Piłkoszał.

Świat od jakichś 5 lat coraz mniej przypominał starą dobrą Matkę Ziemię, z oceanami i kontynentami, a coraz bardziej przywodził na myśl piłkę futbolową… Kulminację tego mieliśmy okazję widzieć miesiąc temu, podczas EURO 2012 w Polsce i na Ukrainie.

Każdy chyba pamięta jeszcze ten kwietniowy moment z 2007, kiedy to Michele Platini otwierał kopertę, z której powoli wyjął kartkę z napisem: „POLOGNE-UKRAINE”. Ten gest spowodował w Kraju nad Wisłą natychmiastową eksplozję „piłkoszału”. Im bliżej zaś było do wielkiego meczu inauguracyjnego, tym „piłkoszał” coraz bardziej przybierał na sile.

Ta niesklasyfikowana przez ekspertów okresowa choroba dawała się odczuć w życiu codziennym, politycznym i kulturalnym. Ministerstwo Transportu wreszcie się obudziło i z niespotykanym zapałem jęło naprawiać nasze dziurawe jak ser szwajcarski drogi. Machina reklamowo-propagandowa ruszyła pełną parą. Od „mistrzowskiej drużyny telefonów” do „drużyny pampersów”, od „Koko Euro spoko”, do soków, czekoladek i „Dream Teamu” na kanale Discovery – nie było chyba branży, która w choćby minimalny sposób nie próbowała się podpiąć pod to wydarzenie. Oczywiście nie obyło się bez problemów typu Chińczycy i A2, czy sprawa Julii Tymoszenko. Doczekaliśmy się nawet własnej „Miss Euro 2012„!  Polscy politycy naturalnie wyczuli okazję i próbowali się ogrzać w blasku mistrzostw. Już po rozpoczęciu Euro zdarzały się bójki z udziałem Rosjan i polskich kiboli.  Coś takiego na imprezach tej rangi jest nieuniknione. Jednak Imperator Futbolu co jakiś czas przyjeżdżał i dawał zielone jak murawa na boisku światło do dalszej pracy…

Ostatnia prosta, kilka tygodni przed 8 czerwca.  Piłkoszał był dosłownie WSZĘDZIE. Radio, telewizja, internet i powietrze w domu Kowalskiego i Nowaka było piłką przesycone. Klasyczny przypadek: „Otwieram lodówkę, a tam…”. Byłem chyba trochę eurosceptykiem. Zresztą nadal mam pewne wątpliwości, ale o tym później.

Przed meczem Polska-Grecja przypadkiem wpadł mi w ręce oficjalny album na Mistrzostwa i parę naklejek. Marylka kiedyś śpiewała: „Dalej Orły! Wszyscy dziś jesteśmy kibicami…”. Wszyscy. Nawet tacy antykibice jak ja, dla których piłka nożna leży zupełnie poza kręgiem tego, co ich na co dzień pociąga 🙂  Zaskakując samego siebie, odkryłem, iż czekam na występy Biało-Czerwonych z niejaką ciekawością. Po pierwszym meczu owa ciekawość rozciągnęła się też na inne reprezentacje. Nie oglądałem wszystkich meczy jak leci, tylko co niektóre…

Polska-Grecja – 1:1 – jak na otwarcie Mistrzostw, niezły wynik. Chociaż moim zdaniem, w II połowie Naszym zabrakło „pary”… Piękna, piękna obrona Tytonia!

Chorwacja-Irlandia – 3:1 – nietrudno zgadnąć komu tutaj kibicowałem 😉 Hasło „Nigdy nie pokonasz Irlandczyków” niestety się nie sprawdziło. W II połowie dało się już zauważyć desperację, z jaką Irlandczycy próbowali zmniejszyć przewagę Chorwatów. Kiedy Wyspiarze płakali po końcowym gwizdku, moje serce płakało razem z nimi. Jeśli o Chorwatów chodzi, naprawdę podziwiałem Mandżukicia. Facet chyba po tym meczu nóg już nie czuł. Co za wytrzymałość!

Jeszcze na chwilę zatrzymam się przy Irlandczykach. W wiadomościach kolorowa, gwarna parada kibiców zmierzających na Narodowy. Kamera wyłapuje z tłumu obnażonego do pasa faceta, w zielonych spodniach i czapeczce w irlandzkie barwy narodowe. Gość w drodze na mecz przygrywa sobie na bodhranie, który z jednej strony ma śliczny celtycki wzór! Co za widok dla Celtofila! 😀

Anglia-Francja – 1:1 – Tutaj też wiadomo, za kim był Celt. Jak na „starcie gigantów” wynik zaskakujący. Zaskakujący remis i sam niski wynik również zaskoczenie. Z dużej chmury mały deszcz…

Rosja-Czechy – 4:1 – Cóż… Matuszka Rassija jak burza rozgromiła przeciwników…

Czechy-Grecja – 2:1 – Biedni Grecy. Czesi zwyczajnie zemścili się za porażkę powyżej. Nic osobistego.

Hiszpania-Włochy – 1:1 – Futbolowe potęgi i gorące, południowe temperamenty. I tylko remis. Nic dziwnego, że obie drużyny były wściekłe…

Polska-Rosja – 1:1 – Emocje kipiały. Znowu remis dla nas. Twierdzę, że remis to nie porażka. Ruskie próbowały z nami tę samą taktykę, co z Czechami. Było kilka sytuacji i próby Lewandowskiego. Dżagojew po strzelonym golu natychmiastowo stał się u nas wrogiem publicznym nr 1. Żółta kartka słusznie mu się należała. A bramka Błaszczykowskiego…jeden z tych momentów, które będziemy pamiętać długie lata.

Hiszpania-Irlandia – 4:0 – Bramkowo, Hiszpanie ich zdruzgotali. Ale widowiskowo, to był piękny mecz… Irlandczycy pięknie się bronili. Gdyby nie irlandzki bramkarz, Torres i Spółka mogliby zdobyć jeszcze więcej bramek. Irlandzka obrona to jednak broń obosieczna. Bronili się zbyt głęboko, zbyt blisko własnej bramki. Tym samym dawali Hiszpanom sporą przestrzeń do manewrowania, którą ci umiejętnie wykorzystali. Ogólnie widać było, że Zieloni trochę się ogarnęli po porażce z Chorwatami. A irlandzcy kibice – nie mam słów

Polska-Czechy – 0:1 – No cóż. Mecz Wielkich Nadziei, Mecz Jednej Bramki. Jedna bramka. Tyle wystarczyło do awansu. Kilka pięknych, ale zmarnowanych okazji na gola. Czesi od samego początku rzucili się na nas jak wściekłe psy.  W drugiej połowie zmęczenie wyraźnie dawało się we znaki obu drużynom. I jeszcze presja związana z tym co działo się w pojedynku Rosja-Grecja. A Tytoń jak dla mnie znowu był bohaterem – chłopak łapał te piłki jedna za drugą, aż miło było patrzeć. Bez niego, czeski rezultat bramkowy wgniótłby nas w ziemię. Mimo wszystko wierzyłem, że stać nas chociaż na remis…

Włochy-Irlandia – 2:0 – Według komentatorów, to Włosi kontrolowali całe spotkanie, ale jak na moje niewprawne oko, to Zieloni bardziej dali popalić. Grali bardziej dynamicznie niż w poprzednich spotkaniach. Lepiej orientowali się, co robić z piłką, mimo, że to Włosi częściej ją mieli. Ta świadomość jednak nie dała drużynie z Eire bramki. A tak liczyłem chociaż na jedną…

Ale to, czego nie dokonali Irlandczycy, z nawiązką nadrabiali ich kibice. To ONI są prawdziwymi zwycięzcami Euro. Kiedy rozbrzmiewał hymn Italii, Irlandczycy też go śpiewali (inni kibice po prostu w tym czasie gwizdali, reakcja kibiców Eire naprawdę miło Włochów zaskoczyła). Kiedy zielona część trybun śpiewała znów „Fields Of Athenry”, ja (jako że nie znam tej pieśni) śpiewałem piłkarzom kadejszyn dontejszyn. Piosenka niezbyt piłkarska, ale irlandzka. Liczą się intencje 😉

Z innych ciekawostek można tu wymienić na przykład TO… Albo nazwisko włoskiego bramkarza: BUFFON 😀 Poza tym obie drużyny prowadzili Włosi, przy czym obecny trener Irlandczyków (Trapattoni) prowadził w latach 80-tych Juwentus Turyn, w którym grał obecny szkoleniowiec Włoch: Prandelli. Ten mecz był więc spotkaniem starych znajomych 🙂

Inna rzecz: irlandzka piosenka na Euro. Podoba mi się 🙂 Wykonana z typową dla Eire werwą. A tytuł? „Wyboista droga do Polski”. Pasuje jak ulał! 😀

Jeszcze warto nadmienić, iż przed meczem, poznańscy kibice skrzyknęli się na Rynku, aby wesprzeć irlandzkich kolegów. Każdy z obecnych miał na sobie coś zielonego 🙂

A na koniec, żeby jednak nie było za słodko – łyżka dziegciu w tej beczce miodu… (znalezione na forum ECHAsu).

Po powyższym spotkaniu Euro się skończyło, przynajmniej dla mnie. Jak wspomniałem wcześniej, jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw zacząłem mieć poważne wątpliwości. Czy zdołamy właściwie i w całości wykorzystać ten przeogromny kapitał sympatii i rozpoznawalności, jaki dzięki tej imprezie zbiliśmy? Wątpię. Naparzanki po meczu z Rosją i ciało irlandzkiego kibica wyłowione pod Bydgoszczą to już 2 poważne rysy na naszym wizerunku. Że nie wspomnę o słynnym programie BBC i „ostrzeżeniu” byłego kapitana angielskiej reprezentacji…

W sumie to podzielam obawy mojego Taty – jeszcze trochę i ministrowie znowu będą myśleć, że polskie drogi są takie jak autostrady w USA i nie trzeba nic naprawiać. Kiedy euforia do reszty opadnie, znowu usłyszymy, jak bieda piszczy. Czas zresztą pokaże. Ja osobiście cieszę się z całego miesiąca bez polityki w mediach. Cieszę się strasznie, że to właśnie Polacy dostali historyczną szansę zorganizowania takiej imprezy. Że wszyscy jednak JAKOŚ temu wyzwaniu podołali, a pozytywne emocje zdecydowanie przeważały…

Advertisements

Posted on 8 lipca 2012, in Eire, Smaointe. Bookmark the permalink. 13 komentarzy.

  1. szczur z loch ness

    Przyznam, że czekałem na ten tekst i byłem ciekawy Twoich refleksji. Będąc poniekąd w środku tego wszystkiego 🙂 i bawiąc się teraz z kotami piłką z półfinału 🙂 nie ma się dystansu. Okazało się, że odbieramy rzecz całą podobnie. A skoro tak jest, napiszę o czymś innym, równie ważnym. Dostosowaniem stadionów do potrzeb osób niepełnosprawnych. Jeśli Onet zacznie normalnie działać to pewnie umieszczę ilustrujące problem zdjęcia. Mam takie z meczu ligowego Legii z Lechią robione w zeszłym roku na PGE Arena w Gdańsku 🙂 W kategoriach skoku cywilizacyjnego odnotowuję, że o tym wreszcie w środku Ewuropy pomyślano. I wyobraź sobie było tam mnóstwo takich osób. Dodam jeszcze sprostowanie. Zadyma z Rosjanami była przed meczem, a nie po. I pewnie w ogóle by jej nie było, gdyby nie ukochane media, które całą sprawę wręcz sprowokowały :-(. I chwała Policji, która tzw. młodzież patriotyczną potraktowała gazem.
    Ukłony z Loch Ness 🙂

    • Nawet nie wiesz jak słodki to miód na serce me, słyszeć takie wieści o dostosowanych obiektach… Może jest jakaś nadzieja jeszcze dla wszystkich niepełnosprawnych Polaków?? 🙂
      Po Twoich słowach przypomniała mi się teraz sprawa UEFA z niepełnosprawnymi… O unieważnionych wejściówkach na mecz. Słyszałeś może?

      Pogłaszcz proszę Kociaki ode mnie… 😉

  2. szczur z loch ness

    Sprawy nie znam … tym bardziej, że UEFA tym wszystkim dowodziła i kasę zgarniała rozdając i sprzedając wspomniane bilety według własnego rozdzielnika. Z tego co mi wiadomo, problemem była głównie cena biletów, a nie kłopoty z ich dostaniem, bo widziałem w dni meczowe sporo osób z kartkami w dłoniach: kupię bilet, ew. innych z kartką: sprzedam bilet, więc pewnie dość łatwo te osoby dochodziły do porozumienia.
    Pozdrawiam z Loch Ness

  3. Uffff… Przebrnęłam. Mi najbardziej podobał się oczywiście Clannad. 🙂

  4. No cóż… poczytałem sobie te wyrzekania Irlandczyka na swych ziomków… Wielce odświeżające i pouczające:)
    Kłaniam nisko:)

  5. Śledziłem również to Euro mimo sesji egzaminacyjnej, która nałożyła się z mistrzostwami. Nie powiem, ciekawe urozmaicenie nauki. Przy czym, nie lubię się rozczarowywać, a w przypadku występów naszej kadry tak było. Mam tak, że się od razu angażuję.

    Czy śledziłeś występy naszych siatkarzy? 🙂

    Pozdrawiam!

    • Występów siatkarzy nie widziałem, ale o o niesamowitym zwycięstwie słyszałem i śmieje się od ucha do ucha… 🙂 Możemy jednak być z czegoś dumni… 🙂

      Co do piłki nożnej, z grupy nie wyszliśmy, ale Tytoń to dla mnie zuch chłopak! 🙂

  6. Ach, jak ja lubię takie „maratony” 🙂 Z tęsknoty za nimi zaczęłam oglądać turnieje wielkoszlemowe a w przerwach między nimi rozgrywki Ekstralkasy i Ligi Mistrzów. I czekam na Brazylię, z góry obawiając się zalewu najgłupszych, najagresywniejszych i najdłużej trwających reklam jakie ludzkość wyprodukowała. Będzie pewnie często. Opracowuję i udoskonalam metodę omijania „śmietnika” w 99,9%. Już zaczynam zaciskać kciuki za Niemców. Oczekuję znakomitego widowiska i wysokiego poziomu gry. Kiedyś i jakoś trzeba równoważyć takie czarne plamy na idei futbolu, jak dzisiejszy meczyk Legii. Akurat przed nim spacerowałam po Agrykoli czyli w pobliżu Pepsi Areny (stadion Legii). Atmosfera była miła, młodzi ludzie w szalikach podążali grupkami, policjanci, też grupkami, stali uśmiechnięci. Śpiewy się niosły jak zwykle do parku, „Polska, biało-czerwoni”, aż miło. I potem łu-bu-du i przerwany mecz. Chyba wytrzasnę skądś jakąś „Historię sportu” i poczytam, jak to drzewiej bywało.

    A Szczęsny znowu niedawno w LM popełnił kiksa i musiał zejść z czerwoną kartką, tyle, że zastąpił go Fabiański – oklaski, rzecz jasna dla tego drugiego. A pojutrze towarzysko Polska – Szkocja, zawsze jakiś przedsmak, bo, na dodatek, na Narodowym 🙂

  7. Ups, literki mi się plączą. Ekstraklasy, oczywiście 😉

    • Kobieta lubiąca piłkę nożną…jesteś chyba rzadkością 🙂 Ja z kolei jestem kibicem mocno niedzielnym… Sentyment do sportu mam, ale bardziej do NBA.
      Być może zerknę na ten nasz mecz ze Szkocją. Kiedy chodzi o kraje celtyckie, budzi się we mnie nawet kibic piłkarski 🙂

      • Jestem rzadkością. Bez „chyba”.

        Widziałam dziś na mieście facetów w spódniczkach w szkocką kratę, nogi gołe. Kibice szkoccy nadciągają. Powinno być ciekawie 🙂

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: