Z cyklu: O tym i owym…

an Chéadaoin, 7ú lá de mhí Lúnasa, 2013

Niniejszą notkę chciałbym zadedykować dwóm dziewczynom: Rivulet (która chyba czyta mi w myślach, bowiem ostatnio pytała, co u mnie słychać), oraz Nathalie.

Kto się kryje pod tym drugim imieniem? Napiszę za chwil parę. Póki co, idziemy w porządku chronologicznym…

* * *

W niedzielę, 21 lipca, zafundowaliśmy sobie rodzinny wypad do Męciny. Lepszego dnia nie można sobie było wymarzyć – czyste błękitne niebo, zalany słońcem świat i lekki wietrzyk, dzięki któremu ogólny gorąc aż tak nie doskwierał. Wszyscy już tam byli: Pani Marysia, Wujek Rysiek, Ciocia Halinka, Aga, Anusia, Ciocia Renia, Wujek Edek i „Maluchy” – Paweł, Monika, Gosia i Natala 🙂

Przytulna altanka, huśtawka obrośnięta winogronem i wielka połać soczyście zielonej (jak irlandzkie pola) trawy. A na tej trawie – cztery pasące się baranki. Widok jak z pocztówki 😉 Owo nawiązanie do Irlandii nie jest przypadkowe i także będzie tu wyjaśnione.

Mieliśmy na obiad pyszny rosołek, a cały dzień spędziliśmy ogólnie na rozmowach, żartach i opalaniu. Wszystko zaś przenikała muzyka płynąca z głośników kilku samochodów zaparkowanych nieopodal. Grupa Pod Budą i moja najukochańsza ich ballada: „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”. Piosenki Anny German, przeboje RMF-u i standardy Disco Polo

Czas upływał, a cienie na trawie wydłużały się. Poszybował ku niebu dym z grilla. Był pieczony ziemniaczek, kiełbaska i karczek, wszystko okraszone różnymi smakowitymi sosami. Ślinka jeszcze teraz mi cieknie kiedy o tym piszę 🙂

Wszystko, co dobre nazbyt szybko się jednak kończy i wróciliśmy do domu. Roześmiani, zrelaksowani, upojeni zielenią i powietrzem. Gdyby to zależało tylko ode mnie, w ogóle bym do tej szarzyzny blokowej nie wracał. Ech… Może kiedyś.

Pragnę na tutejszych łamach raz jeszcze podziękować wszystkim wymienionym w tym akapicie. Nie mogę się doczekać powtórki 🙂

* * *

Pamiętacie moje starania o pracę, o których Wam pisałem? Na chwilę obecną utknęło wszystko w martwym punkcie. Ogarniam tylko umowę właściwą, skierowanie na badania wstępne oraz kwestionariusz osobowy. Poza tym znajdują się tam jeszcze inne papiery, z którymi bezskutecznie usiłuję dojść do ładu.

We wspomnianym kwestionariuszu napisane jest, że muszę sam się wyszkolić w oparciu o materiały BHP zamieszczone na stronie Pracodawcy. Podali login, podali hasło…i już trzeci tydzień próbuje się na tę stronę zalogować. Skutek wciąż taki sam: „Błędny login lub hasło”

Zasięgnąłem opinii radcy prawnego, który ma zastrzeżenia jedynie do tegoż szkolenia. Dzwoniłem też pod cztery adresy i okazało się, że nikt w okolicy nie wykonuje badań wstępnych do pracy! Został mi jeszcze jeden gabinet do sprawdzenia.

W związku z powyższymi przeszkodami, mogą mnie zatrudnić dopiero od września, gdyż do tego wymagany jest komplet dokumentów. Zobaczymy, co będzie dalej…

W międzyczasie przyplątały się inne drobne problemy (między innymi zdrowotne) ale nic to. Nie takie rzeczy się przeżyło 🙂 O wiele trudniej poradzić sobie z inną rzeczą…

* * *

Od dłuższego już czasu, moja wrodzona tęsknota do wszystkiego, co celtyckie, daje o sobie znać mocniej niż zazwyczaj. Z tego względu, od jakichś dwóch tygodni, po małej przerwie, udzielam się znowuż intensywnie na stronie ECHAsu, do którego link niezmiennie można znaleźć w ramce po prawo.

Wspomnianą na początku Nathalie poznałem pod koniec lipca, właśnie na forum Stowarzyszenia. To dziewczyna szalenie intrygująca, o piwnych oczach i uśmiechu Mony Lizy. Obleczona w tajemnicę, którą od razu się wyczuwa. Nawet przez monitor i te wszystkie kilometry.

Jak sama o sobie napisała: „Zielona dusza”, zafascynowana tańcami z Éire. Do tego stopnia zafascynowana, że od 3 lat tańczy w zespole Glendalough ( 😀 ), z którym to zdarza Jej się występować na scenie będzińskiego FMC „ZAMEK”. Nie inaczej będzie w tym roku. Szczęściara… Dla ciekawych: mała próbka ich tanecznych możliwości.

Piszemy ze sobą często. O życiu, marzeniach, planach na przyszłość i celtyckich klimatach. Dostałem już zaproszenie na Jej występ, jeżeli pojawi się z zespołem w okolicy. Im bliżej będzie Sącza, tym większa szansa, że będę mógł się pojawić. Mam nadzieję, że owe spotkanie dojdzie do skutku 🙂

Skądinąd wiem, że Nathalie już mnie tu odwiedzała. Póki co, patrzyła tylko nieśmiało zza krzaków…ale może uda mi się Ją zachęcić do wejścia na Polankę 😉 

* * *

U nas chodzi się z księżycem w butonierce,

U nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze…

I odmiennym jakby rytmem

U nas ludziom bije serce…

Sądzę, że ten wycinek z ballady Sikorowskiego pasowałby nie tylko do Krakowa, ale równie dobrze do Irlandii, Szkocji czy Walii też.

Sláinte, Kochani! 🙂

Reklamy

Posted on 7 sierpnia 2013, in Ceilteach, Życie Celta. Bookmark the permalink. 26 Komentarzy.

  1. Tia … Musisz szukać jakiegoś medyka z uprawnieniami medycyny pracy lub takiej przychodni. Na pewno w Twoim mieście jest taki ktoś od badan okresowych i zaświadczeń. Szkolenie BHP to też wymóg prawa, bo inaczej nie można świadczyć pracy i najlepiej do nich zadzwonić (pewnie jeszcze nie figurujesz u nich w bazie danych).
    Pozdrawiam z krainy Loch Ness 🙂

  2. No to pozdrowienia dla Nathalie, mojej imienniczki, może ją widziałam w Będzinie 🙂
    Bardzo dziękuję za dedykację i radosną, wakacyjną notkę. Aż mi się do grillowania zatęskniło… Mam nadzieję, że z szarzyzny blokowej będziesz się mógł wyrywać jak najczęściej.
    Powodzenia w zbieraniu papierków, obyś miał wymarzoną pracę jak najszybciej.
    Też lubię Pod Budą. Najbardziej płytę „Żal za…”. I piosenkę ze składanki „Kraina Łagodności”:

  3. Ślicznie dziękuję za dedykacje i wspomnienie o mnie. Aż nie wiem co napisać… tak jak wcześniej, zamurowało mnie. I dziękuję za wspomnienie o zespole, chociaż ten slip jig nie oddaje w pełni naszych możliwości… i to naprawdę prehistoryczny układ 😉 Nieśmiało zaglądam na Polankę zauroczona jej klimatem… który tworzycie pod przewodnictwem Celta Petrusa.
    Rivulet – również pozdrawiam, dwie Natalie się spotkały no 😉
    Pozdrawiam Was serdecznie 😉

    • Byłam na stronie Twojego zespołu i nawet Cię znalazłam 🙂
      Szkoda, że w tym roku nie będę w Będzinie. Powodzenia tam 🙂

      • Kurczę, i tyle z mojej anonimowości 😉
        Szkoda, szkoda. Będzin to jest jedna z cudowniejszych rzeczy mogących się przytrafić celtofilom 😉
        Nie dziękuję! ! ! Bo jeszcze los postanowi inaczej haha 😉

    • Bardzo, bardzo się cieszę, że mogłem Ci tym drobnym gestem sprawić przyjemność 🙂 I mam nadzieję, że na tym jednym komentarzu tutaj od Ciebie się nie skończy.

      Odwiedzaj Polankę jak najczęściej 🙂

  4. Z przyjemnością czytałam ten wpis. 🙂 A w szczególności o tajemniczej Nathalie.

    Uwielbiam w Tobie to, jak bardzo doceniasz chwile spędzone w gronie bliskich. Trwaj w tym.

    Przepraszam, że jest mnie tak mało. I pojawiam się w związku z pojawieniem się jakiejś notki u mnie czy tylko w przypadku, gdy odpowiadam na komentarze…

  5. To ja byłem kiedyś na takich występach w Coyote Club na Słowackiego w Warszawie, tylko że tam tańczyły tylko dwie dziewczyny, i nazywał się to „Wieczór irlandzki”.

  6. Spotkania z życzliwymi to czas, gdy człowiek laduje dobre emocje na długo:)
    Aż mi zapachniało tym rosołkiem:)))
    Pozdrawiam!

  7. Celt, czy mozna sie jakos z Toba skontaktowac inaczej, niz przez komentarze wyswietlane publicznie?

    • Witaj Lilith! 🙂 Siadaj przy ognisku i rozgość się 🙂

      Przy zatwierdzaniu komentarza wyświetlił mi się Twój email. Zaraz do Ciebie napiszę

      • Fajna ta Twoja polanka i chetnie pogrzeje sie przy ognisku. Tyle tu ciekawych celtyckich tropow… 🙂
        Mam nadzieje, ze nie urazila Cie nasza propozycja i nie pogonisz mnie stad jakims sękatym kijem… 😳

        • Dziękuję za dobre słowo 🙂 Pogonić nie pogonię, spokojnie, to nie w moim stylu…

          Odpiszę na pewno, ale dajcie mi troszkę czasu… Trafiliście akurat na kilka ciężkich chwil w moim życiu.

  8. Po pierwsze to chciałam napisać, że babcie Stokrotkę straszliwa skleroza atakuje… bo byłam pewna, że sie tu wpisałam. Zaglądam już kilka razy do Ciebie i wypatruję odpowiedzi a tu nic…Ale na co masz odpowiadać jak nic nie napisałam. Ciekawe czy teraz też mi się śni że piszę, czy rzeczywiście piszę…

    A jesli chodzi o te tańce irlandzkie… pewnie wiecie o tym dlaczego te dziewczyny zawsze mają ręce opuszczone – w Irlandii mówi się, że podniosą je dopiero wtedy, gdy Irlandia się całkowicie zjednoczy.
    Ciekawe czy ja to wszystko napisałam czy nie???? 🙂

  9. Napisałam!!!!! 🙂 🙂 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: