Celta Petrusa rozważania językowe.

Strona National Geographic podała niedawno informację o najnowszych badaniach amerykańskich uczonych. 

Podobno osoby znające dobrze CO NAJMNIEJ DWA języki obce mają sporą szansę uniknąć w późniejszym wieku demencji starczej. Ciekawe. Tak jakoś po tym newsie myśli moje błądzą wokół języków…


Język każdego narodu odzwierciedla poniekąd jego historię oraz rozwój lub stagnację danego społeczeństwa na przestrzeni dziejów. Można śmiało stwierdzić, że w językudanego kraju zaklęta jest dusza tegoż.


Życie Celta od dawna kręci się wokół języków. 

Z angielskim zapoznałem się w wieku 6 lat. Od dawna myślę sobie, że to Dar od Boga… Romans z owym Darem trwa do tej pory. To chyba jedyny romans, który mi się tak naprawdę udał… 

Angielski jest dla mnie źródłem wielu przyjemnych wspomnień. Stanowi także uosobienie moich marzeń. Fascynacja jest zresztą obustronna i głęboka. Ja się angażuje w tłumaczenia, w teksty piosenek, w oryginalne książki i filmy…a Język w zamian odkrywa przede mną swoje tajemnice. Niespiesznie, powoli. Kusi mnie: „Chcesz poznać moje sekrety? Zasłuż na to. Rozwijaj się. Używaj mnie. Czytaj, słuchaj. Chłoń każdą nowość, jaką ci podsuwam”… Nowe słowa, wyrażenia. Gry słów i zagadki, kiedy trafisz na coś, czego nie rozumiesz lub z czym sobie nie radzisz. Frustrujące to, ale ekscytujące zarazem. Synonimy, antonimy, powiedzenia. Archaizmy, mowa historyczna i potoczna. Każde jedno słowo skądś pochodzi, ewoluowało w taki, nie inny sposób. Każde słowo ma swoją historię. I to jest właśnie wspaniałe… Kocham angielski. Nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać. 

Uwielbiam żonglować słowami, odkrywać, jak jedno wyrażenie można zapisać na kilka różnych sposobów. Jak zmieniając szyk zdania można całkiem zmienić jego znaczenie.

Chciałbym kiedyś, zwiedzając Wyspy Brytyjskie, zamknąć się chociaż na dwie godzinki w bibliotece Oxfordu i wzorem Tolkiena przeglądać staroangielskie teksty… haha


W późniejszym okresie doszedł język niemiecki. Uczyć się go uczyłem, ale takiego zauroczenia jak w przypadku englisza jakoś nigdy nie było. Rozpoczynając liceum, wybrałem niemiecki jako dodatkowy, gdyż uczyłem się go już parę lat wtedy, więc kontynuacja była zrozumiała.

Paryż jest jednym z miejsc, które mam nadzieję kiedyś odwiedzić. Sam język francuski jest jednakże w mowie zbyt „nosowy” (bo w brzmieniu samym ładny)… 

Co do dojcza – umiem się przedstawić w razie czego i parę innych rzeczy. I na tym, myślę, poprzestanę. Niemiecki jest ciężki i twardy. Te cechy zniechęcają do jego dalszej nauki. Nie „siedzi na języku” tak lekko jak angielski. Nie przeczę, iż Niemcy mają taki język, jaką naturę: praktyczny… Ułatwiają sobie życie, łącząc dwa albo trzy odrębne słowa w jedno dłuższe, np. einundzwanzig („jeden i dwadzieścia”), czyli 21. 

Może, gdybym za młodu znalazł się w Niemczech zamiast USA… Kto wie? Tak czy siak, dojcz zarzucony i nie żałuję.


Skoro już przy tym jesteśmy – za gramatyką (niezależnie od języka) nie przepadam. Nie pojmuję jej. To mogłaby być jakdla mnie kolejna nauka ścisła, jak matma czy fizyka. Słowa i to, co można z nich zbudować: to zupełnie inna sprawa…


Powiedziałem o informacji NG mojej Mamie. Ona na to: „Powinieneś się zacząć uczyć kolejnego w takim razie, włoskiego albo hiszpańskiego”… Potwierdziła tylko to, o czym sam myślę już od dłuższego czasu.

Hiszpański od dawna istnieje gdzieś tam na obrzeżach mojej świadomości lingwistycznej. W Stanach oba języki prężnie funkcjonują obok siebie. Sklepy czy dokumenty, gdzie nie widniałby napis: „Se Habla Espaniol” – „mówimy po hiszpańsku”, należą do rzadkości. Sam znam hiszpański w stopniu niedostatecznym do swobodnej rozmowy: „hola”,„¿Cómo está?”„hasta mañana!” (kolejno: „cześć”, „jak się masz”, „do jutra!”), potrafię też policzyć od 1 do 10 ale nic poza tym…  Do zgłębiania hiszpańskiego zachęca mnie moja przyjaciółka Sylwia, która czas jakiś przebywała w tamtejszym gorącym klimacie. A ja się waham. Między hiszpańskim a włoskim. Bo Włochy są kolejnym miejscem, gdzie chciałbym się znaleźć.


Słuchając piosenek celtyckich, myślę sobie niekiedy, że dobrze byłoby znać chociaż kilka zdań czy zwrotów wirlandzkiej lub szkockiej odmianie języka gaelickiego. Tak naprawdę, porządnie je znać. Przybliżyłoby mnie to jeszcze bardziej do mojej ukochanej kultury… haha  

Enya, Clannad, The Chieftains, czy Boreash częstokroć śpiewają w jednym z tych 2 tradycyjnych języków, na płytach tytuły niektórych piosenek są tak właśnie zapisane (np.„Smaointe”, czy „Caide Sin Do’n Te Sin”).

I takie przypadki bardzo mnie frustrują. Bo nie wiem ani o czym jest dany tytuł lub piosenka, ani jak to zapisać, ani tym bardziej jak to wymówić. A ja nie lubię czegoś nie wiedzieć…


Bardzo chciałbym się nauczyć kolejnego języka. Opanować go chociaż w ćwiartce. Póki co nie wiem, jaki to będzie język (skłaniam się wszakże ku italliano), ani czy będę mógł go poznać na tyle dobrze, na ile bym chciał. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Advertisements

Posted on 12 marca 2011, in Breataine Moire, Eire, Oghaim, Smaointe and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: