Z cyklu: O tym i owym…

an Satharn, an 23ú lá d’Fheabhra, 2013

Dzisiaj jest do opisania kilka interesujących rzeczy, stąd notka raczej dłuższa i przypisana do aż czterech kategorii…

Kolejny raz z całego serca dziękuję Pendragonowi za cudowny prezent, jaki mi 8 lutego sprawił – kalendarz celtycki 😀 Musicie wiedzieć, że kalendarz celtycki nie jest tożsamy z kalendarzem gregoriańskim czy juliańskim. Czas jest w nim liczony nie miesiącami, lecz okresami. Kalendarz celtycki składa się z ośmiu okresów: czterech świąt głównych (Samahin, Imbolc, Beltaine i Lughnasadh), oraz czterech pór pomiędzy tymi świętami (przesilenie letnie i zimowe, równonoc wiosenna i jesienna). Wszystkie osiem okresów jest ze sobą ściśle powiązanych, jeden płynnie przechodzi w drugi. Pięknie ukazuje to okładka prezentu Pendragona – drzewa splecione ze sobą gałęziami i korzeniami w wielkie koło obrazujące roczny cykl życia.

Kalendarz zaczyna się w święto Samahin w listopadzie, a kończy równonocą jesienną w październiku. Na każdy okres są różnego rodzaju pytania i refleksje autorstwa Dolores Whelan, połączone z uroczymi ilustracjami Cynthii Matyi. O obu tych Paniach usłyszałem po raz pierwszy dopiero przy okazji tego kalendarza.

Dolores to była wykładowczyni biochemii, a obecnie propagatorka duchowości celtyckiej. Działa prężnie – organizuje w Irlandii spotkania, ćwiczenia oraz prelekcje na różne tematy z pogranicza pogańskiej i chrześcijańskiej duchowości moich braci. Stara się zwrócić uwagę na wewnętrzne i zewnętrzne zdrowie człowieka, wzbudzić w nim większą świadomość Natury i poszanowanie dla niej. Wydaje książki, płyty i takie właśnie kalendarze jak ten, który otrzymałem 🙂 Bardzo ciekawe, trzeba przyznać. 

Niesamowity prezent, słowo daję… Czegoś takiego dotąd nie dostałem. Muszę jeszcze tylko obmyślić, w jaki sposób mógłbym się tym podzielić z Wami… Może jakiś nowy cykl?

* * *

Pozostańmy jeszcze chwila na Eire, bowiem teraz będzie co nieco o Meczu. O tym Meczu, zapowiadanym już od końca Euro. Wyjazdowa potyczka Biało-Czerwonych z „The Boys In Green” na dublińskim Aviva Stadium 6 lutego.

My pod wodzą nowego trenera, Waldemara Fornalika. Oni kierowani nadal przez Giovanniego Trapattoniego. W międzyczasie pojawiły się głosy, iż szkoleniowiec Irlandczyków ma po zakończeniu kontaktu zaopiekować się reprezentacją…Watykanu. (Tak, tak – Stolica Święta ma nawet własny klub piłkarski, a jego prezesem jest oczywiście papież. Ale to dygresja).

Zaraz na początku z uśmiechem zauważyłem na murawie wśród gospodarzy kilka znajomych twarzy. W podstawowej „jedenastce” Trapattoni zachował aż pięciu piłkarzy, którzy grali na Euro: Wheelan, O’Shea, Long, McShane i McClean.

Oczekiwania obydwu stron od dawna były bardzo duże. Pierwszą połowę rozpoczęliśmy z wyraźnym „ogniem” i wolą walki. Nie poszło nam jednak tak łatwo, jak co niektórzy myśleli. Statystycznie rzecz biorąc, Zieloni byli na Mistrzostwach Europy najsłabszą drużyną. Ale widać było, że czegoś się od tamtego czasu nauczyli. Lewandowski, nasz „strzelec wyborowy”, strzelał często i gęsto…pudłując za każdym razem. Tyle zmarnowanych okazji na gola… Błaszczykowski z Obraniakiem też próbowali, z takim samym skutkiem. Ten pierwszy głową posłał piłkę ponad bramkę, ten drugi trafił w słupek.

Świetnie spisywał się irlandzki obrońca. W ogóle cała drużyna dobrze się broniła. A kiedy nie mogli się bronić – faulowali. Jak na moje oko „kibica niedzielnego”, to owszem…na tym spotkaniu królowały faule. Głównie Oni Naszych, ale Orły też raz czy dwa kolano komuś przetrącili. Belgijski arbiter parę razy musiał interweniować. Gra bez pardonu, nie ma przebacz 🙂 Stadion aż kipiał od emocji. Ktoś nawet rzucił na boisko zapaloną petardę. Na szczęście strażacy szybko wkroczyli do akcji…

Upadek ducha polskiej reprezentacji był procesem stopniowym, lecz zaczął się wcześnie. Już w 35 minucie nasi adwersarze zdobyli bramkę. Trapattoni wyraźnie się uśmiechnął, Fornalik wręcz przeciwnie.

W II połowie, graliśmy z początku niemrawo. Dopiero po kilku minutach spróbowaliśmy podjąć walkę. Było wszakże widać, że ta „para” z I połowy meczu gdzieś się nam ulotniła. Zauważyli to nawet komentatorzy.

Ten stan gry tylko się potwierdził w 75 minucie, kiedy Irlandczycy strzelili drugą bramkę w tym spotkaniu. Wówczas nasz trener w ciągu jednej chwili postarzał się co najmniej o 20 lat. Biedaczek. „Celtyckiego Tygrysa” nie powstrzymała nawet wspólna akcja Błaszczykowskiego i Lewandowskiego, na których w Borusii przeważnie nie ma mocnych.

Pod koniec, dla Naszych była to już tylko „gra o honor”. Nie pomógł nam nawet doliczony czas. Irlandia-Polska – 2:0.

W sumie nie jestem zdziwiony. Drużyna Eire grała u siebie, na własnym stadionie, przy własnej publiczności. Mieli więc dodatkową motywację. Jeszcze jakby im było mało wygranej, musieli wtrącić za kratki paru naszych co agresywniejszych kibiców 😀

* * *

Przenieśmy się na chwilę z Zielonej Wyspy na wschód, do UK. W drugim tygodniu lutego bowiem przyszedł do mnie kolejny list Jej Królewskiej Mości. Krótki, jeno podziękowanie za kartkę bożonarodzeniową, tudzież życzenia Szczęśliwego Nowego Roku. Ale jak miło coś takiego dostać 🙂

* * *

Wieczorem 8 lutego, tego samego dnia kiedy otrzymałem kalendarz, spotkała mnie jeszcze jedna niespodzianka. Zupełnym przypadkiem trafiłem na TVP Polonia na powtórkę koncertu z 2003 roku. „Tańcz mnie po miłości kres” – piosenki jednego z moich ulubieńców, Leonarda Cohena, w tłumaczeniu Macieja Zembatego na Festiwalu Piosenki Studenckiej. Trwające godzinę wydarzenie prowadził, z właściwym sobie humorem, Andrzej Poniedzielski. Polskie wersje piosenek kanadyjskiego barda wykonywały gwiazdy: Wiktor Zborowski, Maciej Maleńczuk (TUTAJ), Mietek Szcześniak, Beata Rybotycka, Janusz Radek i jeszcze parę innych, których nie kojarzę. Po prostu ciary na plecach.

Na początku lutego słuchałem sobie radia… W RDN Małopolska puścili nagle występ Cohena na żywo z lońdyńskiej O2 Arena w 2009. Miałem łzy w oczach słuchając tego…

Po raz kolejny przekonałem się jaki to niesamowity artysta.  Facet działa od lat 50-tych ubiegłego wieku. W 1985 dał koncert w Sali Kongresowej. Spotkał się również z Wałęsą i poparł „Solidarność”, przez co Polskie Radio go potem bojkotowało.

Do tej pory wydał 12 płyt (w tym 6 koncertowych), dwie książki i kilka tomików wierszy. Większość swoich utworów komponuje sam. Obecnie ma 78 lat i ciągle jeździ po świecie. Niesamowite…

* * * 

Na deser – niedziela, 10 lutego. Do Warszawy na dwa występy w ramach swojej europejskiej trasy koncertowej przyjeżdża Clannad. Na Facebooku zamieścili zdjęcie przykrytej białym puchem stolicy, fani zaś zgotowali im entuzjastyczne powitanie. I chociaż „Stodoła” dała zakaz fotografowania, moje małe marzenie z początku roku niespodzianie się spełniło…

Podobnie 13 lutego ruszyła w Europę z wielkim, z dawna zapowiadanym tournee, grupa Gregorian. Niestety, ONI Polski w planach nie mają. Nie tym razem.

10 lutego był ponadto dniem, w którym odwiedziła nas nasza kochana przyjaciółka, Pani Gosia z Osobnicy. Pisałem, że byliśmy u Niej w czerwcu, a teraz odwzajemniła się. Jak przyjemnie było Ją znowu zobaczyć… Dwa dni pełne rozmów, wspomnień i uśmiechu. Brakowało mi takich odwiedzin. 

* * *

Na koniec tej notki, zostawiam Was Kochani z pewną piosenką, która od dłuższego czasu gra mi w duszy wciąż i wciąż…

Reklamy

Posted on 23 lutego 2013, in Éire, Smaointe, Z celtyckiego kalendarza..., Życie Celta. Bookmark the permalink. 15 Komentarzy.

  1. Cieszę się, że podobało!

  2. Strasznie zajęty z Ciebie człowiek Piter! 🙂
    Uwielbiam ludzi, którzy mają tak bogate życie wewnętrzne, i tyle pasji!
    pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • Jejku, dziękuję za takie miłe słowa ::)

      A co do tego, że ja zajęty człowiek, w pewnym sensie to prawda…chociaż czasami wolałbym być zajęty w nieco inny sposób…podejmowaniem gości, na przykład…

  3. „Kalendarz zaczyna się w święto Samahin w listopadzie”, tak, i powinno się zaczynać 15 listopada, bo ja się urodziłem tego dnia 😉
    Co Ty opowiadasz o Gregorianach?
    http://www.ebilet.pl/szukaj.php?t=t&tid=10527&gclid=CNrujsO0zbUCFUmN3godTDEABQ
    Ps. Nie mylić z galeriankami 😉

    • Torlin, Ty też listopadowy?? Niesamowite 🙂 Ja mam 21 listopada… Stokrotka 13, Rivulet 25…coraz nas Skorpionów więcej 😉

      A tym linkiem naprawdę mnie powaliłeś teraz…nic nie słyszałem o tym, aby mieli teraz nad Wisłę przyjeżdżać… Bardzo, bardzo Ci dziękuję 🙂

  4. Witaj Piotrusiu!
    Bardzo się cieszę, że spotkało Cię ostatnio tyle przyjemności.
    A jeśli chodzi o słynną piosenkę Leonarda Cohena – to też ją uwielbiam – całkiem niedawno – w związku z urodzinami mojej Drugiej Połowy – umieściłam ją na swoim blogu.
    Życzę Ci samych pięknych dni w zyciu. 🙂

    • Ja też się z tego cieszę Stokrotko, bo radości i uśmiechu nigdy za wiele…

      Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej…ja z grypy dopiero wychodzę.

      Ściskam Cię serdecznie!! Wszystkiego Najlepszego dla Męża 😉

  5. o mało co, a przegapiłbym Twoje blogowe urodziny. a tak być nie może, bo chcę Ci zyczyć wszystko, co najlepsze w tej przygodzie, czy może nawet sposobie na zycie, na wyrażanie się, na realizację? dla mnie blog to coś wyjątkowego, mam wrażenie, żew dla Ciebie także.

    życzę Ci w związku z tym nieprzerwanej pomyślności.

    pozdrawiam serdecznie.

    • Dziękuję Ci Beringo z całego serca 🙂 U Ciebie w każdym słowie widać tę wyjątkowość…

      Mam nadzieję, że mnie też się udaje tutaj coś niecodziennego utrwalić i przekazać.

      Mam też nadzieję, że Ty oraz pozostali Czytelnicy dalej będziecie mi towarzyszyć tutaj na Polance 🙂

  6. szczur z loch ness

    Nie trzeba być wybitnym znawcą, bo nawet niedzielny kibic zauważy, że trener Fornalik powiela dokładnie wszystko to co robił Smuda, tj. ustawia grę jednym daleko wysuniętym napastnikiem. Na dodatek takim, którego głównym zmartwieniem jest aby nie nabawić się kontuzji. I nic to nie daje, bo dać nie może i co gorsze nigdy nie da, najwyżej jakiś remis lub przypadkowe zwucięstwo. co zawdzięczamy przede wszystkim bardzo dobrym zawodnikom w naszej bramce. Moim zdaniem należy powołać młodych chłopaków z polskich klubów i budować drużynę od początku.

    • To jest jakieś rozwiązanie, nie wiem tylko czy sprawdzi w warunkach akurat polskiej piłki… Młodzi u nas nie mają szans, bo mentalność całego systemu szkoleniowego nie ta…

      U nas za „młodych i perspektywicznych” uważa się zawodników, którzy są w środku swojej kariery, albo bliżej jej końca…zupełnie inaczej niż na Zachodzie.

      Ciekaw jestem, co o tym, co się dzisiaj dzieje myśli tam na Górze Kazimierz Górski…

  7. Co ta Polanka taka pusta? Celtowie poszli na wojnę? 😉

    • Wojna (z grypą) prawie już wygrana…zostały tylko niedobitki… 😉

      Tak poza tym wszystko dobrze, tylko aktualnie nie dzieje się u mnie nic wartego opisania. Czasami mam takie okresy…

      Przepraszam i proszę Ciebie oraz innych Czytelników o cierpliwość. I dziękuję bardzo za troskę 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: