Légion Irlandaise. Część 1…

an Satharn, 20ú lá de mhí Iúil, 2013

Niniejszy tekst dedykuję, raz jeszcze z serdecznymi podziękowaniami, Jaśnie Wielmożnemu Panu Wachmistrzowi.

Od Niego to bowiem otrzymałem w czerwcu zeszłego roku cudny prezent w postaci materiałów źródłowych. Jednocześnie gorąco przepraszam wyżej wymienionego, a także innych moich Czytelników za taką zwłokę. Żywcem nie było kiedy porządnie siąść nad tym. Podarek przechowałem zatem bezpiecznie do sposobniejszej chwili.

Owa opowieść powstała w oparciu o jeden rozdział z książki niejakiego Guya Dempseya.

Tytuł, myślę, wyjaśnia wszystko:

Dempsey

Chcąc powiększyć zdjęcie, wystarczy na nie kliknąć.

* * *

Jeżeli rozdziały o innych jednostkach są równie ciekawe jak ten, który otrzymałem, książka naprawdę jest godna polecenia 🙂 

Właściwie, owa notka winna się znaleźć w Pogderankach (a ściślej: w kategorii Ex Libris Wachmistri), lecz Wachmistrz uznał, iż to ja powinienem ten temat opisać. 

Jako że rozrósł się nieco podczas redakcji, uznałem, że najlepiej będzie go podzielić na dwie lub trzy części.

Tym sposobem narodził się kolejny, choć tym razem nieprzewidziany przeze mnie, cykl 😉

* * *

Pamiętacie może jeszcze mój cykl sprzed dwóch lat, pod tytułem Shan Van Voght (1, 2, 3, 4) ? Napisany na podstawie pewnej piosenki zespołu Beltaine, dotyczył irlandzkiego bohatera narodowego i podjętych przez niego starań, aby wciągnąć Francuzów w kolejny bój o niepodległość Irlandii pod koniec XVIII wieku.

Tamta historia ściśle wiążę się z obecną. W 1796 roku, kiedy Teobald Wolfe Tone zwrócił się do Napoleona o wsparcie, przyszły cesarz także rozważał wykorzystanie bojowników z Éire do własnych celów. Chciał ich pozyskać do planowanej inwazji na Wyspy Brytyjskie (z której po bitwie pod Trafalgarem ostatecznie zrezygnował).

Musiało jednak minąć jeszcze parę lat, nim udało się te plany wcielić w życie. Choć próby podejmowano już wcześniej, dopiero 31 sierpnia 1803 roku, na mocy specjalnego dekretu konsularnego powołano do życia Legion Irlandzki

Jego członków zaś przez cały czas podtrzymywało na duchu pragnienie rychłego starcia ze znienawidzonymi Brytyjczykami, podsycane poniekąd przez francuskie władze. W części drugiej przekonamy się jednak, iż droga do spełnienia tego marzenia bywała dosyć kręta i wyboista.

* * *

Z wojskowego punktu widzenia, nowo powstała formacja (znana też jako Trzeci Regiment Cudzoziemski) nie była „legionem” w ścisłym tego słowa znaczeniu. Trochę jej bowiem do tego brakowało.

Istniała ona jakieś 10 lat i od samego początku bardzo wyróżniała się spośród innych jednostek. I nie chodzi mi tu jedynie o należącego do niej, mierzącego 210 centymetrów wzrostu tamburmajora 😉

Jej struktury organizowano w Bretanii, w miasteczku Morlaix, na przełomie 1803 i 1804. W wyniku różnych bitew oraz z powodów politycznych, Legion liczył na przestrzeni lat od jednego do czterech batalionów + jedną kompanię szkoleniową. Jeden batalion tworzy, ogólnie rzecz biorąc, od 300 do 1,200 ludzi.

Najpierw służyli w nim jedynie Irlandczycy i Francuzi irlandzkiego pochodzenia, w większości wykwalifikowani oficerowie. Szeregowcy napływali bardzo powoli, stąd było ich tam (razem z podoficerami) tylko 22, oficerów zaś trzykrotnie więcej.

Pomimo ledwie dekady w boju, regiment doczekał się aż siedmiu różnych dowódców. Z czego jeden był Włochem, inny Francuzem, a reszta Irlandczykami. Jeden z nich, kapitan Louis Lacy, zdezerterował i podczas kampanii iberyjskiej przeszedł na stronę Hiszpanów.

Najdłużej na tym stanowisku (bo aż pięć lat – od września 1804 do 1809 roku) utrzymał się Włoch, Antoine Petrezzoli z 16. Regimentu Lekkiej Piechoty.

* * *

Ludzi werbowano, rozprowadzając teksty podobne do tego z 1810:

„Każdy pełen ducha młodzieniec, który chciałby służyć w pierwszym irlandzkim regimencie piechoty, tworzonym w Landau, musi się jedynie zgłosić do oficera werbunkowego. […] Oficer natychmiast załatwi jego zwolnienie. Będzie dobrze odżywiany, dobrze opłacany, dobrze odziany, otrzyma szybki awans i będzie się w tym regimencie cieszył większymi przywilejami niż w jakiejkolwiek innej jednostce we Francji. Zaciąg tylko na cztery lata.”

Przy czym, jeśli już zdecydowałeś się zaciągnąć, zmiana zdania w ostatniej chwili była absolutnie niedopuszczalna:

„Sierżanci przyszli po niego, ale on nie chciał pójść z nimi. Po alkoholu stał się nieposłuszny i wciąż upierał się, że nie pójdzie, po czym jeden z sierżantów (łajdak) podniósł swój scyzoryk [szablę] i wbił biednemu chłopakowi w ciało […]. Zabrali go do szpitala, straszliwie krwawiącego.”

* * *

W źródłach pisanych nie ma informacji u umundurowaniu. Pewne wnioski można wszakże wysnuć na podstawie zachowanych portretów.

Legioniści najprawdopodobnie nosili czarne czako z mosiężną plakietką i podpinką, ciemnozieloną kurtkę z mosiężnymi guzikami i żółtym kołnierzem, szpiczastymi klapami, szpiczastymi mankietami, pionowymi kieszeniami i wyłogami. Oprócz tego białą kamizelkę, białe bryczesy i krótkie (sięgające poniżej kolana) czarne getry. Mundury różniły się nieznacznie między sobą, głównie kolorem, w zależności od stanowiska, jakie dany żołnierz zajmował.

Rynsztunek i wyposażenie  – włącznie z muszkietem, zrolowanym płaszczem i rajtuzami – mieli na modlę francuską.

Z kolei w Irlandzkim Muzeum Narodowym do dzisiaj można podziwiać dwa przedmioty związane z LI.

Pierwszym jest ośmiokątna, pozłacana plakietka od bandoletów, z dwoma wydłużonymi bokami. Zawiera ona srebrną harfę w stylu Maid Of Erin (przód ramy w kształcie popiersia uskrzydlonej kobiety). Owy motyw opatrzony jest dookoła napisem: „LÉGION IRLANDAISE / EMPIRE FRANCAIS”.

Drugą ciekawostką jest tu mosiężny ryngraf ze srebrnym rogiem myśliwskim. W centrum znajduje się zaś harfa z gładką ramą, spoczywająca na słowach: EMPIRE FRANCAIS, umieszczonych jedno nad drugim. Z góry i z boków harfę otacza napis: LÉGION IRLANDAISE.

Tenże ryngraf mógł należeć do kapitana Pata McCanna – jednej z ofiar bitwy pod Flushing (o której opowiem w trzeciej części).

* * *

Następnym razem postaram się opisać rozwój Regimentu, a także co ważniejsze wydarzenia związane z pierwszym okresem jego działalności.

Reklamy

Posted on 20 lipca 2013, in Éire, Historia, Polecane/Polankowe and tagged . Bookmark the permalink. 17 Komentarzy.

  1. Nadtoś dla mnie łaskaw, Kawalerze… Przeciem ja tylko, niczem bibliotekarz jaki, co xięgi użycza, tu wystąpił… Bibliotekarzom też noty dedykujesz?:) Choć przyznaję, że miłe to wielce i z serca dziękuję:)
    Kłaniam nisko:)

  2. szczur z loch ness

    Zaintrygowała mnie owa plakietka do bandelotów, cokolwiek to oznacza? A tak poważnie, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
    Serdeczności z Loch Ness 🙂

  3. No toście obaj sprawili, że czuję się skonfundowany. W życiu o tym nie słyszałem, a wydawałoby się, że znam okres napoleoński lepiej od przeciętnej.
    No cóż, całe życie człowiek się uczy.

  4. To ja widzę, że tu się jakaś książka zapowiada :-))
    Trzymam kciuki i pozdrawiam.

  5. No cudownie! Na wstępie uśmierciłeś kapitana. A w ogóle to ciągle tylko wojny i wojownicy, a o kobietach i ich zajęciach ani mru mru. Pewnie nie mieli?

  6. Próbuję to czytać i wymiękam, jakoś klimat nie mój, wybacz 🙂 Ale Krzyśkowi pokażę, jego to pewnie zaciekawi.
    Trzymaj się tam ciepło i korzystaj z lata 🙂
    A odpowiadając na pytanie u mnie – dawniej oazowiczów miałam za zdewociałych naiwniaków, którzy tylko chcą być mili i moralizować. Na szczęście się okazało, że się myliłam.

    • Pokaż mu, pokaż 🙂 I pozdrów ode mnie…

      Może przybędzie mi nowy czytelnik 😉

    • A nie moralizują? Niestety, nieprawda. Żaden wierzący nie może się powstrzymać przed nawracaniem niewierzących. To jest silniejsze od nich, a w przypadku Oazy dochodzi do tego pokazywanie moralnej wyższości. Taka prawda, bo miałem z nimi do czynienia (kochałem się kiedyś w oazowiczce :P).

      • Haha ostatnie mnie rozwaliło 🙂
        Pewnie, że się żaden wierzący nie może powstrzymać, bycie chrześcijaninem zakłada, że głosisz ewangelię każdemu. Pod Twoją opinią o Oazie do niedawna sama bym się podpisała, ale na szczęście się okazało, że to tylko stereotyp. Także sama stwierdziłam, że moje myślenie o oazowiczach zbyt mądre nie było. Pewnie, neofici moralizują na potęgę, ale przychodzi taki moment, kiedy człowiek przestaje gadać i zaczyna świadczyć o Bogu swoim życiem. Po prostu zachowuje się inaczej niż inni i to wystarcza.
        Ale rozumiem, że jako uprzedzony z góry do wiary, możesz tego nie chcieć przyjąć do wiadomości 😛

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: