Stosunki celtycko-macedońskie…

an Aoine, 7ú lá de mhí na Nollag 2012

Koncept niniejszej notki mam już od jakiegoś czasu, lecz dotychczas miałem zbyt mało informacji, żeby mogło z tego coś być. Ostatnio udało mi się jednak zdobyć nieco więcej danych, więc może się uda. Ale to już ocenicie sami 🙂

Pisząc kiedyś o wędrówkach Celtów, wspomniałem, iż moi duchowi bracia dotarli do Macedonii i przez jakiś czas tworzyli na Bałkanach sporą mniejszość. Na przestrzeni dziejów, Celtowie i Macedończycy zetknęli się ze sobą kilkakrotnie. Przeważnie spotkania te były przypadkowe, zaś ich charakter oscylował gdzieś między neutralnym, a zdecydowanie wrogim.

Pierwsza udokumentowana interakcja między tymi dwoma bitnymi ludami miała miejsce wiosną roku 335 przed naszą erą. Wówczas to Aleksander Wielki wyprawił się na północ. Dotarłszy nad Dunaj, armia macedońska wdała się w potyczkę z lokalnym plemieniem Tryballów. Chcąc przeprawić się na drugi brzeg rzeki, Aleksander zaczął myśleć nad zajęciem trudnej do zdobycia wyspy Peuke (Sosna), gdzie schronili się nieprzyjaciele. Rozmyślania wodza przerwało nagłe pojawienie się potężnej hordy koczowniczych Getów w sile 4000 konnych i 2 lub 3 razy tyle piechoty.

Chociaż Getowie mieli nad wojskiem króla znaczną przewagę liczebną, dzięki sprytnemu fortelowi zostali rozbici w proch. Owe zwycięstwo zrobiło na Tryballach z Peuke takie wrażenie, że natychmiast poprosili o rozejm. I tutaj dochodzimy do najważniejszego…

„Wieść o tych wypadkach dotarła nawet do Celtów znad Adriatyku, którzy również nawiązali uprzejme rozmowy – ale chyba raczej z ciekawości niż ze strachu, bo mieszkali bardzo daleko od terenu działań Aleksandra.

Ich posłowie mają mimo wszystko specjalny tytuł do chwały: są to jedyni ludzie, o których wiadomo, że uznali ambicje Aleksandra nie tyle za budzące trwogę czy grozę, ile po prostu za nieco śmieszne. Celtowie ci byli, według Arriana: „ludźmi wyniosłej postawy i odpowiednio wysokiego mniemania o sobie”. Można ich sobie wyobrazić, jak gładząc długie wąsy spoglądali z cierpliwą wyrozumiałością na krępego, jasnowłosego, dynamicznego księcia, który pytał ich z nadzieją w głosie, czego się obawiają najbardziej na świecie. Spodziewał się oczywiście, że odpowiedzą: „Ciebie, panie”; ale Celtowie nie mieli zamiaru dać się wciągnąć w tę grę. Po chwili głębokiego namysłu odparli, że najbardziej lękają się, by niebo nie runęło im na głowy – jakkolwiek dodali, z odcieniem bezczelnej skromności, że „nade wszystko stawiają przyjaźń człowieka takiego jak on”. Aleksander zachował absolutny spokój (bo cóż innego mógł zrobić?), zawarł pakt przyjaźni z Celtami i odprawił ambasadorów.

Ale podobno mruknął do siebie, że jak na barbarzyńców ludzie ci mają o sobie śmiesznie wysokie mniemanie.” [Peter Green, „Aleksander Wielki. Biografia” – strony 160-161. Przekład: Andrzej Konarek. Kolekcja Wielkie biografie Wydawnictwa PWN, 2010 rok.].

Jako ciekawostkę dodam tu jeszcze, iż ojca Aleksandra, Filipa II, zabił właśnie sztylet wykonany celtycką ręką. Tym bardziej młody wódz musiał być ciekawy tego ludu, o którym przecież (jako miłośnik Herodota) czytał już wcześniej…

*

Macedończycy przypomnieli sobie o tych barwnych plemionach już po śmierci Aleksandra Wielkiego i zakończeniu wojen między diadochami, czyli jego doradcami, o przyszłość rozległego imperium.

Przedstawiam teraz Państwu Ptolemeusza Keraunosa, czyli Pioruna. Ten ciekawy jegomość żył sobie w III wieku przed naszą erą. Był wydziedziczonym synem jednego z diadochów, który po wielu perypetiach rodzinno-politycznych (między innym dwóch morderstwach, z czego jednego dokonał własnymi rękami) został w końcu królem Macedonii i Tracji. Za jego to panowania Celtowie znów ruszyli z północy. Większość władców tamtych krain płaciła Celtom okup, byle tylko zostawili ich w spokoju. Keraunos z kolei został uprzedzony o tym marszu wcześniej.

W roku 280 przybył bowiem do niego król illiryjskiego plemienia Dardanów z propozycją sojuszu i 20,000 wojowników. Gospodarz jednakże buńczucznie odrzucił tę ofertę: Jakże to? Macedonia podbiła pół świata, to czemu miałaby sobie nie poradzić z bandą dzikusów? Wobec takiego argumentu, król Dardanów wzruszył tylko ramionami…i przyłączył się do Celtów 😉

Wodzowie celtyccy wysłali do naszego króla posłów z żądaniem zwyczajowego okupu. Ptolemeusz oczywiście odprawił ich z kwitkiem. Wojna wisiała na włosku…

W roku 279 p.n.e. najeźdźcy wkroczyli do Macedonii w trzech falach. Najpierw doszczętnie złupili Trację. Druga grupa (której przewodził Bolgius) weszła od strony Illirii, a trzecia pod wodzą Brennusa, najechała kraj po ataku na Pajonię.

Wściekły monarcha zebrał naprędce armię. Mówię „naprędce”, gdyż, zamiast ściągnąć regularne wojsko i najemników z leż zimowych, wyruszył jedynie z oddziałami przebywającymi w stolicy – gwardią królewską i załogami twierdz. Wczesną wiosną wydał nieprzyjaciołom walną bitwę pod Bitolą.

To był sądny dzień dla Macedończyków… Połączone siły Celtów i Dardanów dosłownie zmiażdżyły tubylców. Sam król Ptolemeusz Keraunos został ranny i spadł ze słonia. Dostał się w ręce Bolgiusa i szybko stracił głowę 😉

Po bitwie Dardanowie powrócili do siebie; zaś Celtowie, wycofując się na północ, robili to co zwykle kiedy opanowywał ich furor: niszczyli i łupili wszystko po drodze. Nie mieli jednak łatwo.

Dowództwo nad tym, co pozostało z macedońskiej armii, objął niejaki Sostenes. W walkach podjazdowych zmusił on oddziały celtyckie do zaprzestania grabieży. Bolgius dał sobie spokój, ale nim zniknął za horyzontem, najechał jeszcze Illirię. Ot tak, dla efektu.

Drogi Celtów i Macedończyków skrzyżowały się kolejny raz kilka miesięcy później. Oddziały Brennusa pobiły Sostenesa i teraz już całe Bałkany były na ich łasce.

Moi bracia śmiało ruszyli na Grecję i zniszczyli Tessalię. Pod Termopilami niespodziewanie napotkali silny opór ze strony Greków, którzy do tej pory byli raczej zadowoleni z osłabienia swoich północnych sąsiadów. Po ciężkich walkach Celtom udało się wszakże zwyciężyć.

Następnie, jesienią roku 279 p.n.e., wzięli sobie na cel Delfy. Tutaj walki trwały dwa dni.

Pierwszego odparto atak Celtów, dzięki kolejnej enigmatycznej, acz pocieszającej przepowiedni kapłanki Pytii. Kiedy bowiem mieszkańcy tego najświętszego greckiego miasta zapytali się, czy mają przenieść świątynne skarby do jakiegoś lepiej ufortyfikowanego miejsca, otrzymali odpowiedź, żeby niczego nie ruszać. Apollo wraz ze swoimi „białymi dziewicami” ochroni Delfy. Z początku ludzie myśleli, że „białe dziewice” oznaczają Atenę bądź Artemidę, którym również oddawano tam cześć. W czasie celtyckiego ataku okazało się jednak, iż pod tym określeniem kryła się zwyczajna burza śnieżna. Pogoda nagle pokrzyżowała moim braciom szyki; przyjęli śnieżycę za zły omen i wycofali się.

Drugiego dnia Grecy uderzyli na obóz Celtów i dzięki taktyce Etolów polegającej na ciągłym ostrzale z łuków i proc bez wchodzenia w bezpośrednie starcie, zmusili najeźdźców do szybkiego odwrotu.

A że każdy Celt uznaje ucieczkę z pola walki za rzecz nie do pomyślenia, ranny i upokorzony Brennus popełnił samobójstwo, pijąc dużą ilość nierozcieńczonego wina…

Do ostatecznego starcia między bohaterami dzisiejszej notki doszło wiosną roku 277 – dwa lata po rozpoczęciu zatargów. Wtedy to, około 18 tysięcy celtyckich wojów pozostawionych uprzednio na północy przez Brennusa, zaatakowało miasta greckie na Chersonezie Trackim. Mieszczanom pośpieszył z pomocą Antygon II Gonatas (jeden z pretendentów do macedońskiego tronu), który pod Lizymachią podstępem rozbił siły agresorów.

Jaki był bilans tych wszystkich potyczek? Macedonia poniosła olbrzymie straty w ludziach i żywności. Tracja uwolniła się spod jej panowania. Wzmocnili się Dardanowie i Etolowie. Ci ostatni wyrośli na dominującą siłę w greckiej polityce.

Z kolei Celtowie (korzystając z okazji w trakcie odwrotu z Grecji i Macedonii) założyli dwa państwa: państwo Skordysków u zbiegu Dunaju i Sawy, oraz leżące na południe od niego Tylis.

Czasami jeżdżę palcem po mapie w poszukiwaniu dawnych celtyckich siedzib. Tym razem z ciekawości szukałem rzeki Sawy. OTO, co udało mi się znaleźć. Przypuszczalnie to właśnie w tej okolicy, na tym zaznaczonym jaśniejszym obszarze, znajdowały się te dwa celtyckie państwa. Owe założenie jest tym bardziej wiarygodne, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż kawałek na południe od Sawy moi bracia założyli miasto Singidunnum, czyli dzisiejszy Belgrad

*

Na koniec zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy Brennusie i Bolgiusie…

Brennus (zlatynizowana forma celtyckiego bran – „książę”) był wśród Celtów dosyć popularnym imieniem. Jego posiadacz zaś niemal zawsze dokonywał czegoś wielkiego.

Kiedyś pisałem, iż Celtowie dwa razy najechali Rzym. Jeden z tych najazdów prowadził wódz imieniem Brennus. Z kolei inny Brennus był królem w Brytanii i do dziś figuruje jako jeden z kandydatów na legendarnego króla Artura.

Bolgius było kontynentalną formą imienia Beli. W jednych źródłach podają, że to imię pochodzi od Bellenusa, celtyckiego boga płodności i ulubieńca Asterixa 🙂 Gdzie indziej piszą z kolei, że chodzi o króla Beli Mawra (Wielkiego Beli), na wpół legendarnego przodka współczesnych Walijczyków. Zgodnie z pewną średniowieczną tradycją, Beli Mawr był mężem Św. Anny, kuzynki Najświętszej Maryi Panny.

Osobiście posiadam książkę, w której Beli Mawr jest bóstwem czczonym przez Galów i Walijczyków – Panem Śmierci i świata podziemnego.

Ponadto od imienia Bolgius wzięła swoją nazwę współczesna Belgia, gdzie moi duchowi bracia też drzewiej pomieszkiwali.

*

Do tego tematu chyba jeszcze wrócę 😉 Jak zawsze, ciekaw jestem Waszej opinii…

SLANCHE, Kochani Czytelnicy!

Advertisements

Posted on 7 grudnia 2012, in Ceilteach. Bookmark the permalink. 25 komentarzy.

  1. Grubas Pendragon

    Włożyłeś w to sporo pracy i chwała Ci za to. Celtowie z Twojej opowieści wydają mi się zupełnie innym ludem niż ci, których śladów szukam na codzień w Irlandii. Może dlatego, że tu tłukli się głównie między sobą i nikt tego nie opisywał a w Europie opisywali ich ci, którzy tam mieszkali oprócz Celtów. A może znasz jakieś pisma pozostawione przez Celtów w Europie kontynentalnej? Bo tu oprócz inskrypcji nagrobnych w języku ogham nic, nic…

    • Dziękuję bardzo za te przyjemne słowa 🙂 Serce wkładam w każdą notkę tutej. Wiem jednak, że to właśnie na celtyckie teksty moi Czytelnicy czekają szczególnie…

      Czy coś takiego mam? Hmmm… Wprawdzie niedawno przeleciała mi przed oczami pewna nazwa, musiałbym jednakże trochę poszperać. Tak jak szperałem tworząc tę notkę 🙂 Nic nie obiecuję, ale jeśli coś znajdę, na pewno dam znać 😉

      A pod jakim względem „moi” Celtowie wydają Ci się inni? 🙂

  2. Piter, aleś się napracował,. Super tekst ;o)))

  3. Wow super notka, aleś się rozpisał ^^ Powienieneś historykiem zostać Celcie, albo chociaż celtyckim kronikarzem 😉 A piszesz ciekawie!

  4. To, że wiąże się Beli Mawra ze Św. Anną, kuzynką Najświętszej Maryi Panny, to mnie akurat nie dziwi. Większość królewskich rodów chciałoby mieć koneksje z Bogiem lub z bogami.
    Tak było za faraonów, w taki sam sposób wiązano królów francuskich z rzekomym dzieckiem Marii Magdaleny i Jezusa. Ile w tym prawdy? Dziś trudno to orzec.
    Podobno wchodząc do delfickiej wyroczni można było spotkać napis: „Poznaj samego siebie”.
    Kto wie, co można było przeczytać wychodząc z niej?

  5. Bardzo ciekawy tekst. Ale muszę Ci się przyznać, że biografia Aleksandra Petera Greena stoi na mojej półce od dwóch lat i nie mogę się przedrzeć przez pierwsze stronice. Może ten okres mnie nie bardzo interesuje. A może książka jest zbyt dla mnie szczegółowa?

  6. szczur z loch ness

    Przyznam, że jestem w szoku i nawet jako osoba nie interesująca się kulturą Celtów sporo ciekawych rzeczy się dowiaduję. Wyłania mi się z tego wszystkiego teza, że Celtowie byli wszędzie i w każdej kulturze pozostawili ślady swojej bytności. Takie lub inne. Żałuję, że brak mi czasu aby o tym coś więcej poczytać ale liczę, że będziesz tu nadal umieszczał notki temu poświęcone.
    Pozdrawiam (my) z Loch Ness 🙂

    • Dopóki starczy materiałów, oczywiście 🙂 Miedzy innymi po to Polanka powstała…

      I tak, Celtowie w swoich wędrówkach na przestrzeni 1000 lat osiedlili się w całej Europie. Z tego, co wiem, nie dotarli tylko do Afryki…

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: