Dedykacja, albo Powrót do korzeni. Część 5…

Tutaj część czwarta. Zanim jednak przejdę do niniejszej części, kilka osobistych słów na początek…


Pragnę tę notkę (a zwłaszcza pewną jej część… ) z głębi serca zadedykować mojej przyjaciółce Kindze. Dorastaliśmy na tych samych programach, wychowaliśmy się razem i mamy wiele, wiele wspólnych wspomnień. Nie tylko telewizyjnych…


Mam nadzieję Kochana, że ta drobnostka chociaż trochę Ci się spodoba. Płynie ona prosto z serca…    


***


Jak każdy dzieciak miałem w tamtych czasach swoje NAJ-NAJukochańsze seriale, swoich dziecięcych bohaterów.


Zaczęło się wszystko od „Wojowniczych żółwi ninja” (w klipie pisze: „od 87 do 90”, ale ja kojarzę, że to właśnie intro towarzyszyło bajce przez większą część lat 90-tych)… Odkąd pierwszy raz ujrzałem Leonarda, Donatella, Michaelangelo, Rafaela, Splintera (bądź Rębajłę, jak się go czasem po polsku nazywa), okrutnego Shreddera, dociekliwą April O’Neil oraz hokeistę-samotnika Casey’ego Jonesa, nie istniało dla mnie nic innego. Wciąż mam do tych postaci sentyment przeogromny. Była to pierwsza bajka, która tak zupełnie i prawdziwie mnie „porwała”…

Przez lata „Żółwie” doczekały się kilku serialowych inkarnacji oraz trzech pełnometrażowych filmów tudzież paru książek o ich przygodach. Były, naturalnie, także zabawki i gry komputerowe.


Śmiałem się do rozpuku, oglądając serial „Allo, Allo!”. Do dzisiaj krąży w mojej Rodzinie najsłynniejsze chyba powiedzonko z tego serialu…

Bar Renee odwiedza regularnie francuski żandarm, mówiący po angielsku z mocnym akcentem (który w języku polskim świetnie oddali tłumacz i lektor). Tenże żandarm ma zawsze tylko jedno powitanie: „Dziń dybry… Ukrydli mi ryrwur!”  


Nastał także czas popołudniowych maratonów na kanale „Fox Kids” w Chicago…

Amerykańskie adaptacje japońskich seriali przygodowo-fantastycznych: „Big Bad Beetleborgs”„VR Troopers”,„Masked Rider” (w Polsce zdubbingowany przez TV4 i Piotra Adamczyka, tu akurat trafiło się intro z francuskimi napisami), a także najbardziej przeze mnie ukochany wtedy serial, ikona nie tylko mojego dzieciństwa: „POWER RANGERS”


Nie bez powodu napisałem ten ostatni tytuł wielkimi literami. Wszystkie cztery wyżej wymienione seriale mają w moim sercu wyjątkowe miejsce. Jednakże „Wojownicy Mocy” (jak się czasami tłumaczy Power Rangers po polsku) są dla mnie istną perłą w koronie z wielu względów… Żadnego innego serialu nie śledziłem tak uważnie, z takim przejęciem. Na każdy kolejny odcinek czekałem z wypiekami na twarzy.

Chociaż z perspektywy czasu widzę, jak przewidywalne były te seriale, bo założenia zawsze były takie same, to mimo wszystko dla 9,10-latka te wszystkie potwory, bohaterowie i różne moce…sama możliwość stania się herosem, od którego postawy zależą losy całego Wszechświata – to naprawdę wzruszało, całkowicie zapierało dech. I niekiedy nadal zapiera… Nie wstydzę się bowiem przyznać, że od czasu do czasu powracam do tych seriali, zwłaszcza do PR. Z nostalgicznym uśmiechem patrzę na te tak znajome sceny walk, na te najróżniejsze odcinki, przebieram w sezonach – i znowu przez chwilę mam 10 lat… Wciąż pamiętam zaskoczenie, jakie czułem po powrocie do kraju w 1997, kiedy Rodzice przypadkiem odkryli pierwszy odcinek pierwszego sezonu Power Rangers na Polsacie…

Ten serial, którego grupą docelową były głównie dzieci, stał się (ku zaskoczeniu większości) jedną z ikon lat 90-tych. W początkach PR szczególną sławę pośród obu płci zyskało troje aktorów. Każdy chłopak chciał być taki jak Tommy, czyli Jason David Frank. JDF jest najdłużej występującym w PR aktorem w historii. Najsławniejszym też. Mistrz sztuk walki. Legendarny ZielonyBiałyCzerwony, w końcu CzarnyWojownik. Z kolei połowa fanów (w tym i ja) podkochiwała się w Różowej Wojowniczce, Kimberly, i grającej ją Amy Jo Johnson. Śliczna, zgrabna i wysportowana. Długo i często śniłem o niej w tamtych czasach…

Dziewczyn także ta cała mania nie ominęła – chyba wszystkie fanki podkochiwały się w Tommym, a przynajmniej połowa chciała być taka jak Kimberly, albo jak Żółta Wojowniczka: Trini (Thuy Trang, zginęła w wypadku samochodowym parę dni przed atakiem terrorystycznym na WTC).

Wiadomo jednak, iż każdy medal ma dwie strony. Drugą stroną tego medalu było paradoksalnie to, co zapewniło „Wojownikom…” tak niebywały sukces – entuzjastyczne przyjęcie najmłodszych. U części dzieciaków owy entuzjazm skończył się złamaniami kończyn, nosów, podbitymi oczami i paroma innymi obrażeniami, wyniesionymi z naśladowania tego, co widziały w serialu. Jak w zasadzie dynamiki Newtona, taka akcja naturalnie sprowokowała reakcję rodziców, którzy zaczęli pisać protesty. Skutek był taki, że niektóre schwarzcharaktery tudzież sceny walki zostały drastycznie złagodzone, a to z kolei nie spodobało się części „hardkorowych” fanów. Cóż, wszystkim nie dogodzi…

Przez takie wypadki jak te opisane powyżej, dostrzega się w większości tylko tę adrenalinę, te walki i guzy nabijane przez dzieciaków. Ale „Wojownicy Mocy” miały też bardzo pozytywny aspekt. Cały serial, poprzez wszechobecne tam sztuki walki i akrobatykę, promował dyscyplinę oraz aktywność fizyczną. Kładł nacisk na fizyczny i duchowy rozwój osobisty. Na umiejętność podejmowania decyzji w trudnych sytuacjach. Ukazywał wagę przyjaźni i pracy zespołowej…

Od emisji pierwszego sezonu w 1993 roku, „Power Rangers” miało lepsze i gorsze sezony (w lutym wystartuje w Stanach sezon 18), sławę zyskiwali kolejni Wojownicy i aktorzy stojący za nimi. Było też trochę kontrowersji. Ogólnie rzecz biorąc, serial ten ma w sercach znakomitej większości jego zwolenników miejsce trwałe i pełne sentymentu. Tego raczej nie zmieni już nic (przynajmniej w moim przypadku). 


Były wszystkie najlepsze anime z dawnego RTL7: „Rycerze Zodiaku”„Dragonball (z intrami do tego był problem wstawić, ale początki wszystkich trzech serii są na YT). „Yaiba” i przygody Liny Inverse. Dwie nie-japońskie bajki z tej samej stacji: „Rocky i Łoś Superktoś” oraz Dzięcioł Woody. Poza wymienionymi tytułami, moi rówieśnicy mogli jeszcze oglądać „Kamień Snu”„Wojowniczki z krainy marzeń”. Francuskie: „Kangoo” i „S.O.S. Croco”„Superpsa”, czy„Łowcę dusz”… Pamiętasz to może, Kiniu?  Pamiętacie, Drodzy Czytelnicy?


„Rycerzy…” szukałem po necie od dawna i nawet na YT nie mogłem znaleźć tej ich wersji z RTL7 (japoński oryginał, ale z francuskim dubbingiem, a na to polskim lektorem). Aż w końcu rok temu odnalazłem wreszcie to anime za sprawą mojej Kochanej Siostry Margotki ( ). 

Również za sprawą wspomnianej wyżej właścicielki bloga Plakatowego udało mi się odnaleźć kolejną perłę mojego dzieciństwa, która lata już siedzi w mojej głowie i która dotąd samodzielnie znaleźć się nie dawała, gdyż tytułu spamiętać nie mogłem: „Bionic Six” – o pewnej rodzinie, która dzięki cybertechnologii zyskuje niesamowite zdolności i ratuje świat przed złem. Aj, wspomnienia, wspomnienia…  


Będąc dzieckiem lat 90-tych, nie można było nie oglądać„Czarodziejki z Księżyca” i serialowego „Robo-Copa” (oba puszczane na Polsacie 2, kiedy była to jeszcze samodzielna stacja, a nie kalka Polsatu dla zagranicznej Polonii).


Prócz tego, moje młode lata ubarwiały zawsze:

– „Dziewczyna z komputera”. Grająca tytułową rolę Vanessa Angel to kolejna dziewczyna, o której wówczas bardzo dużo myślałem, chociaż nie tak często jak o Amy Jo Johnson; 

– „Misja w czasie” i „Zagubiony w czasie” (mimo podobieństw w fabule i tytułach, są to dwa różne seriale, z różnych stacji).


Najlepsza moim zdaniem odsłona sagi o Transformersach: trójwymiarowe „Beast Wars”. Do dzisiaj wyraźnie pamiętam głos lektora, Zdzisława Szczotkowskiego, czytającego na Polsacie każdy odcinek

Podobnie rzecz się miała z nadawanym także na Polsacie (a opartym luźno na celtyckich legendach) serialu „Tajemniczy rycerze z Tir-na-Nog”. Uwielbiałem go niemal tak samo jak PR. Nigdy nie mogłem przegapić ani jednego odcinka.


Przerobiłem w tamtym okresie chyba wszystkie „meny”: Superman, Batman, He-Man (pamiętam jak jeden odcinek oglądałem jeszcze u Babci Marysi, na jej kolanach), Spider-Man, Night-Man, Mighty Man, Iron ManX-MenCaptain Caveman, albo Bird-Man

Z dawnego RTL7 mam jeszcze w pamięci do dzisiaj serial o sparaliżowanym od pasa w dół, czarnoskórym naukowcu, który konstruuje sobie specjalny, naszpikowany gadżetami kombinezon, za pomocą którego może znowu chodzić i jako M.A.N.T.I.S. wymierzać sprawiedliwość w swoim mieście. Tak jak w przypadku „Wojowników”, VR Troopers, czy Żółwi Ninja, na tę pozycję także czekałem z zapartym tchem całymi popołudniami…


Innym serialem, który bardzo mnie zaciekawił, był emitowany w 2002 roku, 13-odcinkowy serial pt. „Wiedźmin” na podstawie prozy Sapkowskiego, którą zresztą bardzo lubię.  Filmu nigdy nie widziałem, więc tutaj się nie wypowiem. Serial puszczali zawsze popołudniami… Do dzisiaj dokładnie pamiętam muzykę z serialu i kreację Żebrowskiego, Zamachowskiego, Dymnej i Wolszczak.


Jak przez mgłę pamiętam także „Gwiezdne Wrota” – serial zrealizowany na fali sukcesu filmu pod tym samym tytułem. Samej fabuły nie kojarzę w zasadzie w ogóle. Pamiętam jedynie dwie postacie: dowódcę misji, Jacka O’Neilla (w tej roli Richard Dean Anderson, czyli McGuyver), oraz ciemnoskórego Obcego ze złotym tatuażem na czole: Tealca…


Na koniec tej szczególnej notki pragnę opowiedzieć o jeszcze jednym serialu, który zapadł mi głęboko w serce już ładnych parę lat temu i do dzisiaj jest jednym z moich najbardziej ukochanych… „Legendy Kung-Fu” z nieżyjącym już niestety Davidem Carradinem, oraz Chrisem Potterem (emitowany: 1993-1997). Jeden z lepiej wykonanych i fajniejszych tytułów, jakie dane mi było oglądać.

Kiedyś puszczano go najpierw na Polsacie, później na TVN-ie. Nie potrafię opisać, jak bardzo czekałem na każdy kolejnyodcinek. Ta tajemniczość, ten mistycyzm, te sztuki walki – to wszystko było takie emocjonujące…   

Odkąd skończyli emisję „Legend” na TVN, czekałem, czy może na jakiejś innej stacji znowu poleci. Czekałem i się nie doczekałem niestety, więc zacząłem szukać na własną rękę. Poszukiwania długie i żmudne trwają do dzisiaj, jako że różne odcinki wszystkich czterech sezonów rozproszone są po całym necie: na torrentach kilka odcinków pierwszego sezonu, na „Chomiku” kilka następnych. Nie chcę jednak wszystkiego zbierać i gromadzić na komputerze; takie odcinki zajmują dużo miejsca, a i przegrywarka nieco mi szwankuje.

Szukam więc dalej. W ramach tychże poszukiwań, poprosiłem nawet o pomoc mojego przyjaciela-księdza ze Stanów. W tym miejscu należy wspomnieć, że na Legendy Kung-Fu z Carradine’em składają się tak naprawdę dwa seriale powiązane ze sobą. Pierwowzorem tego wyżej wspomnianego z lat 90-tych, jest serial nadawany w amerykańskiej telewizji w latach 1972-1975. W tej pierwszej produkcji główną rolę mnicha Shaolin i mistrza sztuk walki miał zagrać sam Bruce Lee. Jednakże z powodu ówczesnego klimatu politycznego do roli Caina wybrano ostatecznie Davida. I to właśnie ten pierwotny serial znalazł mi ksiądz Tom. Oglądając odcinki zdałem sobie sprawę, że nie tego szukałem. Zatrzymałem jednak ten podarek, gdyż fabuła jest ciekawa. A kiedy już znajdę te „Legendy”, o które mi chodzi, będę miał komplet. 

Czasami naprawdę ogarnia mnie frustracja. Mam piosenkę przewodnią, mam 7 pierwszych odcinków znalezionych na torrentach, posiadam też tytuły odcinków wszystkich czterech sezonów – ale jak dotąd NIGDZIE, na żadnej stronie, w żadnym sklepie, nie natrafiłem na wszystkie 4 sezony. Ja wiem, że to już stara produkcja, w dodatku mało spopularyzowana. Ale GDZIEŚ jakieś kopie DVD dobrej jakości MUSZĄ jeszcze być. 

Tak bardzo chciałbym ten serial znowu odnaleźć. Wiąże się z nim dla mnie tyle przyjemnych uczuć… Wierzę, że w końcu będę go miał w swojej płytotece. Wszystkie cztery sezony. Nie wiem jak, ani nie wiem kiedy. Ale będę go miał na pewno…


Część szósta cyklu nastąpi…

Posted on 25 stycznia 2011, in Oghaim, Życie Celta... and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Rozmowy pod Wielkim Dębem...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: