i nie brak mi niczego. Pozwala mi chodzić po zielonych pastwiskach[…]. I choćbym kroczył ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną[…]. Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy.”

Zawsze znajdowałem w tych słowach pewne pocieszenie, zwłaszcza w tej ostatniej części. Podobnie jak w słowach Gandalfa o tym, co czeka wszystkie istoty po śmierci. Uchyla się szara, deszczowa zasłona tego świata, a za nią…błogosławiony, zielony kraj, zalany słonecznym blaskiem. Gdzie nie ma chorób, starości ni śmierci.

W zeszłym roku Babcia Rózia, teraz Ciocia i wujek. Ciekawe kogo przyjdzie mi pożegnać w przyszłym roku…? 😦

* * *

Namiastkę Błogosławionych Krain z opisu Gandalfa miałem całkiem niedawno. Kilka dni temu pojechaliśmy bowiem znowu do Męciny. A tam? Powtórka z ostatniej naszej wizyty – błękitne niebo nade mną, trawa zielona pode mną, a słońce wszędzie. Był pyszny obiad, słodkości różne, a na podwieczorek domowa pizza Cioci Haliny i Cioci Reni.

Zapoznałem się ponadto z dwoma nowymi ulubieńcami domu. Kot Tymoteusz z wyglądu i charakteru przypomina tygrysa – biało-rudy, z rudymi pręgami. Białe „skarpetki” na łapach i takaż sama „krawatka” na szyi. Generalnie wolę psy, ale ten kot jest po prostu przepocieszny! Co on potrafi zrobić z piłką czy kawałkiem patyka…jakie pozy potrafi przybrać leżąc komuś na kolanach…to się w głowie nie mieści! 🙂 Był też niedawno narodzony, śnieżnobiały króliczek, z oczkami jak dwa węgielki. I jeszcze ten różowy nosek do tego. Na taki widok serce mięknie każdemu. Z miejsca ochrzciłem go Buggs 🙂

Cudowny, leniwy dzień… Poza czasem, obowiązkami i zmartwieniami. Do samego wieczora, tak jak już dawno nie było. Niesamowicie jest widzieć, jak cień goni słońce po trawie coraz dalej i dalej na zachód. Takich dni życzę każdemu…i z serca dziękuję wszystkim tym, którzy się do tego przyczynili…

* * *

Co się tyczy innych spraw… Jest w najbliższym czasie kilka interesujących dat, na które z radością czekam.

Na początku sierpnia był w Toruniu koncert Clannadu. Przy tej okazji wokalistka zespołu, Moya Brennan (starsza siostra Enyi) obchodziła też urodziny. W trakcie koncertu wbiegł nagle na scenę mąż Moyi, Tim Jarvis, z tortem urodzinowym. A fani chórem odśpiewali Jej „Sto Lat!”… Popłakała się ze wzruszenia…

Ogólnie muzykującemu klanowi z Gweedore (północno-zachodnia Irlandia) tak się nad Wisłą spodobało, że wracają do nas w styczniu z czterema koncertami 😀 Z kolei na przełomie września i października na rynek ma trafić pierwsza od 15 lat płyta zespołu. Do tego pierwsza od 1989 roku nagrana w oryginalnym składzie. W związku z tym, Clannad jakiś czas temu ogłosił na swoim FB konkurs. Jeśli ktokolwiek odgadnie tytuł nowej płyty, dostanie ją wraz z autografem. Odzew był ogromny. Rzecz jasna również włączyłem się do zabawy i zamieściłem dwie propozycje. Spośród około 300 najróżniejszych tytułów, prawidłowy odgadły tylko dwie osoby: kobieta z USA i facet z Nowej Zelandii! Chodziło zaś o Nádúr (po irlandzku „natura”).

*

Od 13 września będzie można nabyć nową płytę moich ukochanych Gregorian: Masters Of Chant Chapter 9. Piękna złota okładka i tracklista już od jakiegoś czasu krążą po sieci.

Poza samą płytą, zapowiedziana jest jeszcze edycja limitowana – płyta + DVD z ich koncertu w Chorwacji. Owy występ jest tym samym, który w kwietniu podarowała mi moja przyjaciółka Tami 😀 A pisałem o tym tutaj. Do edycji limitowanej ma być jeszcze dołączona 72-stronicowa książeczka.

*

Pamiętacie, jak wspominałem o książce „Darth Plageius” przed jej nabyciem? Jedna z najlepszych książek SW, jakie czytałem, ale nie o tym mowa. Gruchnęła wieść, że 27 sierpnia pojawi się kolejne dzieło osadzone w „odległej galaktyce”. „Star Wars: Kenobi” ma traktować o życiu Obi-Wana Kenobiego na pustynnej planecie Tatooine, pomiędzy wydarzeniami z Epizodów III i IV.

Zgodnie ze słowami autora, Obi-Wan musi przestać myśleć jak Jedi; porzucić kilkadziesiąt lat szkolenia i walki w obronie pokoju i sprawiedliwości…i nauczyć się żyć na uboczu jako Ben, jakim go poznaliśmy w Nowej nadziei. Sądząc po fragmentach już zamieszczonych w sieci, książka zapowiada się interesująco. Zanim pojawi się u nas minie pewnie trochę czasu, ale co tam.

*

Ostatnimi dwiema pozycjami, na jakie czekam, są: nowa płyta grupy Beltaine zapowiadana na jesień (o której nic jeszcze nie wiadomo), oraz druga część Hobbita, mająca trafić do kin w okolicach Bożego Narodzenia (tutaj wiadomo już całkiem sporo, co sprawia, że czekanie dłuży się tylko jeszcze bardziej). Oj warto, warto oszczędzać pieniążki w tym roku!

* * *

Czuję się w domu ostatnimi czasy bardzo przybity. Do tej pracy, o której Wam mówiłem, raczej nie pójdę. Z papierami wciąż zastój, a termin upływa. 

Z jednej strony…starałem się o inne stanowisko, a zaproponowali mi inne. Gdyby chodziło o tę pierwotną pracę – tłumaczenie – pewnie walczyłbym do końca. Bo tłumaczenia kocham i to na nich chcę zarabiać, od zawsze. Trochę tylko smutno, bo miało się udać, a wyszło jak zwykle. Ale naprawdę nie mam już siły. 

Kiedyś jednak nadejdzie taki dzień, że BĘDĘ zarabiać. I będę robić to, co lubię. Na pewno… 

Advertisements

Posted on 21 sierpnia 2013, in Życie Celta.... Bookmark the permalink. 22 komentarze.

  1. szczur z loch ness

    Wiele wątków, a każdy o innym zabarwieniu ale takie jest życie. Przyjaciele i bliscy przychodzą i odchodzą, a wrogowie się kumulują. Tak to już jest.

    • Jak zwykle trafiłeś w sedno, Przyjacielu.

      Choć jak pewnie każdy, tak i ja mam nadzieję, że wrogów mam jak najmniej. A przyjaciół jak najwięcej. Mimo że od kilku lat ci ostatni stopniowo się wykruszają.

  2. Musisz sobie powtarzać, że szklanka jest do połowy pełna. Kto nie próbuje, ten przegrywa. Z szukaniem pracy jest jak z autostopem, nieważne, ile przejechało samochodów, ważne, aby jeden się zatrzymał.

  3. Co do pracy… Bywa, że trzeba wysłać setkę cv, aby zdobyć jedną pracę.
    Co do rozrywki i wszelkiego muzykogrania, wybieram się na koncert! 🙂

  4. Przykro mi Celcie, tyle smutnych wydarzeń było ostatnio w Twoim życiu. A jeśli chodzi o pracę – to niestety, musisz się uzbroić w cierpliwość. Kiedyś z pewnością nadejdzie TEN dzień. Życzę Ci tego z całego serca.
    Pozdrawiam 🙂

  5. Przykro mi, że tyle rozstań 😦 Ale każdego dnia będzie bliżej do spotkania na Górze. Głowa do góry, Celcie.
    Co do pracy, to życzę Ci tej wymarzonej.
    I też czekam na „Hobbita” 😀
    Trzymaj się tam, przytulam!

  6. Piotrusiu to przykre, że zmarły dwie osoby z Twojej rodziny:( Wiem jak to boli. A co do pracy… nie przejmuj się… dzisiaj takie czasy, wszyscy szukają pracy. Sama szukałam przez ROK mając skończone studia. Nie orientuję się dokładnie, bo ostatnio opuściłam się troszkę w czytaniu Twojego bloga, ale może próbuj jakiejś zdalnej pracy? Jakieś zlecenia przez internet? Nie wiem… Może akurat się jeszcze ułoży z tą pracą?

    • Kasieńko! 😀

      Jak cudnie Cię widzieć!

      A z tą pracą, to w moim przypadku tylko zdalna w grę wchodzi, dobrze wiesz. Ta właśnie taka była… Ale niestety pojawiło się zbyt wiele komplikacji.

      Co tam… Kiedyś będzie lepiej.

      Zapraszam na Polankę częściej i ściskam Cię mocno!! 🙂

      • Piotrusiu! 🙂

        Będę wpadać częściej. Aż nie mogę uwierzyć, że wciąż tak wytrwale prowadzisz bloga 🙂 superrr, bardzo mi się podoba 🙂 Będzie dobrze!! No nie wierzę żeby ktoś z takim angielskim nie znalazł w końcu pracy 🙂 do tego znakomity polonista 🙂 Pisz piszzzz dużo 🙂 Ale mi się tęskni za Sączem 😦 Nie mogę się odnaleźć w tej Warszawie mimo 6 lat, które tu spędziłam. W Sączu czuję się jak u siebie 🙂

        • Trzymam Cię za słowo!

          A prowadzę już tak długo, bo chce się dzielić swoją pasją i mam dużo do opowiedzenia 🙂 A pisać będę dopóki starczy materiału oraz dopóki czytelnicy będą…

          Jeżeli źle Ci w Stolicy, wracaj do Sącza… Przynajmniej Ciebie jedną będę miał na miejscu wtedy.

  7. Każdy z nas musi wierzyć w to,że dane mu będzie w niedalekiej a może dalszej przyszłości robić to w duszy gra.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: