Varietes. Część 3: Dwa wyjątkowe Dni…

Kiedy pisałem poprzednią część cyklu Varietes (którego nazwa, przypomnę, wzięła się od nazwy moskiewskiego teatru z „Mistrza i Małgorzaty”) to wspomniałem, iż była jedna rzecz, która się w tamtej części nie zmieściła. Między innymi o tej sprawie chciałbym teraz napisać…


27 czerwca był piękny, słoneczny dzionek. Od rana nic nie zapowiadało, że miałby się on potoczyć jakoś szczególnie. Rodzice oboje są teraz na urlopie, więc po obiedzie wybraliśmy się na pole. Wyjeżdżamy przed balkon, patrzę – a tam Tata składa mój wózek elektryczny! hahaha

Tak Kochani, oprócz wózka manualnego mam również elektryczny. Po długim oczekiwaniu i wielu staraniach, dostałem go wreszcie w grudniu 2009. Większość moich znajomych już o tym wie, więc ta wiadomość będzie nowością przede wszystkim dla moich blogowych znajomych.

Na samodzielne kupno tego wózka nie byłoby nas stać (za taką sumę można by kupić dobry samochód), więc staraliśmy się o dofinansowanie. Udało się za trzecim razem, głównie dzięki pomocy pewnego sympatycznego faceta.

Przez długi czas wypróbowywałem ten wózek, w dosyć ograniczonym zakresie, tutaj w domu. Nie było jak pójść z nim od razu na pole, gdyż jest on dosyć ciężki. Klakson, mocna konstrukcja, joystick sterujący, regulacja szybkości, długie tylne „kółeczka treningowe” zapobiegające przewróceniu. Wytrzymałe opony, duże wygodne siedzenie, pas bezpieczeństwa, elementy odblaskowe…wózek marzenie.

Kilka dni temu po raz pierwszy Elektryczny znalazł się na polu. Jechałem sobie ostrożnie, czasem wolniej czasem szybciej. Niesamowite uczucie! Jechałem samodzielnie, po chodnikach, krawężnikach, nawet przez ulice niekiedy. Trzeba przyznać, że dla wózków nasze dziurawe ulice i wysokie krawężniki są prawdziwym torem przeszkód! heheElektryczny spisał się jednak wyśmienicie…te trzy godziny samodzielnej jazdy z Rodzicami u boku były naprawdę wspaniałe. Słońce świeci, jedziesz sobie przed siebie…aż tu nagle wiatr dmucha Ci prosto w twarz…to jest prawdziwa wolność Kochani! Aż miałem ochotę krzyknąć: „Z drogi śledzie, bo Król jedzie!”… Na w pełni naładowanych akumulatorach, mógłbym Elektrycznym przejechać jakieś 30 km. Na tym trzygodzinnym spacerze przejechałem nieco mniejszy dystans, ale nie to jest najważniejsze…


Kolejny powód do radości miałem 29. Były to bowiem imieniny Celta i życzenia napływały ze wszech stron szerokim strumieniem już od rana. Serdecznie dziękuję Wszystkim za te ciepłe słowa oraz pamięć…

Jedną z niespodzianek mojego tegorocznego święta było nagłe przybycie Basi cmok i Cioci Basi cmok. Bardzo Wam dziękuję za odwiedziny, życzenia, ciasta i prezenty (2 DVD: sensacyjni„Szybcy i wściekli”, oraz baśniowy „Książę Persji: Piaski Czasu” – ten ostatni film od dłuższego czasu bardzo mnie ciekawił).


Na koniec akcent muzyczny… Dzisiaj inauguracja polskiej Prezydencji w Radzie UE. Mnie najbardziej interesują jednak koncerty organizowane z tej okazji w Szczecinie i Warszawie. Występuje na nich kilka bliskich memu sercu gwiazd – Perfect, Michael Bolton i Kenny G. haha Zapowiada się arcyciekawy wieczór… 

Reklamy

Posted on 1 lipca 2011, in Oghaim, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: