Garść faktów na Świętego Patryka…

an Domnach, an 17ú lá de Mhárta 2013

Fakt pierwszy: jeżeli mieszkasz pod jednym dachem z trzema osobami, które od paru tygodni permanentnie chorują, jasnym jest, że Ty również prędzej czy później będziesz chory…

Fakt drugi: jeśli grypa trzyma Cię od połowy lutego i w końcu zdołasz jako tako dojść do siebie, nawrót grypy na pewno skutkować będzie ponownym przykuciem do łóżka na kilka dni, tudzież całkowitą utratą trzech z pięciu zmysłów (smaku, słuchu i węchu)…

Fakt trzeci, wynikający z drugiego: jeżeli w międzyczasie Świat zasypie Cię różną papierkowo-komputerową robotą (typu: 4 tłumaczenia w jednym tygodniu, kserowanie i przepisywanie dla Rodzinki), zmęczenie psychiczne jest nieuniknione…

Fakt czwarty, wynikający z trzeciego: kiedy zmęczenie fizyczne organizmu sponiewieranego grypą i zmęczenie psychiczne nadmiarem pracy oraz szybko pędzącym czasem nakładają się na siebie, masz ogólne poczucie, jakby Cię ktoś przemielił przez maszynkę do mięsa…

Fakt piąty: jeśli już trochę ozdrowiałeś i rodzinka celem pocieszenia szykuje dla Ciebie niespodziankę…a nagła nawałnica śniegu tudzież wicher jak w Kieleckiem obracają ową niespodziankę wniwecz…krew najjaśniejsza może Cię zalać. Zwłaszcza, jeśli już post factum i przypadkiem dowiedziałeś się, co dla Ciebie szykowano…

Fakt szósty: po dogłębnych przemyśleniach i próbie przeniknięcia wzrokiem nieskazitelnej jak po praniu w Wizirze bieli za oknem (która utrzymywała się 2 dni, 2 noce i przez którą nie było widać nawet bloku naprzeciwko), dochodzisz do wniosku, że Matka Natura ostro przeholowała z napojami wyskokowymi…

Fakt siódmy, łączący się w sumie z dwoma poprzednimi: jeżeli oprócz niespodzianki, która miała być, ale już nie będzie, musisz dodatkowo (z powodu wciąż średniego stanu zdrowia i kiepskich warunków drogowych) odrzucić zaproszenie na specjalny, Patrykowy wieczór irlandzki – to już przelewa czarę goryczy. Masz dół całkiem podobny do krateru po meteorycie (na przykład tego z Arizony bądź Półwyspu Jukatan)…

* * *

Niespodzianką, o której miałem się dowiedzieć dopiero na miejscu (ale nie pojechaliśmy i Busia się wygadała), miał być wyjazd do kina w Starym Sączu na jakiś film o Celtach 😦 Nie znam nawet tytułu. Przepadł film i stówa na bilety również. Miało to być przedwczoraj. Boli do tej pory, wiecie?

Z kolei wieczór irlandzki ma się odbyć dzisiaj w godzinach popołudniowo-wieczornych w Tarnowie. Wystąpi śląski zespół Carrantouhill (legenda polskiego Celtyku) wraz z zaprzyjaźnioną grupą taneczną Reelandia z Poznania. O obydwu grupach już tutaj pisałem. Po koncercie mają się odbyć warsztaty tańca irlandzkiego… Ech.

Z drugiej strony, zawsze jest jakiś mały promyczek radości. 11 marca dotarła pierwsza z dwóch oczekiwanych przeze mnie przesyłek, o których wspominałem przy okazji Dnia Kobiet. To była ta z nieznaną jeszcze wówczas zawartością. Do tej pory mam łzy w oczach i wielkiego banana na twarzy, kiedy na to patrzę. Czekam jeszcze tylko na drugi prezent i oba opiszę w osobnej notce. Może ze zdjęciem? 🙂

* * *

Chciałbym Wszystkich Czytelników gorąco przeprosić za to, że tak mnie tu mało ostatnimi czasy. Życie pędzi do przodu niczym rozjuszony byk na corridzie i odpocząć ani wyzdrowieć porządnie póki co nie ma szans. Czuję się zmęczony.

Kiedy zdrowie pozwala, piszę dorywczo notki, kawałek po kawałku. Mam nadzieję jedną albo dwie opublikować po Świętach. Będzie o nowym Papieżu i tej całej sprawie z Nim związanej, jak też może trochę o Celtach. Bardzo proszę o cierpliwość, Kochani…

Bo teraz jeszcze Wielkanoc na karku. Znowu czekają mnie moje dwie coroczne prace: pisanki i wysyłanie kartek.

* * *

Ogółem marzec w tym roku wybitnie mi nie sprzyja. Może w przyszłym roku będzie lepiej…

Ale przynajmniej mamy znowu Dzień Świętego Patryka, który każdego roku cieszy mnie niezmiernie. Znów zielono mi na duszy (pomimo okoliczności, o których wspomniałem). Zielono na duszy i na Facebooku też, z tego, co widzę… W tym dniu wszyscy stajemy się Irlandczykami 🙂 Ciekaw jestem, czy w Chicago kolejny raz zabarwią z tej okazji rzekę na zielono? 🙂

Na koniec pragnę się z Wami podzielić znalezionym co dopiero ŚLICZNYM UTWOREM Moyi Brennan z Clannadu, w sam raz na dzisiejsze święto… Może zdołacie go odtworzyć.

* * *

WSZYSTKIEGO ZIELONEGO, KOCHANI!! 😀 Niechaj Patryk, święty Celt chrześcijański, zawsze Wam błogosławi…

Advertisements

Posted on 17 marca 2013, in Ceilteach, Życie Celta.... Bookmark the permalink. 14 komentarzy.

  1. szczur z loch ness

    Pozdrawiam Celcie i życzę wyjścia na prostą z tych wszystkich zawiłości. A skoro o Celtach, dodam że w maju odbędą się koncerty Lord of The Dance w: W-wie, Łodzi, Gdyni i Poznaniu
    Pozdrawiam z Loch Ness 🙂

  2. Z opisu wynika, że taki chory i nieszczęśliwy. A tu proszę jaki długi post wysmarował. Ja bym nie miała siły, chociaż przecież zdrowa jestem. 🙂

    • Udało się tylko dzięki temu, że dzisiaj czuję się w miarę i miałem pracy mało…

      Ale odpoczynku naprawdę mi potrzeba.

      • Jak się dobrze zorganizujesz, to na wszystko znajdziesz czas, nie tylko na marudzenie. :>
        Byłam ciekawa symboliki, którą używają Irłandczycy w trakcie obchodów Saint Patrick’s Day, ale chyba się nie doczekam. 🙂

        • Nie oceniaj pochopnie kogoś, z kim nie mieszkasz na co dzień 🙂 Wirtualna przestrzeń jest tylko częścią mojego życia, chociaż istotną.

          Symbolika będzie, może nawet już w tym cyklu, nad którym obecnie pracuję.

          Nie martw się, pamiętam o Twoich sugestiach i wykorzystam je na pewno 🙂

  3. Witaj Piotrusiu! Ja przez cały luty chorowałam, a poprzednio przez pół pażdzienika i cały listopad. Wiem, że choroba okropnie męczy – nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.
    Życzę Ci dużo sił i uśmiechów. Na pewno nadrobisz wszystko to co Ci umknęło. Życie i świat przed Tobą 🙂

  4. Po pierwsze – nie chorować
    Po drugie – nie nawracać
    Po trzecie – nie męczyć się psychicznie
    Po czwarte – nie wchodzić dobrowolnie do maszynki do mielenia mięsa
    Po piąte – nie marnować krwi do zalania, oddać do szpitala potrzebującym.
    Po szóste – nie przejmować się wichrem w Kieleckiem, przejmować się wichrem w stanie Utah
    Po siódme – nie handlować z Matką Naturą alkoholem (Art. 43. pkt 1. Kto sprzedaje lub podaje napoje alkoholowe w wypadkach,
    kiedy jest to zabronione, albo bez wymaganego zezwolenia lub wbrew jego warunkom, podlega grzywnie – ustawa z dnia 26 października 1982 roku o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi)
    Po ósme – nie patrz się na biel śniegów bez okularów ochronnych
    Po dziewiąte i ostatnie – jak nie możesz pojechać na „Patrykowy wieczór irlandzki”, to ten Wieczór zaproś do siebie.
    😉

    • Pod punkty czwarty, siódmy i ósmy nie podlegam.

      Dobrowolnie do maszynki do mielenia mięsa nie wchodzę, zawsze inni mnie siłą tam wpychają…
      Nigdy alkoholem nie handluję, więc Matka Natura nie ode mnie swoje zapasy zdobyła.
      Nie patrzę bezpośrednio, tylko przez okno, a to też jakaś ochrona.

      Punkt dziewiąty ciekawy nad wyraz i od jakiegoś czasu staram się go realizować…póki co bez większych sukcesów.

      Pozdrawiam! 🙂

  5. Trzymaj sie Piter. U mnie dzisiaj dosypało następne 30 centymetrów, ale trzeba mieć nadzieję, że kiedyś przyjdzie Panna Kapryśnica. Damy radę, gdyż kto, jak nie my ;o)))

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: