Cud małych rzeczy… :)

Będzie to, Moi Drodzy, opowieść o cudach. O takich cudach, które zdarząją się codziennie i takich raz na jakiś czas. Bo wbrew pozorom, cuda to wcale nie takie rzadkie zjawisko w tym zabieganym świecie. Trzeba tylko umieć je dostrzec…


Pierwszym (i najważniejszym) Cudem ostatnich dni, z rodzaju tych „raz na jakiś czas”, był wczorajszy wypad… Wypad na spontaniczne ognisko do Basi i Pawła… Wkoło dużo zieleni, wesoło trzaskające ognisko strzelające skrami pod bezchmurne niebo. Przy mnie RodziceBasia z Rodzinką(nie było tylko Sylwii: bieda ma egzaminy w Krakowie), Ciocia BasiaMariusz i Pani Gosia – wspólna koleżanka obecnych.

Basia przyjechała po nas o 18. Pora była już wieczorna; obawiałem się więc, że nie posiedzimy sobie zbyt długo. Na swoje szczęście pomyliłem się… haha

Była kiełbaska, kiszeczka i chlebuś pieczony. Było mnóstwo zdjęć, wspomnień, rozmów o życiu i śmiechu. Jeżeli śmiech to rzeczywiście zdrowie, to po wczorajszym wszyscy najpewniej setki dożyjemy w dobrym zdrowiu. 

Była też moja ukochana Kiarusia… Jak zawsze Ona pierwsza przybiegła się przywitać. Podała łapę i zaczęła się łasić „przestrasznie”… Jak patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi, mądrymi oczyma. Kiedy się zaczęło ściemniać, Kiara podeszła do huśtawki na której siedziałem i usiadła mi na nogach… heheMówię Wam – coś takiego jest lepsze niż najcieplejszy koc!


Kiedy się już całkiem zrobiło ciemno, zaczęły wychodzić gwiazdy. Błękitne punkciki wyraźnie widoczne na tle granatowego nieba… 

Ognisko zaś płonęło cały czas. Pomarańczowo-złoty blask rozświetlał noc. Czasami mocniej, czasami słabiej. Kilka metrów poza tym świetlistym kręgiem, wszystko tonęło w cieniu. Uwielbiam tę grę świateł i cieni… To niemalże zmysłowy taniec kochanków – światło budzi do życia cień; cień próbuje zdominować światło…

Jak to zawsze w takich wypadkach bywa, spotkanie nader szybko dobiegło końca i po północy Michał zawiózł nas wszystkich do domu. Z głębi serca dziękuję Wszystkim wyżej wymienionym za wczorajszy niesamowity czas. Tylko Wy wiecie, jak bardzo było mi tego potrzeba… Nie każcie czekać na powtórkę zbyt długo proszę…


Kolejna przyjemna niespodzianka ma postać dwóch moich przyjaciółek: Dorotki cmok i Kamili cmok, które napisały znowu do mnie ostatnio, po kilku miesiącach nieobecności. Cieszę się, że wróciłyście…


Następnego Cudu mojego należy szukać w pogodzie. W jej wczorajszym nagłym zwrocie na lepsze o 360 stopni. Rodzice już tydzień na urlopie, a tu ciągle szaruga i deszcze i klimat zgoła nie letni. Wszystkie plany, które mogły kiełkować w naszych głowach, pokrzyżowała nieustanna ściana deszczu obecna za oknami od 28 czerwca. Nie muszę chyba pisać, jak coś takiego wpływało na ogólny nastrój. Zawsze staram się szukać pozytywów, nawet w deszczowej pogodzie. Ale przez ten deszcz ostatni było z tym u mnie dosyć ciężko. Aż tu nagle wczoraj Słoneczko od samego rana… Taka cudowna pogoda i akurat na nasze ognisko. To Cud. Nie da się tego inaczej określić. Mam nadzieję, że Słoneczko pozostanie na dłużej.


Cudem jest także ulubiona muzyka Celta, dobiegająca mnie zewsząd już od dobrych kilku dni. Znowu czuję się, jakbym stanął pod tym orzeźwiającym strumieniem. Znowu trwam zanurzony w Celtyku… Co dokładnie owe zanurzenie przyniosło mi tym razem, dowiecie się jeszcze w te wakacje. Pochłaniam poza tym książki całymi tonami, z Busią rozmawiam dwa lub trzy razy dziennie. Życie cudem jest…


Polecam Wszystkim cudowny cykl o nazwie „Psie Serce” z 2003 roku, którego powtórki lecą teraz od czasu do czasu na Polsacie 2. W każdym odcinku jest inna historia, opowiedziana z punktu widzenia psa… Bardzo wzruszające haha.


Na koniec Cud w postaci warszawskiego koncertu wspomnianego pod koniec ostatniej notki. Długo trzeba było czekać, ale się opłaciło.

Niesamowity rozmach całego przedsięwzięcia… Ogromna scena i tysiące ludzi w strugach deszczu. Perfect zagrał„Autobiografię” i „Ale wkoło jest wesoło”. Kenny G. przygotował „Silhouette” (jedna z moich ukochanych Jego piosenek) i…„Niech żyję bal” Maryli Rodowicz! Zaskoczył też publiczność swoim stałym koncertowym trikiem: końcową nutę „Silhouette” ciągnął przez 8 MINUT na jednym oddechu!

Takich muzycznych zaskoczeń było jeszcze kilka. Irlandka Dolores O’Riordan z The Cranberries zaśpiewała po angielsku„Skłamałam” Edyty Bartosiewicz. Jakiś amerykański chór gospel uczynił tak samo z „Ogrodu serce” zespołu Daab. Takoż Michael Bolton ze „Szczęśliwej drogi już czas” (potem wykonał jeszcze w duecie z Kennym „Georgia On My Mind”).

Długo czekałem na tych artystów, ale było warto. Ciary na plecach przez cały czas…


Jaki z tego wszystkiego wniosek? Trzeba umieć dostrzegać te małe Cuda codzienności i cieszyć się z nich. Wiem, że to czasami arcytrudne, ale z takich właśnie większych czy mniejszych pozytywów, jakie się nam przydarzają, płynie niesamowity spokój i siła. Siła do walki z naprawdę ciężkimi wyzwaniami, których też w życiu nie brakuje. W takich codziennych, małych rzeczach kryje się komunikat od Tego na Górze: „Jestem tutaj. Jestem przy Tobie cały czas. Nigdy nie jesteś sam. Wesprzyj się na Mnie, a pomogę Ci przezwyciężyć wszystkie trudności…”.


„Cieszmy się z małych rzeczy bo wzór na szczęście w nich zapisany jest…”

Advertisements

Posted on 8 lipca 2011, in Oghaim, Smaointe, Życie Celta.... Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: