Lughnasadh.

Czytam sobie znowuż o Celtach. Na jednej stronie rzuciła mi się ostatnio w oczy data: 1 sierpnia, i związane z nią pojęcie Lughnasadh.

Lughnasadh było ostatnim z czterech najważniejszych świąt w kalendarzu pogańskich Celtów. Obchodzono je co roku 1 sierpnia, ku czci jednego z głównych bóstw tamtejszego bogatego panteonu – Lugha. 

Lugh to bóg wojny, słońca i sztuk wszelakich. W sagach irlandzkich uważany za wcielenie szlachetnego wojownika i przedstawiany jako silny młodzieniec o bladej skórze. Zazwyczaj odziany w jedwabną tunikę, zielony płaszcz, złoty hełm, złoty napierśnik i takież same sandały. W ręku dzierżył włócznię bądź procę. Według rzymskiego historyka Ammianusa Marcellinusa, wyjątkową wagę przywiązywał do higieny osobistej.

Lubił popisywać się tężyzną – pokonał w pojedynku olbrzyma imieniem Balor, który okazał się być jego dziadkiem (nie tylko nasza religia miała Dawida i Goliata). 

Kiedy chciał zachować anonimowość, poruszał się wśród ludzi przebrany za tajemniczego jegomościa w kapeluszu o szerokim rondzie, zawsze zasłaniającym jedno oko…

Parał się różnego rodzaju magią. Grał ponadto na harfie, pisał wiersze, znał się na obróbce żelaza, zaś jego moce przechylały szalę zwycięstwa w niejednej bitwie.

Wedle legendy, pewien irlandzki król, u którego Lugh służył, uważał go za najcenniejszego członka swej świty. Bóg otrzymał surowy zakaz aktywnego udziału w jakiejkolwiek potyczce: śmierć kogoś tak wszechstronnego byłaby dla władcy niepowetowaną stratą…

Dał swoje imię kilku europejskim miastom: Lyon we Francji, holenderskie Leiden, czy nasza dolnośląska Legnica haha Jego świętymi ptakami były kruki, które przynosiły mu zewsząd różne wieści. Miał je nawet w swoim herbie. Podobno kiedy założono Lyon, przez jakiś czas krążyły nad miastem całe ich chmary.

Można z dużą dozą pewności stwierdzić, iż Lugha przejęły z czasem plemiona nordyckie – zasiadł on w Walhali jako Odyn. Obie te postacie mają ze sobą bardzo wiele wspólnego (kruki, włócznia, duży kapelusz zasłaniający jedno oko).

Wracając jednak do samego Lughnasadh… Było to radosne święto pierwszych żniw. Organizowano wtedy wystawne uczty. Mieszkańcy wiosek mogli się wreszcie spokojnie najeść do syta i nie musieli już polegać wyłącznie na zimowych zapasach. Lughnasadh było czasem dostatku i dziękczynienia za dojrzałe zboże (zbiorem owoców i przygotowywaniem mięs zajmowano się nieco później). 

Część zboża zapiekano w pożywny chleb, resztę przerabiano na piwo. Jak w przypadku innych tego typu okazji, podczas Lughnasadh odbywały się różne konkurencje i zabawy.

Pisałem swego czasu o Samahin (celtycki Nowy Rok), oraz o Beltaine (tutaj i tutaj). Teraz o Lughnasadh. Pozostało jeszcze w przyszłym roku napisać o Imbolc… 

Pozdrawiam Celtycko hahaha 

Advertisements

Posted on 1 sierpnia 2011, in Ceilteach, Oghaim. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: