Ach, co to był za ślub! :o)

Już zanieśli suknię z welonem…

Cyganów z muzyką nie było, ale była za to tradycyjna wiejska orkiestra wraz z drużbą…

Nie było też koni zamiatających do taktu ogonem. Był za to wspaniale udekorowany kościół oraz auta Państwa Młodych i gości.

Kazanie było piękne, tak jak pogoda. Popsuła się dopiero wczoraj.

Był „Hymn do miłości” Św. Pawła… Zaśpiewała Karolinka, córka Cioci Gosi i Wujka Wieśka. 

Panna Młoda promieniała szczęściem, przez całe 2 dni… Kiedy Młodzi przysięgali sobie wierność, Celtowi pod okularami zakręciła się łezka. Żadna komedia romantyczna kończąca się sceną ślubu nie oddaje tego, co człowiek czuje uczestnicząc w czymś takim naprawdę.

Nie mogło rzecz jasna zabraknąć na tej wyjątkowej uroczystości Mendelsona – jego dźwięki rozbrzmiewały pod koniec Mszy, kiedy Państwo Młodzi wychodzili z kościoła. 

Tam przed bramą zamiast ryżu posypał się na nich deszcz drobnych monet i płatków róż… Na szczęście.


Po krótkiej chwili wszyscy pojechaliśmy do domu weselnego, kilka kilometrów za Sączem. Budynek ogromny, klimatyzowany i dwupiętrowy, z salą główną i pokojami gościnnymi; wszyscy pomieścili się bez problemu. 

Wszystko było świetnie zorganizowane, tak w czasie przedwczorajszego wesela, jak i wczorajszych poprawin. Gorące dania i przekąski na zimno. Soki, alkohole, kawa i herbata. Drinki „normalne” i bezalkoholowe. Tych ostatnich było trzy i wszystkie spróbowałem – „Biały Miś” (sok kokosowy, sok ananasowy i syrop miętowy), „Smerfetka” (sok ananasowy i niebieski bądź zielony syrop), „Sasetka” (sok pomarańczowy plus syrop malinowy).  Dwa łyczki czegoś mocniejszego oczywiście się za zdrowie Kuzynki i Jej Męża wypiło, a jakże! Do oficjalnej „Księgi Gości” także się całą Rodziną wpisaliśmy.

Kolejnym cudownym akcentem tamtej uroczystości był fakt, że była z nami Busia. Wytrzymała od ceremonii w kościele (godzina 15:00) aż do 01:00 w nocy kiedy to wróciła do domu. My z Rodzicami zostaliśmy jeszcze do 03:00. Wtedy już zaczęły mnie poważnie plecy boleć i zabawę trzeba było zakończyć, chociaż wcale nie czułem się zmęczony. Reszta gości rozeszła się koło 05:00. Dotarłszy do domu, dosłownie zasnąłem jak kamień. Obudziwszy się zaś kilka godzin później, zacząłem myśleć o poprawinach.

Pojechaliśmy znów do domu weselnego i przez 6 godzin było „Wesele – ciąg dalszy” hehehe Ach, przecudownie!


Muszę wspomnieć tutaj o ogromnym parkiecie z dwiema dyskotekowymi kulami. Przez te 2 dni spędzałem tam więcej czasu niż przy stole z gośćmi. Tak to jest jak Cię ciągle ktoś porywa do tańca… Szalałem z Ciocią Halinką, Ciocią Gosią, Ciocią Beatą i Ciocią Marysią. Tańczyłem z Rodzicami, Karolinką, Gosią, Mateuszem i Olą… Znów jedne osoby mnie woziły, a inne trzymałem za ręce.

Spotkał mnie nawet zaszczyt zatańczenia z Panną Młodą haha Ogółem, zupełnie jak w piosence Varius Manx: „Zamigotał świat tysiącem barw…”, i nie mam tu na myśli wyłącznie tych kul nad parkietem czy żyrandoli w głównej sali.

Apropos piosenek – nie mogę wyjść z podziwu co do orkiestry i drużby. Świetnie prowadzili całą zabawę. Tańczyliśmy do różnych przebojów, między innymi: „Mój jest ten kawałek podłogi”, „Jeśli tylko chcesz”, „Lambada”, „Gdy Księżyc jasno świecił”, „Wróżka-czarodziejka”, „Siedem czerwonych róż”, „Santa Maria”, „Jesteś szalona”, „Rozmowa przez ocean”, „Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem”, „Ale to już było”, czy „Cudownych rodziców mam” (dwa ostatnie utwory zaśpiewała Karolinka: ma talent oj ma…).


Wasz Celt ponadto brał osobiście udział w wielu zabawach na tymże parkiecie. Był częścią „pociągu” sunącego przez całą salę, tańczył z innymi podczas tradycyjnych gorolskich łocepin

Była też nowa wersja „Mam chusteczkę haftowaną”… Panie trzymając się za ręce kółeczko wewnątrz, panowie (łącznie ze mną) kółeczko na zewnątrz. Wszyscy tańczą do rytmu, aż na znak drużby zatrzymują się i każdy daje buziaka tej osobie, którą akurat ma za plecami… Tym sposobem ucałowały mnie trzy zupełnie obce, ale śliczne dziewczyny oczko

Potem wybrano czterech kolegów ze strony Panny Młodej i czterech ze strony Jej Lubego. Ci faceci dobrali się w pary i dosłownie tańczyli jak im orkiestra zagrała – tango, polkę i „tańca-przytulańca”… Wszyscy RYCZELI ze śmiechu…

Żadna tego rodzaju zabawa nie byłaby kompletna bez okrzyków: „Gorzko! Gorzko!” czy podrzucania Państwa Młodych…


Z kolei przedwczoraj zrobiliśmy z Karolinką furorę na parkiecie! hehe Tańczymy sobie trzymając się za ręce, aż tu nagle pozostali uczestnicy ustawiają się w wielkie koło, a pośrodku tego koła i parkietu jesteśmy ja i Karolina… Kiedy taniec się skończył, wszyscy bili nam brawo…


Naprawdę rozpiera mnie jeszcze energia, a nogi i reszta ciała same podskakują słysząc muzykę… Nieczęsto nadarzają mi się takie okazje: aby naprawdę się rozerwać, zapomnieć o wszystkim. Pobyć w jednym miejscu kilka godzin z całą Rodziną i Przyjaciółmi… Mam teraz wielki uśmiech na twarzy. Prędko o tych minionych dwóch dniach nie zapomnę. Wszystkim z całego serca i duszy całej dziękuję…


Na koniec coś osobistego, lecz z całej tej notki najważniejszego:


RAZ JESZCZE DLA WAS WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA! OBY WSZYSTKIE DNI BYŁY TAK CUDOWNE JAK TE NA WASZYM ŚLUBIE…

Z CAŁEGO SERCA ŻYCZĘ WAM MNÓSTWO SZCZĘŚCIA I MIŁOŚCI… hahaA TUTAJ MÓJ PREZENT DLA WAS. MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ SPODOBA

Reklamy

Posted on 16 Maj 2011, in Oghaim, Życie Celta. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: