Powrót do korzeni. Część 7…

Nim przejdę do wspomnień właściwych, kilka słów na początek…

Zdaję sobie sprawę z tego, iż od publikacji poprzedniej części minęło już sporo czasu. Gorąco przepraszam Wszystkich tych, których ten mój wspomnieniowy cykl mógł szczególnie zaciekawić. Przydreptały w międzyczasie na Polankę dwa inne cykle i różne wydarzenia poza tym, musiałem więc Powrót do korzeni odłożyć na półkę.

Na niniejsze moje wspominki złożą się jeszcze dwie, może trzy części. Te nowsze części, podobnie jak starsze, nie będą mieć irlandzkich dat. Irlandzkie datowanie postów to jeszcze stosunkowa świeżość tu na Polance. Powrót do korzeni powstał zaś dużo wcześniej…

* * *

Z takich naprawdę najwcześniejszych lat dziecinnych wspominam jeszcze ze śmiechem mój „pęd” do konstruowania różnych ciekawych i dziwnych wynalazków. Ciągle coś rysowałem i planowałem.

Robot wysokości 4-piętrowego budynku, superszybki poduszkowiec; pistolet na wodę zrobiony z rurek po papierze toaletowym i plastikowych butelek; rower z drewnianych kłód ułożonych w kształt piramidy, z metalowym łańcuchem na pedały i tablicą rejestracyjną jak w aucie… To tylko niektóre moje wynalazki z tamtego okresu.

*

Pisałem także scenariusze filmowe, wiersze i opowiadania, z których znaczna część przepadła…

Wśród tych rzeczy straconych było jedno opowiadanie komediowe o Speedym Gonzalesie, w całości rymowane. Dwa opowiadania obyczajowe. Napisana dla Taty parodia filmu „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” (którego on lubi, a ja nie mogę znieść). Scenariusz do „Łowcy”: dwuczęściowego filmu sensacyjno-fantastycznego z Tommym Lee Jonesem. Koncept innego filmu z Wesleyem Snipesem w roli głównej. Scenariusz do filmu na podstawie „Rycerzy Zodiaku” wspomnianych w części piątej. I opowiadanie, które uważam za największe swoje dziełko (i którego straty do dzisiaj odżałować nie mogę) – „Ziemia: 250 milionów lat temu”. Jedenaście rozdziałów przygód dinozaurów, z domieszką Shrecka (którego pierwszą część miałem już wtedy na VHS), oraz szczyptą „Gwiezdnych Wojen”… Wskutek tych strat, coś się we mnie zablokowało i nie napisałem już od tamtego czasu żadnego scenariusza. Przed paroma miesiącami podjąłem próbę napisania kolejnego opowiadania, lecz po jakimś czasie utknąłem w miejscu.

Wracając do meritum akapitu: pewnym pocieszeniem po tym smutnym przeżyciu był dla mnie fakt, że coś jednak udało się uratować przed wirusem. Uchowało się opowiadanie o Św. Mikołaju, które napisałem w ramach jednego szkolnego konkursu, kilka monologów postaci z „Gwiezdnych Wojen”, oraz jedno opowiadanie napisane niegdyś dla Mamy na Dzień Kobiet. Uchowała się także większość napisanych dawniej wierszy.

*

Teraz, Moi Drodzy, będzie strasznie! 🙂 Znaczy o tym, co ongi wzbudzało we mnie strach mniejszy bądź większy.

Za pierwszym lub drugim moim razem w Chicago (nie kojarzę już dokładnie), wieczorami leciała w telewizji reklama Marynarki Wojennej. Pompatyczna, z mnóstwem efektów specjalnych. Głośne bębny, salutujący Marines i błyskawice… Ilekroć widziałem ten spot, uciekałem w te pędy na drugi koniec domu. Albo nakrywałem się poduszką tudzież natychmiast wyłączałem odbiornik.

Podobne odczucia wzbudzał we mnie temat muzyczny Jamesa Newtona Howarda do serialu „Ostry dyżur”. Nie mogłem nigdy wysłuchać tego do końca, bo zawsze nakrywałem się kołdrą ze strachu…

W czasie kiedy ja, Mama i Busia mieszkaliśmy na Trójkącie Polonijnym, Busia miała w sypialni statuetkę, która mnie przerażała. Stała ona na ławie naprzeciwko jej łóżka i przedstawiała dumnego orła bielika z szeroko rozpostartymi skrzydłami tudzież wejrzeniem groźnym. Orzeł odlatywał ze skały, trzymając w szponach łopoczącą amerykańską flagę. Wtedy nie dostrzegałem w tej statuetce niczego pięknego… Przez nią bałem się wejść do Busiakowej sypialni.

Nie mogliśmy z Rodziną przegapić żadnego występu Marcina Dańca. Facet jest genialny. Dzisiaj występuje już rzadziej niż kiedyś, lecz jego stare skecze znajdywane na YT wciąż rozśmieszają do łez. Identycznie było z Kabaretem OTTO. Do dzisiaj ci trzej (niegdyś czterej) Panowie mają ciepłe miejsce w naszych sercach. Tak samo jak Daniec, OTTO występuje teraz nader rzadko niestety.

Często wracam pamięcią do jednego wieczoru z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to Kabaret OTTO, jeszcze z rudowłosym Ryszardem Makowskim, zawitał do Nowego Sącza. Jako że byłem mały, Rodzice poszli na występ sami. Długo potem im tego zazdrościłem… Pomimo tego, że po ich powrocie dostałem kasetę magnetofonową „OTTO dzieciom”, z osobistymi autografami członków formacji, jak również Ich zdjęcie na nowosądeckim Rynku.

Tym sposobem wraca wspomnienie innego z kolei wieczoru, kiedy to Wasz Celt leżał w łóżku ledwie żyw, heroicznie zmagając się z chorobą. Czuwał nade mną Tata, Mama zaś udała się do apteki i sklepu. Kiedy wróciła, przyniosła mi pocieszenie w postaci kolorowej kasety pod tytułem: „Smerfne Hity” – przeróbki polskich i zagranicznych piosenek (np. Steczkowska, DJ Bobo, czy ATB) na śpiew tych sympatycznych, niebieskich stworków.

Mam teraz uśmiech na twarzy, gdyż (wspomniawszy o chorobie) stanęła mi przed oczami jako żywo puszka „7-UP”. W dzieciństwie lekarze zawsze polecali w grypie leczenie odgazowanym „7-UP”. Piłem tego całe litry…i rzeczywiście pomagało! 🙂 Oprócz tego piłem też „Kinder Biovital” – słodki kolorowy żel wyciskany z tubki jak pasta do zębów; „Bobofrut” w tych charakterystycznych butelkach z ciemnego szkła, jak i chyba najsłodsze istniejące lekarstwo: syrop na kaszel „Drosseteux”… 

*

Ciąg dalszy nastąpi…

Advertisements

Posted on 20 stycznia 2013, in Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. 9 komentarzy.

  1. I na występie Dańca i Otto byłam. Chciałabym zobaczyć na żywo Kabaret Moralnego Niepokoju i Ani Mru Mru. Ich też lubisz?
    Pozdrawiam!

  2. Witaj Piotrusiu!
    Dańca specjalnie nie lubię, bo uważam, że jest trochę przesadny. Bardzo lubię Ani Mru Mru i Kabaret Moralnego Niepokoju. A teraz mi się przydają takie wesołe „kawałki” bo przeziębiłam się i też na syropkach różnych „jadę”.
    Tobie też życzę zdrowia.
    I zapraszam do siebie na opowieść o żubrach białowieskich.
    🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: