Intensywnie…

Nie ma mnie tutaj (ani w necie ogólnie) zbyt często ostatnio. Moje życie nagle nabrało tempa. Żyję intensywnie… Co kilka dni gdzieś wyjeżdżam. Brakuje czasu, żeby coś porządnego skrobnąć. 


Bardzo Was przepraszam…już dawno tak nie miałem. Ale uczciwie muszę przyznać, że cieszę się z takiego obrotu spraw. Przykro mi jedynie, iż zaniedbuje nieco moich przyjaciół. Mój rytm dnia jednak też się zmienił… 

4 marca było to piękne, słoneczne, chociaż lekko chłodne pół dnia. Postanowiliśmy wykorzystać okazję: udaliśmy się na spacer oraz na grób dziadka Kazika. Niby tylko dwie godziny wszystkiego (poszliśmy po obiedzie, gdyż wcześniej nie było słońca), ale było cudnie… 
Kolejny wyjazd wypadł 10 marca. Pojechaliśmy do Kamionki. Znowu kilka wspaniałych godzin upłynęło na rozmowach, śmiechu. Uwielbiam takie spotkania. Nic lepiej nie ładuje baterii człowieka na kolejny dzień szarej codzienności. 
Do Kamionki wróciliśmy znowu 25 marca. Kolejny raz było tak, jak przedtem – ciepło, słonecznie, rodzinnie. Tym razem dołączyli do nas również Wujek Bogdan i Ciocia Beatka. Zauważyliśmy ponadto nową hustawkę (poprzednia uległa zniszczeniu). Niestety, nie było okazji, aby ją wypróbować. Może następnym razem. Obie nasze wizyty Babcia Rózia smacznie przespała…

18 marca zrobiliśmy niespodziankę Busi i wybyliśmy w „tajemnicy” do Krynicy – jednego z Jej ukochanych miast. Co prawda, najbardziej zainteresowana od początku domyślała się celu podróży, ale niespodzianka i tak się udała. Mina Busiaczka w czasie spaceru na krynickim deptaku – bezcenna… 
Rzeczywiście jest tam pięknie, chociaż Rodzice i Busia zgodnie twierdzą, że kiedyś miasto wyglądało lepiej. Że strasznie się rozbudowało. Wciąż jest tam jednak wiele starych, urokliwych kamieniczek pamiętających jeszcze XVIII wiek, a obecnie pełniących rolę hoteli bądź restauracji. A jakie tam powietrze…mmm… UPAJAJĄCE… To jedyne określenie, jakie mi do krynickiego powietrza pasuje. Kiedy wieczorem przyłożyłem głowę do poduszki, nie pamiętam kiedy zasnąłem. Rzadko mi się coś takiego zdarza. 
W Krynicy spędziliśmy praktycznie cały dzień. Nieustannie towarzyszył nam łagodny szum płynącej tuż pod nami rzeki, Kryniczanki. Byliśmy pod pomnikiem Nikifora oraz w pijalni. Ciekawostka: Krynicę od Sącza dzieli jakieś 30 km. W Sączu śniegu już nie uświadczy, za to na drodze do Krynicy wciąż zalega gruuubą warstwą. 
 
To byłoby na tyle moich ostatnich wojaży. 
Wielkanoc już coraz bliżej… Przyjmijcie więc wszyscy, Znajomi i Nieznajomi, najserdeczniejsze życzeniZDROWIA, SZCZĘŚCIA, RADOŚCI I NADZIEI PŁYNĄCEJ Z CUDU ZMARTWYCHWSTANIA… PYSZNEGO ŚWIĘCONEGO W RODZINNYM GRONIE, A DYNGUSA MOKREGO OD STÓP DO GŁÓW. WESOŁEGO ALLELUJA!… hahaha 
Advertisements

Posted on 31 marca 2012, in Oghaim, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: