Wspominki szpitalne wrześniowe…

an Mháirt, an 25ú de Mheán Fómhair 2012

*

To sześć lat, Moi Drodzy. Sześć lat, odkąd ostatni raz byłem w Szpitalu Shriners w Chicago. Czas leci zdecydowanie zbyt szybko… Nie pamiętam już dokładnej daty, ale wiem na pewno, że była to końcówka września. Miesiąc przed powrotem do Polski. I tak mnie coś wzięło na wspominki...

Noelleenergiczna i uparta blondynka. Rodowita Amerykanka o żydowskich korzeniach i francuskim imieniu. Płynnie mówi po hiszpańsku, uwielbia język polski: „Ja jezdem siefem” – Jej zwyczajowy zwrot do mnie podczas każdych ćwiczeń 😉 Zawsze mówiła do mnie: „Pioter”. Żona Gwatemalczyka, który jakiś czas temu otrzymał amerykańskie obywatelstwo.

Joe Krzakuśmiechnięty i wysportowany. Zawsze zagrzewający swoich podopiecznych do ćwiczeń, do JESZCZE większego wysiłku 🙂

Jak słychać mający polskie korzenie (konkretnie babcię-Polkę)  i dumny z owego faktu. On wymawia swoje nazwisko „Krzak”, a cała reszta Szpitala – „Ker-zak”. Śmieje się często, iż posiada związki z byłym już Prezydentem USA: „Krzak” to po ichniemu „Bush”… Szczęśliwy mąż swojej żony-Włoszki.
Brielle – przebojowa z charakteru, o kręconych włosach i okularach na nosie. Uczyła mnie poruszać się w basenie. Posiadaczka męża-Amerykanina, któren to mąż posiada parę kropel włoskiej (sądząc po nazwisku) krwi.
CathyNajpierwsza rehabilitantka (1996) i do dzisiaj oddana przyjaciółka. Wrażliwa Słowaczko-Amerykanka o ciepłym uśmiechu. Szczęśliwa żona i matka 4 dzieci – 2 córek i 2 synów, z czego jeden syn imię odziedziczył po mnie 🙂 Cathy cały czas się śmieje, że ja byłem Jej pierwszym Piotrusiem, a potem urodził się drugi… 🙂
Bradterapeuta rekreacyjny. Brunet w okularach. Od kilku lat kipiący energią i pomysłami na to, jak odciągnąć myśli nieco starszych pacjentów od spraw czysto szpitalnych. Organizator różnych wycieczek i zabaw. Ojciec kilkumiesięcznego synka.
Chris – Silny, czarnoskóry, wyluzowany pielęgniarz. Jeden z moich ulubieńców 🙂
Joannekolejna osoba znana z dawien dawna. Wesoła pielęgniarka, pracująca na oddziale, gdzie leżałem podczas wszystkich wizyt w Szpitalu.
Dr Smith – uznany, „poważnie się noszący” lekarz, skory jednak do uśmiechu. Operował mnie w 2005.
Lindaczarnoskóra pielęgniarka, znana wśród pacjentów z dużych oczu, szerokiego uśmiechu i smaku do popcornu z keczupem
Cindykolejny członek personelu szpitalnego, z którym znam się już dosyć długo. Czarnoskóra o olśniewająco białym uśmiechu. Od lat kręci się po szpitalu, załatwiając różne sprawy. I zawsze się pytała, co u mnie słychać, ilekroć wpadaliśmy na siebie.
MeaganPisałem o Niej na Polance już parokrotnie, nie będę się powtarzał.  Powiem tylko, że Ona „na bank” musi mieć irlandzkich przodków. Jej imię oznacza po irlandzku: „Upajająca”, a jeden z jej dwóch braci ma na imię Carrick – po irlandzku „Skała”
*
Uważam, że miałem niesamowite szczęście, mogąc 6 lat temu po raz ostatni zobaczyć się ze wszystkimi wyżej wymienionymi osobami. 

Dzięki Facebookowi, Skype i mailom mam nadal kontakt z Cathy i Jej dzieciakami (najczęściej), także z Noelle i z Brielle. Do niedawna miałem też kontakt z Meagan, ale nagle dezaktywowała swoje konto. Do Joanne (podobnie jak do Cathy)  wysyłam kartki na Święta. O Bradzie wiem jedynie „z drugiej ręki”, o doktorze Smithcie tylko z oficjalnej strony Szpitala. Z kolei z Lindą, Cindy, Chrisem i Joem nie mam kontaktu wcale, więc nie wiem, co u nich słychać. Być może pracują Tam jeszcze, a być może nie. Sporo osób się poprzeprowadzało. Wiem też, że Szpital zmienił się trochę przez te lata – dobudowali nowe skrzydło i kilka pomieszczeń.

W minione wakacje, Szpital Shriners w Chicago obchodził 86-lecie swego istnienia. Co roku na urodziny Szpitala jest wielka feta 🙂
Równocześnie, Bractwo Masonów, którzy te szpitale założyli (20 placówek w Stanach i po 1 w Kanadzie i Meksyku) świętowało 150. rocznicę powstania. Z tej podwójnej okazji, Rada Nadzorcza Shriners Hospitals zbierała od byłych i obecnych pacjentów oraz pracowników opowieści o tym, jak postrzegają szpital. Pomyślałem sobie: co mi szkodzi? i również wysłałem do nich swoją opowieść. Po kilku dniach odpisał mi pewien fotograf współpracujący z władzami Shriners. Moje wspomnienia znalazły się wśród tych przesłanych do centrali i odczytanych na rocznicowym zjeździe Bractwa! Niesamowite! 😀
Tęsknię za Shriners bardzo, ale cieszę się, że mam kontakt chociaż z paroma osobami, nawet jeśli już tam nie pracują. Mam wielką, wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś Tam wrócę i spotkam Ich Wszystkich ponownie… 
Reklamy

Posted on 25 września 2012, in Życie Celta.... Bookmark the permalink. 15 komentarzy.

  1. Nie znam Cię tak długo,żeby wiedzieć o pobycie w szpitalu, ale masz szczęście,że masz dobre wspomnienia;))

  2. Wspaniale to wszystko, a właściwie te wszystkie osoby opisałeś. Musiałeś być tam bardzo lubiany.
    Życzę Ci wszystkiego najlepszego Celcie – masz na imię tak jak mój starszy syn.:-)

  3. Niesamowite, że ich wszystkich tak doskonale pamiętasz. Musiałeś być otoczony naprawdę bardzo troskliwą opieką, że tak dobrze wspominasz pobyt w szpitalu.
    Zdrowia i możliwości rozwoju ci życzę.

    • Nigdy nie zapominam o osobach bliskich mojemu sercu…

      I tak, Tamtejsza opieka była po prostu fantastyczna…

      Szkoda, że Shriners to szpital dla dzieci – tylko do 21 lat. Mógłbym tam jeszcze sporo skorzystać…

  4. To dobrze jeżeli spotykamy na swojej drodze ludzi których potem miło wspominamy

  5. Mi sięganie pamięcią aż tak dobrze nie wychodzi, ale z reguły, na szczęści, uchodzi mi to płazem! 😉

    Pozdrawiam Cię serdecznie;-)

  6. Myślę, że możesz się pochwalić naprawdę niezwykłymi doświadczeniami… Nic tak nie ubogaca życia, jak dobre, głębokie relacje z ludźmi, prawda? Mam nadzieję, że będę tu częściej gościć 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

    • Mam tego świadomość, słuchaj. Niewiele osób przeżyło tyle co ja w tak stosunkowo krótkim czasie. I miało tyle szczęścia, żeby trafić na odpowiednich ludzi…

      Ja również mam nadzieję, że będziesz mnie odwiedzać częściej teraz 🙂 Ściskam serdecznie!

  7. Przed 2 miesiącami przebywałem [drugi raz w ciągu 9 lat] w szpitalu [ciśnienie jak w sejmie przed głosowaniem nad dostępem do środków antykoncepcyjnych… 243 na 220 przy tętnie ok. 120!!!] zwanym od lat przez tych, którzy w nim nigdy nie byli [ale słyszeli od innych, że…. podobno… ludzie mówią… „któś” umarł kiedyś na „cóś”..] z czułością „umieralnią”…. Wdzięczność…wdzięczność dla tej podwarszawskiej „umieralni” i ludzi w niej t y r a j ą c y c h… Tylko kierowniczka Izby Przyjęć – wredna i głupia ponad dopuszczalną normę. Napisała z miejsca donos [pardon – „meldunek”] na lekarza za to, że skierował mnie :”na sygnale” nie przeprowadziwszy „wstępnych badań”…
    POZDRAWIAM…

    • To Ty miałeś umrzeć, byleby papiery były wypełnione??!

      Nie mam słów… Gdyby o czymś takim za Oceanem słyszeli, łapaliby się za głowę jak to możliwe…

      Współczuję i pozdrawiam!

      PS. Jest coś takiego jak „dopuszczalna norma głupoty” ? 😉

  8. Miło, że można mieć miłe szpitalne wspomnienia…:)
    Kłaniam nisko:)

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: