Kilka radości i jeden smutek…

Zarówno tytułowe Radości, jak i Smutek, odczuwane są obecnie przeze mnie równie mocno.


Pierwsza Radość spotkała mnie przypadkiem, kiedy buszowałem sobie po necie kilka dni temu. Tako buszując, natrafiłem na oficjalną stronę mojego starego szpitalahehehe  Tego, o którym kilkakrotnie już tutaj pisałem. Tego, gdzie mnie operowano i gdzie miałem rehabilitację. Gdzie zostawiłem spory kawał swego serca i z którego mam tyle wspomnień… Do tej pory mam ciarki na plecach myśląc o tym i przeglądając sobie tę stronę. Tam jest wszystko – program chorób, którymi Szpital się zajmuje, szpitalne pomieszczenia, oświadczenie o Misji Szpitala. Zaraz po tym jak strona się wczyta, widać filmik o Szpitalu i Jego pracownikach. Jeśli włączycie ów filmik, zobaczycie między innymi pewnego siwowłosego doktora za okularami – Petera Smitha. To właśnie doktor Smith operował mnie ostatnim razem, w 2005. W filmiku występuje też niejaka Sarah Klaas, sympatyczna wolontariuszka, która od lat organizuje najróżniejszego rodzaju imprezy i wydarzenia dla pacjentów w czasie, kiedy nie mają oni akurat fizykoterapii. Cały wieczór spędziłem przeglądając tę stronę. Takiego kolorowego, pełnego troskliwych fachowców szpitala jeszcze w Polsce nie ma i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Przyznam Wam się szczerzę, chociaż w 2006 oficjalnie przestałem być tamtejszym pacjentem (bo dzieci są tam leczone tylko do 21 lat), to do dzisiaj tęsknię za Shriners całym sercem. Jeżeli byłaby taka możliwość, chciałbym Tam wrócić jeszcze choć raz w życiu…

Klikając z kolei na zakładkę „Virtual Tour”, będziecie mogli zobaczyć cały Szpital. Wszystkie te miejsca, gdzie spotkało mnie tyle ciężkich z jednej strony, ale i wspaniałych, przeżyć. Zapraszam gorąco do linków w ramce na prawo.


Druga Radość także wzięła mnie z zaskoczenia, w sobotę przed południem w moje skromne progi nagle zawitałaBUSIA! W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć, nikt nic nie wspomniał, Rodzice pojechali do Niej oboje… Widać czuła się na tyle dobrze, że mogła przyjechać w odwiedziny do wnuka oczko Posiedzieliśmy razem kilka godzin, obiad też zjedliśmy razem…


Trzecią Radość łatwiej było przewidzieć, albowiem mówiło się o niej już od jakiegoś czasu. Wyjazd do Kamionki, z okazji przypadających dzisiaj imienin Wujka Franka… Cała Rodzinka zjechała się na imieniny w niedzielę, bo w tygodniu jak to w tygodniu – każdy praca, szkoła.

Było naprawdę wspaniale… Pyszy obiad i deser, śmiechy i rozmowy do samego wieczora. Że już o kolejnym spotkaniu z Busią nie wspomnę haha I widok rumianolicej, spokojnie śpiącej Babci Rózi…


Na koniec ten jeden Smutek. Jeden, ale za to taki, że aż nie można uwierzyć, że to na serio. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, więc sam jestem jeszcze w szoku…

Radio Bez Barier, o którym parę razy na tutejszych łamach pisałem…do którego ekipy zostałem oficjalnie przyjęty zaledwie kilka dni wcześniej…przestało istnieć. Zostało zamknięte. Z kilku powodów. Mała ilość słuchaczy. planowana reaktywacja Radia po kilkumiesięcznej przerwie nie do końca poszła tak, jak się spodziewano. Kwestie płatności za radiowy serwer. Powody osobiste Szefostwa…

Nie powiem, że nie jest mi przykro. Jest przykro jak cholera. Upadła piękna i bardzo potrzebna w Polsce idea integracji osób pełno- i niepełnosprawnych. RBB było pionierem w tym względzie, dopiero po starcie RBB pomysł zaczęły powielać inne radia internetowe. To Radio miało w sobie jednak coś wyjątkowego.

Poza mną zaangażowało się w ten projekt jeszcze parę innych osób. Radio zamknięte, więc i Rodzinka radiowa trochę jakby rozluźniła więzy. Każdy przeżywa to w różnym stopniu teraz…

Czuję smutek, niedowierzanie, przygnębienie i żal. Też po troszę złość – zupełnie inaczej wyobrażałem sobie przyszłość tego Radia. I siebie w nim. Moje uczucia podziela większość z naszego małego radiowego grona. Walczyliśmy o RBB wszyscy wspólnie, i to nieraz – żeby było atrakcyjne, przyciągało słuchaczy, nikt nie szczędził sił, aby zabawa na pokoiku radiowym była udana. Ale jak to między ludźmi, pojawiały się problemy, które nie zawsze udawało się przezwyciężyć… Walczyliśmy widać zbyt słabo. 

Ech… Może jeszcze kiedyś powróci chociaż cząstka tego Radia i znowu będzie fajnie. Może wtedy Wasz Celt znowu będzie mógł dla Was zagrać, tak jak przed rokiem ze śp. Radikiem. Wszystko możliwe. Póki co nie myślę o żadnym innym radyjku. Może kiedyś. Ale jeszcze nie teraz… Z bólem musiałem więc usunąć linka do strony Radia. Serwer jest już od jakiegoś czasu wyłączony.

Jest teraz trochę negatywnych emocji, ale mam nadzieję, że drogi ekipy radiowej się jednak nie rozejdą i będziemy mogli pozostać w kontakcie.


Pozdrawiam Wszystkich Ciepło!

Reklamy

Posted on 4 października 2011, in Oghaim, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: