Yaba-daba-doo!

Tytułowy, klasyczny okrzyk Freda Flintstone’a jest teraz jedynym, co rzeczywiście oddaje moją radość z wydarzeń przedwczorajszych… 


Przedwczoraj bowiem, w jednym z hoteli, odbyło się nieoficjalne otwarcie kręgielni. Kręgielnię „rozkręca” Paweł, a otwarcie nieoficjalne, bo póki co tylko dla znajomych. O 19 stawiliśmy się więc ja z Rodzicami, Ciocia Basia z MariuszemPani Gosia i kilku innych znajomych Mamy z podstawówki – z których część znałem dotąd jedynie ze zdjęć.


Basia, Paweł, Sylwia i Michał jako gospodarze imprezki naturalnie byli już tam przed nami. Powiem Wam, że miejsce robi wrażenie. Jednocześnie przestronne i przytulne, kolorowe i kameralne. Tak sensus stricte to jest to coś więcej niż kręgielnia. Trzy tory do kręgli znajdują się na jednym końcu pomieszczenia; skąpane są w takim niesamowicie nastrojowym, kojącym świetle. Jedną ze ścian zdobią efektowne, trójwymiarowe panoramy miast. Na drugim końcu znajduje się bar, przy którym pracuje Michał. Pośrodku kilka stołów z wygodnymi fotelami, oraz korytarz prowadzący do drugiego przytulnego pomieszczenia tudzież na mały parkiecik… Długo nie mogłem wyjść z wrażenia. 

Nie można tam być i nie spróbować swojego szczęścia w strącaniu kręgli. Przedwczoraj pierwszy raz w życiu miałem w ręku kulę do kręgli. Już po kilku rzutach byłem najlepszy na swoim torze! hehehe


Później zaserwowali kolację – pyszne mięsko w sosie z pikantnym ryżem. W nastrojowym kącie z kręglami grała dla nas Madonna, od strony baru i parkietu słyszeliśmy zaś Boney M., Modern Talking, Golec Orkietra, Arash, Brathanki…. Coś wspaniałego!


Udało mi się jeszcze zwiedzić drugie pomieszczenie oraz parkiecik, na którym grało dwóch DJów. Po suficie, podłodze i ścianach parkietu biegły kolorowe światła układające się w różne wzory – niesamowicie efekciarsko to wygląda. Jedna z koleżanek Mamy zobaczyła mnie z Mamą przy wejściu na parkiet. Zostałem w trybie ekspresowym porwany do tańcahaha Ej, szaleliśmy, szaleli…


Jak to zwykle bywa, rozstania czas nadszedł w najfajniejszym momencie i koło 23 wróciliśmy do domu tak, jak przybyliśmy – spacerkiem… Nie pamiętam kiedy ostatni raz spacerowałem gdzieś wieczorem, a cóż dopiero późną nocą. Potrzebowałem tej imprezy bardzo…


Była to dla mnie przeogromna niespodzianka. Tym bardziej, że do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy będę brać w niej udział… Otóż ostatnio wypadłem nieco z obiegu, Moi Drodzy. Zaniedbałem między innymi korespondencję blogowo-mailową z paroma osobami. Od kilku dni walczę z lekkim katarem i ciężkim kaszlem. Wiadomo: leki i ciepła herbatka poszły w ruch. Energia własna nieco spadła. Na szczęście przedwczoraj czułem się na tyle dobrze, że mogłem się bawić razem z innym. Nie odpuściłbym sobie tego. Na teraz pozostał już tylko sam kaszel. Spoko. Będzie dobrze!


YABA-DABA-DOO! hahaha 

Advertisements

Posted on 26 września 2011, in Oghaim, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: